Notatki: 1997 b
Nie można biernie
przyglądać się złu i nie reagować na przemoc.
Na bezrobociu, marzec
1997 r.
Nie ma
społeczeństw całkowicie czystych moralnie.
Nie ma
społeczeństw całkowicie czystych moralnie, bez złych zaszłości, bez grzechu nietolerancji.
Ludzie, społeczności na całym świecie mają taką samą naturę, mogą tylko
znajdować się na różnych stopniach rozwoju. Dzisiejsze przodujące
cywilizacyjnie społeczeństwa też miały swoje grzechy w przeszłości. Bywało, że
dzięki swojej paskudnej przeszłości, „rozpychaniu się łokciami” są dzisiaj w
cywilizacyjnej czołówce. Nie znając ich przeszłości, można by je uznać za
społeczeństwa idealne.
W dzisiejszym,
poinformowanym i integrującym się świecie zanikają różnice kulturowe,
obyczajowe, różnice w postawach i zachowaniach ludzi. Upodabniają się też
systemy wartości i stanowione prawa. Poza tym ludzie mają tą samą- ludzką
naturę, niezależnie, w której części świata żyją i jakich mieli przodków.
Dlatego jest coraz mniej sensu w porównaniach, w doszukiwaniu się różnic miedzy
społeczeństwami. Wszędzie mamy do czynienia z postawami dobrymi i złymi,
wszędzie ludźmi kierują te same namiętności, te same dążenia. Szczególnie
różnice między Europą i Ameryką, których kultury oparte są na tej samej
historycznej bazie są niewielkie.
Starajmy się mimo wszystko o porozumienie,
współpracujmy ze sobą, przecież jesteśmy skazani na tym
"zmniejszającym" się dzięki rozwojowi komunikacji globie na
współżycie.
Na bezrobociu, czerwiec
1997 r.
O zamrożeniu wrażliwości
świata.
Świat,
społeczeństwa, politycy, organizacje międzynarodowe są nieczułe, ociężałe,
zbiurokratyzowane. Nie reagują na przemoc, zbrodnie, na krzywdę i cierpienia
innych ludzi, innych społeczności. Prawo formalne jest stawiane ponad
moralność. Absurdalne jest to, że formy działań, jakie obowiązują w państwach
prawnych i demokratycznych są przenoszone, stosowane również w stosunku do
społeczeństw, grup, organizacji niedemokratycznych, zbrodniczych. Przekonanie,
że rozmowy i werbalne naciski doprowadzą do zmiany polityki, do wyrzeczenia się
przemocy i terroru i zła przez tyranów i paranoików, że spowodują ich
„resocjalizację”, renormalizację jest utopijne, nierealne. To właśnie wywierana
na nich presja i ich poczucie zagrożenia może spowodować zmiękczenie ich
nieprzejednanego nastawienia. Przykładów obojętności świata jest wiele, choćby
jego reakcje wobec tego, co dzieje się w byłej Jugosławii, Ruandzie. Jeśli
nawet świat współczuje, to nie reaguje. Krzywdzonym oprócz współczucia
potrzebna jest konkretna pomoc. Jedynie USA, choć też nie zawsze i choć czasem
z opóźnieniem, reagują. Niestety nie mają wsparcia. Inne kraje są nieczułe, nie
reagują, wyczekują aż konflikty same się rozwiążą. Wprawdzie po czasie zbierają
się międzynarodowe trybunały, aby osądzić zbrodnie i zbrodniarzy (dobre i tyle
– liczy się przestroga dla innych), ale czy nie są to reakcje spóźnione? Czy
nie mają za zadanie również leczenie moralnego kaca niereagujących? Czy
naprawdę świat musi być bezradny, czy nie może zapobiec złu, reagować wtedy,
gdy dokonują się przemoc i zbrodnie? Czy niczego nie nauczyła go historia? Tak
jak świat (jego cywilizowana część) obojętny był na dziejące się „gdzieś
daleko” krzywdy, kilkaset, kilkadziesiąt czy kilka lat temu, tak samo obojętny
jest i dzisiaj. To co dzieje się z innymi społeczeństwami, grupami jest
odbierane jak film, z zaciekawieniem, może współczuciem dla jego bohaterów,
jednak też jako coś nierealnego, nierzeczywistego, jako coś co nas nie dotyczy.
Wydarzenia są analizowane, może przeżywane, wyciągane są moralne wnioski,
współczuje się, ale jest to współczucie filmowe, suche, oziębłe, na odległość,
nieangażujące. Egoizm, oziębłość nie pozwalają na reagowanie. Niech inne
społeczeństwa same sobie radzą, niech będą demokratyczne i sprawiedliwe, niech się
staną państwami prawa, przestrzegającymi prawa międzynarodowego, przecież od
nich samych to zależy, przecież my już takie międzynarodowe, światowe prawa już
ustanowiliśmy, więc, o co chodzi? Czego chcieć więcej? Po co mieszać się w ich
historyczne uwarunkowania, to są ich zaszłości, to są ich wewnętrzne sprawy. Co
innego, gdy jest zagrożone nasze bezpieczeństwo lub nasze interesy, wtedy
reagujemy szybko, bronimy pokrzywdzonych, nie tłumacząc się zawiłościami
sytuacji, ani dużymi kosztami i ofiarami, które muszą ponieść nasze armie i
społeczeństwa. W państwach, w których prawa jednostki są w cenie, są
najważniejsze (takich jak USA), prawo do obrony krzywdzonych jest ponad
wszystko inne, ponad prawo do samostanowienia o sobie państw i narodów.
Prawo do samostanowienia
nie może być tarczą do bezkarnego łamania praw jednostek, do dokonywania gwałtu
i zbrodni na mniejszościach, grupach i jednostkach.
Na bezrobociu, czerwiec
1997 r.
Nie można
biernie przyglądać się złu i nie reagować na przemoc.
Nie można
biernie przyglądać się i nie reagować na gwałt, na przemoc silniejszych wobec
słabszych, bardziej ortodoksyjnych nad bardziej otwartymi, na eksterminację i
zbrodnie dokonywane przez reżimy, przez jedne społeczności czy grupy nad
drugimi. Byłem zły na świat, na polityków, na mocarstwa, gdy nie reagowały na
ludobójstwa, na drastyczne łamanie praw człowieka. Nie mogłem zrozumieć,
dlaczego po doświadczeniach holokaustu, II wojny światowej i tylu innych
ludzkich tragedii, po których świat powinien być wyczulony na cierpienia ludzi
i narodów, zasady obrony praw człowieka przegrywały z zasadą nie wtrącania się
do tego, co dzieje się w suwerennych, ale przecież stosujących przemoc
państwach. Obie zasady są ważne. Obie powinny chronić przed złem i przemocą.
Jednak najważniejszą z zasad powinna być zasada przeciwstawiania się złu i
cierpieniu ludzi. Gdy zadawany jest gwałt, gdy dzieje się niesprawiedliwość,
gdy poniża się ludzi, świat powinien reagować. Byłem zły, gdy nie reagowano na
zbrodnie w Chinach, Kambodży, Ruandzie, Chile i tylu innych miejscach na Ziemi,
w których dokonywano gwałtów i zbrodni. Nie rozumiałem, dlaczego nie reagowano
na zbrodnie w Bośni dokonywane pod wodzą Karadzicza, za przyzwoleniem
Miloszewicza. Jak ważne jest poparcie innych społeczeństw w trudnych chwilach
wiedzą u nas starsi, którzy przeżyli okupację hitlerowską, wiemy też my, nieco
młodsi. W stanie wojennym świadomość, że świat nas popierał, że nie był
obojętny wobec tego, co się u nas i z nami działo dodawała otuchy, dawała
poczucie godności i nadziei. Każda wojna jest tragedią, giną w niej ludzie i to
również ludzie niewinni. Jednak nie reagowanie na czystki etniczne, na zbrodnie
bez względu na to, z jakich pobudek są dokonywane: ideologicznych, religijnych,
nacjonalistycznych, z chęci dominowania, rabunku, czy jakichkolwiek innych,
jest przyzwalaniem na zło, na krzywdę, Być może
interwencje nie przynoszą zawsze oczekiwanych rezultatów, być może nasilają
jeszcze nastroje wrogości i nienawiści. Ale czy nie reagowanie na zbrodnie w
Kambodży, Ruandzie i tylu innych miejscach te zbrodnie powstrzymało, czy nie
następowała ich eskalacja? Wszystkie siły,
reżimy, społeczności, grupy, jednostki, które gdziekolwiek na świecie chciałyby
się uciekać do przemocy i zbrodni powinny wiedzieć, powinny czuć to, że świat
nie będzie się przyglądać temu obojętnie, że zareaguje.
Niektórzy
dziennikarze dokonują odniesienia nalotów NATO na Serbię do wykonywania kary
śmierci na oprawcach. To nie jest dobre odniesienie. NATO reaguje w czasie, w
którym ludziom dzieje się krzywda, w ich obronie. Karę śmierci wykonuje się po
upływie czasu, w imię sprawiedliwości lub w imię zemsty. NATO nie bombarduje z
zemsty, czy choćby w imię spóźnionej sprawiedliwości, lecz w obronie
Albańczyków przed czystkami i zbrodniami dokonywanymi przez reżim Miloszewicza.
Wielkim błędem Zachodu było to, że nie wychwycono i nie postawiono przed
międzynarodowym trybunałem zbrodniarzy serbskich z Karadżiczem na czele.
Miloszewicz nie byłby pewnie tak nieprzejednany i nie odważyłby się na nową agresję.
Zupełnie nie do
przyjęcia jest stosowanie natomiast odpowiedzialności zbiorowej, zemsty nawet,
jeśli doznało się od jakiejś społeczności lub w imię tej społeczności krzywd.
Każdy człowiek jest istotą odrębną, niezależną, o własnym systemie wartości. Nawet
w społeczeństwach zacofanych znajdują się jednostki dobre, mądre, tolerancyjne.
W dzisiejszym poinformowanym świecie, gdzie idee i wartości coraz bardziej
przenikają i docierają do najdalszych zakątków świata, w społeczeństwach
ortodoksyjnych, takich otwartych na inności osób jest coraz więcej. W
społeczeństwach rozwiniętych natomiast są też jednostki i grupy o ciasnych
poglądach, nietolerancyjne i agresywne.
Dziwna to
moralność!
Najlepiej
nigdzie się nie wtrącać, to nie nasza sprawa. Niech innych, za drzwiami biją,
zabijają. Nie można wartości takich jak wolność, godność, prawo do życia
przedkładać nad wartość suwerenności. Niech pijak, szaleniec pastwi się nad
rodziną, nawet niech morduje, przecież ich mieszkanie to suwerenne rodzinne
terytorium, niech jedna grupa, społeczność, nacja pastwi się nad inną, niech ją
morduje, przecież dzieje się to na ich suwerennym obszarze.
Na bezrobociu, czerwiec
1997 r.
Antysemityzm.
Wymiary
zagłady, ogrom cierpień narodu żydowskiego w czasie II wojny światowej wywołują
w każdym normalnym człowieku wielkie współczucie, przerażenie, do czego zdolni
są ludzie i pokorę.
Społeczeństwo
polskie ma zarówno winy jak i zasługi wobec współobywateli żydowskiego
pochodzenia. Ponosimy winę za antysemityzm przedwojenny, czymkolwiek był on
spowodowany. Nie ma usprawiedliwienia dla prymitywizmu, podłości części Polaków
w traktowaniu Żydów, chociażby takim jak tworzenie gett ławkowych dla studentów
żydowskiego pochodzenia na uczelniach, za brak tolerancji wobec inności
kulturowej i religijnej. Ponosimy winę za obojętność części Polaków wobec ich
losu w czasie okupacji hitlerowskiej, za nikczemność niektórych Polaków, którzy
wydawali ich Niemcom, którzy robili interesy na ich tragedii, którzy mieli ich
krew na swoich rękach. Ponosimy winę za antysemityzm powojenny, za pogromy
Żydów, za wypędzenie ich w 1968 roku z kraju przez reżim komunistyczny. Silny
antysemityzm występuje niestety wśród dużej części Polaków i dziś. Mamy do
czynienia z przejawami antysemityzmu takimi jak chociażby malowanie plugawych,
antyżydowskich napisów i rysunków na murach, obarczanie winą za własne
zacofanie, biedę czy nieudolności jakichś bliżej nieokreślonych spisków
międzynarodowej żydowskiej finansjery, czy widzenie prawie w każdej osobie
znajdującej się u władzy Żyda, który dba tylko o swoje lub o społeczności
żydowskiej interesy i działa wbrew interesom Polski. Jeśli ktoś pomimo tych
oczywistych, jaskrawych przejawów zaprzecza, że w części naszego społeczeństwa
występuje antysemityzm, ksenofobia, to musi mieć klapki na oczach i watę w
uszach, albo dużo złej woli, kompleksów, narodowego egoizmu i zupełny brak
pokory. Polski antysemityzm jest upiorny, trudny do zrozumienia i trudny do
zniesienia. Jest to gorzka prawda.
Niesprawiedliwe
oceny.
Prawdą jest też
niesprawiedliwa ocena, obarczanie społeczeństwa polskiego winą za holokaust
przez społeczność żydowską, zwłaszcza tą żyjącą w USA.
Mamy przecież
wobec żydowskiego narodu też dużo zasług. Pomijając już te z dawniejszej
historii, wielu Żydów zawdzięcza swoje przeżycie hitlerowskiej gehenny i
przeżycie swoich bliskich Polakom. W żadnym innym kraju tylu ludzi nie
ryzykowało swym życiem, by ratować Żydów.
Często mam wrażenie, że część Żydów obarcza Polaków
większą winą niż hitlerowskich nazistów. W dużej mierze wynika to pewnie z
poczucia żalu polskich Żydów wobec współobywateli za wrogość, za obojętność, z
poczucia opuszczenia ich w niedoli, za nie przeciwstawianie się eksterminacji,
ale też z chęci uspokojenia swojego sumienia, z chęci przerzucenia winy na
innych przez Żydów mieszkających w czasie wojny w Ameryce. Takie podejrzenie
jest uprawnione w świetle faktów, które miały miejsce w czasie wojny.
Potwierdzeniem tego jest chociażby wypowiedź Żydówki, która przeżyła gehennę w
czasie okupacji, a którą słyszałem wczoraj, oglądając film dokumentalny w
telewizji. Była ona zdumiona, nie może zrozumieć tego, że obarcza się Polaków
winą za obojętność, wręcz za udział w holokauście w sytuacji, gdy świat wiedząc
o tragedii Żydów, choćby z relacji kurierów z Polski, mając nieporównanie
większe możliwości, zupełnie nie reagował. Na dramatyczne prośby o pomoc
pozostawał głuchy. Rozgrzesza się społeczeństwa i rządy państw europejskich,
które współpracowały z hitlerowskimi Niemcami, które żerowały na żydowskiej
tragedii. Nie dostrzega się tego, że w czasie okupacji niemieckiej, w warunkach
ogromnego zagrożenia i terroru jedynie w Polsce powstawały organizacje, których
celem była pomoc i ratowanie Żydów. W Polsce, w państwie podziemnym działały
sądy wydające wyroki na szmalcowników, na osoby współpracujące z Niemcami, na
osoby wydające Żydów w ręce hitlerowców. Wspomniana kobieta ma ogromny żal i
nie może zrozumieć tego, że społeczeństwo amerykańskie a zwłaszcza Żydzi
amerykańscy zupełnie nie przejmowali się losem Żydów w Europie, nie może
zrozumieć tego, że urządzano festiwale i wielkie imprezy rozrywkowe w czasie,
gdy w Europie i w Polsce trwała gehenna milionów Żydów europejskich Na prośby
by przynajmniej zbombardować dworce kolejowe przy obozach koncentracyjnych i
tory kolejowe doprowadzające do tych obozów, armie aliantów pozostawały głuche.
Owszem bombardowano obiekty, które były położone obok obozów, ale tylko te,
które miały znaczenie dla prowadzonych działań frontowych. W Oświęcimiu na
przykład zbombardowano, będącą w bezpośrednim bliskości obozu rafinerię
naftową. To nie do końca obiektywne, wyolbrzymione, negatywne ocenianie Polaków
za okres okupacji wzmacnia jeszcze wśród Polaków antysemityzm.
Wydaje mi się, że w
obliczu zagrożenia pewne negatywne zachowania, takie jak uległość wobec
wywierającej presję władzy i współpracowanie z tą władzą kosztem osób z
otoczenia, np. w pracy wobec współpracowników, we wspólnotach wobec innych osób
wspólnot są przypadłością ogólnoludzką, a nie tylko polską. Ciekaw jestem na
ten temat opinii psychologów i socjologów.
W czasie okupacji niemieckiej ta
presja i zagrożenie ze strony okupanta były ogromne. To zagrożenie było jednym
z czynników demoralizacji ludności żyjącej w czasie wojennym.
Oczywistym jest, ze żadna z populacji
nie jest w całości bohaterska, że w każdej większej populacji są osobnicy
mający bardziej lub mniej wyczulone sumienia, kierujący się bardziej lub mniej
moralnymi zasadami, że są w niej jednostki bohaterskie, przeciętne i nikczemne.
Ważne są proporcje grup tych osób, które kierują się moralnością i tych, dla
których moralność jest pustym frazesem. Ważne jest też to, by społeczeństwo w
dużej swej części nie ulegało prowadzącej do zła ideologizacji
W czasie
hitlerowskiej okupacji funkcjonowało polskie państwo podziemne.
Powstanie
państwa podziemnego i Armii Krajowej było ewenementem na skalę światową. W
warunkach terroru i ogromnego zagrożenia działało szkolnictwo, wydawano prasę,
działały sądy, powstała wielka zbrojna armia. W przeciwieństwie do innych
krajów, gdzie pozostające w nich rządy poddawały się Hitlerowi i z nim
współpracowały, polski Rząd działał na emigracji, a w kraju zorganizowano
państwo podziemne. W innych krajach oddziały partyzanckie działały jednostkowo,
samodzielnie. Armia Krajowa obejmowała swym zasięgiem cały kraj, wioski,
miasta, miała strukturę typową dla dużej armii. Państwo podziemne zwalczało
szmalcowników, wydawało na szpicli wyroki śmierci.
Na bezrobociu, czerwiec
1997r.
Rozrachunek
ze sobą.
Na obecny obraz
Polaków, na ocenę nas za czas wojny ma niewątpliwie wpływ nasz obecny
antysemityzm i to, że nie dokonaliśmy rozrachunku z sobą, z własną
przeszłością. Nie nastąpił też rozrachunek z sobą, ze stalinowską przeszłością
Żydów.
W Polsce proces
rozrachunków z przeszłością, niczym nieograniczona dyskusja publiczna na
najbardziej skrywane dotąd tematy rozpoczęła się dopiero po 1989 roku.
Antysemityzm i
antypolonizm nakręcały się wzajemnie. Każda strona była okopana swoimi
poglądami, brak było wspólnych dyskusji. Mam nadzieję, że otwarte dyskusje,
wsłuchiwanie się bez uprzedzeń w żale drugiej strony pozwolą przezwyciężyć
wzajemną wrogość i urazy.
Na bezrobociu, czerwiec
1997r.
Nie możemy,
jako naród nie poczuwać się wobec Żydów do odpowiedzialności za nasze winy,
mordy. Każdy mord, każde zbiorowe wymierzanie sprawiedliwości jest godne
największego potępienia. Trzeba ujawniać wszelka nawet najbardziej gorzką
prawdę o sobie. Trzeba jednak poznać prawdę do końca, również tą o postawach
niektórych Żydów wobec Polaków, które przyczyniały się do stwarzania między
Polakami i Żydami wrogiej atmosfery.
Część Żydów przybywających do innych krajów z
bagażem swojej kultury, swoich pryncypialnych wierzeń, swoich przyzwyczajeń
bardzo trudno się asymilowała. To głębokie osadzenie w swojej kulturze
pozwalało im przetrwać, jako narodowi, ich duża zachowawczość wywoływała jednak
odruchy niechęci ze strony części społeczeństw, wśród których osiedli. To
zresztą jest ciągle aktualny dylemat dla różnych społeczności, by nie
pozbywając się swojej tożsamości i tradycji otwierać się na ludzi z nowego
otoczenia, na społeczności, w którym przyszło im żyć.
Wiele zła i wrogości wywołało też to, że w latach
1939 – 1940 różnego rodzaju stanowiska urzędnicze i decyzyjne były opanowane we
wschodniej Polsce właśnie przez Żydów i to oni współpracowali z Sowietami i
przyczyniali się w dużej mierze do prześladowań Polaków przez sowiecką władzę i
jej organa, do ich zsyłek na Syberię, do łagrów. Dużo Żydów należało też do
bezpieki, która odnosiła się z nienawiścią, katowała i mordowała ludzi AK i
innych bojowników o wolną Polskę.
Czy nie ma przesady w doszukiwaniu
się przez niektóre osoby głównych przyczyn tarć między Polakami i Żydami w
religijności Polaków?
Polaków i Żydów wiele łączy i wiele
dzieli. Zamieszkiwanie przez wieki na tej samej ziemi, w jednym państwie
kształtowało wzajemne relacje. Wydaje mi się, że podłożem waśni były przede
wszystkim konflikty interesów. Poza tym przyczyną występujących animozji były
odmienne doświadczenia, inności ukształtowane przez wieki. Oskarżanie Żydów o
bogobójstwo miało miejsce, ale jednak wydaje się, że nie było to główną
przyczyną animozji i wrogości, choć stanowiło niekiedy usprawiedliwienie postaw
wrogości ze strony Polaków. Czy dostrzeganie przyczyn wrogości tylko po jednej
stronie nie jest trywializowaniem ocen? Jakiekolwiek usprawiedliwienia
negatywnych postaw nie zmywają win jednak pozwalają na bardziej wyważone,
sprawiedliwe osądy.
W Polakach ukształtowało się
pragnienie wolności. Są bardziej niż inne nacje anarchizujący, bałaganiarscy,
buntujący się przeciw narzucaniu rygorów społecznych, państwowych,
politycznych. Szukają uporządkowania, wartości, pocieszenia, sensu życia w
religii. U Żydów, przez wieki trosk o przetrwanie, o zapewnienie sobie najpierw
minimum warunków do przeżycia, a później u części, o poprawę bytu materialnego
i statusu społecznego, a u niektórych o powiększanie bogactwa ukształtowały się
takie cechy jak solidność, skrupulatność, pedantyczność, ale niekiedy też
bezkompromisowość w poczynaniach gospodarczych, niekiedy też skłonność do
lichwy. Te odmienności musiały rzutować na wzajemne postrzeganie i stosunki, na
kształtowanie się animozji, niekiedy wrogości.
Na wzajemne stosunki rzutowała
kondycja naszego państwa. Gdy w państwie działo się źle, gdy nasilały się
społeczne frustracje, stosunki ulegały pogarszaniu. W czasie wojny i niemieckiej okupacji
ujawniły się postawy piękne, często pełne heroizmu, ale też i paskudne,
wypełnione demoralizacją
Listopad
2012.
Koncentracyjne
obozy zagłady nie były polskie.
W III RP
nasiliły się informacje bardzo jednostronne i mocno wyolbrzymiające nasze winy
wobec Żydów, oskarżające nas niemal o współudział w Holokauście. To przykre, że pokolenie naszych rodziców
musiało ich wysłuchiwać, praktycznie bez możliwości medialnej riposty. Ja
osobiście wstydzę się, że wierzyłem ludziom „światłym”, wtedy moim autorytetom
i że niekiedy powtarzałem te informacje w rozmowach z rodzicami, obdarzając ich
skonfudowaniem.
W kwestii
relacji Żydów i Polaków wierzyłem przed laty opiniom „autorytetów” i poddałem
się tworzonej przez media psychozie, że Polacy byli nie tylko obojętni na
zgotowaną przez Niemców zagładę Żydów, ale że do ich tragicznego losu walnie
się przyczynili. Podszyte polskimi kompleksami masochistyczne jednostronne
wyolbrzymianie win Polaków w stosunku do Żydów było tak nasilone, że
przyjmowałem je, jako wiarygodne. Rzeczywistość była dużo bardziej złożona niż
te uproszczone i jednostronne oceny. Oczywiście, Polacy nie byli aniołami a
niektórzy zachowywali się wobec Żydów podle. Również podle zachowywali się
niektórzy Żydzi wobec Polaków.
Dzisiaj w
świetle wielu opisów, relacji z różnych stron, relacji osób, które jeszcze
pamiętały tragiczny czas okupacji, dokumentów i historycznych badań wynika, że
obdarzano nas winami większymi od rzeczywistych, a my te oceny potulnie
przyjmowaliśmy. Być może niektórzy Żydzi
odwrotnie niż Polacy, chcą wyolbrzymianiem naszych win zagłuszyć swoje grzechy
wobec Polaków i obywateli innych nacji. Masochistyczna wiara we wszystko zło,
które ma być naszym dziełem, przemożna chęć ekspiacji, odbierają możliwość
bezstronnego, racjonalnego badania historycznych zdarzeń i dochodzenia do
obiektywnej prawdy. Winy i zbrodnie Żydów wobec Polaków były i są przemilczane,
by nie urazić drugiej strony, natomiast bezdowodnie rozszerza się i wyolbrzymia
winy i zbrodnie Polaków wobec Żydów, tworzy się fakty medialne na podstawie
niewiarygodnych relacji i zasłyszeń. Ten brak symetrii w oglądzie i ocenach
polsko-żydowskich stosunków jest coraz bardziej zauważalny. Niestety inne
narody i ich polityczne elity chętnie korzystają z naszego masochizmu i starają
się oczyścić z własnych win, relatywizują je i przerzucają na je nas. Do dziś,
co i rusz słyszymy głosy o polskich obozach koncentracyjnych.
Okazuje się, że
wystarczy przestać pilnować historycznej prawdy i własnego dobrego imienia a
bardzo szybko, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję inni podzielą się
swoimi winami a nawet przerzucą je w całości, narzucając opinii światowej wykreowane przez
siebie nowe widzenie przeszłości.
Listopad
2012
Ogrom cierpień
ofiar holokaustu przytłacza. Ludzie o normalnej wrażliwości traktują holokaust
jako coś przerażającego i darzą naród żydowski wielkim współczuciem, podchodzą
do niego z niezwykle empatycznym nastawieniem. Ta niewyobrażalna, systemowa
zbrodnia, która miała miejsce w niby cywilizowanej Europie, a której celem była
zupełna eliminacja Żydów powoduje, że większość ludzi odnosi się do nich ze
szczególną delikatnością i ostrożnością i to chyba normalne, że również ze większą jak do innych
narodów wyrozumiałością.
Jednak ta
wyrozumiałość nie może być totalna, niezależna od rodzących się poglądów i
dziejących się zdarzeń nie związanych z holokaustem. Wyrozumiałość, zarówno
wtedy gdy dotyczy innych narodów, grup, tak i wtedy gdy dotyczy Żydów,
żydowskich kręgów nie może rozciągać się na ewidentne przejawy zła.
Ponadprzeciętna tolerancja nie może przesłaniać zła, usprawiedliwiać go. Nie
można też godzić się i nie reagować na
nienawistne i nieprawdziwe lub wyolbrzymione zarzuty wysuwane przez Żydów w
stosunku do innych narodów.
Na bezrobociu, lipiec 1997 r.
O
stereotypach i manipulacji.
Pluralizm
środków informacji, możliwość analizy różnych informacji mają nieoceniony wpływ
na kształtowanie się światłego społeczeństwa. Demokracje niby położyły kres
monopolowi informacji. Niemniej nawet w społeczeństwach nowoczesnych,
posiadających niezależną, pluralistyczną informację, dochodzi czasem do
narzucania nieprawdziwych informacji i ocen. Opinie mogą być narzucane przez
silniejszych, bardziej aktywnych, mających lepszy dostęp do mediów. Powielanie
opinii przez dużą ilość mediów, bez sprawdzenia ich prawdziwości, bez
rzetelnych studiów może utrwalać w społeczeństwie fałszywe oceny i stereotypy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz