środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1997 b

Nie można biernie przyglądać się złu i nie reagować na przemoc.




Na bezrobociu, marzec 1997 r.

Nie ma społeczeństw całkowicie czystych moralnie.

Nie ma społeczeństw całkowicie czystych moralnie, bez złych zaszłości, bez grzechu nietolerancji. Ludzie, społeczności na całym świecie mają taką samą naturę, mogą tylko znajdować się na różnych stopniach rozwoju. Dzisiejsze przodujące cywilizacyjnie społeczeństwa też miały swoje grzechy w przeszłości. Bywało, że dzięki swojej paskudnej przeszłości, „rozpychaniu się łokciami” są dzisiaj w cywilizacyjnej czołówce. Nie znając ich przeszłości, można by je uznać za społeczeństwa idealne.
W dzisiejszym, poinformowanym i integrującym się świecie zanikają różnice kulturowe, obyczajowe, różnice w postawach i zachowaniach ludzi. Upodabniają się też systemy wartości i stanowione prawa. Poza tym ludzie mają tą samą- ludzką naturę, niezależnie, w której części świata żyją i jakich mieli przodków. Dlatego jest coraz mniej sensu w porównaniach, w doszukiwaniu się różnic miedzy społeczeństwami. Wszędzie mamy do czynienia z postawami dobrymi i złymi, wszędzie ludźmi kierują te same namiętności, te same dążenia. Szczególnie różnice między Europą i Ameryką, których kultury oparte są na tej samej historycznej bazie są niewielkie.
 Starajmy się mimo wszystko o porozumienie, współpracujmy ze sobą, przecież jesteśmy skazani na tym "zmniejszającym" się dzięki rozwojowi komunikacji globie na współżycie.



Na bezrobociu, czerwiec 1997 r.
O zamrożeniu wrażliwości świata.

Świat, społeczeństwa, politycy, organizacje międzynarodowe są nieczułe, ociężałe, zbiurokratyzowane. Nie reagują na przemoc, zbrodnie, na krzywdę i cierpienia innych ludzi, innych społeczności. Prawo formalne jest stawiane ponad moralność. Absurdalne jest to, że formy działań, jakie obowiązują w państwach prawnych i demokratycznych są przenoszone, stosowane również w stosunku do społeczeństw, grup, organizacji niedemokratycznych, zbrodniczych. Przekonanie, że rozmowy i werbalne naciski doprowadzą do zmiany polityki, do wyrzeczenia się przemocy i terroru i zła przez tyranów i paranoików, że spowodują ich „resocjalizację”, renormalizację jest utopijne, nierealne. To właśnie wywierana na nich presja i ich poczucie zagrożenia może spowodować zmiękczenie ich nieprzejednanego nastawienia. Przykładów obojętności świata jest wiele, choćby jego reakcje wobec tego, co dzieje się w byłej Jugosławii, Ruandzie. Jeśli nawet świat współczuje, to nie reaguje. Krzywdzonym oprócz współczucia potrzebna jest konkretna pomoc. Jedynie USA, choć też nie zawsze i choć czasem z opóźnieniem, reagują. Niestety nie mają wsparcia. Inne kraje są nieczułe, nie reagują, wyczekują aż konflikty same się rozwiążą. Wprawdzie po czasie zbierają się międzynarodowe trybunały, aby osądzić zbrodnie i zbrodniarzy (dobre i tyle – liczy się przestroga dla innych), ale czy nie są to reakcje spóźnione? Czy nie mają za zadanie również leczenie moralnego kaca niereagujących? Czy naprawdę świat musi być bezradny, czy nie może zapobiec złu, reagować wtedy, gdy dokonują się przemoc i zbrodnie? Czy niczego nie nauczyła go historia? Tak jak świat (jego cywilizowana część) obojętny był na dziejące się „gdzieś daleko” krzywdy, kilkaset, kilkadziesiąt czy kilka lat temu, tak samo obojętny jest i dzisiaj. To co dzieje się z innymi społeczeństwami, grupami jest odbierane jak film, z zaciekawieniem, może współczuciem dla jego bohaterów, jednak też jako coś nierealnego, nierzeczywistego, jako coś co nas nie dotyczy. Wydarzenia są analizowane, może przeżywane, wyciągane są moralne wnioski, współczuje się, ale jest to współczucie filmowe, suche, oziębłe, na odległość, nieangażujące. Egoizm, oziębłość nie pozwalają na reagowanie. Niech inne społeczeństwa same sobie radzą, niech będą demokratyczne i sprawiedliwe, niech się staną państwami prawa, przestrzegającymi prawa międzynarodowego, przecież od nich samych to zależy, przecież my już takie międzynarodowe, światowe prawa już ustanowiliśmy, więc, o co chodzi? Czego chcieć więcej? Po co mieszać się w ich historyczne uwarunkowania, to są ich zaszłości, to są ich wewnętrzne sprawy. Co innego, gdy jest zagrożone nasze bezpieczeństwo lub nasze interesy, wtedy reagujemy szybko, bronimy pokrzywdzonych, nie tłumacząc się zawiłościami sytuacji, ani dużymi kosztami i ofiarami, które muszą ponieść nasze armie i społeczeństwa. W państwach, w których prawa jednostki są w cenie, są najważniejsze (takich jak USA), prawo do obrony krzywdzonych jest ponad wszystko inne, ponad prawo do samostanowienia o sobie państw i narodów.
Prawo do samostanowienia nie może być tarczą do bezkarnego łamania praw jednostek, do dokonywania gwałtu i zbrodni na mniejszościach, grupach i jednostkach.



Na bezrobociu, czerwiec 1997 r.

Nie można biernie przyglądać się złu i nie reagować na przemoc.

Nie można biernie przyglądać się i nie reagować na gwałt, na przemoc silniejszych wobec słabszych, bardziej ortodoksyjnych nad bardziej otwartymi, na eksterminację i zbrodnie dokonywane przez reżimy, przez jedne społeczności czy grupy nad drugimi. Byłem zły na świat, na polityków, na mocarstwa, gdy nie reagowały na ludobójstwa, na drastyczne łamanie praw człowieka. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego po doświadczeniach holokaustu, II wojny światowej i tylu innych ludzkich tragedii, po których świat powinien być wyczulony na cierpienia ludzi i narodów, zasady obrony praw człowieka przegrywały z zasadą nie wtrącania się do tego, co dzieje się w suwerennych, ale przecież stosujących przemoc państwach. Obie zasady są ważne. Obie powinny chronić przed złem i przemocą. Jednak najważniejszą z zasad powinna być zasada przeciwstawiania się złu i cierpieniu ludzi. Gdy zadawany jest gwałt, gdy dzieje się niesprawiedliwość, gdy poniża się ludzi, świat powinien reagować. Byłem zły, gdy nie reagowano na zbrodnie w Chinach, Kambodży, Ruandzie, Chile i tylu innych miejscach na Ziemi, w których dokonywano gwałtów i zbrodni. Nie rozumiałem, dlaczego nie reagowano na zbrodnie w Bośni dokonywane pod wodzą Karadzicza, za przyzwoleniem Miloszewicza. Jak ważne jest poparcie innych społeczeństw w trudnych chwilach wiedzą u nas starsi, którzy przeżyli okupację hitlerowską, wiemy też my, nieco młodsi. W stanie wojennym świadomość, że świat nas popierał, że nie był obojętny wobec tego, co się u nas i z nami działo dodawała otuchy, dawała poczucie godności i nadziei. Każda wojna jest tragedią, giną w niej ludzie i to również ludzie niewinni. Jednak nie reagowanie na czystki etniczne, na zbrodnie bez względu na to, z jakich pobudek są dokonywane: ideologicznych, religijnych, nacjonalistycznych, z chęci dominowania, rabunku, czy jakichkolwiek innych, jest przyzwalaniem na zło, na krzywdę, Być może interwencje nie przynoszą zawsze oczekiwanych rezultatów, być może nasilają jeszcze nastroje wrogości i nienawiści. Ale czy nie reagowanie na zbrodnie w Kambodży, Ruandzie i tylu innych miejscach te zbrodnie powstrzymało, czy nie następowała ich eskalacja? Wszystkie siły, reżimy, społeczności, grupy, jednostki, które gdziekolwiek na świecie chciałyby się uciekać do przemocy i zbrodni powinny wiedzieć, powinny czuć to, że świat nie będzie się przyglądać temu obojętnie, że zareaguje.
Niektórzy dziennikarze dokonują odniesienia nalotów NATO na Serbię do wykonywania kary śmierci na oprawcach. To nie jest dobre odniesienie. NATO reaguje w czasie, w którym ludziom dzieje się krzywda, w ich obronie. Karę śmierci wykonuje się po upływie czasu, w imię sprawiedliwości lub w imię zemsty. NATO nie bombarduje z zemsty, czy choćby w imię spóźnionej sprawiedliwości, lecz w obronie Albańczyków przed czystkami i zbrodniami dokonywanymi przez reżim Miloszewicza. Wielkim błędem Zachodu było to, że nie wychwycono i nie postawiono przed międzynarodowym trybunałem zbrodniarzy serbskich z Karadżiczem na czele. Miloszewicz nie byłby pewnie tak nieprzejednany i nie odważyłby się na nową agresję.
Zupełnie nie do przyjęcia jest stosowanie natomiast odpowiedzialności zbiorowej, zemsty nawet, jeśli doznało się od jakiejś społeczności lub w imię tej społeczności krzywd. Każdy człowiek jest istotą odrębną, niezależną, o własnym systemie wartości. Nawet w społeczeństwach zacofanych znajdują się jednostki dobre, mądre, tolerancyjne. W dzisiejszym poinformowanym świecie, gdzie idee i wartości coraz bardziej przenikają i docierają do najdalszych zakątków świata, w społeczeństwach ortodoksyjnych, takich otwartych na inności osób jest coraz więcej. W społeczeństwach rozwiniętych natomiast są też jednostki i grupy o ciasnych poglądach, nietolerancyjne i agresywne.



Dziwna to moralność!

Najlepiej nigdzie się nie wtrącać, to nie nasza sprawa. Niech innych, za drzwiami biją, zabijają. Nie można wartości takich jak wolność, godność, prawo do życia przedkładać nad wartość suwerenności. Niech pijak, szaleniec pastwi się nad rodziną, nawet niech morduje, przecież ich mieszkanie to suwerenne rodzinne terytorium, niech jedna grupa, społeczność, nacja pastwi się nad inną, niech ją morduje, przecież dzieje się to na ich suwerennym obszarze.


Na bezrobociu, czerwiec 1997 r.

Antysemityzm.

Wymiary zagłady, ogrom cierpień narodu żydowskiego w czasie II wojny światowej wywołują w każdym normalnym człowieku wielkie współczucie, przerażenie, do czego zdolni są ludzie i pokorę.
Społeczeństwo polskie ma zarówno winy jak i zasługi wobec współobywateli żydowskiego pochodzenia. Ponosimy winę za antysemityzm przedwojenny, czymkolwiek był on spowodowany. Nie ma usprawiedliwienia dla prymitywizmu, podłości części Polaków w traktowaniu Żydów, chociażby takim jak tworzenie gett ławkowych dla studentów żydowskiego pochodzenia na uczelniach, za brak tolerancji wobec inności kulturowej i religijnej. Ponosimy winę za obojętność części Polaków wobec ich losu w czasie okupacji hitlerowskiej, za nikczemność niektórych Polaków, którzy wydawali ich Niemcom, którzy robili interesy na ich tragedii, którzy mieli ich krew na swoich rękach. Ponosimy winę za antysemityzm powojenny, za pogromy Żydów, za wypędzenie ich w 1968 roku z kraju przez reżim komunistyczny. Silny antysemityzm występuje niestety wśród dużej części Polaków i dziś. Mamy do czynienia z przejawami antysemityzmu takimi jak chociażby malowanie plugawych, antyżydowskich napisów i rysunków na murach, obarczanie winą za własne zacofanie, biedę czy nieudolności jakichś bliżej nieokreślonych spisków międzynarodowej żydowskiej finansjery, czy widzenie prawie w każdej osobie znajdującej się u władzy Żyda, który dba tylko o swoje lub o społeczności żydowskiej interesy i działa wbrew interesom Polski. Jeśli ktoś pomimo tych oczywistych, jaskrawych przejawów zaprzecza, że w części naszego społeczeństwa występuje antysemityzm, ksenofobia, to musi mieć klapki na oczach i watę w uszach, albo dużo złej woli, kompleksów, narodowego egoizmu i zupełny brak pokory. Polski antysemityzm jest upiorny, trudny do zrozumienia i trudny do zniesienia. Jest to gorzka prawda.



Niesprawiedliwe oceny.

Prawdą jest też niesprawiedliwa ocena, obarczanie społeczeństwa polskiego winą za holokaust przez społeczność żydowską, zwłaszcza tą żyjącą w USA.
Mamy przecież wobec żydowskiego narodu też dużo zasług. Pomijając już te z dawniejszej historii, wielu Żydów zawdzięcza swoje przeżycie hitlerowskiej gehenny i przeżycie swoich bliskich Polakom. W żadnym innym kraju tylu ludzi nie ryzykowało swym życiem, by ratować Żydów.
Często mam  wrażenie, że część Żydów obarcza Polaków większą winą niż hitlerowskich nazistów. W dużej mierze wynika to pewnie z poczucia żalu polskich Żydów wobec współobywateli za wrogość, za obojętność, z poczucia opuszczenia ich w niedoli, za nie przeciwstawianie się eksterminacji, ale też z chęci uspokojenia swojego sumienia, z chęci przerzucenia winy na innych przez Żydów mieszkających w czasie wojny w Ameryce. Takie podejrzenie jest uprawnione w świetle faktów, które miały miejsce w czasie wojny. Potwierdzeniem tego jest chociażby wypowiedź Żydówki, która przeżyła gehennę w czasie okupacji, a którą słyszałem wczoraj, oglądając film dokumentalny w telewizji. Była ona zdumiona, nie może zrozumieć tego, że obarcza się Polaków winą za obojętność, wręcz za udział w holokauście w sytuacji, gdy świat wiedząc o tragedii Żydów, choćby z relacji kurierów z Polski, mając nieporównanie większe możliwości, zupełnie nie reagował. Na dramatyczne prośby o pomoc pozostawał głuchy. Rozgrzesza się społeczeństwa i rządy państw europejskich, które współpracowały z hitlerowskimi Niemcami, które żerowały na żydowskiej tragedii. Nie dostrzega się tego, że w czasie okupacji niemieckiej, w warunkach ogromnego zagrożenia i terroru jedynie w Polsce powstawały organizacje, których celem była pomoc i ratowanie Żydów. W Polsce, w państwie podziemnym działały sądy wydające wyroki na szmalcowników, na osoby współpracujące z Niemcami, na osoby wydające Żydów w ręce hitlerowców. Wspomniana kobieta ma ogromny żal i nie może zrozumieć tego, że społeczeństwo amerykańskie a zwłaszcza Żydzi amerykańscy zupełnie nie przejmowali się losem Żydów w Europie, nie może zrozumieć tego, że urządzano festiwale i wielkie imprezy rozrywkowe w czasie, gdy w Europie i w Polsce trwała gehenna milionów Żydów europejskich Na prośby by przynajmniej zbombardować dworce kolejowe przy obozach koncentracyjnych i tory kolejowe doprowadzające do tych obozów, armie aliantów pozostawały głuche. Owszem bombardowano obiekty, które były położone obok obozów, ale tylko te, które miały znaczenie dla prowadzonych działań frontowych. W Oświęcimiu na przykład zbombardowano, będącą w bezpośrednim bliskości obozu rafinerię naftową. To nie do końca obiektywne, wyolbrzymione, negatywne ocenianie Polaków za okres okupacji wzmacnia jeszcze wśród Polaków antysemityzm.

Wydaje mi się, że w obliczu zagrożenia pewne negatywne zachowania, takie jak uległość wobec wywierającej presję władzy i współpracowanie z tą władzą kosztem osób z otoczenia, np. w pracy wobec współpracowników, we wspólnotach wobec innych osób wspólnot są przypadłością ogólnoludzką, a nie tylko polską. Ciekaw jestem na ten temat opinii psychologów i socjologów.
W czasie okupacji niemieckiej ta presja i zagrożenie ze strony okupanta były ogromne. To zagrożenie było jednym z czynników demoralizacji ludności żyjącej w czasie wojennym.
Oczywistym jest, ze żadna z populacji nie jest w całości bohaterska, że w każdej większej populacji są osobnicy mający bardziej lub mniej wyczulone sumienia, kierujący się bardziej lub mniej moralnymi zasadami, że są w niej jednostki bohaterskie, przeciętne i nikczemne. Ważne są proporcje grup tych osób, które kierują się moralnością i tych, dla których moralność jest pustym frazesem. Ważne jest też to, by społeczeństwo w dużej swej części nie ulegało prowadzącej do zła ideologizacji



W czasie hitlerowskiej okupacji funkcjonowało polskie państwo podziemne.

Powstanie państwa podziemnego i Armii Krajowej było ewenementem na skalę światową. W warunkach terroru i ogromnego zagrożenia działało szkolnictwo, wydawano prasę, działały sądy, powstała wielka zbrojna armia. W przeciwieństwie do innych krajów, gdzie pozostające w nich rządy poddawały się Hitlerowi i z nim współpracowały, polski Rząd działał na emigracji, a w kraju zorganizowano państwo podziemne. W innych krajach oddziały partyzanckie działały jednostkowo, samodzielnie. Armia Krajowa obejmowała swym zasięgiem cały kraj, wioski, miasta, miała strukturę typową dla dużej armii. Państwo podziemne zwalczało szmalcowników, wydawało na szpicli wyroki śmierci.



Na bezrobociu, czerwiec 1997r.
Rozrachunek ze sobą.

Na obecny obraz Polaków, na ocenę nas za czas wojny ma niewątpliwie wpływ nasz obecny antysemityzm i to, że nie dokonaliśmy rozrachunku z sobą, z własną przeszłością. Nie nastąpił też rozrachunek z sobą, ze stalinowską przeszłością Żydów.
W Polsce proces rozrachunków z przeszłością, niczym nieograniczona dyskusja publiczna na najbardziej skrywane dotąd tematy rozpoczęła się dopiero po 1989 roku.
Antysemityzm i antypolonizm nakręcały się wzajemnie. Każda strona była okopana swoimi poglądami, brak było wspólnych dyskusji. Mam nadzieję, że otwarte dyskusje, wsłuchiwanie się bez uprzedzeń w żale drugiej strony pozwolą przezwyciężyć wzajemną wrogość i urazy.

Na bezrobociu, czerwiec 1997r.

Nie możemy, jako naród nie poczuwać się wobec Żydów do odpowiedzialności za nasze winy, mordy. Każdy mord, każde zbiorowe wymierzanie sprawiedliwości jest godne największego potępienia. Trzeba ujawniać wszelka nawet najbardziej gorzką prawdę o sobie. Trzeba jednak poznać prawdę do końca, również tą o postawach niektórych Żydów wobec Polaków, które przyczyniały się do stwarzania między Polakami i Żydami wrogiej atmosfery.
Część Żydów przybywających do innych krajów z bagażem swojej kultury, swoich pryncypialnych wierzeń, swoich przyzwyczajeń bardzo trudno się asymilowała. To głębokie osadzenie w swojej kulturze pozwalało im przetrwać, jako narodowi, ich duża zachowawczość wywoływała jednak odruchy niechęci ze strony części społeczeństw, wśród których osiedli. To zresztą jest ciągle aktualny dylemat dla różnych społeczności, by nie pozbywając się swojej tożsamości i tradycji otwierać się na ludzi z nowego otoczenia, na społeczności, w którym przyszło im żyć.
Wiele zła i wrogości wywołało też to, że w latach 1939 – 1940 różnego rodzaju stanowiska urzędnicze i decyzyjne były opanowane we wschodniej Polsce właśnie przez Żydów i to oni współpracowali z Sowietami i przyczyniali się w dużej mierze do prześladowań Polaków przez sowiecką władzę i jej organa, do ich zsyłek na Syberię, do łagrów. Dużo Żydów należało też do bezpieki, która odnosiła się z nienawiścią, katowała i mordowała ludzi AK i innych bojowników o wolną Polskę.



Czy nie ma przesady w doszukiwaniu się przez niektóre osoby głównych przyczyn tarć między Polakami i Żydami w religijności Polaków?

Polaków i Żydów wiele łączy i wiele dzieli. Zamieszkiwanie przez wieki na tej samej ziemi, w jednym państwie kształtowało wzajemne relacje. Wydaje mi się, że podłożem waśni były przede wszystkim konflikty interesów. Poza tym przyczyną występujących animozji były odmienne doświadczenia, inności ukształtowane przez wieki. Oskarżanie Żydów o bogobójstwo miało miejsce, ale jednak wydaje się, że nie było to główną przyczyną animozji i wrogości, choć stanowiło niekiedy usprawiedliwienie postaw wrogości ze strony Polaków. Czy dostrzeganie przyczyn wrogości tylko po jednej stronie nie jest trywializowaniem ocen? Jakiekolwiek usprawiedliwienia negatywnych postaw nie zmywają win jednak pozwalają na bardziej wyważone, sprawiedliwe osądy.
W Polakach ukształtowało się pragnienie wolności. Są bardziej niż inne nacje anarchizujący, bałaganiarscy, buntujący się przeciw narzucaniu rygorów społecznych, państwowych, politycznych. Szukają uporządkowania, wartości, pocieszenia, sensu życia w religii. U Żydów, przez wieki trosk o przetrwanie, o zapewnienie sobie najpierw minimum warunków do przeżycia, a później u części, o poprawę bytu materialnego i statusu społecznego, a u niektórych o powiększanie bogactwa ukształtowały się takie cechy jak solidność, skrupulatność, pedantyczność, ale niekiedy też bezkompromisowość w poczynaniach gospodarczych, niekiedy też skłonność do lichwy. Te odmienności musiały rzutować na wzajemne postrzeganie i stosunki, na kształtowanie się animozji, niekiedy wrogości.
Na wzajemne stosunki rzutowała kondycja naszego państwa. Gdy w państwie działo się źle, gdy nasilały się społeczne frustracje, stosunki ulegały pogarszaniu.  W czasie wojny i niemieckiej okupacji ujawniły się postawy piękne, często pełne heroizmu, ale też i paskudne, wypełnione demoralizacją


Listopad 2012.

Koncentracyjne obozy zagłady nie były polskie.

W III RP nasiliły się informacje bardzo jednostronne i mocno wyolbrzymiające nasze winy wobec Żydów, oskarżające nas niemal o współudział w Holokauście.  To przykre, że pokolenie naszych rodziców musiało ich wysłuchiwać, praktycznie bez możliwości medialnej riposty. Ja osobiście wstydzę się, że wierzyłem ludziom „światłym”, wtedy moim autorytetom i że niekiedy powtarzałem te informacje w rozmowach z rodzicami, obdarzając ich skonfudowaniem.
W kwestii relacji Żydów i Polaków wierzyłem przed laty opiniom „autorytetów” i poddałem się tworzonej przez media psychozie, że Polacy byli nie tylko obojętni na zgotowaną przez Niemców zagładę Żydów, ale że do ich tragicznego losu walnie się przyczynili. Podszyte polskimi kompleksami masochistyczne jednostronne wyolbrzymianie win Polaków w stosunku do Żydów było tak nasilone, że przyjmowałem je, jako wiarygodne. Rzeczywistość była dużo bardziej złożona niż te uproszczone i jednostronne oceny. Oczywiście, Polacy nie byli aniołami a niektórzy zachowywali się wobec Żydów podle. Również podle zachowywali się niektórzy Żydzi wobec Polaków.
Dzisiaj w świetle wielu opisów, relacji z różnych stron, relacji osób, które jeszcze pamiętały tragiczny czas okupacji, dokumentów i historycznych badań wynika, że obdarzano nas winami większymi od rzeczywistych, a my te oceny potulnie przyjmowaliśmy.  Być może niektórzy Żydzi odwrotnie niż Polacy, chcą wyolbrzymianiem naszych win zagłuszyć swoje grzechy wobec Polaków i obywateli innych nacji. Masochistyczna wiara we wszystko zło, które ma być naszym dziełem, przemożna chęć ekspiacji, odbierają możliwość bezstronnego, racjonalnego badania historycznych zdarzeń i dochodzenia do obiektywnej prawdy. Winy i zbrodnie Żydów wobec Polaków były i są przemilczane, by nie urazić drugiej strony, natomiast bezdowodnie rozszerza się i wyolbrzymia winy i zbrodnie Polaków wobec Żydów, tworzy się fakty medialne na podstawie niewiarygodnych relacji i zasłyszeń. Ten brak symetrii w oglądzie i ocenach polsko-żydowskich stosunków jest coraz bardziej zauważalny. Niestety inne narody i ich polityczne elity chętnie korzystają z naszego masochizmu i starają się oczyścić z własnych win, relatywizują je i przerzucają na je nas. Do dziś, co i rusz słyszymy głosy o polskich obozach koncentracyjnych.
Okazuje się, że wystarczy przestać pilnować historycznej prawdy i własnego dobrego imienia a bardzo szybko, wykorzystując każdą nadarzającą się okazję inni podzielą się swoimi winami a nawet przerzucą je w całości, narzucając opinii światowej wykreowane przez siebie nowe widzenie przeszłości.


Listopad 2012
Ogrom cierpień ofiar holokaustu przytłacza. Ludzie o normalnej wrażliwości traktują holokaust jako coś przerażającego i darzą naród żydowski wielkim współczuciem, podchodzą do niego z niezwykle empatycznym nastawieniem. Ta niewyobrażalna, systemowa zbrodnia, która miała miejsce w niby cywilizowanej Europie, a której celem była zupełna eliminacja Żydów powoduje, że większość ludzi odnosi się do nich ze szczególną delikatnością i ostrożnością i to chyba  normalne, że również ze większą jak do innych narodów wyrozumiałością.
Jednak ta wyrozumiałość nie może być totalna, niezależna od rodzących się poglądów i dziejących się zdarzeń nie związanych z holokaustem. Wyrozumiałość, zarówno wtedy gdy dotyczy innych narodów, grup, tak i wtedy gdy dotyczy Żydów, żydowskich kręgów nie może rozciągać się na ewidentne przejawy zła. Ponadprzeciętna tolerancja nie może przesłaniać zła, usprawiedliwiać go. Nie można też godzić się i nie reagować  na nienawistne i nieprawdziwe lub wyolbrzymione zarzuty wysuwane przez Żydów w stosunku do innych narodów.




Na bezrobociu, lipiec 1997 r.

O stereotypach i manipulacji.



Pluralizm środków informacji, możliwość analizy różnych informacji mają nieoceniony wpływ na kształtowanie się światłego społeczeństwa. Demokracje niby położyły kres monopolowi informacji. Niemniej nawet w społeczeństwach nowoczesnych, posiadających niezależną, pluralistyczną informację, dochodzi czasem do narzucania nieprawdziwych informacji i ocen. Opinie mogą być narzucane przez silniejszych, bardziej aktywnych, mających lepszy dostęp do mediów. Powielanie opinii przez dużą ilość mediów, bez sprawdzenia ich prawdziwości, bez rzetelnych studiów może utrwalać w społeczeństwie fałszywe oceny i stereotypy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz