Notatki: 1997 e –
1998
Po co mi pusty
portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?
Na bezrobociu,
październik 1997 r.
Stresy
spowodowane brakiem pracy.
Długotrwały
brak pracy, niekończący się ciąg niepowodzeń w staraniu się o jej uzyskanie,
stres z tym związany powodują powstawanie różnego typu lęków, kompleksów, które
wywołują apatie, stany psychicznej drętwoty, które z kolei nie ułatwiają
prowadzenia rozmów z potencjalnymi pracodawcami. Często wystarczyłby krótki
okres czasu, by osoba przybita, o niezbyt dobrym i niestety widocznym stanie
psychicznym odnalazła się, wróciła do normalności. Gdyby została zatrudniona,
gdyby poczuła się potrzebna i gdyby mogła wykazać, że jest pełnowartościowym
pracownikiem i członkiem społeczeństwa, to musiałoby to pozytywnie wpłynąć na
jej stan psychiczny. Niestety pracodawcy i urzędnicy, co jest rzeczą do pewnego
stopnia zrozumiałą, przy ocenie ubiegających się o pracę posługują się sztampą,
szablonami, zwracają uwagę na ich zewnętrzność, na to czy zachowują się w przyjęty
dziś, modny, wyuczony sposób. Wyuczone gesty, formuły to dziś niezbędny atrybut
kandydata do zatrudnienia. Denerwuje i przeraża powszechność takiego zjawiska.
Sztampowi pracodawcy, urzędnicy, nie potrafią wyjść poza schemat. Również
stosowane niekiedy, przy przyjęciach do pracy testy psychologiczne, są
sztampowe, dobre do oceny prymitywów lub jednakowo zaprojektowanych cyborgów.
Owszem w kilku tzw. firmach, które zamieszczały w gazetach oferty pracy mogłem
być zatrudniony. Jednak po zorientowaniu się, że są to „firmy- oszuści” szybko
z tych ofert zrezygnowałem. Takimi firmami- oszustami, w których mógłbym
uzyskać pracę były np. firma rozprowadzająca środki czystości przez tzw. sieć
akwizytorów, firma sprzedająca samochody tzw. systemem argentyńskim, lichwiarska
firma pseudo bankowa. Z kolei próby utrzymywania się z własnej działalności
gosp. takie jak np. rozprowadzanie produktów spożywczych kupowanych w
hurtowniach luzem lub już zapakowanych okazały się nieefektywne z powodu braku
wystarczającej ilości pieniędzy na zakup ich większych ilości gwarantujących
upusty, czy na zakup choćby prostych pakowarek.
Moje komunikaty
o tym, że nie jestem w stanie znaleźć pracy chyba nie są przyjmowane przez
niektórych znajomych zbyt serio. Są traktowane, jako usprawiedliwiające
lenistwo i niemoc, jako narzekania. Dają mi oni do zrozumienia, że nie wierzą,
by przy dobrych chęciach nie można było znaleźć pracy. Mówią, że widocznie jest
mi z ta bezczynnością dobrze, a nawet dają do zrozumienia, że jest mi widocznie
bardzo wygodnie siedząc w domu i korzystając z pomocy bliskich, Zarzuty, że nie
szukam pracy zbyt intensywnie są krzywdzące. Poszukiwaniom pracy poświęcam
mnóstwo czasu i energii. Nie jestem pracoholikiem, ale brak zatrudnienia jest
cholernie stresujący i poniżający. Korzystam z dobroci rodziców, jestem im
niezmiernie wdzięczny. Ale bycie ciężarem i powodem ich niepokojów o moje życie
jest nie do zniesienia. Czy brak pieniędzy dla dorosłego człowieka,
oszczędzanie na wszystkim, nawet na wodzie mineralnej w upalne dni to taki
komfort? Nie życzę nikomu takiego „komfortu nie pracowania”. Sprawdza się
maksyma, że aby zrozumieć i współ odczuć czyjeś dolegliwości i niepowodzenia
nie wystarczy wiedza o tym, potrzebne jest odczucie tego samemu, „na własnej
skórze”. Nawet, jeśli 90% osób w grupie jest głodna to pozostałe 10% nie
uwierzy im dopóki sama tego nie doświadczy.
Rymowanka o opresyjnej, zniewalającej „wolności” i
stanach melancholii.
(Nieporadna
rymowanka, to tylko przedstawienie przy pomocy skrótów myślowych moich
frustracji i rozczarowania naszą pokomuszą rzeczywistością)
Jak
zwierzę w klatce duch mój uwięziony
„Jestem”
poobijane, sens życia w zaniku, optymizm skutecznie stłumiony
Ograniczony
we wszystkich świata wymiarach
Dziurę
istnienia, tak jak powietrze w niżu, wypełnić się staram.
Rozumem,
działaniem, przełamywaniem mentalnych granic
Wszystko
na nic
Pracy
znaleźć nie jestem w stanie
Czy to za
brak pokory do postkomuny skaranie?
Nie mam
znajomości, w układach nie jestem
Skomleć
nie potrafię, ni przymilać się uniżonym gestem
Gdy raz
z obiegu wylecisz
Kompanami
twoimi śmieci
Wegetacja
w III RP – szkoła umierania
Neoliberalna
rzeczywistość jest murem
Dla mnie
nie do pokonania.
Czuję
się porzuconym szczurem
Podtrutym,
który na uboczu zdycha
Gdy ktoś
z toru wyścigu po sukces i kasę wyskoczy
Już nie
wróci, nie ma takiej mocy
Prawo
komercji niewzruszone
Nikogo
nie wzruszą jego udręki
Nikt mu
nie poda ręki
Świat za
bożka ma mamonę
A miało
być tak pięknie i ciekawie.
Jak w
arkadii prawie
Czy o to
walczyliśmy, u licha?
Zamiast
ogrodu sielskości i miłości: wielka kicha
Wysiada
psyche, robisz się zgorzkniały
Lęki,
nie umiesz już rozmawiać, jesteś w stresie stałym
Stoickiego
spokoju chcesz złapać, choć trochę
Jak
podtopione zwierzę ożywczego tlenu. Bezskutecznie.
Bezsenność
notoryczna obłapuje cię wszetecznie
Zamiast
ożywczego tlenu, upiory koszmarne!
Na jawie
dopada cię melancholia, myśli czarne.
Skazany
na wegetację do śmierci. Świat dla ciebie lochem.
Czy etos
„Solidarności” przez liberałów wyklęty
jak
mumia w piramidzie jest na zawsze zamknięty?
Prośba o siłę wewnętrznej wolności.
W
modlitwie swej, tych bogów proszę o mojego ducha stwarzanie,
którzy wśród reguł istnienia tylko jedną, twardszą od najtwardszej skały proponują.
którzy wśród reguł istnienia tylko jedną, twardszą od najtwardszej skały proponują.
To
reguła wolności duchów i wszelkich myśli drobin.
A
pozostałe proponowane reguły stawania się obrazem tych bogów niech
podporządkowane są tej jednej
I
dlatego mogą być rzadsze od kosmicznego pyłu niedookreślenia.
A bogów,
którzy normą „musisz” chcą częstować, proszę o opieki nade mną zaniechanie
……………………………………………….
Głębiej niż depresja
jeszcze
wczoraj byłem w lochu,
trzysta
metrów pod krainą depresji położonym
pod
natrętnych myśli obstrzałem czułem się bezbronny i goły.
chemia
na usługach Czarta
tak,
moim mózgiem owładnęła, by dusza ma podarta
jeszcze
niżej, do piekła zeszła, biesom czynić pokłony.
czart
się jednak pomylił.
choć
upadły i poobijany nie jestem aż tak słaby
by polec
i na szlak optymizmu nie wrócić
owszem
mogę się buntować, z Bogami droczyć
o zło
oskarżać, pretensje wyrzucić
by znów
dobro i piękno docenić i równowagę odzyskać
i światem
dobrych bogów się znów zauroczyć.
Na bezrobociu,
październik 1997r.
Doświadczenie
z uczestniczenia w nabożeństwie grupy protestantów w Ustce.
Zdarzyło się,
że ja i mój kolega zostaliśmy zaproszeni przez koleżankę z turnusu wczasowego
/byłem tam, jako jego opiekun/ na nabożeństwa jakiejś grupy protestantów. To,
co tam zobaczyliśmy i usłyszeliśmy mocno mnie zaskoczyło.
Refleksje z uczestniczenia a raczej z obserwacji tych nabożeństw:
Religia może
stanowić ucieczkę od trudów życia, rekompensatę braku uczuć, miłości,
przyjaźni, a także braku seksu w codziennym życiu. Po pierwszym wrażeniu
świeżości, otwartości na nowoczesne formy wyrażania siebie, swojej wiary,
swobody śpiewania pieśni w nowoczesnym stylu, po początkowym wrażeniu, że
przemowy i kazania są ciekawie podbudowane wiedzą socjologiczną i
psychologiczną już po kilkunastu minutach następuje podejrzenie, a nieco
później pewność, że nabożeństwo jest formą wspólnej hipnozy. Uczestnicy wpadają
w trans, w amok. Wypowiadają i wyśpiewują różne dziwne słowa, a ich ruchy
nabierają erotycznego zabarwienia. Zdają się być w jakimś niesamowitym, dziwnym
transie seksualno- mistycznym, w którym uwidacznia się potrzeba wyrażenia
uczuć, miłosnych uniesień. Tęsknota za uczuciami miłości, przyjaźni powoduje
chęć wywołania ich u siebie, chęć ich odczucia w czasie grupowego seansu.
Uczestnicy nabożeństw wydają się być ludźmi nadwrażliwymi, podatnymi na
sugestię i zbiorową hipnozę. Jest to niebezpieczne, grozi utratą osobowości,
własnego „ja”, zwiększa jeszcze bardziej uzależnienie od grupy, od przewodnika,
od guru. W pierwszych chwilach nabożeństwo wydawało się bardziej otwarte od
nabożeństw katolickich, przemawiający „pastor” posługiwał się dość przekonywującymi
argumentami, przesłaniami, wspartymi wiedzą teologiczną, socjologiczną,
psychologiczną. Tym bardziej było to niebezpieczne dla zgromadzonych słuchaczy.
Nawiązywał nici porozumienia, a tak właściwie zaplatał pajęczynę zależności nad
słuchaczami, posługując się zręcznie socjotechnikami. W miarę rozwoju sytuacji,
relacje między nim a słuchaczami stawały się niebezpiecznym, całkowitym
podporządkowaniem i zawierzeniem. Stawał się guru wszystkowiedzącym,
przenikającym i wnikającym w psychiki słuchaczy uzdrawiaczem dusz i ciał.
Zgromadzeni stawali się bezwolnymi, pozbawionymi własnego „ja”, dającymi się
łatwo uwodzić przez lidera osobami. Po krótkim czasie przebywania w
zgromadzeniu, nasze katolickie nabożeństwa wydają się być oazami racjonalności,
powagi, rozsądku i spokoju. Oczywiście zjawiska takie mogą występować i
występują też w innych religiach, w innych grupach, w innych zgromadzeniach,
nie tylko religijnych. Występują też w kościele katolickim, ale u tej grupy
protestanckiej jest to niezwykle silne, bardzo wyraziste, szokujące.
Opisane
zgromadzenie w może posłużyć, jako laboratorium ludzkich zachowań w
zbiorowościach, ulegania hipnozie grupowej i ulegania „autorytetowi” przywódcy.
Wydaje się, że obok indywidualnych predyspozycji, nadwrażliwości (cechujących
zwłaszcza ludzi młodych wstępujących dopiero w życie) uczestników zgromadzenia,
w dużej mierze motorem, przyczyną takich zachowań jest brak normalnych
stosunków międzyludzkich w ich otoczeniu, w ich codziennym życiu, brak
życzliwości otoczenia, wyobcowanie, osamotnienie, poczucie niezrozumienia przez
środowiska, w których żyją Ludzie są jacy są, przeżywają tak jak chcą
przeżywać. Każdy ma prawo wyboru sposobu przeżywania tego świata, do swojej
drogi szukania sensu życia, szczęścia, spełnienia. Jednak tego typu zachowania
wydają się być dla „normalnych” ludzi chore, niebezpieczne, prowadzące do
obłędu, do paranoi. Brak okazywanych uczuć miłości, brak zwykłych ludzkich
odruchów sympatii i akceptacji w środowisku może powodować ucieczkę w niebezpieczną
„religijność”, w „ideologiczność”, w sekciarstwo. Te z kolei mogą przerodzić
się w religijność i ideologiczność ortodoksyjne, hermetyczne, co doprowadza do
nienormalnych, często drastycznych postaw, zachowań, ocen, do nietolerancji.
Brak akceptacji, okazywania przyjaznych uczuć przez otoczenie jednostce może
więc powrócić do tego otoczenia w postaci braku tolerancji, surowości i
jednostronności ocen ze strony tej jednostki. Zastanówmy się, co powoduje takie
a nie inne zachowania osób bliskich, osób z naszego otoczenia. Może przyczyny
leżą w nas samych, w naszym egoizmie, braku otwartości, nieumiejętności
rozmawiania, okazywania uczuć przyjaźni i miłości.
Na
bezrobociu, październik 1997r.
Refleksje, następnego dnia po dyskusji z kolegami. Chyba racjonalnie,
a może nieco przekornie, przeciwko zbyt ostrej krytyce katolicyzmu.
Relacje
między religiami a innymi sferami społecznego życia. f
W jakim stopniu
rodzaj wyznawanej, dominującej w społeczeństwie religii wpływa na inne sfery
jego życia? W jakim stopniu stosunki społeczne, rozwój ekonomiczny, były i w
jakim stopniu są dzisiaj determinowane przez dominującą religię?
Religijność na
przestrzeni dziejów, albo rodziła się we wspólnotach od podstaw, albo
przyjmowana była przez nie dobrowolnie z zewnątrz, albo była tym społecznościom
narzucana przemocą W procesie przyjmowania określonej formy religijności ważne
było, w jakim stopniu było to podyktowane potrzebą ogółu społeczności, a w
jakim stopniu było to narzucone, a także, jakie siły i grupy wewnątrzspołeczne
sprzyjały nowym formom religijności, w interesie, jakich sił i grup
wewnątrzspołecznych to się działo.
W
społecznościach pierwotnych formy duchowości, formy wierzeń były naturalnym
procesem, rodziły się wewnątrz tych społeczności. Były one wynikiem społecznych
potrzeb. Obok pierwiastków wspólnych dla wszystkich ludzi, obok
transcendentnych tęsknot, istniały różne potrzeby i wynikające z nich różne
formy wierzeń konkretnych wspólnot, np. inne w społecznościach żyjących na
pustyni, inne w społecznościach żyjących na zimnej Północy Chyba dopiero w
późniejszych okresach formy wierzeń, religie były zaszczepiane lub narzucane z
zewnątrz a religie zaczęły rozprzestrzeniać się niezależnie od miejsc
geograficznych, od warunków życia poszczególnych społeczeństw.
Czy
kategoryczne opinie głoszące, że katolicyzm stworzył społeczeństwa zacofane,
zwłaszcza na wsi, że stworzył przepaść między sposobami myślenia i życia na wsi
i w mieście, a protestantyzm był motorem rozwoju cywilizacyjnego społeczeństw
zachodnich i przyczynił się do bardziej równomiernego rozwoju miast i wsi są
zasadne? Czy różnice w rozwoju ekonomicznym, społecznym między państwami
zachodniej Europy a między państwami naszego regionu wynikają z tego, że przez
ostatnie wieki dominującym wyznaniem tych pierwszych państw był protestantyzm a
u nas katolicyzm? Czy podejrzenia takie są uprawnione? Być może tak, ale chyba tylko w
pewnym stopniu. Do ustalenia prawd potrzebne są solidne, żmudne badania
naukowe. Świat, zachodzące w nim zjawiska, rozwój społeczeństw są dużo bardziej
skomplikowane od popularnych, modnych, wychodzących naprzeciw czytelniczym
oczekiwaniom diagnoz. Na rozwój społeczny ma wpływ tyle różnorakich przyczyn,
różnej natury, że diagnozy pośpieszne muszą być siłą rzeczy niepełne, hipotetyczne.
Sprzyjająca lub niesprzyjająca przyroda: klimat, surowce, położenie
geograficzne, ukształtowanie terenu, żywioły, a także to jak dawno
ukształtowała się państwowość, położenie polityczne, stosunki z innymi
społeczeństwami, wojny, napady różnych plemion, ludów, państw, epidemie,
oddziaływania cywilizacji, wpływy państw i kultur sąsiednich no i oczywiście
religie i inne przyjęte systemy wartości nie wyczerpują listy czynników
wpływających na kierunki i szybkość społecznego rozwoju. Religie miały ważny,
bardzo znaczący wpływ na kształtowanie się społeczeństw, ale również stopnie i
kierunki rozwoju społeczeństw miały wpływ na kształtowanie się ich
religijności, w zależności od cywilizacyjnego rozwoju i kierunku tego rozwoju
społeczeństwa potrzebowały odpowiednio przystającej formy religijności. Zapewne
było wzajemne oddziaływanie różnych sfer życia i trudno określić, które z
czynników były dominujące i które były w stosunku do innych pierwotne. Dylemat,
„co było pierwsze, kura czy jajko” i tu ma zastosowanie. Przez wieki sfery
religijności i świeckiego zorganizowania społecznego kształtowały się
równolegle i oddziaływały wzajemnie na siebie. Czy Reformacja w Zachodniej
Europie spowodowała rozwój cywilizacyjny i kulturowy państw, w których
zdominowała życie religijne, czy to stopień rozwoju tych państw spowodowany
innymi czynnikami spowodował rozwój myśli religijnej i przystosował ją do
potrzeb tamtych społeczeństw?
Oczywistym jest
to, ze, że rozwój cywilizacyjny: materialny, kulturowy takich państw jak Włochy,
Hiszpania, Francja, Anglia i Niemcy był budowany na dziedzictwie kultury
antycznej, starożytnych: Grecji i Rzymu, ale w znacznej mierze wynikał też z
ich geograficznego położenia, z szerokiego dostępu do oceanów umożliwiającego
wykształcenie umiejętności żeglowania po świecie i w miarę bezpiecznego
zawijania do portów, z czerpania korzyści z kontaktów z innymi cywilizacjami,
gospodarkami, kulturami świata (żegluga była zdecydowanie najszybszą i
najefektywniejszą drogą kontaktów, korsarze stanowili zdecydowanie mniejszą
przeszkodę do pokonania niż plemiona na lądzie). Te spotkania z „innościami”
ubogacały. Kraje europejskie, które dziedziczyły elementy kultury antycznej
miały przewagę w rozwoju nad rejonami zamorskimi, czerpały więcej ze swego przy
oceanicznego położenia niż inne kraje mające dostęp do oceanów i to one
dokonywały podbojów. Wymiana handlowa z zamorskimi obszarami przekształcała się
w ich podboje, w ich kolonizację, z której korzyści czerpano ogromne. To
państwa „oceaniczne” i śródziemnomorska Italia były zaczynem, rozwoju Europy, a
przynajmniej przyśpieszały ten rozwój. Im dalej od oceanów, tym ten rozwój był
wolniejszy.
Dziś w dobie
rozwiniętych, różnych form komunikowania się społeczeństw i osób, te przy
oceaniczne położenia i zdolności żeglugi nie mają już takiego dużego jak
dawniej znaczenia. Jednak spowodowana tymi czynnikami przewaga w rozwoju państw
przy oceanicznych nad państwami śródlądowymi do tej pory ma miejsce, choć chyba
zmniejsza się powoli.
To raczej
proces rodzenia się elementów demokracji i parlamentaryzmu w Europie spowodował
zmianę form religijności, spowodował to, że religijność przyjęła formę
protestantyzmu, a nie narodzenie się religijności protestanckiej pociągnęło za
sobą zmiany politycznych form funkcjonowania społeczeństw, choć później
zachodziło tu pewnie sprzężenie zwrotne.
Podobnie dziś,
laicyzacja, osłabienie religijnego zaangażowania społeczeństw są chyba wtórne
do społecznego rozwoju, do rozwoju informacji i komunikacji, do ścierania się
różnych idei itd., a nie odwrotnie, rozwój i liberalizacja poglądów wynika z
postępującej laicyzacji.
Oczywiście w
różnych fazach rozwoju społeczeństw wpływy poszczególnych czynników się
zmieniały. Niestety w społeczeństwach zapóźnionych negatywne czynniki
wzmacniają się wzajemnie, stabilizują, a czasem pogłębiają zacofanie, powodują
stagnację a nawet regres myślenia i działania. Im więcej niesprzyjających
czynników, tym państwo gorzej zorganizowane, tym mniej odporne na te czynniki i
odwrotnie czynniki pozytywne wspierają się, umacniają wzajemnie potęgując
rozwój.
Niewątpliwie
człowiek od zarania swych dziejów potrzebował wiary w siły nadprzyrodzone,
szukał sensu istnienia, potrzebował religijności. Społeczności kształtowały
formy religijności, z kolei te wpływały na inne sfery ich życia, często je
determinowały, stawały się dominujące. Religijność pomagała budować wspólnoty,
dyscyplinowała je i ukazywała zarówno sens życia jednostek jak sens
organizowania się społeczeństw. Jednak tam gdzie ortodoksyjni wierni,
ortodoksyjna władza narzucały wszystkim całkowite podporządkowanie się
doktrynom, hierarchom, uniemożliwione było niezależne myślenie jednostek,
hamowane były samodzielność, przedsiębiorczość, uniemożliwiony był rozwój
myśli, rozwój innych systemów wartości, hamowane było powstawanie niezależnych
elit, które są zwykle motorem ożywczych myśli i postępu. Z kolei bieda,
skostnienie ducha, zastój w sferze myśli społecznej, politycznej, naukowej,
filozoficznej itd. sprzyjały utrwalaniu i pogłębianiu się fundamentalizmów religijnych,
a społeczeństwa stawały się coraz bardziej zamknięte i nie czułe na inne
pojawiające się prądy myślowe zewnętrzne i wewnętrzne. Jedno jest dziś
czytelne: Im dalej na Wschód (lub im dalej od Europy Zachodniej), tym więcej
feudalnych pozostałości, tym wolniejszy rozwój społeczny i cywilizacyjny.
Dzisiaj na
szczęście nastąpił tak ogromny rozwój komunikacji między społeczeństwami i
narodami, jesteśmy świadkami tak „szalonego” rozwoju w dziedzinie przekazywania
informacji, że wydaje się, że obszary zacofania, ortodoksji, „zbiorowej
nietolerancji” będą się kurczyć, a społeczeństwa i narody będą się otwierać
coraz bardziej na poglądy i prądy intelektualne, kulturalne docierające od
innych narodów.
W dzisiejszej
dobie, to raczej rozwój świata, naukowy, materialny, cywilizacyjny, otwartość
społeczeństw, rozwój intelektualny, kulturalny, moralny szerokich rzesz ludzi
wymuszają zmiany w Kościołach, powodują pewną liberalizację, zmiękczanie
doktryn, tradycyjnych zachowań. Wpływy Kościołów na kształtowanie społeczeństw
są coraz mniejsze. Jak było dawniej? Pewnie różnie w różnych epokach i w
różnych fazach rozwoju społeczeństw. Wydaje się, że dziś różne filozofie, prądy
myślowe i przemiany mentalne społeczeństw wpływają w większym stopniu na sferę
religijną człowieka aniżeli sfera religijności oddziałuje na przemiany świata.
Na bezrobociu, listopad
1997 r.
Usprawiedliwianie
się i doszukiwanie przyczyn swoich ułomności w chemii organizmu.
Przekonałem się
na sobie jak bardzo powiązane są ze sobą psychika z fizycznością
(chemicznością, fizjologicznością) organizmu. Człowiek jest zintegrowany z tych
dwóch sfer. Niedomagania fizyczne np. brak odpowiednich składników w
organizmie, w mózgu, notoryczne niewyspanie czy skoki ciśnienia tętniczego
powodują odpowiednio złe stany psychiczne i odwrotnie np. długotrwałe stresy
powodują zmiany w sferze fizycznej człowieka, zmiany w organizmie np. braki
niektórych pierwiastków chemicznych, te z kolei wywołują lęki, stany
depresyjne, stany bezsenności, stany uniemożliwiające normalny zdrowy kontakt z
innymi ludźmi. Nie pomaga wtedy siła woli, ich źródła są silniejsze. Mam
nadzieję, że moja psychika kiedyś całkiem nie „wysiądzie”, że nie zostanę
zupełnym wariatem. (dziś jestem tylko po części wariatem-w jakimś
dziewięćdziesięciu dziewięciu procentowym zaawansowaniu).
Na bezrobociu, listopad
1997r.
Kiedy teorie
stają się ideologią. O ortodoksyjnym,
totalitarnym i imperialnym komunizmie.
Usiłowania
wprowadzania teorii Marksa w życie na obecnym etapie rozwoju społeczeństw było
nierealne, dodatkowo zupełnemu fiasku tych usiłowań sprzyjało to, że miały one
miejsce w tak zacofanym, tak niedemokratycznym kraju, jakim była Rosja. Teoria
Marksa była wizją, której elementy być może mogłyby zaistnieć, czy mogłyby
zostać wprowadzone w jakiejś trudno dziś określonej przyszłości. Na obecnym
etapie rozwoju społecznego współżycia, zaspokajania materialnych i duchowych
potrzeb i wrażliwości ludzi, pozbywania się przez nich egoizmu jest ona
nierealna, utopijna. Wprowadzanie teorii Marksa w państwie zacofanym, biednym,
o ukształtowanych skłonnościach totalitarnych i imperialnych, skostniałym, w
którym świadomość złożoności świata jest minimalna, zamkniętym na inności, na
różnorodności, w państwie takim, jakim była Rosja, uwypukliło z całą mocą jej
nierealność i utopijność. Z jednej strony zacofanie, egoizm, chęć dominowania
jednostek i sprawowania przez nie władzy, chęć dominowania nad innymi narodami,
z drugiej ortodoksja, poczucie nieomylności i misji uszczęśliwiania i siłowe,
bezwzględne wprowadzanie i utrzymywanie komunistycznego „sprawiedliwego”
systemu stanowiły wielki dysonans i prowadziły do ogromu tragedii, zbrodni, do
degradacji i zupełnego upadku kształtowanej na przestrzeni ludzkich dziejów
moralności.
Postęp, rozwój
człowieczego myślenia, który z kolei ma wpływ na sposób funkcjonowania
ludzkiego gatunku powstaje w procesie ścierania się różnych filozofii, idei.
Sposoby myślenia i funkcjonowania społeczeństw i ludzkości powstają w
skomplikowanych procesach, w których sposoby myślenia i „praktykowania” życia
wzajemnie na siebie oddziałują. Trudno sobie wyobrazić w dzisiejszym świecie,
aby jakaś teoria wymyślona przez pojedynczego myśliciela była powszechnie
przyjęta, nawet jeśli zapładnia umysły wielu osobom, jeśli wydaje się logiczna i
celna. Idee, sposoby myślenia, których autorami są myśliciele, filozofowie,
intelektualiści, jeśli są stopniowo przyjmowane przez coraz to liczniejsze
rzesze społeczne w sposób naturalny, swobodny, w rynkowej grze, bez narzucania
indoktrynacji, jeśli współgrają z aktualnym poziomem rozwoju społeczeństwa, z
aktualnymi możliwościami percepcji tych idei, mogą stanowić pozytywne bodźce i
zaczyny społecznych przemian i społecznego rozwoju. Potraktowanie teorii Marksa
nie, jako głosu w dyskusji nad światem, nie jako zaczynu, fermentu w
przebudowywaniu świadomości społeczeństw dotyczącej ich funkcjonowania, ale
jako sztywnej doktryny, gotowej do wprowadzenia w życie w całości przez ludzi
niemających pokornego stosunku do możliwości człowieczego umysłu, do idei i nieuwzględniających
ułomności ludzkich działań, którym wydawało się, że ich myślenie i stosunek do
świata i procesów społecznych są nieomylne i jedynie słuszne spowodowało ogrom
nieszczęść, ludzkich tragedii i zbrodni.
Idee dotyczące
społecznego zorganizowania zostają w dzisiejszym świecie zastępowane niezwykłym
przyśpieszeniem rozwoju myśli naukowej, filozoficznej, technicznej,
artystycznej, rozwojem badań materii ziemskiej i kosmicznej i badań ludzkiego
ducha. Ludzka energia jest skierowywana w inne niż dawniej kierunki, a
społeczne zorganizowanie dokonuje się samorzutnie. W sumie idee, ideologie mają
na celu zbudowanie człowieka szczęśliwego. Dla wielu obrazem takiej
szczęśliwości jest obraz „namalowany” przez społeczeństwo USA. Czy
społeczeństwa, które osiągają już odpowiedni etap rozwoju nie stają się
apatyczne, bezideowe, bezdążeniowe? Jest to chyba tylko pewien etap i pewna
chwila apatii. Człowiek stawia sobie coraz to nowe cele, coraz to nowe
wyzwania.
Na bezrobociu, grudzień
1998r.
Sylwestrowy
stan mojego ducha.
Prawie cała
energia zaangażowana w poszukiwanie pracy, na nieustające pisanie odręcznie
podań, na odwiedzanie przedsiębiorstw, biur, urzędów, instytucji poszła na
marne. Sparaliżowane życie prywatne. Wszystko bez rezultatu. Odczucie, że
znalazło się na dnie oceanicznego, tektonicznego rowu, gdzie nie ma już tlenu i
nie dociera żadne światło nadziei. Zwątpienie, załamanie, apatia przechodząca w
depresję. Czy nie pozostawi to śladów w psychice na długo? Czy zdołam się
jeszcze kiedyś otworzyć i normalnie funkcjonować? A przecież moja sytuacja nie
różni się od sytuacji wielkiej liczby obywateli naszego kraju.
W naszej
polskiej rzeczywistości najczęściej jest tak, że jeśli już ktoś jest przypisany
do układu, układów, to nawet, gdy nie jest zbyt lotny w myśleniu i nie ma
zdolności menedżerskich czy urzędniczych, to i tak ma zapewnioną posadę,
natomiast, gdy ktoś z układu wyskoczy, to szanse na dostanie pracy ma zerowe.
Na bezrobociu, grudzień
1998 r
Po co mi
pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?
- Sylwestrowe dywagacje o
pustym portfelu, o zakupach i o sile pieniądza. g
Chyba są to proste zasady ekonomii: Jeśli zawyża
się sztucznie popyt i rozbudzona konsumpcja przekracza wydolność gospodarki, to
ogołaca się rynek i stymuluje wytwarzanie produktów niskiej jakości i bubli,
jeśli jednak popyt sztucznie się ogranicza i jest on niższy od gospodarczych
możliwości, to marnuje się te możliwości i niepotrzebnie wyhamowuje gospodarkę.
Zbyt słaby
pieniądz, to produkowanie bubli, to marnowanie ludzkiej pracy, to ucieczka
towarów za granicę, to brak dopingu do unowocześniania gospodarki, ale zbyt
mocny pieniądz to marnowanie potencjału ludzkiej pracy, to ogromne bezrobocie i
ludzkie tragedie, to zalew produktów zza granicy, również tych miernej jakości,
to eksport pracy, to brak pieniędzy w portfelach dużej części rodaków i
ograniczenia w inwestowaniu samych Polaków i tworzeniu klasy średniej.
Dzisiejsze
bezrobocie w naszym kraju nie wynika z wysokiej wydajności, z nadmiaru towarów
i usług w stosunku do potrzeb, a wynika z nadmiernego ograniczania konsumpcji
przez niedobór pieniędzy w obiegu. Brak chłonności rynku, nasycenie hurtowni i
sklepów towarami nie wynika z nasycenia nimi gospodarstw domowych, wynika z
niedoboru środków pieniężnych potrzebnych do ich nabycia. Można w pewnym
stopniu lub przez pewien czas ograniczać konsumpcję na rzecz inwestycji (odłożonej
w czasie i zwiększonej konsumpcji) jednak nie można dokonywać tego w sposób
drastyczny, nie można przekraczać granicy, po przekroczeniu której, takie
oszczędności zaczynają być destruktywne.