środa, 15 kwietnia 2015

Zapiski 1994 c - 1996


O żydowsko-polskich stosunkach.     





Na bezrobociu, listopad 1994 r.

Nie mogę pojąć obaw niektórych naszych polityków przed jednoznacznymi pozytywnymi ocenami płk Kuklińskiego.    p

Dziwią mnie niezmiernie, negatywne oceny dokonywane przez szanowanych przeze mnie polityków o solidarnościowym rodowodzie dotyczące pułkownika Kuklińskiego. Tak jakby ich walka z komunistycznym reżimem i przeciw uzależnieniu Polski od ZSRR miała inny cel niż działania płk Kuklińskiego. Czy może obawiają się niemądrze, że zasługi płk Kuklińskiego pomniejszą w społecznym i historycznym odbiorze ich zasługi? Co gorsze te same osoby odnoszą się w moim odczuciu bardziej przyjaźnie do generała Jaruzelskiego, a w każdym razie są dla niego bardziej wyrozumiałe niż dla płk Kuklińskiego. Oczywiście Jaruzelski oddał pokojowo władzę, trzeba to docenić i chyba darować karanie za jego antypolską postawę i działania, jednak  unikanie  ocen moralnych i politycznych jego działalności w obliczu prawie ostracyzmu wobec płk Kuklińskiego jest dla mnie nie do pojęcia. Jak można nazywać człowieka, który działał przeciwko naszemu najpierw okupantowi a później prawie- okupantowi zdrajcą? To, że złamał prawo PRL-u nie ma dla mnie żadnego znaczenia, liczy się dobro kraju, a właściwie ma znaczenie, chwała mu za takie złamanie prawa. Czy ci potępiający jego działania uważają ZSRR za kraj przyjazny a USA za kraj wrogi Polsce?


Maj, 2011 r.

Popieram oczekiwania przyjaciół Pułkownika Kuklińskiego aby wolna już Polska uhonorowała wreszcie, chociaż pośmiertnie Pułkownika Kuklińskiego. Z całą pewnością Pułkownikowi należy się order Orła Białego i pośmiertnie awans na generała. Należy się też uhonorowanie jego małżonce.


Na bezrobociu, listopad 1994 r.

O żydowsko-polskich stosunkach.


Jeśli wierzyć niektórym publicystom, przez długie lata część społeczeństw zachodnich kojarzyła Polaków nie, jako ofiary hitleryzmu, nie, jako koalicjantów z II wojny światowej, którzy w miarę swoich możliwości i sił walczyli z hitlerowcami, ale jako sojuszników Hitlera, jako wspólników w zagładzie Żydów. Nie negując występowania w Polsce grzechu antysemityzmu, zrównywanie Polaków z niemieckimi faszystami było i jest ogromnym nadużyciem. Na powstanie i utrzymywanie się tak bezwzględnej opinii spory wpływ mieliśmy my sami, Polacy, nie dopuszczając do siebie myśli, że w opiniach o nas jest jakaś część prawdy, okopując się w swoich stereotypach nieskazitelnego, wspaniałego narodu. Odpowiedzią wielu z pośród nas na oskarżenia jest atak, są niewybredne opowieści i opinie o Żydach, o tym, że rządzą światem, że są przyczyną różnych nieszczęść.
Musimy się przyznać sami przed sobą do tego, że Polacy w czasie okupacji przyjmowali różne postawy, obok postaw pięknych, obok ratowania Żydom życia, z narażeniem życia własnego i swojej rodziny, były też postawy podłe. Polacy nie są narodem morderców, ale nie są też narodem aniołów.
Musimy się przyznać do tego, że rozprzestrzeniająca się po całej Europie i docierająca również do nas obłędna ideologia faszystowska miała i u nas swoich zwolenników i wyznawców. Musimy się przyznać do grzechu obojętności dużej części naszego społeczeństwa na losy polskich Żydów w czasie okupacji, do grzechu zaniechania ich ratowania, do tego, że byli wśród nas Polaków i tacy, którzy ich wydawali hitlerowcom, wreszcie do udziału części Polaków w pogromach i mordach Żydów- naszych współobywateli. Trudno jest przyjąć prawdy przykre, bolesne, zmieniające nasz wizerunek o sobie, wizerunek wzorcowego narodu i dobrych, pokrzywdzonych przez historię Polaków. Jest to jednak konieczne. Musimy się na to zdobyć.
Trzeba poznać o sobie wszystkie prawdy i te dobre i te złe, które uwierają, aby wyciągnąć nauki, aby wreszcie stać się normalnym społeczeństwem, bez kompleksów, ale też i bez pychy.
Narody, społeczności dowartościowane, silne nie reagują histerycznie na krytykę. Społeczeństwa zakompleksione zachowują się podobnie do rozhisteryzowanego dziecka: emocjonalnie, bezmyślnie. Społeczeństwa dojrzałe dążą do poznania prawdy, każdej prawdy i tej dobrej i tej złej. Aby doszło wreszcie do normalnych relacji między Żydami i Polakami niezbędna jest otwartość obu stron, przyznanie się do swoich grzechów i ułomności i nie okopywanie się w swoich opiniach. Również trzeba otwarcie mówić i dyskutować o dużym udziale Żydów w represjonowaniu Polaków przez komunistyczne władze a zwłaszcza przez represyjny aparat Urzędu Bezpieczeństwa. Miało to zapewne wpływ na funkcjonowanie do dziś stereotypów, że każda władza w Polsce jest opanowana przez żydokomunę.
Potrzebne jest ujawnianie każdej prawdy. Potrzebne jest ujawnianie prawdy o pogromach, o antysemityzmie wśród Polaków, o szmalcownikach, ale potrzebne jest też ujawnianie prawdy o tym, że w komunistycznej władzy, rządzie, prokuraturze zainstalowanych było przez Stalina dużo przeważnie pochodzących ze wschodu Żydów, którzy odpowiadali za represje i zbrodnie przeciwko Polakom walczących o wolność, z wojennego podziemia, z AK, tym, którzy sprzeciwiali się zainstalowaniu przez Sowietów w naszym kraju komunistycznej władzy. Potrzebne jest upublicznienie prawd, publiczna dyskusja o nawet najtrudniejszych i najboleśniejszych sprawach. Bez tego będą trwały podskórne, wymykające się rozsądkowi opinie, nienawistne sądy i oddalać się będzie pojednanie.

Nikczemność ludzka nie jest przypisana do jakiejś nacji czy rasy, jest ponadnarodowa i ponad-rasowa. Lepiej, pożyteczniej jest rozpoznawać warunki i mechanizmy, które nikczemność wyzwalają niż przypisywać ją określonym nacjom czy grupom.

Żydzi doświadczeni biedą, upokarzani łatwiej i częściej niż inni ulegali komunistycznej propagandzie, komunistycznej wizji powszechnej szczęśliwości, szczęśliwości dla ludu. Nie usprawiedliwia to jednak konkretnych osób, które pastwiły się nad innymi.
Utrwalonych przez lata stereotypów na pewno nie można pozbyć się nagle, ale mam nadzieję, że droga zbliżania się do siebie i wzajemnego zrozumienia i porozumienia już się rozpoczęła.
Po latach obłudy jesteśmy głodni prawdy, nawet, jeśli jest ona dla nas przykra. Czy jednak jak twierdzą niektórzy jesteśmy w tym odkrywaniu prawdy zbyt gorliwi, masochistyczni i przedstawiamy zbyt często fakty i procesy mniej korzystnie dla nas niż to było w rzeczywistości, zbyt pośpiesznie przyznając rację funkcjonującym za granicą opiniom? Myślę, że nie można ignorować takich opinii, trzeba o nich dyskutować i starać się dochodzić do prawdy, każdej prawdy tej gorzkiej i tej pozytywnej. Powinniśmy też domagać się prawdy, zmiany funkcjonujących o nas opinii, jeśli tylko są one niezasłużone. Na pewno też istnieje potrzeba ujawniania, a nawet chwalenia się tym co jest w nas dobre i czego dokonaliśmy pozytywnego, kształtując tym nasz nowy, inny obraz wśród innych społeczeństw. Nikt za nas tego nie uczyni.




Na bezrobociu, listopad 1994 r.

Nawet w społeczeństwach rozwiniętych, otwartych funkcjonują stereotypy.


Nawet w społeczeństwach rozwiniętych, otwartych, mogą funkcjonować stereotypy Są one przenoszone z przeszłości, z pokolenia na pokolenie, lub ich źródłem jest prasa i inne źródła informacji. Nieweryfikowane informacje wprowadzane do obiegu na długo mogą wypaczać zbiorową świadomość. Dojrzałość społeczeństw powinna przejawiać się wyczuleniem na fałszywość informacji, na manipulacje. Dojrzałe społeczeństwa to takie, które dostrzegają własne niedoskonałości, nie wypierają się własnych win wobec innych, które nie bronią się zaciekle przed słusznymi zarzutami, które przyjmują je z pokorą. Jednak społeczeństwa mają też prawo do obrony, jeśli wysuwane wobec nich zarzuty są niesłuszne, mocno wyolbrzymione, niesprawiedliwe. Kto i w jaki sposób ma pomagać społeczeństwom w rozstrzyganiu dylematów o słuszności lub niesłuszności zarzutów? Najlepiej, gdy czynią to badacze przeszłości, historycy, socjolodzy, psycholodzy, fachowcy z innych dziedzin, wspólnie, ze wszystkich zwaśnionych stron, przy wsparciu takich fachowców z zewnątrz, ze społeczności będących poza konfliktem.



Listopad 1994 r.

O uprzedzeniach.


Animozje społeczne i narodowe biorą się z reguły z zaistnienia między grupami, społeczeństwami, nacjami sprzeczności interesów.  Indianie spychani z zajmowanych terenów amerykańskiego kontynentu, czy zagrożeni takim rugowaniem widzieli w osadnikach wcielenie zła. Z kolei osadnicy z Europy, w których była przemożna chęć osiedlenia, rozpoczęcia od nowa życia, tworzenia wspólnoty i zagospodarowania według nich dziewiczych terenów widzieli w Indianach strasznych dzikusów zagrażających ich życiu. Antysemityzm europejski brał się z ekspansywności ekonomicznej, najpierw żydowskich osadników a potem z zakorzenionych już na europejskich obszarach żydowskich mniejszości itd. itd.

Największe uprzedzenia wobec innych pojawiają się i rozrastają w społeczności wtedy, gdy ona sama jest upokorzona, niedowartościowana, sfrustrowana, gdy się jej nie wiedzie, gdy rzeczywistość rozmija się z oczekiwaniami. Wtedy szuka się przyczyn takiego stanu. A przyczyn najłatwiej szukać nie w sobie, ale na zewnątrz, w innych, odmiennych. Stosuje się przy tym często odpowiedzialność zbiorową. Nie ocenia się ludzi indywidualnie, na podstawie tego, co oni sobą reprezentują, lecz staje się ważne to, z jakiej pochodzą nacji, jaką wyznają religię, jakiej są orientacji seksualnej itp. itd.
W czasach, gdy do Polski docierali Żydzi, Cyganie, Reformatorzy religijni (heretycy), gdy znajdowali tu bezpieczne schronienie Polska była silna ekonomicznie, społeczeństwo polskie było dowartościowane. Fobie narodowe, ruchy przeciw mniejszościom, przeciwko „obcym” nasilały się w miarę tego jak Polska pogrążała się w chaosie, w nieszczęściach. Największe nasilenie nietolerancji następowało w czasach niewoli, utraty suwerenności, w czasach kryzysów ekonomicznych i po obu wojnach światowych. Przed wiekami, gdy do Europy, także do Polski migrowały ludy i narody, pomimo, że nie istniały wtedy, tak jak to się dzieje dzisiaj programy rządowe, instytucje zajmujące się integracją przybyłych grup z ludnością miejscową, przybyłe tu społeczności i grupy były dobrze traktowane i przez wieki współżyły z gospodarzami bez większych waśni.



Na bezrobociu, listopad 1994 r.

Żydzi przez prawie dwa tysiąclecia żyli na wygnaniu, bez swojej ojczyzny.


Żydzi przez prawie dwa tysiąclecia żyli na wygnaniu, bez swojej ojczyzny, rozproszeni po Afryce, Europie a później Ameryce i całym świecie. Zachowali przez wieki odrębność kulturową. W 1948 r. otrzymali skrawek tej ziemi na której żyli od około XIII wieku p.n.e. do około 70 roku n.e. Otrzymali szansę utworzenia swojego odrębnego państwa. Ten skrawek ziemi znajduje się między wielkimi obszarami zamieszkałymi przez Arabów i inne ludy semickie wyznające religię islamską. To liczące ponad 2 mln osób społeczeństwo „zanurzone” w żywiole arabskim i islamskim musiało zbudować państwo silne, odporne na zakusy sąsiadów. Czy może dziwić to, że szukało ono pomocy, wsparcia w świecie i w swoich diasporach żyjących w Europie, Ameryce i innych częściach świata (Łącznie na świecie żyje kilkanaście milionów Żydów)? Było to czymś naturalnym i logicznym.
Ameryce należy się uznanie za to, że wstawiała się za Żydami, którzy tworzyli państwo Izrael, że pomagała zbudować im swoją suwerenność. Dlatego dziwią mnie głosy, które zarzucają Ameryce i innym krajom, że to czyniły, które zarzucają diasporom żydowskim, że solidaryzowały się z rodakami z Izraela. Owszem my Polacy możemy czuć się rozgoryczeni tym, że nie otrzymaliśmy pomocy od sojuszników w czasie wojny i po wojnie, że oddano nas pod władanie komunistycznego Związku Sowieckiego. Być może zazdrość, że inni otrzymali pomoc a my nie, dyktuje takie opinie. Jeśli jednak Żydzi, którzy byli pozostawieni samym sobie w czasie, gdy dokonywano ich zagłady, którzy przeżyli hekatombę i byli pozbawieni swego państwa i obszaru który zamieszkiwali przez 20 wieków, dostali wreszcie szansę i pomoc przy jego tworzeniu i obronie, to było to ze wszech miar czymś pozytywnym. My Polacy, ci żyjący w kraju i ci rozproszeni po całym świecie, chcemy utrzymać wzajemną więź. Oczekujemy wzajemnego moralnego wsparcia w chwilach trudnych. Oczekujemy też wsparcia od innych krajów. Oczekujemy pomocy od Polaków z Zachodu, jesteśmy gotowi pomagać Polakom ze Wschodu. Dlaczegóż mieliby zachowywać się inaczej Żydzi?
Oczywiście, czym innym jest ocena działań Izraelczyków i Palestyńczyków względem siebie. Również w Izraelu są liczne siły ortodoksyjne, nieprzejednane wobec Palestyńczyków. Działania agresywne, odwetowe zarówno Żydów jak i Palestyńczyków są potępiane przez cywilizowany świat, w tym przez Amerykę.

Przybywający i osiadający u nas Żydzi kultywowali przez wieki swoją kulturę, trudno się asymilowali, dlatego byli postrzegani, jako ci inni, budzący ciekawość, ale i uczucia lęku i niechęci. Aby przeżyć imali się różnych zajęć. Ponieważ nie posiadali ziemi imali się tego, co ludy z Bliskiego Wschodu umiały najlepiej, handlu, prowadzili knajpy, wyszynki, później po dorobieniu się niektórzy z nich zakładali własne przedsiębiorstwa. Byli Żydzi bogaci, byli też i biedni. Ci bogaci z czasem zaczęli wzbudzać wśród Polaków niechęć, albo jako konkurenci albo po prostu jako „burżuje-bogacze”, taką samą zresztą jak przedsiębiorcy innych narodowości. Ci biedni z kolei zaczęli wzbudzać uczucia niechęci, podejrzliwości, gdyż byli inni, żyli w enklawach, zachowując swoje tradycje i przyzwyczajenia. Dużo emocji wzbudzali ci Żydzi, którzy pełnili rolę współczesnych banków i utrzymywali się zarabiając na oprocentowywaniu pożyczek. Nikt nie lubi zwracać pieniędzy i to z odsetkami. Trudno jest wyrazić swoją niechęć i agresję, wobec dużego, silnego banku, łatwiej było to uczynić wobec pojedynczych osób.

To, co było wielką trudnością dla żydowskich przybyszy w ustroju feudalnym, brak własności ziemi i przywiązania do ziemi, co powodowało konieczność szukania źródeł utrzymania w działalności poza rolniczej, stało się pozytywem w tworzącym się ustroju kapitalistycznym. Zmuszeni do aktywności w usługach, w handlu, do prowadzenia działalności kredytowej, do prowadzenia karczm, sklepów, kas pożyczkowych i do innych przedsięwzięć posiedli wiedzę i nabrali doświadczenia, które procentowało kapitalistycznej przedsiębiorczości. Mieli oni w niej przewagę na innymi społecznościami osadzonymi mocniej w ustroju feudalnym. Podobne do Żydów umiejętności przydatne w kapitalizmie posiedli też Ormianie, których los również nie oszczędzał i zmuszał do aktywności, która umożliwiała im przetrwanie w niesprzyjającym im czasie.



Na bezrobociu, listopad 1994 r.

Jak uporać się z własną, niedobrą, wstydliwą przeszłością?


Historia odciska piętno zarówno wtedy, gdy narody, społeczeństwa są krzywdzone przez innych jak i wtedy, gdy same krzywdzą innych. Często społeczności pamiętają i rozpamiętują rany zadane im nawet w odległej przeszłości, rany zadane poprzednim pokoleniom. Nie potrafią wybaczyć, współżycie z dawnymi przeciwnikami jest nieustająco złowrogie, wspólne rozwiązywanie problemów staje się niemożliwe. Czy nie byłaby wtedy dobrym rozwiązaniem zbiorowa amnezja? Ale czy taka zbiorowa niepamięć jest możliwa i czy jest konieczna? Czy pamięć doznanych krzywd musi na długo, na dziesiątki a nawet na setki lat powodować wrogość, uniemożliwiać normalne współżycie? Czy z kolei w przypadku, gdy naród, społeczeństwo z jakichkolwiek pobudek zadało innym krzywdy, rozwiązaniem jest zbiorowa amnezja, zagłuszanie zbiorowego sumienia, wypieranie ze zbiorowej pamięci, ze zbiorowej świadomości, przykrych, uwierających zdarzeń z przeszłości? Często z tym wypieraniem, z uspakajaniem własnego sumienia, z budowaniem własnego pozytywnego wizerunku idzie w parze usilne wypatrywanie zła, negatywnych cech i zachowań u innych, wyolbrzymianie tego zła i wręcz przerzucanie na innych własnych win i własnych niedoskonałości.
Jeśli o jakimś problemie się nie mówi, to nie oznacza to, ze on nie istnieje. Problemy ukrywane mogą wybuchnąć ze zwielokrotnioną siłą. Amnezja może ulżyć sumieniu, może pomóc pozbyć się nieprzyjemnego poczucia winy, może przynieść komfort w bieżącym funkcjonowaniu, ale nie wnosi niczego pozytywnego na przyszłość, nie zapobiegnie nawrotom choroby. Znacznie pożyteczniejszym, choć niezwykle trudnym jest dociekanie prawdy pomimo wszystkich przykrości, jakie to ze sobą niesie.
Niektórzy uważają, że taka ekspiacja, takie rozdrapywanie ran, babranie się w swojej niechlubnej przeszłości niczemu i nikomu nie służy i uniemożliwia normalne, bez dyskomfortu psychicznego, bieżące funkcjonowanie, do którego ludzie mają przecież prawo. Ale poza tym, że wypieranie się zbiorowych win jest nieetyczne, jest brnięciem w zło, to uniemożliwia wyciąganie nauk na przyszłość, wywołuje też w świecie złą opinię, pogrąża w oczach innych. Do rozdrapywania ran zdolne są społeczeństwa silne, rozwinięte, dojrzałe, znające swoją wartość. Niestety społeczeństwa zakompleksione, którym jest to najbardziej potrzebne, nie są w stanie, nie są gotowe do wiwisekcji. Przyznanie się do winy, do niepewności: czy postępowanie nasze było moralne, przyzwolenie do różnych ocen, to wg nich słabość, a nie siła pozwalająca na rozwój w odpowiednim kierunku, na unikanie błędów w przeszłości.
Dociekanie prawd, nawet najbardziej przykrych i bolesnych uczy społeczeństwo, wzbogaca jego świadomość o sobie, o naturze ludzkiej, o przyczynach i mechanizmach, które doprowadzają do określonych zachowań, uczy pokory, zapobiega nawrotom choroby, jest też miarą jego dojrzałości, a i świat docenia wtedy jego otwartość i chęć wyciagnięcia lekcji z przeszłości. To właśnie okopywanie się w swoich pozycjach świętego, bezgrzesznego narodu, niechęć do dyskusji, przynosi mu opinię narodu zamkniętego, ksenofobicznego, zaściankowego. Im bardziej dojrzałe społeczeństwo, tym większa swoboda informacji, tym mniej tematów tabu, tym to rozdrapywanie ran większe. Społeczeństwa, w których nie ma tematów zakazanych, w których wszystko „wywleka się na wierzch”, do publicznej wiadomości, są społeczeństwami zdrowszymi, o wysokiej świadomości i otwartości.
W państwach, w których dzisiaj istnieją rozwinięte demokracje, pluralizm, poszanowanie praw jednostki, nie żyją jacyś ludzie lepszego gatunku, niż gdzie indziej. Społeczeństwa w tych państwach doszły do dzisiejszego stanu świadomości moralnej w dużej mierze dzięki temu, że wolności jednostek, grup towarzyszyła również wolność wypowiedzi, wolność prasy, później innych środków informacji. Dzięki niezależności mediów, wolności wypowiedzi, poddawaniu osądowi publicznemu, publicznemu dyskursowi różnych zjawisk i poczynań osób i grup, tych pozytywnych, ale przede wszystkim tych złych, dzięki wywlekaniu ich na wierzch społecznego życia, rozdrapywaniu różnego zła, patologii, również nikczemności, społeczeństwa te są bardziej świadome moralnie, są dojrzalsze, mają wrażliwsze zbiorowe sumienie niż te, w których istnieją tabu., w których tych, którzy chcą opisywać zjawiska złe, którzy chcą wydobywać na „światło dzienne” różne zakłamania i nikczemności, którzy zastanawiają się publicznie nad przyczynami zaistnienia zła, odsądza się od „czci i wiary”, a nawet szykanuje. Źle pojęte: honor, patriotyzm są nie tylko hamulcami moralnego rozwoju, ale powodują często regres stanu świadomości, regres moralności. Jakże często oczekujemy od innych społeczeństw, które popełniły w stosunku do nas przewiny, aby się ukorzyły, aby nas przeprosiły, natomiast niezwykle trudno jest nam się przyznać do naszych przewinień w stosunku do innych, jakże trudno jest nam przeprosić innych. Czy to, że inne społeczeństwa nie przyznają się do swych win, powoduje, że o nich zapominamy, czy wręcz przeciwnie, nasz osąd wyostrza się, nasz stosunek do nich jest jeszcze bardziej nieprzyjazny?

 

 

Krytyka.


Krytyka. Dyktatorzy jej nie znoszą. W ich propagandzie wszystko jest piękne. A przecież im ktoś jest bardziej w coś zaangażowany, tym ma na to bardziej krytyczne spojrzenie, im bardziej coś kocha, im bardziej mu na tym zależy, tym bardziej bolą go nieprawidłowości, małości i grzechy i chciałby by w przyszłości do nich nie dochodziło.



Portiernia, maj 2009 r.

Potrzeba wyważonych opinii.

Dziś myślę już mniej politycznie poprawnie. Uważam, że prawdy należy się domagać zarówno od naszej nacji, jaki od nacji innych. Okazuje się, ze Świat w swych ocenach nie jest obiektywny, że nawet w państwach cywilizacyjnie rozwiniętych jest dużo bardzo niesprawiedliwych opinii o innych narodach. Dziś uważam, że trzeba domagać się od innych nacji i rządów sprawiedliwych o nas opinii.
Dziś widzę, że wielu polityków innych państw dba o dobry wizerunek swoich krajów a nawet targuje się o niego i zabiega tak samo jak zabiega się o wizerunek artysty czy produktu. Już dawno straciłem złudzenia, że inne państwa, społeczeństwa nie zachowują się nacjo-centrycznie
Elity opiniotwórcze innych krajów i za nimi inne społeczeństwa chętnie wchodzą na pole, z którego sami ustępujemy chcąc być spolegliwymi, nie chcąc zadrażniać naszych z nimi relacji.  Dzieje się to niezależnie od obiektywnej prawdy.

II Wojna Światowa obfitowała w zdarzenia makabryczne, Zło rozsiewane przez nazistów i komunistów odbijało się echem w różnych miejscach wojennej makabry, po różnych stronach frontu. Nastąpiła demoralizacja i wyzwolenie nacjonalistycznych i rasistowskich upiorów.
Oczywiście dzisiejsze dobre stosunki między państwami i społeczeństwami powinny być budowane pomimo tych historycznych zaszłości. Z pewnością trzeba też „dmuchać na zimne”, by demony nienawiści o podłożu rasowym i nacjonalnym nie narodziły się na nowo z nowych bieżących przyczyn lub by nie powróciły resentymenty z przeszłości. Nie oznacza to konieczności zapomnienia o złych zaszłościach, tym bardziej zapomnienia wybiórczego. Niewątpliwie, każde działania nikczemne zasługują na potępienie. Jednak mam odczucie, że w świadomości historycznej zarówno społeczeństw państw sąsiadujących z naszym krajem jak i społeczności międzynarodowej istnieją wielkie zaburzenia proporcji takich działań dokonywanych przez Polaków i dokonywanych na Polakach. Prawie nieznane są lub wypierane z pamięci masowe mordy dokonywane na Polakach natomiast eksponowane są mordy dokonywane przez Polaków.
Zaniechując dopominania się od innych społeczeństw prawdy historycznej tak naprawdę krzywdzimy te społeczeństwa, pozbawiamy ich bodźców do poznawania tej historycznej prawdy. Uruchomienie procesów odkłamywania historii i upowszechnianie świadomości o dziejącym się w przeszłości złu i procesach, które do zła prowadziły jest tym społeczeństwom potrzebne do mentalnego dojrzewania, do budowania społeczeństwa otwartego, do porzucenia myślowych pułapek. W szczególności społeczeństwu rosyjskiemu potrzebne jest upowszechnienie prawdy o złu, które przyniosła bolszewicka rewolucja i stalinowska tyrania, aby dojrzeć mentalnie i zbliżyć się a w końcu przyjąć światowe standardy demokracji i praw człowieka.




Na bezrobociu, listopad 1994 r.

Ludzie na przestrzeni swoich dziejów potrafili być okrutni.


Ludzie na przestrzeni swoich dziejów potrafili być okrutni, bezwzględni, zarówno w wymiarze indywidualnym jak i zbiorowym. Grupy, plemiona, społeczności, państwa napadały na siebie, podbijały sąsiadów, zawłaszczały ich obszary, materialne dobra, czyniły innych ludzi niewolnikami. Również bezwzględnie odnosiły się do jednostek, także do swoich obywateli. Ich sądy często były okrutne, emocjonalne, niesprawiedliwe. Ten, kto był inny, inaczej myślał, głosił inne idee, inaczej się zachowywał, dokonywał innych, nieoczekiwanych i niezrozumiałych dla społeczności, w której żył wyborów, był napiętnowany. Nie inaczej było z narodem żydowskim. Dwa tysiące lat temu na Chrystusie skupiła się nienawiść, gdyż był inny, głosił inne od obowiązujących w ówczesnym państwie żydowskim religijne idee. To starcie niewyobrażalnych: dobroci i okrucieństwa, idei dobra i idei zła, tego dualizmu człowieczej natury wryło się w pamięć bezpośrednich świadków i poprzez nich w pamięć innych ludzi, stało się zaczątkiem kultu dobra i oporu wobec idei zła, zostało zapisane i przekazane przyszłym pokoleniom Być może idee miłości bliźnich i Boga głoszone przez Chrystusa były tak piękne, wzniosłe, tak uczłowieczały rodzaj ludzki, że nie tylko zapadały głęboko w serca części jego słuchaczy, ale wywołały przemożną chęć ich obrony, obrony nawet za cenę doznawania prześladowań i utraty życia i nabierały wymiaru religijnego. Okrucieństwo wobec Chrystusa zostało zapisane, zapamiętane, a pamięć o nim rozpowszechniła się wśród ludów, które przyjęły wiarę chrześcijańską i utrwaliła mocniej od innych tego typu okrutnych wydarzeń.
Chrystus i jego idee dobra pomimo jego fizycznej klęski, pomimo jego śmierci w potwornych katuszach zwyciężyły. Pamięć o Chrystusie, mędrcu, proroku, nauczycielu, o jego filozofii, o głoszonej przez niego idei dobra i tolerancji wobec „innych”, cokolwiek by to słowo oznaczało, o potrzebie przebaczania trwa już trzecie tysiąclecie.
Religijny wymiar zdarzeń powodował, że stosowano i stosuje się niestety nadal zbiorową wobec Żydów odpowiedzialność. Traktuje się ich, jako bogobójców. Do tej winy dołącza się wszystkie inne winy, czasem tylko prawdziwe a przeważnie wydumane. Do dziś swoje grzechy, nieudolności, nieszczęścia tłumaczy się wpływem „winowajców” Żydów. Ludzie lubią proste sytuacje, proste rozwiązania, proste oceny, proste i jednoznaczne opinie. Najprostszym, najłatwiejszym, najbardziej prymitywnym sposobem uwalniania się od swoich kompleksów, frustracji jest obwinianie innych. Inności zawsze budziły lęki, wrogość. Inności były i są przyczynami różnorakich nieszczęść, wojen, w tym wojen religijnych.. Są to odczucia wręcz atawistyczne, pierwotne. Zwierzęta odrzucają osobniki inne od siebie. Dzieci w szkole wyśmiewają się z koleżanek czy kolegów, którzy są od nich inni. Dziś, we współczesnym świecie w dalszym ciągu inności budzą uczucia niepokoju, niechęci i nienawiści. Człowieczeństwo: rozsądek, otwartość, miłość w dalszym ciągu przegrywa zbyt często z tymi atawistycznymi negatywnymi odczuciami

 



Na bezrobociu, listopad 1994 r


Na przestrzeni dziejów było wiele nieszczęść.


Na przestrzeni dziejów było wiele nieszczęść. Nieszczęściem Żydów jest to, że okrutne wydarzenie sprzed 2 tys. lat zostało utrwalone, rozpowszechnione i weszło do świadomości milionów ludzi. Jezus – Żyd został okrutnie maltretowany i zamordowany przez konkretnych ludzi, przez jego rodaków, co było przeżyte i zapamiętane przez Żydów- pierwszych chrześcijan i co zostało zapisane przez ewangelistów, co stało się świadomością religijną, co wtargnęło do świadomości następnych wyznawców religii chrześcijańskich nieporównanie mocniej niż inne okrucieństwa.
Chrześcijaństwo jest tak naprawdę szczepem, odgałęzieniem żydowskiej religii, żydowskiej wiary w jednego Boga, wywodzi się z niej, ma wspólne korzenie. Ponieważ chrześcijaństwo nie przetrwało wśród narodu żydowskiego, Żydzi są postrzegani nie jako protoplaści religii chrześcijańskiej, jako rodacy Chrystusa, rodacy ofiary, lecz jako rodacy jego oprawców, rodacy bogobójców. Do dziś w świadomości niektórych osób, nie tylko chrześcijan funkcjonuje hiper zbiorowa odpowiedzialność Żydów obejmująca całą nację i wszystkie jej pokolenia. Niekiedy wydaje się jakby skupiła się na nich wszelka nienawiść europejskiego świata, również za wszystkie inne okrucieństwa ludzkiego rodu.

Intencją powyższych wywodów nie jest w żadnym wypadku podważanie istoty chrześcijaństwa, ale próba wytłumaczenia tak silnego zjawiska antysemityzmu, jego korzeni, zjawiska, które sprzeniewierza się idei chrześcijaństwa, nauce Jezusa, by miłować wszystkich bliźnich.




Na bezrobociu, listopad 1996r.

Jak nas widzą za naszymi granicami?


Dopiero teraz, w demokracji, po rzeczywistym otwarciu granic i rzeczywistym przepływie informacji możemy się przekonać, że opinie o nas za granicą są zbyt jednostronne, zbyt jednoznacznie negatywne, niesprawiedliwe, obok opinii, na które sobie zasłużyliśmy jest bardzo dużo takich, na które sobie nie zasłużyliśmy. Negatywne opinie, nieweryfikowane, bez możliwości polemiki z naszej strony stawały się obowiązującymi. Sprawdziło się powiedzenie, że nieobecni nie mają racji. Niesprawiedliwe, niczym nieskrępowane opinie o nas i brak udziału w polemikach głosów z Polski w sposób nieuczciwy ukształtowały międzynarodową daleką od prawdy poprawność w ocenach przeszłości.

Portiernia, styczeń 2011 r.

Część ofiar nazistów, które były transportowane do obozów zagłady położonych na terenie Polski, orientowała się, że przywieziono je do naszego kraju, wiedziała, że ich gehenna dokonuje się na jego terenie i ten fakt wbił się głęboko w ich pamięć. Być może, przynajmniej na początku gehenny, to, że piekło dokonuje się w Polsce kojarzyli na równi z tym, że ich prześladowcami byli Niemcy. Prawdopodobnie miało to wpływ na ukształtowanie się wśród Żydów uprzedzeń do Polski i Polaków.  
 
To niepojętne, że jeszcze dziś, po latach, które minęły od wojny nie wypada i nie należy np. wspominać, że koncentracyjne obozy śmierci były obozami niemieckimi. Można ewentualnie określać je mianem hitlerowskich, a najlepiej, jako obozy polskie. Nie wypada też polemizować, badać i wyjaśniać zawiłych stosunków polsko-żydowskich. Negatywne, utrwalone stereotypy bardzo trudno jest zmienić, choć trzeba próbować mozolnie je łagodzić i eliminować.
Jednak takie wybiórcze, jednostronne i niesprawiedliwe publikacje jak książki Grossa cofają pozytywny proces obiektywizacji o nas, Polakach opinii.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz