Zapiski 1994 c - 1996
O żydowsko-polskich
stosunkach.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
Nie
mogę pojąć obaw niektórych naszych polityków przed jednoznacznymi pozytywnymi
ocenami płk Kuklińskiego. p
Dziwią mnie
niezmiernie, negatywne oceny dokonywane przez szanowanych przeze mnie polityków
o solidarnościowym rodowodzie dotyczące pułkownika Kuklińskiego. Tak jakby ich
walka z komunistycznym reżimem i przeciw uzależnieniu Polski od ZSRR miała inny
cel niż działania płk Kuklińskiego. Czy może obawiają się niemądrze, że zasługi
płk Kuklińskiego pomniejszą w społecznym i historycznym odbiorze ich zasługi?
Co gorsze te same osoby odnoszą się w moim odczuciu bardziej przyjaźnie do
generała Jaruzelskiego, a w każdym razie są dla niego bardziej wyrozumiałe niż
dla płk Kuklińskiego. Oczywiście Jaruzelski oddał pokojowo władzę, trzeba to
docenić i chyba darować karanie za jego antypolską postawę i działania,
jednak unikanie ocen moralnych i politycznych jego działalności
w obliczu prawie ostracyzmu wobec płk Kuklińskiego jest dla mnie nie do
pojęcia. Jak można nazywać człowieka, który działał przeciwko naszemu najpierw
okupantowi a później prawie- okupantowi zdrajcą? To, że złamał prawo PRL-u nie
ma dla mnie żadnego znaczenia, liczy się dobro kraju, a właściwie ma znaczenie,
chwała mu za takie złamanie prawa. Czy ci potępiający jego działania uważają
ZSRR za kraj przyjazny a USA za kraj wrogi Polsce?
Maj, 2011 r.
Popieram oczekiwania przyjaciół
Pułkownika Kuklińskiego aby wolna już Polska uhonorowała wreszcie, chociaż
pośmiertnie Pułkownika Kuklińskiego. Z całą pewnością Pułkownikowi należy się
order Orła Białego i pośmiertnie awans na generała. Należy się też uhonorowanie
jego małżonce.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
O żydowsko-polskich
stosunkach.
Jeśli wierzyć
niektórym publicystom, przez długie lata część społeczeństw zachodnich
kojarzyła Polaków nie, jako ofiary hitleryzmu, nie, jako koalicjantów z II
wojny światowej, którzy w miarę swoich możliwości i sił walczyli z
hitlerowcami, ale jako sojuszników Hitlera, jako wspólników w zagładzie Żydów.
Nie negując występowania w Polsce grzechu antysemityzmu, zrównywanie Polaków z
niemieckimi faszystami było i jest ogromnym nadużyciem. Na powstanie i
utrzymywanie się tak bezwzględnej opinii spory wpływ mieliśmy my sami, Polacy,
nie dopuszczając do siebie myśli, że w opiniach o nas jest jakaś część prawdy,
okopując się w swoich stereotypach nieskazitelnego, wspaniałego narodu.
Odpowiedzią wielu z pośród nas na oskarżenia jest atak, są niewybredne
opowieści i opinie o Żydach, o tym, że rządzą światem, że są przyczyną różnych
nieszczęść.
Musimy się
przyznać sami przed sobą do tego, że Polacy w czasie okupacji przyjmowali różne
postawy, obok postaw pięknych, obok ratowania Żydom życia, z narażeniem życia
własnego i swojej rodziny, były też postawy podłe. Polacy nie są narodem
morderców, ale nie są też narodem aniołów.
Musimy się
przyznać do tego, że rozprzestrzeniająca się po całej Europie i docierająca
również do nas obłędna ideologia faszystowska miała i u nas swoich zwolenników
i wyznawców. Musimy się przyznać do grzechu obojętności dużej części naszego
społeczeństwa na losy polskich Żydów w czasie okupacji, do grzechu zaniechania
ich ratowania, do tego, że byli wśród nas Polaków i tacy, którzy ich wydawali
hitlerowcom, wreszcie do udziału części Polaków w pogromach i mordach Żydów-
naszych współobywateli. Trudno jest przyjąć prawdy przykre, bolesne,
zmieniające nasz wizerunek o sobie, wizerunek wzorcowego narodu i dobrych,
pokrzywdzonych przez historię Polaków. Jest to jednak konieczne. Musimy się na
to zdobyć.
Trzeba poznać o sobie wszystkie prawdy i te
dobre i te złe, które uwierają, aby wyciągnąć nauki, aby wreszcie stać się
normalnym społeczeństwem, bez kompleksów, ale też i bez pychy.
Narody,
społeczności dowartościowane, silne nie reagują histerycznie na krytykę.
Społeczeństwa zakompleksione zachowują się podobnie do rozhisteryzowanego dziecka:
emocjonalnie, bezmyślnie. Społeczeństwa dojrzałe dążą do poznania prawdy,
każdej prawdy i tej dobrej i tej złej. Aby doszło wreszcie do normalnych
relacji między Żydami i Polakami niezbędna jest otwartość obu stron, przyznanie
się do swoich grzechów i ułomności i nie okopywanie się w swoich opiniach.
Również trzeba otwarcie mówić i dyskutować o dużym udziale Żydów w
represjonowaniu Polaków przez komunistyczne władze a zwłaszcza przez represyjny
aparat Urzędu Bezpieczeństwa. Miało to zapewne wpływ na funkcjonowanie do dziś
stereotypów, że każda władza w Polsce jest opanowana przez żydokomunę.
Potrzebne jest
ujawnianie każdej prawdy. Potrzebne jest ujawnianie prawdy o pogromach, o
antysemityzmie wśród Polaków, o szmalcownikach, ale potrzebne jest też ujawnianie
prawdy o tym, że w komunistycznej władzy, rządzie, prokuraturze zainstalowanych
było przez Stalina dużo przeważnie pochodzących ze wschodu Żydów, którzy
odpowiadali za represje i zbrodnie przeciwko Polakom walczących o wolność, z
wojennego podziemia, z AK, tym, którzy sprzeciwiali się zainstalowaniu przez
Sowietów w naszym kraju komunistycznej władzy. Potrzebne jest upublicznienie
prawd, publiczna dyskusja o nawet najtrudniejszych i najboleśniejszych
sprawach. Bez tego będą trwały podskórne, wymykające się rozsądkowi opinie,
nienawistne sądy i oddalać się będzie pojednanie.
Nikczemność
ludzka nie jest przypisana do jakiejś nacji czy rasy, jest ponadnarodowa i
ponad-rasowa. Lepiej, pożyteczniej jest rozpoznawać warunki i mechanizmy, które
nikczemność wyzwalają niż przypisywać ją określonym nacjom czy grupom.
Żydzi
doświadczeni biedą, upokarzani łatwiej i częściej niż inni ulegali
komunistycznej propagandzie, komunistycznej wizji powszechnej szczęśliwości,
szczęśliwości dla ludu. Nie usprawiedliwia to jednak konkretnych osób, które
pastwiły się nad innymi.
Utrwalonych
przez lata stereotypów na pewno nie można pozbyć się nagle, ale mam nadzieję,
że droga zbliżania się do siebie i wzajemnego zrozumienia i porozumienia już
się rozpoczęła.
Po latach obłudy
jesteśmy głodni prawdy, nawet, jeśli jest ona dla nas przykra. Czy jednak jak
twierdzą niektórzy jesteśmy w tym odkrywaniu prawdy zbyt gorliwi,
masochistyczni i przedstawiamy zbyt często fakty i procesy mniej korzystnie dla
nas niż to było w rzeczywistości, zbyt pośpiesznie przyznając rację
funkcjonującym za granicą opiniom? Myślę, że nie można ignorować takich opinii,
trzeba o nich dyskutować i starać się dochodzić do prawdy, każdej prawdy tej
gorzkiej i tej pozytywnej. Powinniśmy też domagać się prawdy, zmiany
funkcjonujących o nas opinii, jeśli tylko są one niezasłużone. Na pewno też
istnieje potrzeba ujawniania, a nawet chwalenia się tym co jest w nas dobre i
czego dokonaliśmy pozytywnego, kształtując tym nasz nowy, inny obraz wśród
innych społeczeństw. Nikt za nas tego nie uczyni.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
Nawet w
społeczeństwach rozwiniętych, otwartych funkcjonują stereotypy.
Nawet w
społeczeństwach rozwiniętych, otwartych, mogą funkcjonować stereotypy Są one
przenoszone z przeszłości, z pokolenia na pokolenie, lub ich źródłem jest prasa
i inne źródła informacji. Nieweryfikowane informacje wprowadzane do obiegu na
długo mogą wypaczać zbiorową świadomość. Dojrzałość społeczeństw powinna
przejawiać się wyczuleniem na fałszywość informacji, na manipulacje. Dojrzałe
społeczeństwa to takie, które dostrzegają własne niedoskonałości, nie wypierają
się własnych win wobec innych, które nie bronią się zaciekle przed słusznymi
zarzutami, które przyjmują je z pokorą. Jednak społeczeństwa mają też prawo do
obrony, jeśli wysuwane wobec nich zarzuty są niesłuszne, mocno wyolbrzymione,
niesprawiedliwe. Kto i w jaki sposób ma pomagać społeczeństwom w rozstrzyganiu
dylematów o słuszności lub niesłuszności zarzutów? Najlepiej, gdy czynią to
badacze przeszłości, historycy, socjolodzy, psycholodzy, fachowcy z innych
dziedzin, wspólnie, ze wszystkich zwaśnionych stron, przy wsparciu takich
fachowców z zewnątrz, ze społeczności będących poza konfliktem.
Listopad 1994 r.
O
uprzedzeniach.
Animozje społeczne i narodowe
biorą się z reguły z zaistnienia między grupami, społeczeństwami, nacjami
sprzeczności interesów. Indianie
spychani z zajmowanych terenów amerykańskiego kontynentu, czy zagrożeni takim rugowaniem
widzieli w osadnikach wcielenie zła. Z kolei osadnicy z Europy, w których była
przemożna chęć osiedlenia, rozpoczęcia od nowa życia, tworzenia wspólnoty i
zagospodarowania według nich dziewiczych terenów widzieli w Indianach
strasznych dzikusów zagrażających ich życiu. Antysemityzm europejski brał się z
ekspansywności ekonomicznej, najpierw żydowskich osadników a potem z
zakorzenionych już na europejskich obszarach żydowskich mniejszości itd. itd.
Największe
uprzedzenia wobec innych pojawiają się i rozrastają w społeczności wtedy, gdy
ona sama jest upokorzona, niedowartościowana, sfrustrowana, gdy się jej nie
wiedzie, gdy rzeczywistość rozmija się z oczekiwaniami. Wtedy szuka się
przyczyn takiego stanu. A przyczyn najłatwiej szukać nie w sobie, ale na
zewnątrz, w innych, odmiennych. Stosuje się przy tym często odpowiedzialność
zbiorową. Nie ocenia się ludzi indywidualnie, na podstawie tego, co oni sobą
reprezentują, lecz staje się ważne to, z jakiej pochodzą nacji, jaką wyznają
religię, jakiej są orientacji seksualnej itp. itd.
W czasach, gdy
do Polski docierali Żydzi, Cyganie, Reformatorzy religijni (heretycy), gdy
znajdowali tu bezpieczne schronienie Polska była silna ekonomicznie,
społeczeństwo polskie było dowartościowane. Fobie narodowe, ruchy przeciw
mniejszościom, przeciwko „obcym” nasilały się w miarę tego jak Polska pogrążała
się w chaosie, w nieszczęściach. Największe nasilenie nietolerancji następowało
w czasach niewoli, utraty suwerenności, w czasach kryzysów ekonomicznych i po
obu wojnach światowych. Przed wiekami, gdy do Europy, także do Polski migrowały
ludy i narody, pomimo, że nie istniały wtedy, tak jak to się dzieje dzisiaj
programy rządowe, instytucje zajmujące się integracją przybyłych grup z
ludnością miejscową, przybyłe tu społeczności i grupy były dobrze traktowane i
przez wieki współżyły z gospodarzami bez większych waśni.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
Żydzi przez
prawie dwa tysiąclecia żyli na wygnaniu, bez swojej ojczyzny.
Żydzi przez
prawie dwa tysiąclecia żyli na wygnaniu, bez swojej ojczyzny, rozproszeni po
Afryce, Europie a później Ameryce i całym świecie. Zachowali przez wieki
odrębność kulturową. W 1948 r. otrzymali skrawek tej ziemi na której żyli od
około XIII wieku p.n.e. do około 70 roku n.e. Otrzymali szansę utworzenia
swojego odrębnego państwa. Ten skrawek ziemi znajduje się między wielkimi
obszarami zamieszkałymi przez Arabów i inne ludy semickie wyznające religię
islamską. To liczące ponad 2 mln osób społeczeństwo „zanurzone” w żywiole
arabskim i islamskim musiało zbudować państwo silne, odporne na zakusy
sąsiadów. Czy może dziwić to, że szukało ono pomocy, wsparcia w świecie i w
swoich diasporach żyjących w Europie, Ameryce i innych częściach świata
(Łącznie na świecie żyje kilkanaście milionów Żydów)? Było to czymś naturalnym
i logicznym.
Ameryce należy
się uznanie za to, że wstawiała się za Żydami, którzy tworzyli państwo Izrael,
że pomagała zbudować im swoją suwerenność. Dlatego dziwią mnie głosy, które
zarzucają Ameryce i innym krajom, że to czyniły, które zarzucają diasporom
żydowskim, że solidaryzowały się z rodakami z Izraela. Owszem my Polacy możemy
czuć się rozgoryczeni tym, że nie otrzymaliśmy pomocy od sojuszników w czasie
wojny i po wojnie, że oddano nas pod władanie komunistycznego Związku
Sowieckiego. Być może zazdrość, że inni otrzymali pomoc a my nie, dyktuje takie
opinie. Jeśli jednak Żydzi, którzy byli pozostawieni samym sobie w czasie, gdy
dokonywano ich zagłady, którzy przeżyli hekatombę i byli pozbawieni swego
państwa i obszaru który zamieszkiwali przez 20 wieków, dostali wreszcie szansę
i pomoc przy jego tworzeniu i obronie, to było to ze wszech miar czymś
pozytywnym. My Polacy, ci żyjący w kraju i ci rozproszeni po całym świecie,
chcemy utrzymać wzajemną więź. Oczekujemy wzajemnego moralnego wsparcia w
chwilach trudnych. Oczekujemy też wsparcia od innych krajów. Oczekujemy pomocy
od Polaków z Zachodu, jesteśmy gotowi pomagać Polakom ze Wschodu. Dlaczegóż
mieliby zachowywać się inaczej Żydzi?
Oczywiście,
czym innym jest ocena działań Izraelczyków i Palestyńczyków względem siebie.
Również w Izraelu są liczne siły ortodoksyjne, nieprzejednane wobec
Palestyńczyków. Działania agresywne, odwetowe zarówno Żydów jak i
Palestyńczyków są potępiane przez cywilizowany świat, w tym przez Amerykę.
Przybywający i
osiadający u nas Żydzi kultywowali przez wieki swoją kulturę, trudno się
asymilowali, dlatego byli postrzegani, jako ci inni, budzący ciekawość, ale i
uczucia lęku i niechęci. Aby przeżyć imali się różnych zajęć. Ponieważ nie
posiadali ziemi imali się tego, co ludy z Bliskiego Wschodu umiały najlepiej,
handlu, prowadzili knajpy, wyszynki, później po dorobieniu się niektórzy z nich
zakładali własne przedsiębiorstwa. Byli Żydzi bogaci, byli też i biedni. Ci
bogaci z czasem zaczęli wzbudzać wśród Polaków niechęć, albo jako konkurenci albo
po prostu jako „burżuje-bogacze”, taką samą zresztą jak przedsiębiorcy innych
narodowości. Ci biedni z kolei zaczęli wzbudzać uczucia niechęci,
podejrzliwości, gdyż byli inni, żyli w enklawach, zachowując swoje tradycje i
przyzwyczajenia. Dużo emocji wzbudzali ci Żydzi, którzy pełnili rolę
współczesnych banków i utrzymywali się zarabiając na oprocentowywaniu pożyczek.
Nikt nie lubi zwracać pieniędzy i to z odsetkami. Trudno jest wyrazić swoją
niechęć i agresję, wobec dużego, silnego banku, łatwiej było to uczynić wobec
pojedynczych osób.
To, co było
wielką trudnością dla żydowskich przybyszy w ustroju feudalnym, brak własności
ziemi i przywiązania do ziemi, co powodowało konieczność szukania źródeł
utrzymania w działalności poza rolniczej, stało się pozytywem w tworzącym się
ustroju kapitalistycznym. Zmuszeni do aktywności w usługach, w handlu, do
prowadzenia działalności kredytowej, do prowadzenia karczm, sklepów, kas
pożyczkowych i do innych przedsięwzięć posiedli wiedzę i nabrali doświadczenia,
które procentowało kapitalistycznej przedsiębiorczości. Mieli oni w niej
przewagę na innymi społecznościami osadzonymi mocniej w ustroju feudalnym.
Podobne do Żydów umiejętności przydatne w kapitalizmie posiedli też Ormianie,
których los również nie oszczędzał i zmuszał do aktywności, która umożliwiała
im przetrwanie w niesprzyjającym im czasie.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
Jak uporać
się z własną, niedobrą, wstydliwą przeszłością?
Historia
odciska piętno zarówno wtedy, gdy narody, społeczeństwa są krzywdzone przez
innych jak i wtedy, gdy same krzywdzą innych. Często społeczności pamiętają i
rozpamiętują rany zadane im nawet w odległej przeszłości, rany zadane
poprzednim pokoleniom. Nie potrafią wybaczyć, współżycie z dawnymi
przeciwnikami jest nieustająco złowrogie, wspólne rozwiązywanie problemów staje
się niemożliwe. Czy nie byłaby wtedy dobrym rozwiązaniem zbiorowa amnezja? Ale
czy taka zbiorowa niepamięć jest możliwa i czy jest konieczna? Czy pamięć
doznanych krzywd musi na długo, na dziesiątki a nawet na setki lat powodować
wrogość, uniemożliwiać normalne współżycie? Czy z kolei w przypadku, gdy naród,
społeczeństwo z jakichkolwiek pobudek zadało innym krzywdy, rozwiązaniem jest
zbiorowa amnezja, zagłuszanie zbiorowego sumienia, wypieranie ze zbiorowej
pamięci, ze zbiorowej świadomości, przykrych, uwierających zdarzeń z
przeszłości? Często z tym wypieraniem, z uspakajaniem własnego sumienia, z
budowaniem własnego pozytywnego wizerunku idzie w parze usilne wypatrywanie
zła, negatywnych cech i zachowań u innych, wyolbrzymianie tego zła i wręcz
przerzucanie na innych własnych win i własnych niedoskonałości.
Jeśli o jakimś
problemie się nie mówi, to nie oznacza to, ze on nie istnieje. Problemy
ukrywane mogą wybuchnąć ze zwielokrotnioną siłą. Amnezja może ulżyć sumieniu,
może pomóc pozbyć się nieprzyjemnego poczucia winy, może przynieść komfort w
bieżącym funkcjonowaniu, ale nie wnosi niczego pozytywnego na przyszłość, nie
zapobiegnie nawrotom choroby. Znacznie pożyteczniejszym, choć niezwykle trudnym
jest dociekanie prawdy pomimo wszystkich przykrości, jakie to ze sobą niesie.
Niektórzy
uważają, że taka ekspiacja, takie rozdrapywanie ran, babranie się w swojej
niechlubnej przeszłości niczemu i nikomu nie służy i uniemożliwia normalne, bez
dyskomfortu psychicznego, bieżące funkcjonowanie, do którego ludzie mają
przecież prawo. Ale poza tym, że wypieranie się zbiorowych win jest nieetyczne,
jest brnięciem w zło, to uniemożliwia wyciąganie nauk na przyszłość, wywołuje
też w świecie złą opinię, pogrąża w oczach innych. Do rozdrapywania ran zdolne
są społeczeństwa silne, rozwinięte, dojrzałe, znające swoją wartość. Niestety
społeczeństwa zakompleksione, którym jest to najbardziej potrzebne, nie są w
stanie, nie są gotowe do wiwisekcji. Przyznanie się do winy, do niepewności:
czy postępowanie nasze było moralne, przyzwolenie do różnych ocen, to wg nich
słabość, a nie siła pozwalająca na rozwój w odpowiednim kierunku, na unikanie
błędów w przeszłości.
Dociekanie
prawd, nawet najbardziej przykrych i bolesnych uczy społeczeństwo, wzbogaca
jego świadomość o sobie, o naturze ludzkiej, o przyczynach i mechanizmach,
które doprowadzają do określonych zachowań, uczy pokory, zapobiega nawrotom
choroby, jest też miarą jego dojrzałości, a i świat docenia wtedy jego
otwartość i chęć wyciagnięcia lekcji z przeszłości. To właśnie okopywanie się w
swoich pozycjach świętego, bezgrzesznego narodu, niechęć do dyskusji, przynosi
mu opinię narodu zamkniętego, ksenofobicznego, zaściankowego. Im bardziej
dojrzałe społeczeństwo, tym większa swoboda informacji, tym mniej tematów tabu,
tym to rozdrapywanie ran większe. Społeczeństwa, w których nie ma tematów
zakazanych, w których wszystko „wywleka się na wierzch”, do publicznej
wiadomości, są społeczeństwami zdrowszymi, o wysokiej świadomości i otwartości.
W państwach, w
których dzisiaj istnieją rozwinięte demokracje, pluralizm, poszanowanie praw
jednostki, nie żyją jacyś ludzie lepszego gatunku, niż gdzie indziej.
Społeczeństwa w tych państwach doszły do dzisiejszego stanu świadomości
moralnej w dużej mierze dzięki temu, że wolności jednostek, grup towarzyszyła
również wolność wypowiedzi, wolność prasy, później innych środków informacji.
Dzięki niezależności mediów, wolności wypowiedzi, poddawaniu osądowi
publicznemu, publicznemu dyskursowi różnych zjawisk i poczynań osób i grup,
tych pozytywnych, ale przede wszystkim tych złych, dzięki wywlekaniu ich na
wierzch społecznego życia, rozdrapywaniu różnego zła, patologii, również
nikczemności, społeczeństwa te są bardziej świadome moralnie, są dojrzalsze,
mają wrażliwsze zbiorowe sumienie niż te, w których istnieją tabu., w których
tych, którzy chcą opisywać zjawiska złe, którzy chcą wydobywać na „światło
dzienne” różne zakłamania i nikczemności, którzy zastanawiają się publicznie
nad przyczynami zaistnienia zła, odsądza się od „czci i wiary”, a nawet
szykanuje. Źle pojęte: honor, patriotyzm są nie tylko hamulcami moralnego
rozwoju, ale powodują często regres stanu świadomości, regres moralności. Jakże
często oczekujemy od innych społeczeństw, które popełniły w stosunku do nas przewiny,
aby się ukorzyły, aby nas przeprosiły, natomiast niezwykle trudno jest nam się
przyznać do naszych przewinień w stosunku do innych, jakże trudno jest nam
przeprosić innych. Czy to, że inne społeczeństwa nie przyznają się do swych
win, powoduje, że o nich zapominamy, czy wręcz przeciwnie, nasz osąd wyostrza
się, nasz stosunek do nich jest jeszcze bardziej nieprzyjazny?
Krytyka.
Krytyka.
Dyktatorzy jej nie znoszą. W ich propagandzie wszystko jest piękne. A przecież
im ktoś jest bardziej w coś zaangażowany, tym ma na to bardziej krytyczne
spojrzenie, im bardziej coś kocha, im bardziej mu na tym zależy, tym bardziej
bolą go nieprawidłowości, małości i grzechy i chciałby by w przyszłości do nich
nie dochodziło.
Portiernia, maj 2009 r.
Potrzeba
wyważonych opinii.
Dziś myślę już
mniej politycznie poprawnie. Uważam, że prawdy należy się domagać zarówno od
naszej nacji, jaki od nacji innych. Okazuje się, ze Świat w swych ocenach nie
jest obiektywny, że nawet w państwach cywilizacyjnie rozwiniętych jest dużo
bardzo niesprawiedliwych opinii o innych narodach. Dziś uważam, że trzeba
domagać się od innych nacji i rządów sprawiedliwych o nas opinii.
Dziś widzę, że
wielu polityków innych państw dba o dobry wizerunek swoich krajów a nawet
targuje się o niego i zabiega tak samo jak zabiega się o wizerunek artysty czy
produktu. Już dawno straciłem złudzenia, że inne
państwa, społeczeństwa nie zachowują się nacjo-centrycznie
Elity opiniotwórcze
innych krajów i za nimi inne społeczeństwa chętnie wchodzą na pole, z którego
sami ustępujemy chcąc być spolegliwymi, nie chcąc zadrażniać naszych z nimi
relacji. Dzieje się to niezależnie od
obiektywnej prawdy.
II Wojna
Światowa obfitowała w zdarzenia makabryczne, Zło rozsiewane przez nazistów i
komunistów odbijało się echem w różnych miejscach wojennej makabry, po różnych
stronach frontu. Nastąpiła demoralizacja i wyzwolenie nacjonalistycznych i
rasistowskich upiorów.
Oczywiście
dzisiejsze dobre stosunki między państwami i społeczeństwami powinny być budowane
pomimo tych historycznych zaszłości. Z pewnością trzeba też „dmuchać na zimne”,
by demony nienawiści o podłożu rasowym i nacjonalnym nie narodziły się na nowo
z nowych bieżących przyczyn lub by nie powróciły resentymenty z przeszłości.
Nie oznacza to konieczności zapomnienia o złych zaszłościach, tym bardziej
zapomnienia wybiórczego. Niewątpliwie, każde działania nikczemne zasługują na
potępienie. Jednak mam odczucie, że w świadomości historycznej zarówno
społeczeństw państw sąsiadujących z naszym krajem jak i społeczności
międzynarodowej istnieją wielkie zaburzenia proporcji takich działań
dokonywanych przez Polaków i dokonywanych na Polakach. Prawie nieznane są lub
wypierane z pamięci masowe mordy dokonywane na Polakach natomiast eksponowane
są mordy dokonywane przez Polaków.
Zaniechując
dopominania się od innych społeczeństw prawdy historycznej tak naprawdę
krzywdzimy te społeczeństwa, pozbawiamy ich bodźców do poznawania tej
historycznej prawdy. Uruchomienie procesów odkłamywania historii i upowszechnianie
świadomości o dziejącym się w przeszłości złu i procesach, które do zła
prowadziły jest tym społeczeństwom potrzebne do mentalnego dojrzewania, do
budowania społeczeństwa otwartego, do porzucenia myślowych pułapek. W
szczególności społeczeństwu rosyjskiemu potrzebne jest upowszechnienie prawdy o
złu, które przyniosła bolszewicka rewolucja i stalinowska tyrania, aby dojrzeć
mentalnie i zbliżyć się a w końcu przyjąć światowe standardy demokracji i praw
człowieka.
Na bezrobociu, listopad
1994 r.
Ludzie na przestrzeni swoich dziejów potrafili być
okrutni.
Ludzie na
przestrzeni swoich dziejów potrafili być okrutni, bezwzględni, zarówno w
wymiarze indywidualnym jak i zbiorowym. Grupy, plemiona, społeczności, państwa
napadały na siebie, podbijały sąsiadów, zawłaszczały ich obszary, materialne
dobra, czyniły innych ludzi niewolnikami. Również bezwzględnie odnosiły się do
jednostek, także do swoich obywateli. Ich sądy często były okrutne,
emocjonalne, niesprawiedliwe. Ten, kto był inny, inaczej myślał, głosił inne
idee, inaczej się zachowywał, dokonywał innych, nieoczekiwanych i
niezrozumiałych dla społeczności, w której żył wyborów, był napiętnowany. Nie
inaczej było z narodem żydowskim. Dwa tysiące lat temu na Chrystusie skupiła
się nienawiść, gdyż był inny, głosił inne od obowiązujących w ówczesnym
państwie żydowskim religijne idee. To starcie niewyobrażalnych: dobroci i
okrucieństwa, idei dobra i idei zła, tego dualizmu człowieczej natury wryło się
w pamięć bezpośrednich świadków i poprzez nich w pamięć innych ludzi, stało się
zaczątkiem kultu dobra i oporu wobec idei zła, zostało zapisane i przekazane
przyszłym pokoleniom Być może idee miłości bliźnich i Boga głoszone przez
Chrystusa były tak piękne, wzniosłe, tak uczłowieczały rodzaj ludzki, że nie
tylko zapadały głęboko w serca części jego słuchaczy, ale wywołały przemożną
chęć ich obrony, obrony nawet za cenę doznawania prześladowań i utraty życia i
nabierały wymiaru religijnego. Okrucieństwo wobec Chrystusa zostało zapisane,
zapamiętane, a pamięć o nim rozpowszechniła się wśród ludów, które przyjęły
wiarę chrześcijańską i utrwaliła mocniej od innych tego typu okrutnych
wydarzeń.
Chrystus i jego
idee dobra pomimo jego fizycznej klęski, pomimo jego śmierci w potwornych
katuszach zwyciężyły. Pamięć o Chrystusie, mędrcu, proroku, nauczycielu, o jego
filozofii, o głoszonej przez niego idei dobra i tolerancji wobec „innych”,
cokolwiek by to słowo oznaczało, o potrzebie przebaczania trwa już trzecie
tysiąclecie.
Religijny
wymiar zdarzeń powodował, że stosowano i stosuje się niestety nadal zbiorową
wobec Żydów odpowiedzialność. Traktuje się ich, jako bogobójców. Do tej winy
dołącza się wszystkie inne winy, czasem tylko prawdziwe a przeważnie wydumane.
Do dziś swoje grzechy, nieudolności, nieszczęścia tłumaczy się wpływem
„winowajców” Żydów. Ludzie lubią proste sytuacje, proste rozwiązania, proste
oceny, proste i jednoznaczne opinie. Najprostszym, najłatwiejszym, najbardziej
prymitywnym sposobem uwalniania się od swoich kompleksów, frustracji jest
obwinianie innych. Inności zawsze budziły lęki, wrogość. Inności były i są
przyczynami różnorakich nieszczęść, wojen, w tym wojen religijnych.. Są to
odczucia wręcz atawistyczne, pierwotne. Zwierzęta odrzucają osobniki inne od
siebie. Dzieci w szkole wyśmiewają się z koleżanek czy kolegów, którzy są od
nich inni. Dziś, we współczesnym świecie w dalszym ciągu inności budzą uczucia
niepokoju, niechęci i nienawiści. Człowieczeństwo: rozsądek, otwartość, miłość
w dalszym ciągu przegrywa zbyt często z tymi atawistycznymi negatywnymi
odczuciami
Na bezrobociu, listopad 1994
r
Na przestrzeni dziejów było wiele nieszczęść.
Na przestrzeni
dziejów było wiele nieszczęść. Nieszczęściem Żydów jest to, że okrutne
wydarzenie sprzed 2 tys. lat zostało utrwalone, rozpowszechnione i weszło do
świadomości milionów ludzi. Jezus – Żyd został okrutnie maltretowany i
zamordowany przez konkretnych ludzi, przez jego rodaków, co było przeżyte i
zapamiętane przez Żydów- pierwszych chrześcijan i co zostało zapisane przez
ewangelistów, co stało się świadomością religijną, co wtargnęło do świadomości
następnych wyznawców religii chrześcijańskich nieporównanie mocniej niż inne
okrucieństwa.
Chrześcijaństwo
jest tak naprawdę szczepem, odgałęzieniem żydowskiej religii, żydowskiej wiary
w jednego Boga, wywodzi się z niej, ma wspólne korzenie. Ponieważ
chrześcijaństwo nie przetrwało wśród narodu żydowskiego, Żydzi są postrzegani
nie jako protoplaści religii chrześcijańskiej, jako rodacy Chrystusa, rodacy
ofiary, lecz jako rodacy jego oprawców, rodacy bogobójców. Do dziś w
świadomości niektórych osób, nie tylko chrześcijan funkcjonuje hiper zbiorowa
odpowiedzialność Żydów obejmująca całą nację i wszystkie jej pokolenia.
Niekiedy wydaje się jakby skupiła się na nich wszelka nienawiść europejskiego
świata, również za wszystkie inne okrucieństwa ludzkiego rodu.
Intencją
powyższych wywodów nie jest w żadnym wypadku podważanie istoty chrześcijaństwa,
ale próba wytłumaczenia tak silnego zjawiska antysemityzmu, jego korzeni,
zjawiska, które sprzeniewierza się idei chrześcijaństwa, nauce Jezusa, by
miłować wszystkich bliźnich.
Na bezrobociu, listopad
1996r.
Jak nas widzą
za naszymi granicami?
Dopiero teraz,
w demokracji, po rzeczywistym otwarciu granic i rzeczywistym przepływie
informacji możemy się przekonać, że opinie o nas za granicą są zbyt
jednostronne, zbyt jednoznacznie negatywne, niesprawiedliwe, obok opinii, na
które sobie zasłużyliśmy jest bardzo dużo takich, na które sobie nie
zasłużyliśmy. Negatywne opinie, nieweryfikowane, bez możliwości polemiki z
naszej strony stawały się obowiązującymi. Sprawdziło się powiedzenie, że
nieobecni nie mają racji. Niesprawiedliwe, niczym nieskrępowane opinie o nas i brak
udziału w polemikach głosów z Polski w sposób nieuczciwy ukształtowały
międzynarodową daleką od prawdy poprawność w ocenach przeszłości.
Portiernia,
styczeń 2011 r.
Część ofiar
nazistów, które były transportowane do obozów zagłady położonych na terenie
Polski, orientowała się, że przywieziono je do naszego kraju, wiedziała, że ich
gehenna dokonuje się na jego terenie i ten fakt wbił się głęboko w ich pamięć.
Być może, przynajmniej na początku gehenny, to, że piekło dokonuje się w Polsce
kojarzyli na równi z tym, że ich prześladowcami byli Niemcy. Prawdopodobnie
miało to wpływ na ukształtowanie się wśród Żydów uprzedzeń do Polski i Polaków.
To niepojętne,
że jeszcze dziś, po latach, które minęły od wojny nie wypada i nie należy np. wspominać,
że koncentracyjne obozy śmierci były obozami niemieckimi. Można ewentualnie
określać je mianem hitlerowskich, a najlepiej, jako obozy polskie. Nie wypada
też polemizować, badać i wyjaśniać zawiłych stosunków polsko-żydowskich. Negatywne,
utrwalone stereotypy bardzo trudno jest zmienić, choć trzeba próbować mozolnie
je łagodzić i eliminować.
Jednak takie
wybiórcze, jednostronne i niesprawiedliwe publikacje jak książki Grossa cofają
pozytywny proces obiektywizacji o nas, Polakach opinii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz