środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1997 e – 1998

Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?





Na bezrobociu, październik 1997 r.

Stresy spowodowane brakiem pracy.

Długotrwały brak pracy, niekończący się ciąg niepowodzeń w staraniu się o jej uzyskanie, stres z tym związany powodują powstawanie różnego typu lęków, kompleksów, które wywołują apatie, stany psychicznej drętwoty, które z kolei nie ułatwiają prowadzenia rozmów z potencjalnymi pracodawcami. Często wystarczyłby krótki okres czasu, by osoba przybita, o niezbyt dobrym i niestety widocznym stanie psychicznym odnalazła się, wróciła do normalności. Gdyby została zatrudniona, gdyby poczuła się potrzebna i gdyby mogła wykazać, że jest pełnowartościowym pracownikiem i członkiem społeczeństwa, to musiałoby to pozytywnie wpłynąć na jej stan psychiczny. Niestety pracodawcy i urzędnicy, co jest rzeczą do pewnego stopnia zrozumiałą, przy ocenie ubiegających się o pracę posługują się sztampą, szablonami, zwracają uwagę na ich zewnętrzność, na to czy zachowują się w przyjęty dziś, modny, wyuczony sposób. Wyuczone gesty, formuły to dziś niezbędny atrybut kandydata do zatrudnienia. Denerwuje i przeraża powszechność takiego zjawiska. Sztampowi pracodawcy, urzędnicy, nie potrafią wyjść poza schemat. Również stosowane niekiedy, przy przyjęciach do pracy testy psychologiczne, są sztampowe, dobre do oceny prymitywów lub jednakowo zaprojektowanych cyborgów. Owszem w kilku tzw. firmach, które zamieszczały w gazetach oferty pracy mogłem być zatrudniony. Jednak po zorientowaniu się, że są to „firmy- oszuści” szybko z tych ofert zrezygnowałem. Takimi firmami- oszustami, w których mógłbym uzyskać pracę były np. firma rozprowadzająca środki czystości przez tzw. sieć akwizytorów, firma sprzedająca samochody tzw. systemem argentyńskim, lichwiarska firma pseudo bankowa. Z kolei próby utrzymywania się z własnej działalności gosp. takie jak np. rozprowadzanie produktów spożywczych kupowanych w hurtowniach luzem lub już zapakowanych okazały się nieefektywne z powodu braku wystarczającej ilości pieniędzy na zakup ich większych ilości gwarantujących upusty, czy na zakup choćby prostych pakowarek.
Moje komunikaty o tym, że nie jestem w stanie znaleźć pracy chyba nie są przyjmowane przez niektórych znajomych zbyt serio. Są traktowane, jako usprawiedliwiające lenistwo i niemoc, jako narzekania. Dają mi oni do zrozumienia, że nie wierzą, by przy dobrych chęciach nie można było znaleźć pracy. Mówią, że widocznie jest mi z ta bezczynnością dobrze, a nawet dają do zrozumienia, że jest mi widocznie bardzo wygodnie siedząc w domu i korzystając z pomocy bliskich, Zarzuty, że nie szukam pracy zbyt intensywnie są krzywdzące. Poszukiwaniom pracy poświęcam mnóstwo czasu i energii. Nie jestem pracoholikiem, ale brak zatrudnienia jest cholernie stresujący i poniżający. Korzystam z dobroci rodziców, jestem im niezmiernie wdzięczny. Ale bycie ciężarem i powodem ich niepokojów o moje życie jest nie do zniesienia. Czy brak pieniędzy dla dorosłego człowieka, oszczędzanie na wszystkim, nawet na wodzie mineralnej w upalne dni to taki komfort? Nie życzę nikomu takiego „komfortu nie pracowania”. Sprawdza się maksyma, że aby zrozumieć i współ odczuć czyjeś dolegliwości i niepowodzenia nie wystarczy wiedza o tym, potrzebne jest odczucie tego samemu, „na własnej skórze”. Nawet, jeśli 90% osób w grupie jest głodna to pozostałe 10% nie uwierzy im dopóki sama tego nie doświadczy.




Rymowanka   o opresyjnej, zniewalającej „wolności” i stanach melancholii.   
(Nieporadna rymowanka, to tylko przedstawienie przy pomocy skrótów myślowych moich frustracji i rozczarowania naszą pokomuszą rzeczywistością)

Jak zwierzę w klatce duch mój uwięziony
„Jestem” poobijane, sens życia w zaniku, optymizm skutecznie stłumiony
Ograniczony we wszystkich świata wymiarach
Dziurę istnienia, tak jak powietrze w niżu, wypełnić się staram.
Rozumem, działaniem, przełamywaniem mentalnych granic
Wszystko na nic

Pracy znaleźć nie jestem w stanie
Czy to za brak pokory do postkomuny skaranie?
Nie mam znajomości, w układach nie jestem
Skomleć nie potrafię, ni przymilać się uniżonym gestem

Gdy raz z obiegu wylecisz
Kompanami twoimi śmieci
Wegetacja w III RP – szkoła umierania
Neoliberalna rzeczywistość jest murem
Dla mnie nie do pokonania.
Czuję się porzuconym szczurem
Podtrutym, który na uboczu zdycha

Gdy ktoś z toru wyścigu po sukces i kasę wyskoczy
Już nie wróci, nie ma takiej mocy
Prawo komercji niewzruszone
Nikogo nie wzruszą jego udręki
Nikt mu nie poda ręki
Świat za bożka ma mamonę

A miało być tak pięknie i ciekawie.
Jak w arkadii prawie
Czy o to walczyliśmy, u licha?
Zamiast ogrodu sielskości i miłości: wielka kicha

Wysiada psyche, robisz się zgorzkniały
Lęki, nie umiesz już rozmawiać, jesteś w stresie stałym
Stoickiego spokoju chcesz złapać, choć trochę
Jak podtopione zwierzę ożywczego tlenu. Bezskutecznie.
Bezsenność notoryczna obłapuje cię wszetecznie
Zamiast ożywczego tlenu, upiory koszmarne!
Na jawie dopada cię melancholia, myśli czarne.
Skazany na wegetację do śmierci. Świat dla ciebie lochem.
Czy etos „Solidarności” przez liberałów wyklęty
jak mumia w piramidzie jest na zawsze zamknięty?


Prośba o siłę wewnętrznej wolności. 

W modlitwie swej, tych bogów proszę o mojego ducha stwarzanie,
którzy wśród reguł istnienia tylko jedną, twardszą od najtwardszej skały proponują.
To reguła wolności duchów i wszelkich myśli drobin.
A pozostałe proponowane reguły stawania się obrazem tych bogów niech podporządkowane są tej jednej
I dlatego mogą być rzadsze od kosmicznego pyłu niedookreślenia.
A bogów, którzy normą „musisz” chcą częstować, proszę o opieki nade mną zaniechanie

……………………………………………….

Głębiej niż depresja

jeszcze wczoraj byłem w lochu,
trzysta metrów pod krainą depresji położonym
pod natrętnych myśli obstrzałem czułem się bezbronny i goły.
chemia na usługach Czarta
tak, moim mózgiem owładnęła, by dusza ma podarta
jeszcze niżej, do piekła zeszła, biesom czynić pokłony.

czart się jednak pomylił.
choć upadły i poobijany nie jestem aż tak słaby
by polec i na szlak optymizmu nie wrócić
owszem mogę się buntować, z Bogami droczyć
o zło oskarżać, pretensje wyrzucić
by znów dobro i piękno docenić i równowagę odzyskać
i światem dobrych bogów się znów zauroczyć.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Doświadczenie z uczestniczenia w nabożeństwie grupy protestantów w Ustce.     

Zdarzyło się, że ja i mój kolega zostaliśmy zaproszeni przez koleżankę z turnusu wczasowego /byłem tam, jako jego opiekun/ na nabożeństwa jakiejś grupy protestantów. To, co tam zobaczyliśmy i usłyszeliśmy mocno mnie zaskoczyło.


Refleksje z uczestniczenia a raczej z obserwacji tych nabożeństw:

Religia może stanowić ucieczkę od trudów życia, rekompensatę braku uczuć, miłości, przyjaźni, a także braku seksu w codziennym życiu. Po pierwszym wrażeniu świeżości, otwartości na nowoczesne formy wyrażania siebie, swojej wiary, swobody śpiewania pieśni w nowoczesnym stylu, po początkowym wrażeniu, że przemowy i kazania są ciekawie podbudowane wiedzą socjologiczną i psychologiczną już po kilkunastu minutach następuje podejrzenie, a nieco później pewność, że nabożeństwo jest formą wspólnej hipnozy. Uczestnicy wpadają w trans, w amok. Wypowiadają i wyśpiewują różne dziwne słowa, a ich ruchy nabierają erotycznego zabarwienia. Zdają się być w jakimś niesamowitym, dziwnym transie seksualno- mistycznym, w którym uwidacznia się potrzeba wyrażenia uczuć, miłosnych uniesień. Tęsknota za uczuciami miłości, przyjaźni powoduje chęć wywołania ich u siebie, chęć ich odczucia w czasie grupowego seansu. Uczestnicy nabożeństw wydają się być ludźmi nadwrażliwymi, podatnymi na sugestię i zbiorową hipnozę. Jest to niebezpieczne, grozi utratą osobowości, własnego „ja”, zwiększa jeszcze bardziej uzależnienie od grupy, od przewodnika, od guru. W pierwszych chwilach nabożeństwo wydawało się bardziej otwarte od nabożeństw katolickich, przemawiający „pastor” posługiwał się dość przekonywującymi argumentami, przesłaniami, wspartymi wiedzą teologiczną, socjologiczną, psychologiczną. Tym bardziej było to niebezpieczne dla zgromadzonych słuchaczy. Nawiązywał nici porozumienia, a tak właściwie zaplatał pajęczynę zależności nad słuchaczami, posługując się zręcznie socjotechnikami. W miarę rozwoju sytuacji, relacje między nim a słuchaczami stawały się niebezpiecznym, całkowitym podporządkowaniem i zawierzeniem. Stawał się guru wszystkowiedzącym, przenikającym i wnikającym w psychiki słuchaczy uzdrawiaczem dusz i ciał. Zgromadzeni stawali się bezwolnymi, pozbawionymi własnego „ja”, dającymi się łatwo uwodzić przez lidera osobami. Po krótkim czasie przebywania w zgromadzeniu, nasze katolickie nabożeństwa wydają się być oazami racjonalności, powagi, rozsądku i spokoju. Oczywiście zjawiska takie mogą występować i występują też w innych religiach, w innych grupach, w innych zgromadzeniach, nie tylko religijnych. Występują też w kościele katolickim, ale u tej grupy protestanckiej jest to niezwykle silne, bardzo wyraziste, szokujące.
Opisane zgromadzenie w może posłużyć, jako laboratorium ludzkich zachowań w zbiorowościach, ulegania hipnozie grupowej i ulegania „autorytetowi” przywódcy. Wydaje się, że obok indywidualnych predyspozycji, nadwrażliwości (cechujących zwłaszcza ludzi młodych wstępujących dopiero w życie) uczestników zgromadzenia, w dużej mierze motorem, przyczyną takich zachowań jest brak normalnych stosunków międzyludzkich w ich otoczeniu, w ich codziennym życiu, brak życzliwości otoczenia, wyobcowanie, osamotnienie, poczucie niezrozumienia przez środowiska, w których żyją Ludzie są jacy są, przeżywają tak jak chcą przeżywać. Każdy ma prawo wyboru sposobu przeżywania tego świata, do swojej drogi szukania sensu życia, szczęścia, spełnienia. Jednak tego typu zachowania wydają się być dla „normalnych” ludzi chore, niebezpieczne, prowadzące do obłędu, do paranoi. Brak okazywanych uczuć miłości, brak zwykłych ludzkich odruchów sympatii i akceptacji w środowisku może powodować ucieczkę w niebezpieczną „religijność”, w „ideologiczność”, w sekciarstwo. Te z kolei mogą przerodzić się w religijność i ideologiczność ortodoksyjne, hermetyczne, co doprowadza do nienormalnych, często drastycznych postaw, zachowań, ocen, do nietolerancji. Brak akceptacji, okazywania przyjaznych uczuć przez otoczenie jednostce może więc powrócić do tego otoczenia w postaci braku tolerancji, surowości i jednostronności ocen ze strony tej jednostki. Zastanówmy się, co powoduje takie a nie inne zachowania osób bliskich, osób z naszego otoczenia. Może przyczyny leżą w nas samych, w naszym egoizmie, braku otwartości, nieumiejętności rozmawiania, okazywania uczuć przyjaźni i miłości.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Refleksje,  następnego dnia po dyskusji z kolegami. Chyba racjonalnie, a może nieco przekornie, przeciwko zbyt ostrej krytyce katolicyzmu.

Relacje między religiami a innymi sferami społecznego życia.     f

W jakim stopniu rodzaj wyznawanej, dominującej w społeczeństwie religii wpływa na inne sfery jego życia? W jakim stopniu stosunki społeczne, rozwój ekonomiczny, były i w jakim stopniu są dzisiaj determinowane przez dominującą religię?
Religijność na przestrzeni dziejów, albo rodziła się we wspólnotach od podstaw, albo przyjmowana była przez nie dobrowolnie z zewnątrz, albo była tym społecznościom narzucana przemocą W procesie przyjmowania określonej formy religijności ważne było, w jakim stopniu było to podyktowane potrzebą ogółu społeczności, a w jakim stopniu było to narzucone, a także, jakie siły i grupy wewnątrzspołeczne sprzyjały nowym formom religijności, w interesie, jakich sił i grup wewnątrzspołecznych to się działo.
W społecznościach pierwotnych formy duchowości, formy wierzeń były naturalnym procesem, rodziły się wewnątrz tych społeczności. Były one wynikiem społecznych potrzeb. Obok pierwiastków wspólnych dla wszystkich ludzi, obok transcendentnych tęsknot, istniały różne potrzeby i wynikające z nich różne formy wierzeń konkretnych wspólnot, np. inne w społecznościach żyjących na pustyni, inne w społecznościach żyjących na zimnej Północy Chyba dopiero w późniejszych okresach formy wierzeń, religie były zaszczepiane lub narzucane z zewnątrz a religie zaczęły rozprzestrzeniać się niezależnie od miejsc geograficznych, od warunków życia poszczególnych społeczeństw.
Czy kategoryczne opinie głoszące, że katolicyzm stworzył społeczeństwa zacofane, zwłaszcza na wsi, że stworzył przepaść między sposobami myślenia i życia na wsi i w mieście, a protestantyzm był motorem rozwoju cywilizacyjnego społeczeństw zachodnich i przyczynił się do bardziej równomiernego rozwoju miast i wsi są zasadne? Czy różnice w rozwoju ekonomicznym, społecznym między państwami zachodniej Europy a między państwami naszego regionu wynikają z tego, że przez ostatnie wieki dominującym wyznaniem tych pierwszych państw był protestantyzm a u nas katolicyzm? Czy podejrzenia takie  są uprawnione? Być może tak, ale chyba tylko w pewnym stopniu. Do ustalenia prawd potrzebne są solidne, żmudne badania naukowe. Świat, zachodzące w nim zjawiska, rozwój społeczeństw są dużo bardziej skomplikowane od popularnych, modnych, wychodzących naprzeciw czytelniczym oczekiwaniom diagnoz. Na rozwój społeczny ma wpływ tyle różnorakich przyczyn, różnej natury, że diagnozy pośpieszne muszą być siłą rzeczy niepełne, hipotetyczne. Sprzyjająca lub niesprzyjająca przyroda: klimat, surowce, położenie geograficzne, ukształtowanie terenu, żywioły, a także to jak dawno ukształtowała się państwowość, położenie polityczne, stosunki z innymi społeczeństwami, wojny, napady różnych plemion, ludów, państw, epidemie, oddziaływania cywilizacji, wpływy państw i kultur sąsiednich no i oczywiście religie i inne przyjęte systemy wartości nie wyczerpują listy czynników wpływających na kierunki i szybkość społecznego rozwoju. Religie miały ważny, bardzo znaczący wpływ na kształtowanie się społeczeństw, ale również stopnie i kierunki rozwoju społeczeństw miały wpływ na kształtowanie się ich religijności, w zależności od cywilizacyjnego rozwoju i kierunku tego rozwoju społeczeństwa potrzebowały odpowiednio przystającej formy religijności. Zapewne było wzajemne oddziaływanie różnych sfer życia i trudno określić, które z czynników były dominujące i które były w stosunku do innych pierwotne. Dylemat, „co było pierwsze, kura czy jajko” i tu ma zastosowanie. Przez wieki sfery religijności i świeckiego zorganizowania społecznego kształtowały się równolegle i oddziaływały wzajemnie na siebie. Czy Reformacja w Zachodniej Europie spowodowała rozwój cywilizacyjny i kulturowy państw, w których zdominowała życie religijne, czy to stopień rozwoju tych państw spowodowany innymi czynnikami spowodował rozwój myśli religijnej i przystosował ją do potrzeb tamtych społeczeństw?
Oczywistym jest to, ze, że rozwój cywilizacyjny: materialny, kulturowy takich państw jak Włochy, Hiszpania, Francja, Anglia i Niemcy był budowany na dziedzictwie kultury antycznej, starożytnych: Grecji i Rzymu, ale w znacznej mierze wynikał też z ich geograficznego położenia, z szerokiego dostępu do oceanów umożliwiającego wykształcenie umiejętności żeglowania po świecie i w miarę bezpiecznego zawijania do portów, z czerpania korzyści z kontaktów z innymi cywilizacjami, gospodarkami, kulturami świata (żegluga była zdecydowanie najszybszą i najefektywniejszą drogą kontaktów, korsarze stanowili zdecydowanie mniejszą przeszkodę do pokonania niż plemiona na lądzie). Te spotkania z „innościami” ubogacały. Kraje europejskie, które dziedziczyły elementy kultury antycznej miały przewagę w rozwoju nad rejonami zamorskimi, czerpały więcej ze swego przy oceanicznego położenia niż inne kraje mające dostęp do oceanów i to one dokonywały podbojów. Wymiana handlowa z zamorskimi obszarami przekształcała się w ich podboje, w ich kolonizację, z której korzyści czerpano ogromne. To państwa „oceaniczne” i śródziemnomorska Italia były zaczynem, rozwoju Europy, a przynajmniej przyśpieszały ten rozwój. Im dalej od oceanów, tym ten rozwój był wolniejszy.
Dziś w dobie rozwiniętych, różnych form komunikowania się społeczeństw i osób, te przy oceaniczne położenia i zdolności żeglugi nie mają już takiego dużego jak dawniej znaczenia. Jednak spowodowana tymi czynnikami przewaga w rozwoju państw przy oceanicznych nad państwami śródlądowymi do tej pory ma miejsce, choć chyba zmniejsza się powoli.
To raczej proces rodzenia się elementów demokracji i parlamentaryzmu w Europie spowodował zmianę form religijności, spowodował to, że religijność przyjęła formę protestantyzmu, a nie narodzenie się religijności protestanckiej pociągnęło za sobą zmiany politycznych form funkcjonowania społeczeństw, choć później zachodziło tu pewnie sprzężenie zwrotne.
Podobnie dziś, laicyzacja, osłabienie religijnego zaangażowania społeczeństw są chyba wtórne do społecznego rozwoju, do rozwoju informacji i komunikacji, do ścierania się różnych idei itd., a nie odwrotnie, rozwój i liberalizacja poglądów wynika z postępującej laicyzacji.
Oczywiście w różnych fazach rozwoju społeczeństw wpływy poszczególnych czynników się zmieniały. Niestety w społeczeństwach zapóźnionych negatywne czynniki wzmacniają się wzajemnie, stabilizują, a czasem pogłębiają zacofanie, powodują stagnację a nawet regres myślenia i działania. Im więcej niesprzyjających czynników, tym państwo gorzej zorganizowane, tym mniej odporne na te czynniki i odwrotnie czynniki pozytywne wspierają się, umacniają wzajemnie potęgując rozwój.
Niewątpliwie człowiek od zarania swych dziejów potrzebował wiary w siły nadprzyrodzone, szukał sensu istnienia, potrzebował religijności. Społeczności kształtowały formy religijności, z kolei te wpływały na inne sfery ich życia, często je determinowały, stawały się dominujące. Religijność pomagała budować wspólnoty, dyscyplinowała je i ukazywała zarówno sens życia jednostek jak sens organizowania się społeczeństw. Jednak tam gdzie ortodoksyjni wierni, ortodoksyjna władza narzucały wszystkim całkowite podporządkowanie się doktrynom, hierarchom, uniemożliwione było niezależne myślenie jednostek, hamowane były samodzielność, przedsiębiorczość, uniemożliwiony był rozwój myśli, rozwój innych systemów wartości, hamowane było powstawanie niezależnych elit, które są zwykle motorem ożywczych myśli i postępu. Z kolei bieda, skostnienie ducha, zastój w sferze myśli społecznej, politycznej, naukowej, filozoficznej itd. sprzyjały utrwalaniu i pogłębianiu się fundamentalizmów religijnych, a społeczeństwa stawały się coraz bardziej zamknięte i nie czułe na inne pojawiające się prądy myślowe zewnętrzne i wewnętrzne. Jedno jest dziś czytelne: Im dalej na Wschód (lub im dalej od Europy Zachodniej), tym więcej feudalnych pozostałości, tym wolniejszy rozwój społeczny i cywilizacyjny.
Dzisiaj na szczęście nastąpił tak ogromny rozwój komunikacji między społeczeństwami i narodami, jesteśmy świadkami tak „szalonego” rozwoju w dziedzinie przekazywania informacji, że wydaje się, że obszary zacofania, ortodoksji, „zbiorowej nietolerancji” będą się kurczyć, a społeczeństwa i narody będą się otwierać coraz bardziej na poglądy i prądy intelektualne, kulturalne docierające od innych narodów.
W dzisiejszej dobie, to raczej rozwój świata, naukowy, materialny, cywilizacyjny, otwartość społeczeństw, rozwój intelektualny, kulturalny, moralny szerokich rzesz ludzi wymuszają zmiany w Kościołach, powodują pewną liberalizację, zmiękczanie doktryn, tradycyjnych zachowań. Wpływy Kościołów na kształtowanie społeczeństw są coraz mniejsze. Jak było dawniej? Pewnie różnie w różnych epokach i w różnych fazach rozwoju społeczeństw. Wydaje się, że dziś różne filozofie, prądy myślowe i przemiany mentalne społeczeństw wpływają w większym stopniu na sferę religijną człowieka aniżeli sfera religijności oddziałuje na przemiany świata.




Na bezrobociu, listopad 1997 r.

Usprawiedliwianie się i doszukiwanie przyczyn swoich ułomności w chemii organizmu.

Przekonałem się na sobie jak bardzo powiązane są ze sobą psychika z fizycznością (chemicznością, fizjologicznością) organizmu. Człowiek jest zintegrowany z tych dwóch sfer. Niedomagania fizyczne np. brak odpowiednich składników w organizmie, w mózgu, notoryczne niewyspanie czy skoki ciśnienia tętniczego powodują odpowiednio złe stany psychiczne i odwrotnie np. długotrwałe stresy powodują zmiany w sferze fizycznej człowieka, zmiany w organizmie np. braki niektórych pierwiastków chemicznych, te z kolei wywołują lęki, stany depresyjne, stany bezsenności, stany uniemożliwiające normalny zdrowy kontakt z innymi ludźmi. Nie pomaga wtedy siła woli, ich źródła są silniejsze. Mam nadzieję, że moja psychika kiedyś całkiem nie „wysiądzie”, że nie zostanę zupełnym wariatem. (dziś jestem tylko po części wariatem-w jakimś dziewięćdziesięciu dziewięciu procentowym zaawansowaniu).



Na bezrobociu, listopad 1997r.

Kiedy teorie stają się ideologią.   O ortodoksyjnym, totalitarnym i imperialnym komunizmie.

Usiłowania wprowadzania teorii Marksa w życie na obecnym etapie rozwoju społeczeństw było nierealne, dodatkowo zupełnemu fiasku tych usiłowań sprzyjało to, że miały one miejsce w tak zacofanym, tak niedemokratycznym kraju, jakim była Rosja. Teoria Marksa była wizją, której elementy być może mogłyby zaistnieć, czy mogłyby zostać wprowadzone w jakiejś trudno dziś określonej przyszłości. Na obecnym etapie rozwoju społecznego współżycia, zaspokajania materialnych i duchowych potrzeb i wrażliwości ludzi, pozbywania się przez nich egoizmu jest ona nierealna, utopijna. Wprowadzanie teorii Marksa w państwie zacofanym, biednym, o ukształtowanych skłonnościach totalitarnych i imperialnych, skostniałym, w którym świadomość złożoności świata jest minimalna, zamkniętym na inności, na różnorodności, w państwie takim, jakim była Rosja, uwypukliło z całą mocą jej nierealność i utopijność. Z jednej strony zacofanie, egoizm, chęć dominowania jednostek i sprawowania przez nie władzy, chęć dominowania nad innymi narodami, z drugiej ortodoksja, poczucie nieomylności i misji uszczęśliwiania i siłowe, bezwzględne wprowadzanie i utrzymywanie komunistycznego „sprawiedliwego” systemu stanowiły wielki dysonans i prowadziły do ogromu tragedii, zbrodni, do degradacji i zupełnego upadku kształtowanej na przestrzeni ludzkich dziejów moralności.
Postęp, rozwój człowieczego myślenia, który z kolei ma wpływ na sposób funkcjonowania ludzkiego gatunku powstaje w procesie ścierania się różnych filozofii, idei. Sposoby myślenia i funkcjonowania społeczeństw i ludzkości powstają w skomplikowanych procesach, w których sposoby myślenia i „praktykowania” życia wzajemnie na siebie oddziałują. Trudno sobie wyobrazić w dzisiejszym świecie, aby jakaś teoria wymyślona przez pojedynczego myśliciela była powszechnie przyjęta, nawet jeśli zapładnia umysły wielu osobom, jeśli wydaje się logiczna i celna. Idee, sposoby myślenia, których autorami są myśliciele, filozofowie, intelektualiści, jeśli są stopniowo przyjmowane przez coraz to liczniejsze rzesze społeczne w sposób naturalny, swobodny, w rynkowej grze, bez narzucania indoktrynacji, jeśli współgrają z aktualnym poziomem rozwoju społeczeństwa, z aktualnymi możliwościami percepcji tych idei, mogą stanowić pozytywne bodźce i zaczyny społecznych przemian i społecznego rozwoju. Potraktowanie teorii Marksa nie, jako głosu w dyskusji nad światem, nie jako zaczynu, fermentu w przebudowywaniu świadomości społeczeństw dotyczącej ich funkcjonowania, ale jako sztywnej doktryny, gotowej do wprowadzenia w życie w całości przez ludzi niemających pokornego stosunku do możliwości człowieczego umysłu, do idei i nieuwzględniających ułomności ludzkich działań, którym wydawało się, że ich myślenie i stosunek do świata i procesów społecznych są nieomylne i jedynie słuszne spowodowało ogrom nieszczęść, ludzkich tragedii i zbrodni.
Idee dotyczące społecznego zorganizowania zostają w dzisiejszym świecie zastępowane niezwykłym przyśpieszeniem rozwoju myśli naukowej, filozoficznej, technicznej, artystycznej, rozwojem badań materii ziemskiej i kosmicznej i badań ludzkiego ducha. Ludzka energia jest skierowywana w inne niż dawniej kierunki, a społeczne zorganizowanie dokonuje się samorzutnie. W sumie idee, ideologie mają na celu zbudowanie człowieka szczęśliwego. Dla wielu obrazem takiej szczęśliwości jest obraz „namalowany” przez społeczeństwo USA. Czy społeczeństwa, które osiągają już odpowiedni etap rozwoju nie stają się apatyczne, bezideowe, bezdążeniowe? Jest to chyba tylko pewien etap i pewna chwila apatii. Człowiek stawia sobie coraz to nowe cele, coraz to nowe wyzwania.



Na bezrobociu, grudzień 1998r.

Sylwestrowy stan mojego ducha.

Prawie cała energia zaangażowana w poszukiwanie pracy, na nieustające pisanie odręcznie podań, na odwiedzanie przedsiębiorstw, biur, urzędów, instytucji poszła na marne. Sparaliżowane życie prywatne. Wszystko bez rezultatu. Odczucie, że znalazło się na dnie oceanicznego, tektonicznego rowu, gdzie nie ma już tlenu i nie dociera żadne światło nadziei. Zwątpienie, załamanie, apatia przechodząca w depresję. Czy nie pozostawi to śladów w psychice na długo? Czy zdołam się jeszcze kiedyś otworzyć i normalnie funkcjonować? A przecież moja sytuacja nie różni się od sytuacji wielkiej liczby obywateli naszego kraju.
W naszej polskiej rzeczywistości najczęściej jest tak, że jeśli już ktoś jest przypisany do układu, układów, to nawet, gdy nie jest zbyt lotny w myśleniu i nie ma zdolności menedżerskich czy urzędniczych, to i tak ma zapewnioną posadę, natomiast, gdy ktoś z układu wyskoczy, to szanse na dostanie pracy ma zerowe.



Na bezrobociu, grudzień 1998 r

Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?
- Sylwestrowe dywagacje o pustym portfelu, o zakupach i o sile pieniądza.        g

Chyba są to proste zasady ekonomii: Jeśli zawyża się sztucznie popyt i rozbudzona konsumpcja przekracza wydolność gospodarki, to ogołaca się rynek i stymuluje wytwarzanie produktów niskiej jakości i bubli, jeśli jednak popyt sztucznie się ogranicza i jest on niższy od gospodarczych możliwości, to marnuje się te możliwości i niepotrzebnie wyhamowuje gospodarkę.
Zbyt słaby pieniądz, to produkowanie bubli, to marnowanie ludzkiej pracy, to ucieczka towarów za granicę, to brak dopingu do unowocześniania gospodarki, ale zbyt mocny pieniądz to marnowanie potencjału ludzkiej pracy, to ogromne bezrobocie i ludzkie tragedie, to zalew produktów zza granicy, również tych miernej jakości, to eksport pracy, to brak pieniędzy w portfelach dużej części rodaków i ograniczenia w inwestowaniu samych Polaków i tworzeniu klasy średniej.

Dzisiejsze bezrobocie w naszym kraju nie wynika z wysokiej wydajności, z nadmiaru towarów i usług w stosunku do potrzeb, a wynika z nadmiernego ograniczania konsumpcji przez niedobór pieniędzy w obiegu. Brak chłonności rynku, nasycenie hurtowni i sklepów towarami nie wynika z nasycenia nimi gospodarstw domowych, wynika z niedoboru środków pieniężnych potrzebnych do ich nabycia. Można w pewnym stopniu lub przez pewien czas ograniczać konsumpcję na rzecz inwestycji (odłożonej w czasie i zwiększonej konsumpcji) jednak nie można dokonywać tego w sposób drastyczny, nie można przekraczać granicy, po przekroczeniu której, takie oszczędności zaczynają być destruktywne.
Notatki: 1997 d

O emancypacji.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Integracji wspólnot ponadnarodowych nie powinna towarzyszyć dezintegracja wspólnot państwowych.

Integrowanie się ludzi we wspólnoty od tych najmniejszych do tych największych jest ich naturalną egzystencjalną i psychologiczną potrzebą. Wraz z cywilizacyjnym rozwojem potrzebowaliśmy integracji w coraz większe wspólnoty. Dziś potrzebujemy już integracji globalnej. Wszystkich mieszkańców Ziemi traktujemy jako jedną wielką wspólnotę. We wspólnotach, ludzie są w stanie przeciwstawić się zagrożeniom i rozwijać swoje „człowieczeństwo”, swój duchowy i intelektualny wymiar egzystencji. Dlatego działania anty-integracyjne, anty-wspólnotowe, usuwające międzyludzką solidarność i współodpowiedzialność, eliminujące więzi międzyludzkie i między grupowe są zagrożeniem dla trwania nie tylko poszczególnych wspólnot, ale i indywidualnych osób (także tych, którym wydaje się, że znakomicie sobie w świecie radzą), a także zagrożeniem redukowania i ograniczania rozwoju wspólnot i całej ludzkości w różnych aspektach egzystencji, fizycznym, duchowym, intelektualnym, moralnym itd. 
Integrowaniu się na poziomach wielkich, ponadnarodowych wspólnot czy integrowaniu globalnemu nie musi i nie powinna towarzyszyć dezintegracja na poziomach: narodowym i małych społeczności. Wektory rozwoju i integracji tych wielkich i tych małych mogą i powinny być sobie „przyjazne”, mogą i powinny się wzmacniać. Wielkie wspólnoty mogą być silne siłą tych małych i odwrotnie.
Niestety polityka gospodarcza i społeczna w naszym kraju zupełnie ignoruje potrzebę integracji społeczności naszego państwa. Jeśli idea integracji europejskiej ma godne i należne miejsce w myśleniu i dążeniach władz państwowych i rządzących elit to integrację i ludzką solidarność na szczeblu krajowym traktuje się po macoszemu lub zupełnie lekceważy.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Era Wodnika.


Przed laty można było usłyszeć, przeczytać przepowiednie, że nadchodząca era Wodnika przyniesie rozwój, uspokojenie życia społecznego, że na Ziemi zapanuje pokój, wzajemne zrozumienie i międzyludzka solidarność. Niestety to, co się dzieje obecnie jest przeciwieństwem tej wizji. Doczekaliśmy się wywyższenia wartości: komercji, posiadania i bogacenia się za wszelką cenę. Są w zaniku lub są cenione przez coraz węższe kręgi takie wartości jak społeczna solidarność, życzliwość, współczucie. Liczą się: bogactwo, posiadanie władzy (choćby niewielkiej) nad innymi, blichtr. Zapanował niespotykany dotąd wyścig ludzi do sukcesu, do pozyskiwania dóbr materialnych za wszelką cenę. Komercjalizacja jest wszechogarniająca. Zatracane są tak mozolnie przez wieki tworzone wartości humanizmu. Ludzie się „odczłowieczają”, stają się automatami biegnącymi po sukces, po władzę, po sławę, po bogactwo, nie rozglądając się, nie bacząc na innych, a nawet tych innych depcząc. Zatracili inne wartości, zatracili „ludzkie” odruchy i zachowania. Serce, życzliwość, to dla nich frajerstwo. Typ „komercjusza” to typ przeciwstawny typowi artysty i typowi humanisty? Takie wartości jak wolność, poszukiwanie, chęć zrozumienia natury i ludzi, otwartość zarówno na to, co tradycyjne, jak i na to co nowatorskie, na to co inne, na różnorodność, są mu obce.


Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

...”Byt kształtuje świadomość”...

Warunki życia wspólnot wpływają na ludzkie zachowania. Im trudniejsze warunki egzystencji całej wspólnoty tym widoczniejsze są zachowania egoistyczne. W warunkach zagrożeń wydobywane są z ludzkiej natury zachowania egoistyczne i często podłe, nieliczące się z innymi członkami wspólnoty, zostaje zamrożone nasze człowieczeństwo. Mamy liczne przykłady upadku ludzkiej moralności w warunkach istnienia biedy, głodu, w warunkach niewoli, zewnętrznych represji, np. w obozach koncentracyjnych itp.
W naszych firmach, urzędach, instytucjach aż nadto widoczne są takie egoistyczne, a nawet podłe zachowania. Tworzą się kręgi, koterie, w których kształtowane są wspólne, jednorodne dla wszystkich członków, wygodne sposoby myślenia, w których wspólnota interesów zabija indywidualność i myślenie w kategoriach ogółu.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Rozczarowanie i poniżenie milionów Polek i Polaków.

Przyznaję, że jeszcze niedawno ja również byłem przekonany, że liberalna wolność gospodarowania jest konieczna do tego, by gospodarka mogła rozwijać się szybko, by można było zmniejszać dystans, jaki dzieli naszą gospodarkę od gospodarek rozwiniętych. Dziś moje poglądy dotyczące ekonomii są już znacznie mniej liberalne. Żyjąc w PRL-u tęskniliśmy do normalności, do upadku komunizmu, do życia wg standardów cywilizacyjnego, rozwiniętego świata. Niestety radość, która towarzyszyła nam zaraz po upadku komunizmu z upływem lat przeradza się w coraz większą frustrację. Rzeczywistość pokomunistyczna okazała się równie, a może jeszcze bardziej ponura i irytująca niż np. ta w środkowym PRL-u. Tworzące się i kształtujące: demokracja i kapitalizm okazały się dla milionów obywateli naszego kraju nieprzyjazne. Z całą mocą i bezwzględnością ujawniło się zło początkowego okresu budowy ustroju kapitalistycznego. Miliony Polaków przeżywają potworne rozczarowanie. Ludzie czują się poniżeni brakiem pracy, niskimi zarobkami, stosunkami panującymi w miejscach pracy, traktowaniem przez pracodawców, urzędników, polityków, czują się zagrożeni utratą pracy, mieszkania, rosnącą przestępczością. Wszechogarniające: pazerność, egoizm, cwaniactwo, brak podstawowych, pozytywnych uczuć i zachowań wśród coraz liczniejszych rzesz rodaków budzą przerażenie. Takie pozytywne wartości jak solidarność, wrażliwość, otwartość są w odwrocie, ustępują pysze, egoizmowi. Brak suwerenności, ograniczanie wolności przez komunistyczną władzę zostało zastąpione ograniczeniem wolności przez współobywateli, przez pracodawców (polskich i zagranicznych), a przede wszystkim zostało zastąpione brakiem prawa do ludzkiej godności.
Wolność musi iść w parze z godnością. Wolność bez poczucia godności jest niewiele warta, tak właściwie nie jest wolnością prawdziwą, jest wolnością pozorną. Jeśli coś, co jest nazywane wolnością nie jest odczute od wewnątrz, wolnością nie jest.
Być może na takie kształtowanie się naszej demokracji i nowego systemu gospodarczego ma wpływ to, że przemiany ustrojowe w naszym kraju nałożyły się na przemiany dokonujące się we współczesnym świecie. Świat również wszedł w przyśpieszoną fazę przemian. Trudności nasze w transformacji zostały pogłębione przez trendy przemian w świecie. Jednak nic nie usprawiedliwia morza głupoty i podłości zalewających nasz kraj, tych odziedziczonych po socjalizmie i tych nowo nabytych. Jeśli warunkiem wystarczającym, a często koniecznym do tego żeby osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie życia jest działanie niemoralne, cyniczne, często przestępcze to trudno się dziwić milionom zwykłych obywateli, u których pozostały choćby resztki przyzwoitości i moralności, że są u kresu psychicznej wytrzymałości i że są podatni na różnego typu populistyczne hasła, że są wodzeni przez prymitywnych lub cynicznych graczy.
Ustrój komunistyczny był ustrojem nieludzkim, pochłonął wiele ofiar. Dokonywano w imię jego budowy i jego rozwoju wiele zbrodni. Jednak wydaje się, że w niektórych długich okresach trwania PRL-u względny udział osób zadowolonych z życia, czy nawet szczęśliwych w całej społecznej populacji był znacznie większy niż udział takich zadowolonych osób w czasie budowania i trwania wolnej już Polski. Ludzie w PRL-u doznawali zewnętrznej opresji ze strony komunistycznej partii i komunistycznego państwa, ale było w nich więcej optymizmu, nadziei, wzajemnego zainteresowania i wzajemnej życzliwości. Społeczeństwo dawniej żyło biednie, ale było bardziej zintegrowane, żyło we wspólnotach, rodzinach, więcej było wspólnego przeżywania, wspólnych imprez, zabaw, wycieczek itd., więcej współodczuwania. Prawdopodobnie nie było to zasługą ustroju, lecz specyfiki życia w całej ówczesnej Europie. Dziś żyjemy osobno, pędząc po pieniądze, władzę, sławę, pozycję zawodową. Miliony osób nie ma pracy. Całe rodziny utrzymują się z emerytur swoich seniorów.
Niektórzy tzw. „mądrzy ludzie” mówią, że frustracje społeczne wynikają z przesiąknięcia społeczeństwa komunizmem i z nieumiejętności dokonania zmian w myśleniu. Wydaje mi się, że bardziej te zaszłości uwidaczniają się wśród elit politycznych, biznesowych, kulturalnych niż wśród zwykłych ludzi. Denerwują mnie komentarze socjologów, politologów, różnych innych specjalistów, ekspertów, tak łatwo zrzucających niezadowolenie społeczne na karb komunistycznej mentalności, szukających zawile przyczyn w przeszłości, a przecież główne przyczyny są widoczne „gołym okiem”. To właśnie ci, którzy chcą, by wszyscy wbrew swoim doświadczeniom i odczuciom wyrażali swe zadowolenie z istniejącej teraz rzeczywistości są przesiąknięci komunistycznymi, dyktatorskimi zwyczajami, chcą dyktować ludziom, co jest dla nich dobre a co złe. Skoro całe społeczeństwo jest posądzane o przesiąknięcie komunizmem, to tym samym dotyczy to również elit gospodarczo- politycznych. Moim zdaniem to one bardziej od pozostałej części społeczeństwa tkwią mentalnie w minionym ustroju. To mentalność elit jest podobna do mentalności dawnych działaczy PZPR. Buta, polityczna hucpa, sobiepaństwo, poczucie nie zastępowalności, okazywanie, że od nich zależą losy innych, poczucie tego, że szacunek i poważanie należą im się nie za prawdziwe umiejętności i zasługi, ale z urzędu i zajmowanych pozycji, egoizm, uwikłanie w układy, sitwy, to cechy elit a nie społecznych dołów.

Dla wielu kraj nasz jest ojczyzną wyrodną, nie tylko niedbającą o nich, ale wręcz poniżającą, skorumpowaną, mafijną awanturnicą, dla wielu RP jest kontynuatorką PRL-u. Dla tej części społeczeństwa, która żyje w nędzy i poniżeniu obojętnym jest to czy wyzyskuje ją i poniża wąska grupa osób związanych z autorytarną władzą, czy też wyzyskują ją oligarchowie, czy coraz szersza grupa pół czy ćwierć oligarchów i osoby z establishmentu gospodarczego i politycznego. Liczy się stopień nędzy i upokorzeń.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Rodzaje zniewoleń.


Gdy żyliśmy w państwie komunistycznym byliśmy zdeterminowani, chcieliśmy upadku komunistycznego ustroju. Mieliśmy piękne wizje przyszłego demokratycznego państwa, państwa przyjaznego wszystkim jego obywatelom. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że budowanie takiego państwa nie będzie łatwe, że konieczne będzie pokonywanie wielkich, różnorakich trudności, ale wierzyliśmy, że będzie to możliwe, przy zachowaniu społecznego solidaryzmu, przy zachowaniu godności wszystkich obywateli. Niestety nasze wizje były wyidealizowane, życzeniowe. Oczywiście nie żałujemy naszych pragnień i naszych anty reżimowych działań, cieszymy się z upadku komunistycznego ustroju i za nim nie tęsknimy. Oczywiście, jako społeczeństwo mamy osiągnięcia. Odzyskaliśmy sfery wolności, wolności słowa, wolności zrzeszania się itd. Niestety pojawiły się również nowego rodzaju zniewolenia, zniewolenie komercją, przede wszystkim zniewolenie biedą i społeczną niesprawiedliwością. Zniewolenia państwowe, partyjne zostały zastąpione zniewoleniami jednych obywateli przez drugich, nie przebiegłych przez cwanych, idealistów przez cyników, uczciwych przez szalbierzy, nieprzekupnych przez skorumpowanych, mających własne zdanie przez konformistów, uczciwych grup i społeczności przez koterie i mafie. Ogromne rozwarstwienie spowodowane tylko w części różnicami w aktywności zawodowej czy społecznej jednostek, przestępstwa gospodarcze, mafie, korupcja to dziś powszedni krajobraz społecznego życia.





O autostopie.

Kiedyś można było żyć za friko
Auto-stopem podróżować, oddając kierowcom za podwózkę dobre słowo.
Dziś podróżować musisz swoją bryką.
Albo mieć hajc, bez hajcu nikt ci przemieścić się nie pomoże.
Życie do hajcu dzisiaj można streścić, od życia bryka wyceniona drożej.




Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.
O emancypacji.

Im na wyższym stopniu rozwoju są istoty żywe, tym w większym stopniu dzielą się one sobą i swoimi dobrami materialnymi i „przed duchowymi” z innymi osobnikami.
Człowiek różni się od zwierząt (a przynajmniej powinien) między innymi tym, że ogranicza swoje „ego” na rzecz innych, dzieli się z innymi i dba o innych, a przewaga fizyczna przestaje być wartością dominującą.
Silniejsze zwierzęta dominują nad słabszymi, większe, sprytniejsze gatunki wypierają słabsze bardziej bezbronne. Silne samce dominują nad słabszymi samicami (znacznie rzadziej silne samice nad słabszymi samcami). Społeczności ludzkie wraz z rozwojem nabierają coraz więcej cech „człowieczych” odróżniających je od świata zwierząt. Wydawałoby się, że im bardziej rozwinięte, ucywilizowane społeczeństwo tym mniej w nim postaw egoistycznych, tym mniej dominacji, tym mniejsze znaczenie mają przewagi siły, sprytu itp., tym mniejsza dominacja mężczyzn nad kobietami. Jednak do społeczeństw idealnych, całkiem „ludzkich” (”boskich”) jeszcze daleka droga. Społeczeństwa dążą co prawda do coraz lepszej, coraz skuteczniejszej ochrony słabszych ustanawiając odpowiednie, obowiązujące wszystkich prawo, jednak egoizm wciąż tryumfuje, opory przed utratą dominacji, przywilejów wciąż są silne i skuteczne. Nierówności w życiu ludzi przyjmują czasem bardziej drastyczne, bardziej wyrafinowane i bezwzględne formy niż w świecie zwierząt, często wynikają z bezinteresownej typowo ludzkiej zawiści. Dominacje siły fizycznej, sprytu zostały zamienione przez innego rodzaju przejawy „ego”, przez układy, wykorzystywanie władzy, dostęp do władzy, dóbr, tworzenie korzystnego dla siebie prawa, korzystnej interpretacji prawa itp. itd. W dalszym ciągu istnieje męski szowinizm, postawy przewodników stada, silny opór mężczyzn przed dążeniem kobiet do zapewnienia sobie równości w różnych sferach ludzkiego życia. Stowarzyszenia kobiet, działania emancypantek są wyszydzane, zresztą nie tylko przez konserwatywnych mężczyzn, również przez konserwatywne kobiety. Argumentami na rzecz dominacji mężczyzn w życiu publicznym, politycznym, zawodowym itp. są: tradycja, prawa przyrody obserwowane i przejmowane ze świata zwierząt.
Szczególnie trudna, często tragiczna jest sytuacja kobiet w społeczeństwach zacofanych, gdzie nierówności są jeszcze sankcjonowane i utrwalane przez przyjęte tam wierzenia, religie.
Czy przyjmowane wierzenia, religie są odzwierciedleniem stanu społeczeństwa, jego potrzeb, panujących w nim społecznych relacji, czy może przyjęte religie determinują życie społeczeństwa? Zapewne jest tak i tak. Największymi przeciwnikami wszelkich procesów emancypacyjnych, w tym emancypacji kobiet są konserwatyści. Powołują się oni na prawa naturalne, uwarunkowania historyczne, tradycję itp. Uważają, że człowiek wprowadzając zmiany, własne porządki, przeciwstawia się porządkowi naturalnemu stworzonemu przez Boga. Dziwne, ale te same osoby powołują się też na to, że człowiek został stworzony przez Boga na swoje podobieństwo i na to, że człowiek wyróżniony jest ze świata przyrody i ma prawo, a nawet obowiązek zmieniać świat i czynić go sobie poddanym i przyjaznym.
Prawa tworzone przez człowieka mają między innymi te zadania by porządkować życie jednostek w społeczeństwie, by wyróżnić człowieka ze świata zwierząt, nadać jego życiu piętno „człowieczeństwa”, by bronić go przed niektórymi przejawami praw natury.
Jeśli jakakolwiek grupa społeczna uczestniczy w życiu społecznym w sposób pośledniejszy od innych grup, czy jest dyskryminowana, właściwym sposobem na to, by w możliwie szybki sposób (np. w ciągu życia jednego pokolenia) zmienić ten stan rzeczy jest ustanowienie praw wspomagających procesy wyrównywania szans, wymuszających w społeczeństwie przemiany rzeczywiste i mentalne.
Jeśli konserwatywnie nastawione osoby negują potrzebę ustanawiania przepisów prawa ułatwiających i przyśpieszających procesy „uczłowieczania”, w tym procesy emancypacji kobiet i emancypacji mniejszości takich jak choćby mniejszości seksualne, to występują przeciw nakazowi Boga porządkowania świata na swój sposób, nakazowi tworzenie świata ludzkiego coraz doskonalszym, przyjaznym wszystkim ludziom, tolerancyjnym i otwartym na inności, w którym słabsi nie są wykorzystywani i prześladowani przez silniejszych.
Tak jak świat poddany jest przekształceniom, tak jak w przyrodzie następują ewolucje gatunków a pojedynczy osobnicy przystosowują się również indywidualnie do zmieniającego się otoczenia, tak samo człowiek jest poddany różnym przemianom i dostosowaniom. Oprócz ogólnej ewolucji gatunku, obok powolnego rozciągniętego w czasie procesu rozwojowego, na który „pracują” całe pokolenia (np. zmiany anatomiczne), następują przekształcenia i dostosowania na który mają wpływ duże i małe społeczności, środowiska i pojedynczy osobnicy. I tak przemiany w sferach politycznych, społecznych, kulturowych, których autorami są same społeczeństwa czy grupy lub ich przedstawiciele: politycy, ekonomiści, naukowcy itd. pociągają za sobą dostosowywanie się do nich grup i jednostek. Dlatego ludzie władzy, ludzie kultury i ludzie mający wpływ na kształtowanie się warunków i sposobów życia społeczeństwa w różnych sferach: ekonomicznej, prawnej, kulturowej, edukacyjnej itd. itd. powinni zdawać sobie sprawę z ciążącej na nich wielkiej odpowiedzialności. Dzisiejsze zachowania ludzi, są odpowiedzią na ukształtowaną dziś rzeczywistość ekonomiczną i społeczną, etyczną, na wprowadzone zasady funkcjonowania gospodarki itd.

O emancypacji przekornie (wbrew sobie)-- próba uchwycenia sposobu myślenia konserwatystów.

Dlaczego jest w nas tyle pychy, dlaczego uzurpujemy sobie prawo do bycia ponad przyrodę? Dlaczego chcemy naprawiać świat, naturę naszymi ludzkimi działaniami? Dlaczego chcemy wyemancypować kobiety i mniejszości społeczne poprzez stanowienie sprzyjającego temu prawa? Niech wszystko toczy się samo, niech silniejsi dominują nad słabszymi. Dlaczego chcemy doprowadzić do tego, by kobiety i mężczyźni wymieniali się swoimi dotychczasowymi społecznymi funkcjami? Czy kobiety mają służyć w armiach i walczyć na frontach? (Po co ludzie mają walczyć i po co mężczyźni mają walczyć na frontach to już inna sprawa). Czy mężczyźni mają karmić oseski piersią? To tak jakbyśmy chcieli ingerować w życie dzikich zwierząt i wszystkie je wytresować i udomowić.


Podsumowanie.


Celami stanowionego prawa są miedzy innymi porządkowanie życia społecznego, strzeżenie sprawiedliwości. Prawo odzwierciedla w jakiejś mierze aktualną mentalność społeczeństw a zwłaszcza ich elit. Ale prawo i wprowadzane przez państwo zasady funkcjonowania społeczeństwa a w nim grup społecznych spełniają też funkcje edukacyjne, wychowawcze i stymulowania zachowań.  Procesy emancypacyjne towarzyszą rozwojowi i przemianom mentalnym społeczeństw, ale też można je przyśpieszać wprowadzając odpowiednie zasady im sprzyjające.
Paradoksalnie przeciwnikami i przeciwniczkami emancypacji, wybijania się ponad przyrodę i rozwoju rodzaju ludzkiego są między innymi ludzie, którzy jednocześnie przyjmują za swoją ideę kościoła, by czynić sobie Ziemię poddaną. Nie potrafią oni wyjrzeć z konserwy myślenia pierwotnego Widocznie dla nich czynienie Ziemi sobie poddanej nie oznacza czynienia jej dla siebie przyjaznej.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Potrzeba dużo rozsądku i dobrej woli przy rozwiązywaniu nabrzmiałych problemów dotyczących własności.


Potrzeba dużo rozsądku i dobrej woli w rozwiązywaniu niezwykle pogmatwanych spraw dotyczących prawa własności i dużo roztropności, by egzekwowanie tego prawa nie doprowadziło do ludzkich nieszczęść i deptania ludzkiej godności. Oczywiście tam gdzie jest to możliwe należy oddać dawnym właścicielom lub ich spadkobiercom zrabowane, przejęte przez komunistyczne państwo posiadłości. Jest jednak dużo placów, terenów, na których poczyniono dużo nakładowe inwestycje. Na niektórych terenach, w niektórych kamienicach mieszkają lokatorzy, często tacy, których nie stać na wynajęcie mieszkań gdzie indziej. Jeśli są to tereny, kamienice państwowe, powiatowe, miejskie, gminne to wyjściem jest wypłacenie przez państwo (lub jego struktury) dawnym właścicielom odszkodowań. Jest też dużo obiektów rozbudowanych, przebudowanych, nowo wybudowanych przez nowych właścicieli, którzy w dobrej wierze, wierząc państwu, że place i obiekty nie są naznaczone krzywdą dawnych właścicieli nabyli je od państwa. W takich sytuacjach państwo powinno zdobyć się na wysiłek i również wypłacić starym lub nowym właścicielom odszkodowania (w zależności od tego, kto stanie się właścicielem) i w przypadku zwrócenia własności dawnym właścicielom odszkodowania za obiektów dewastację.
Jednak głoszone przez niektóre osoby twierdzenie, że sprawiedliwość domaga się bezwzględnego, szybkiego oddania wszystkich własności i respektowania prawa właścicieli do pełnego nimi dysponowania np. do pełnego dysponowania własnością w postaci kamienic, bez względu na reperkusje, dla tych, którzy w tych kamienicach zamieszkują, nawet gdyby mieli oni zamieszkać pod mostami, bez respektowania ich prawa do godności, do zamieszkiwania pod dachem, jest twierdzeniem niemoralnym.
Musi być respektowane prawo właścicieli czy spadkobierców do swych własności, czy do własności rodowych, budowanych często przez pokolenia, jednak powinna też być uwzględniana dzisiejsza sytuacja ekonomiczna wielkiej rzeszy ludzi. Potrzebna jest ostrożność. i rozwaga.
Choć jest to niezmiernie trudne i obciążające zwłaszcza dla takiego jak nasze państwa na dorobku, ale chyba jedynie możliwe i konieczne, by państwo włączyło się nie tylko prawnie ale materialnie w rozwiązywanie tych nabrzmiałych własnościowych problemów, by zdobyło się na wypłacanie odszkodowań.

Punkt widzenia przeciwników odszkodowań.

Trudno jest zmierzyć udział zwykłych obywateli, w tym mieszkańców kamienic, ich rodziców, dziadków w tworzeniu majątku narodowego. Tak jak właścicielom kamienic, tak samo im należałyby się udziały lub rekompensata. Czy właściciele kamienic, którzy z różnych powodów będąc za granicą, nie uczestniczyli w budowie narodowego majątku po wojnie, mają zwrócić pozostałej części społeczeństwa koszty tej budowy, czy nie powinni zwrócić kosztów budowy infrastruktury, kosztów budowy dróg, lotnisk, sieci kolejowej, telekomunikacyjnej itp. itd. Jak to wszystko wymierzyć? Własność prywatna jest wartością ważną, jednak nie najważniejszą. Nie można szermować hasłami i domagać się respektowania jakiejś wartości, w oderwaniu od wartości innych, choćby takich jak prawo do życia i prawo do godności. To przecież nie obywatele, nie lokatorzy kamienic odebrali je ich właścicielom. To odebrało je komunistyczne państwo.


Konkluzja

Dawnym właścicielom, którym państwo odebrało ich własność stała się krzywda. Często była ona ogromnie pogłębiona krzywdą moralną spowodowaną koniecznością zamieszkiwania za granicą i niemożnością powrotu do kraju.
 Rolą państwa jest, by pomóc prawnie i materialnie w rozwiązywaniu problemów własnościowych, by znaleźć rozwiązania godzące sprzeczne ludzkie interesy, by tereny i obiekty znalazły się w rękach prawowitych właścicieli lub by zrekompensować im straty materialne i moralne i by zapewnić dzisiejszym lokatorom tych obiektów godne miejsca do zamieszkania i przede wszystkim by uchronić swych obywateli od tragedii „wyrzucania ich na bruk”, do których niestety w naszym państwie dochodzi.


O prawie własności c.d.

Należy też uwzględniać reperkusje związane z II wojną światową, wywołanymi przez nią procesami historycznymi i ogromne straty materialne i moralne polskiego państwa i polskich obywateli. Do odszkodowań dla osób indywidualnych i podmiotów zbiorowych, których dotknęły działania wojenne i wywołane nią procesy powinny włączyć się państwa za nie odpowiedzialne i to do nich powinny być kierowane roszczenia i to one powinny być zobowiązane do wypłacania odszkodowań. Problemami tymi powinny zająć się odpowiednie agendy ONZ Unii Europejskiej.





Na bezrobociu, październik 1997 r.

Tłum, opinia masowa.


Trzeba być uważnym, by nie ulec bezkrytycznie różnym opiniom, szczególnie opiniom tzw. ogółu, zwłaszcza, gdy są one negatywne, gdy mogą być niesprawiedliwe i mogą wyrządzić komuś krzywdę. Trzeba kierować się własnymi odczuciami, analizować problemy wg własnych kryteriów i powstrzymywać się od ferowania jednoznacznych negatywnych ocen. Opinię publiczną można porównać do tłumu. Zarówno tłum jak i opinia publiczna mają dużą moc oddziaływania. Mogą to być oddziaływania pozytywne, uwznioślające, dające siłę jednostce, mogą prowadzić do pozytywnych myśli i działań. Tłum może być przyjazny, czujemy się wtedy w nim dobrze, zanika nasze osamotnienie, onieśmielenie, wyzwala w nas dużo energii pozytywnej nawet, jeśli przebywanie w nim ogranicza się do wspólnej zabawy, wspólnej rozrywki. Ale tłum i tzw. opinia publiczna mogą być też bardzo destruktywne, niebezpieczne, mogą spowodować wiele zła. Tłum i opinia publiczna mogą być niesprawiedliwe i przy tym bezwzględne i okrutne. Emocje tłumu mogą pozbawić tworzących go jednostek rozsądku. Co ciekawe, nie zawsze osoby, które wydają się pozornie jednostkami o silnym charakterze potrafią się tłumowi, opinii zbiorowej przeciwstawić i odwrotnie osoby wydawałoby się słabe mogą okazać się na oddziaływanie tłumu i opinii odporne i mogą mieć w sobie dużo siły, by kierować się rozsądkiem i własnym sumieniem.



O powszechności fobii i uprzedzeń.

Lęki i uprzedzenia wobec inności nie są obce ludziom z kręgów inteligenckich a nawet intelektualistom. Oczywiście lęki i uprzedzenia mogą dotyczyć różnych sfer życia i są różne ich poziomy. Najprymitywniejsze dotyczą np. wyglądu, koloru skóry, te mniej prymitywne mogą dotyczyć np. innych poglądów naukowych, literackich, innego stylu uprawiania sztuki itd.
Często uprzedzamy się do osób, które myślą inaczej niż my. Bardzo trudno jest nam oceniać inne osoby niezależnie od ich zapatrywań, od tego czy ich poglądy są zbieżne czy rozbieżne z naszymi.




Na bezrobociu, październik 1997r.


Skrajności.


Skrajności: relatywizm ze zbyt daleko posuniętym zaufaniem do racjonalizmu z jednej strony i ortodoksja połączona z fanatyzmem z drugiej strony, mogą być dla człowieka zgubne. Relatywizm może niszczyć osobę, która się nim kieruje, może odebrać jej poczucie szczęścia, poczucie zakotwiczenia. Wszystko dla niej może wydawać się bezsensem. Fanatyzm połączony z totalną nietolerancją może zabić osobę, która go „wyznaje”, ale przede wszystkim niszczy i zabija innych. Fanatyk potrafi zabić w imię ideologii /w imię komunizmu, faszyzmu, sprawiedliwości, religii, libertynizmu, a nawet swoiście rozumianej wolności i dziesiątków innych idei/. Fanatyk religijny wbrew temu, co głoszą zasady wyznawanej przez niego religii, nienawidzi ludzi którzy nie wierzą lub wierzą inaczej. Chce uszczęśliwić innych siłą, poniżając i depcząc przy tym ich godność. Nie toleruje nawet najmniejszych odstępstw, najmniejszych oznak inności. Wyszukuje u innych, inaczej myślących nieistniejącego obiektywnie zła lub wyolbrzymia je do monstrualnych rozmiarów. Chce zastępować i wyręczać Boga, uzurpuje sobie prawo do wydawania w imię Boga wyroków. Staje się inkwizytorem. Dla fanatyka obrzędowość staje się celem samym dla siebie, jest ważniejsza od przykazania miłości bliźniego. Fanatycy sami siebie potrafią zadręczyć a nawet unicestwić. Nie dążą do osiągnięcia szczęścia poprzez osiągnięcie harmonii z otoczeniem. Chcą być męczennikami. Uważają się za prześladowanych przez innych, nawet, gdy ci inni to osobnicy o dużej tolerancji i otwartości. Ci inni są winni tylko dlatego, że są inni.



Na bezrobociu, październik 1997 r.
O krytykanctwie.

Dziwne i niezrozumiałe są dla mnie postawy krytykujące osoby, które robią dużo wspaniałych rzeczy dla różnych środowisk, społeczeństwa, dla bliźnich. Dość często spotykam się np. z brakiem akceptacji, a nawet z wrogością do Marka Kotańskiego. Wszędzie doszukuje się u niego złych intencji, czerpania własnych korzyści. Kuriozalne są zarzuty, że osoby, które otwierają się na bliźnich, które pomagają innym czerpią z tego osobistą satysfakcję. Zawiść, egoizm, doszukiwanie się we wszystkim i u wszystkich negatywów to być może chęć usprawiedliwienia własnej znieczulicy i bierności, to reakcja na własne kompleksy, to być może zazdrość wobec osób czyniących dobro.


Na bezrobociu, październik 1997 r.
Depresyjne nastroje.

Czuję się zmęczony życiem. Czuję się przegrany. Nie potrafiłem przeżyć swojego życia w sposób w miarę normalny. Życie umknęło mi nie tak jak chciałem. Zmarnowałem swoje życie „odkładając je ciągle na później”, „aż do grobu”. Zmarnowane zostały potencjały: uczuć, intelektu itd. Przede wszystkim ciąży mi brak potomstwa. Potencjały bez realizacji, to marnotrawstwo, to poczucie niespełnienia, nieszczęścia, to przyczyna zgorzknienia. Dużo w tym mojej winy, moich zasług, moich nieporadności i ułomności, gamoniowatości, ale też pomogło mi w tym znakomicie nieustabilizowane życie zawodowe, szczególnie długotrwały okres, w którym pozostawałem bez pracy. No cóż czasu danego mi tu na Ziemi nie dane mi było, czy może nie potrafiłem przeżyć w sposób dla mnie satysfakcjonujący, interesujący, sensowny, nie spełniłem też typowych dla ludzi zadań. No, ale przecież życie z sensem, z poczuciem spełnienia, szczęścia dane jest tylko części ludzi pojawiających się na naszej planecie. Nie jestem wyjątkiem. Jest tyle nędzy i nieszczęść na Ziemi, że ja i tak jestem uprzywilejowany. Jest jak jest. Będzie jak będzie. Trzeba zachować stoicki, buddyjski spokój.


Na bezrobociu, październik 1997 r.

Jeśli się ma ułożone swoje życie, jeśli ma ono wartość, można wtedy dążyć do dalszego jego doskonalenia.. Mamy wtedy chęć go udoskonalać, chcemy się rozwijać, szukamy wzorców, szukamy podpowiedzi, korzystamy między innymi z książek, filmów, spektakli teatralnych, jeśli jednak życie nasze jest nieułożone, jeśli nie potrafiliśmy sobie go ułożyć, jeśli „przeleciało nam przez palce”, jeśli jest mało wartościowe i nieciekawe, nie czujemy potrzeby, aby go doskonalić. Nie można udoskonalać czegoś, czego nie ma Samo wzmacnianie potencjału na życie godziwe i wartościowe bez dobrego życia rzeczywistego nie na wiele się przydaje i chyba nie ma zbytniego sensu.



Na bezrobociu, październik 1997 r.
Dzień podobny do dnia i tak samo nijaki.

Dzień podobny do dnia. W naszej świadomości i pamięci czas „szybko” umyka, gdy nie ma znaczących zdarzeń. Brak wypełnienia czasu znaczącymi wydarzeniami powoduje, że w naszej pamięci zlewa się on w czas krótki, prawie epizodyczny. „Zestarzeliśmy się szybko”, „lata mijają jak dni”- to tylko niektóre powiedzenia, w których wypowiadające się osoby skarżą się na monotonię i nudę naszego dorosłego, biednego życia w Polsce, które stało się udziałem sporej części naszego społeczeństwa

h warunków gospodarowania i wprowadzenie więcej społecznego solidaryzmu oznaczałoby powrót do skompromitowanego ustroju „społecznej sprawiedliwości”, do komunizmu.



Normal style='text-align:justify'> 



Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.

Dobrze, gdy w dyskusjach, z poziomu analiz staramy się przejść od czasu do czasu na poziom ogólności, syntezy. Trudno dyskutuje się z osobami, które zamykają się w swoich myślowych światach, czasami bardzo hermetycznie, które traktują swoje myślenie, poglądy i wyznawane wartości i ich hierarchię za jedynie słuszne, jedynie możliwe.




Notatki: 1997 c

Zawiedzione nadzieje – pamiętnik wykluczonego.

Z żalem o III Rzeczypospolitej.



Na bezrobociu, luty 1997 r.
Jest jak jest.

Miniony rok był kolejnym rokiem bezsilności, w którym nie udało mi się poczynić pozytywnych kroków w żadnej dziedzinie. Staram się nie wpadać ani w depresję, ani zbytnio nie histeryzować.



Na bezrobociu, luty 1997 r.

Nie jestem silny pokorą

Chciałbym, ale nie jestem na tyle silny, na tyle uspokojony wewnętrznie, aby przyjąć do końca zasadę, że życie należy przyjmować takim, jakim jest, aby zadowolić się tym, co cię ma i nie oczekiwać niepotrzebnie na zmiany, zasadę, że jeśli przyjdzie coś pozytywnego, jeśli się zdarzy to dobrze, jeśli nie to trudno. Nieszczęściem jest to, że oczekuje się zbyt dużo, nie zadowala tym, co jest. Staram się ograniczać swoje oczekiwania, staram się nie być pazernym, brać życie takim, jakie jest. Jednak nie potrafię do końca wyrzec się nadziei na lepsze, ograniczyć całkiem swoich oczekiwań, nie denerwować się tym, co dzieje się dookoła. Istnieje potrzeba, aby od czasu do czasu upuścić trochę swoich frustracji. Po co epatować bliźnich w rozmowach swoim pesymizmem, rozgoryczeniem, kłopotami. Kartka jest cierpliwa, przyjmie wszystko bez znużenia. Na dłuższą metę nie zmieni to niczego, nie wyeliminuje całkiem stresów i frustracji, jednak może na pewien czas nieco je rozładuje, może da złudzenie podzielenia się nimi z otoczeniem.



Na bezrobociu, lipiec 1997.

O bezrobociu. Znalezienie pracy bez znajomości graniczy z cudem.

Bezrobocie przynosi wiele nędzy, upokorzeń i stresów. W najtrudniejszej sytuacji są bezrobotni starsi, po czterdziestce, którzy mimo wielu starań nie są w stanie znaleźć pracy. Jeśli nawet znajdą jakieś doraźne zarobkowanie to i tak z trwogą myślą o wieku emerytalnym do osiągnięcia, którego nie przepracują odpowiedniej ilości lat, zgromadzone na ich kontach emerytalnych kwoty będą niewielkie, a zdrowie nie będzie im już pozwalało na wysiłek i pracę. Wśród bezrobotnych są między innymi tacy, którzy na początku lat osiemdziesiątych i później należeli do najodważniejszych i najbardziej przedsiębiorczych, którzy nie mogąc znieść w zakładach rządów pułkowników odważyli się na zwolnienie z pracy i na rozpoczęcie własnego biznesu. Niektórym się powiodło, innym niestety nie. Nie zawsze było to związane z brakiem umiejętności i predyspozycji do tego typu działalności. Często decydował przypadek. Duża rolę odgrywało to ile zdołali zgromadzić funduszy na rozpoczęcie działalności, ile byli w stanie „załatwić” kredytu, z jakiego startowali pułapu. Im więcej zdołali zgromadzić pieniędzy tym łatwiej mogli ruszyć z „biznesem” i tym łatwiej i szybciej go rozwinąć. Wielu zaczynało od handlu na składanych łóżkach, od produkcji na jednej zdezelowanej, mało wydajnej maszynie. Niestety nie wszystkim się powiodło. Dziś wielu z powodu swej ówczesnej aktywności (czasem wyśmiewanej) cierpi biedę i przeżywa długotrwałe, koszmarne stresy i poniżenie. Ich koledzy, którzy pozostali w zakładach, biurach, instytucjach, niekiedy z konformistycznymi postawami, mają dziś satysfakcjonującą ich pracę, mają wysokie zarobki, adekwatne do swojego wykształcenia stanowiska, robią kariery menedżerskie, niektórzy z nich przejęli nawet przedsiębiorstwa na własność, stali się ich właścicielami lub współwłaścicielami, są wpasowani w odpowiednie układy.
Spora część osób, które znalazły się dziś na dnie ekonomicznym i społecznym mimo swego upokorzenia zdobywa się ciągle na to, by oddzielać swoje niepowodzenia od oceny sytuacji w kraju. Oceniając to, co dzieje się w kraju stara się kierować zdrowym rozsądkiem. Niektóre z tych osób sprzeciwiały się kiedyś aktywnie komunistycznemu ustrojowi, były silnie, emocjonalnie związane z ruchem przemian, z „Solidarnością”. W stanie wojennym angażowały się na miarę swoich możliwości i predyspozycji czynnie w działania przeciw reżimowi, drukowały ulotki, gazetki, rozwieszały ulotki na ulicach, w budynkach, w zakładach pracy, uczestniczyły w anty reżimowych demonstracjach, były bite przez zomowców, przebywały w aresztach, kolegia karały je grzywnami. Mimo, że identyfikowały się z ruchem „Solidarności”, nie zostały działaczami ani związkowymi, ani partyjnymi, nie, dlatego, że mają coś przeciw takiej działalności, przeciw demokratycznym strukturom, ale po prostu chciały spokojnie żyć, spokojnie pracować we własnych zakładach rzemieślniczych, w zakładach przemysłowych, instytucjach niepolitycznych. O to przecież również walczyły, aby ludzie niezorganizowani politycznie mogli też godnie żyć. Okazuje się jednak, że w firmach, instytucjach liczą się przede wszystkim znajomości, układy i przynależności. W polityce, w samorządach, w firmach, w radach nadzorczych i w innego typu instytucjach działają często ludzie, którzy trwają przy władzy jeszcze od czasów komuny, którzy paradoksalnie czując w dalszym ciągu sentyment do socjalizmu, odnaleźli się szybko w nienawidzonym jeszcze niedawno przez nich ustroju kapitalistycznym i są bezwzględnymi, pazernymi kapitalistami lub weszli z kapitalistami w układy. Są też i nowi działacze, którzy tak jak i tamci wykorzystują instytucje demokratyczne do wejścia w układy, do załatwiania własnych interesów. Zjawiska takie są niestety częste, a w odczuciu społecznym powszechne. Bulwersująca jest pazerność na pieniądze i władzę niektórych starych i nowych działaczy, menażerów, urzędników. Bulwersujące są zarobki, odprawy dyrektorów, kierowników w firmach państwowych, przemysłowych, handlowych i innych jednostkach gospodarczych i to nawet w takich, w których efekty ekonomiczne są mizerne. Bulwersująca jest powszechność korupcji. Jeśli można zrozumieć całą trudną sytuację gospodarczą kraju, to niektóre jej aspekty budzą sprzeciw i pogłębiają frustrację osób, które nie wciągnęły się w układy czerpiące profity z przemian, które cierpią biedę.
Główna przyczyną nieszczęść Polaków (również moich), źle funkcjonującej gospodarki, społecznych patologii nie są chyba, tak jak to często się słyszy, reformy przeprowadzone przez Balcerowicza. Były one pewnie konieczne, były narzędziem pozwalającym na przestawienie, przeniesienie naszej gospodarki z bajorka na szerokie wody gospodarki światowej. To, co się z nią dzieje teraz, jak sobie ona radzi, to już inny rozdział ekonomicznych zmagań. Gospodarka jest, jaka jest. Po jednoczesnym upadku gospodarek wschodnich, rynków państw byłego bloku komunistycznego, załamała się zupełnie wymiana handlowa z tymi państwami. Nie było dla kogo produkować. Gospodarka musiała i musi się nadal przekształcać, zmieniać zasady funkcjonowania, swoją strukturę. I tak dzięki odważnym reformom rządów solidarnościowych, dzięki reformom Balcerowicza, gospodarka nasza obroniła się przed jeszcze większą zapaścią, zdołała się przeorientować na bardziej wymagające rynki zachodnie. Zaczął się proces unowocześniania i dostosowywania do gospodarek Zachodu, rozpoczął się proces jej dostosowywania do potrzeb wewnętrznych i zewnętrznych, zmienił się profil inwestycji na bardziej konsumpcyjny, surowce i półprodukty z Zachodu przestały być bardzo drogie i niedostępne, uniezależniamy się od surowców Rosji. Dopiero teraz porównując naszą gospodarkę z gospodarkami rozwiniętymi, wchodząc w „obieg” międzynarodowego handlu, wspólnych inwestycji i gospodarczej współpracy uwidoczniła się przepaść, jaka dzieli naszą gospodarkę od gospodarek rozwiniętych, dopiero teraz widać jak słaba była gospodarka komunistyczna i jak śmieszne i zakłamane były hasła głoszone przez komunistów. Oczywistym jest, że komuniści nie oddaliby władzy gdyby nie zrujnowali gospodarki, gdyby nie skończył się okres jej ożywienia dzięki potężnym kredytom z Zachodu, gdyby nie zabrnęli w „ślepy zaułek” gospodarki ekstensywnej, „ręcznie” sterowanej. W każdym państwie zapóźnionym, rozwijającym się dopiero ekonomicznie istnieje dylemat, czy postawić na szybszy rozwój gospodarki kosztem pomocy socjalnej najuboższym, kosztem nawet społecznej sprawiedliwości, czy udzielać większego wsparcia najuboższym, dbać o w miarę sprawiedliwy podział dóbr, hamując rozwój ekonomiczny kraju. Wydaje się, że pierwsze podejście jest bardziej rozsądne. W dłuższej perspektywie na rozwoju gospodarki korzystają wszyscy, również najubożsi. W drugim przypadku stagnacja powoduje coraz to większe trudności całego kraju, powiększa ilościowo sfery biedy, pogłębia jeszcze bardziej ubóstwo jednostek.


Portiernia,  2007 r.

Dziś myślę już zupełnie inaczej, moje bezkrytyczne zawierzenie decydentom, gospodarczym ekspertom, autorytetom już dawno przeminęło. Tytuły naukowe, lansowanie kogoś przez władze i publicystów, że jest on wyrocznią ekonomiczną, fama medialna przestają być dostatecznymi przesłankami, bym uznał kogoś za autentyczny autorytet. Liczy się empiria i sprawdzanie się głoszonych poglądów i doktryn w otaczającej nas rzeczywistości
Prowadzona przez Leszka Balcerowicza i Radę Polityki Pieniężnej zbyt restrykcyjna, sknerowata polityka monetarna i nad-liberalna i przejęcie neoliberalnej strategii przez kolejne rządy i jej realizowanie przyniosło przeciwne do oczekiwanych rezultaty. Spowolniło rozwój, ograniczyło koniunkturę, ludzką aktywność, doprowadziło do pauperyzacji i bezrobocia wielkich rzesz ludzkich



Na bezrobociu, lipiec 1997r.

Społeczeństwo jest w stanie wiele zrozumieć.

Społeczeństwo jest w stanie wiele zrozumieć i znieść w imię lepszej przyszłości swojej, swoich dzieci i kraju. Jeśli jednak w czasie niewątpliwie trudnych przemian gospodarki i ustroju państwa pewne wynaturzenia i niesprawiedliwości przyjmują zbyt drastyczne formy, jeśli przekroczą granicę społecznej tolerancji i wytrzymałości, granicę nędzy i upokorzeń, jeśli zostanie zagrożona fizyczna egzystencja ludzi, myślenie w kategoriach nadziei musi być siłą rzeczy wyparte poczuciem rezygnacji i odruchami obrony i może nastąpić wybuch społecznego sprzeciwu. Choćby, dlatego, istnieje konieczność objęcia społeczeństwa przez państwo osłonami socjalnymi, choćby na minimalnym poziomie a także potrzebna jest walka z cwaniactwem, z aferami, z patologiami, z niesprawiedliwościami, ze zbyt dużymi, drastycznymi dysproporcjami w poziomie życia obywateli tego samego przecież kraju. Grupy społeczne, zawodowe jak dyrektorzy, kierownicy, ale też i prawnicy, urzędnicy itp. nie powinny żądać (jak to się często zdarza) takich płac, jakie są w państwach bogatych. Argument, że w takich samych lub podobnych zawodach osoby pracujące u nas i w krajach bogatych powinny otrzymywać takie samo lub podobne uposażenia, gdyż wkładają taki sam wysiłek, a ceny produktów u nas i u nich są podobne jest argumentem nielogicznym i nieetycznym. Płace można porównywać tylko do płac w innych zawodach w obrębie jednej, tej samej gospodarki. Jakie by nie były obiektywne przyczyny dzisiejszej sytuacji, za komuny ludzie pod względem socjalnym czuli się bezpieczniej. Skłamałbym, gdybym stwierdził, że dziś w nowej rzeczywistości żyje mi się lepiej niż np. w latach siedemdziesiątych. Jak wielu Polkom i Polakom żyje mi się obecnie bardzo ciężko. Dzisiejsze bezrobocie coraz bardziej doskwiera. Jak długo pomimo samodyscypliny, pomimo rozsądku można wytrzymywać nędze i poniżenie? Jak długo można poświęcać osobiste szczęście, tłumaczyć sobie swoje upodlenie ogólną sytuacją kraju, jeśli widzi się tyle pazerności, niesprawiedliwości, niegodziwości, jeśli osoby o porównywalnych zdolnościach, inteligencji, wykształceniu i zdolności do aktywności, żyją w tak jaskrawo różnych warunkach, jeśli jedni zarabiają krocie, są u władzy a drudzy są bezrobotnymi lub pracują za najniższe głodowe stawki, jeśli właściciele firm prywatnych wyzyskują w sposób drastyczny pracowników (jest to podobno cecha początkowej, pazernej fazy kapitalizmu), jeśli w firmach państwowych kadra zarabia kilkadziesiąt razy więcej od szeregowych pracowników, jeśli bogaci, aby dokonać sobie odpisów podatkowych „inwestują” nie w rozwój przedsiębiorstw, ale w cokolwiek np. w niepotrzebne, nieefektywne, niewykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem „budowle administracyjne”- pałace, gdy inni nie mają gdzie mieszkać? Zarówno korupcja, nieuczciwość urzędników, dyrektorów państwowych i publicznych firm jak i pazerność i hiper egoizm nuworyszy kapitału są dla zwykłych obywateli bardzo gorszące i ogromnie doskwierają. Z dzisiejszej perspektywy nie dziwią lewicowe poglądy ludzi w przeszłości, nie dziwi to, że idee socjalizmu były kiedyś, dawniej tak atrakcyjne, że miały duży, szeroki oddźwięk, również w kręgach inteligencji.
Bieżące łatanie biedy być może hamuje lub uniemożliwia rozwój ekonomiczny. Jednak nie można inwestować w budowę domu, nie zapewniając dzieciom butów. W gospodarkach ubogich, o dużym bezrobociu nie można z dnia na dzień zastosować skrajnej liberalnej gospodarki i pozostawić obywateli samym sobie, tak jak tego chcą skrajni, doktrynalni liberałowie tacy jak np. członkowie Unii Polityki Realnej. Rozwój biznesu nie może być celem samym dla siebie, powinien być środkiem do zaspokajania potrzeb właścicieli firm, pracowników i całego społeczeństwa, bo przecież firmy funkcjonują w tym społeczeństwie i czerpią z niego swoje zyski. Nawet w państwach o gospodarkach liberalnych, w których społeczeństwa żyją w dobrobycie nie eliminuje się całkiem polityki socjalnej, polityki wspierania swoich obywateli. Potrzebne jest wyważenie. Polityka prorozwojowa i polityka socjalna, opiekuńcza muszą współistnieć. Mogą się tylko zmieniać proporcje udziałów każdej z nich.

Niektórzy uważają, że do sukcesu biznesowego czy zawodowego potrzebne są umiejętności, dobry pomysł, determinacja, wielka praca a szczęście i układy są tylko dodatkowymi potrzebnymi elementami. Inni, przeciwnie, że decydujące są układy i szczęście- sprzyjające okoliczności poparte oczywiście innymi wymienionymi wcześniej elementami. Pewnie jest różnie. Chyba jednak w większości przypadków, przynajmniej u nas w Polsce wersja druga jest bliższa prawdy.



Na bezrobociu, lipiec 1997 r.


O pustyni i chaosie na rynku pracy. Nie jestem w stanie znaleźć jakiejkolwiek pracy.


Osoby po czterdziestce, nawet z wyższym wykształceniem nie mają dzisiaj szans nie tylko na dobrą, godną pracę, ale mają potężne trudności w znalezieniu jakiegokolwiek zatrudnienia. Jeśli ktoś wyleciał „z obiegu”, z układów to nowej pracy nie dostanie. Nie mają oni też szans na otrzymanie kredytu (brak zabezpieczeń). Irytujące jest też to, że pracodawcy na podrzędne stanowiska do objęcia, których wystarczyłoby godzinne przeszkolenie, przyjmują tylko osoby, które ukończyły odpowiedni kurs. Nie liczy się wykształcenie, ogólne możliwości, lecz konkretny „papier”. Dziś bardziej niż w przeszłości ludzi się szufladkuje, nie traktuje się ich, jako integralne osobowości, nie ocenia w sposób „uniwersalny”, całościowy, oczekuje się od nich konkretnych umiejętności, czy raczej zaświadczeń o tych umiejętnościach, nawet gdy są to umiejętności błahe, banalne. Nie wierzy się w ludzką inteligencję, w możliwości przystosowania. Formalizacja ma zastosowanie zarówno tam gdzie jest ona uzasadniona, jak i tam gdzie nie jest potrzebna, gdzie stanowi rutynową wartość samą dla siebie. Nawet do tego by otrzymać pracę przy zamiataniu ulicy trzeba się okazać odpowiednim zaświadczeniem o ukończeniu kursu zamiatania lub trzeba mieć odpowiednie znajomości. Starając się o pracę trzeba by ukończyć, co najmniej kilkanaście różnych kursów, gdyż nie wiadomo, który będzie potrzebny przy ubieganiu się o pracę z kolejnego ogłoszenia, jednocześnie urzędy pracy nie chcą finansować tego typu szkoleń. Wolą wydawać pieniądze na inne mało efektywne akcje. Zupełnie nie można liczyć na pomoc ani Rejonowych Urzędów Pracy, ani komercyjnych biur pośrednictwa pracy. Żądanie okazania jakiegoś „papieru” przez pracodawców i urzędników służy zresztą w większości przypadków do zakamuflowania odmowy zatrudnienia. Niektórzy pracodawcy grają w podchody, każą wypisywać w ankietach wysokości oczekiwanych przez kandydatów do zatrudnienia pensji. Nie wiadomo czy korzystniej jest podać niską kwotę czy wysoką. Podając niska można być posądzonym o brak dowartościowania, podając zbyt wysoką o brak umiaru i chciejstwo. Paradoksalnie osobom z wyższym wykształceniem (o nie modnym dziś profilu), jeśli się do niego przyznają trudniej jest znaleźć pracę niż osobom bez takiego wykształcenia. Nawet, gdy starają się o zwykłe „robotnicze” miejsce pracy, są traktowani bardziej nieufnie, nie wierzy się w ich praktyczne umiejętności, nawet, gdy okazują świadectwa o ukończeniu odpowiednich kursów. Oceny przydatności do pracy są pochopne, powierzchowne, schematyczne, nie opierają się na rzeczywistych umiejętnościach i przydatności a na pojedynczych, chwilowych, powierzchownych przesłankach. Do pracy są przyjmowane albo osoby z układów, albo osoby młode. Jest dobrym prawem młodych, aby dobrze wystartowały w życie, by nie zostały zastopowane już na początku ich zapał i energia. Młodzi są bardziej ekspansywni, ambitni, mają więcej witalności, ale czy ci po czterdziestce muszą „iść w odstawkę”, są już nic nieznaczącymi, niepotrzebnymi odpadami? Denerwująca jest postawa niektórych młodych zwłaszcza na tzw. stanowiskach, którzy są bardzo butni, zarozumiali. Uważają, że wszystko im się należy. Skoro ukończyli studia, to mają zarabiać wielkie pieniądze, inni ich nie obchodzą. Uważają, że skoro inni nie pracują, to sami są sobie winni, bo sobie nie radzą. W czasie rozmów z młodymi menażerami daje się odczuć ich obawę o to, by ktoś o większym od nich doświadczeniu zajął ich miejsca i nie przekonują ich zapewnienia rozmówcy, że nie ma takich intencji, że wystarczy mu jakiekolwiek stanowisko pracy. Ci młodzi, butni i zarozumiali nie chcą wiedzieć tego co było wcześniej, nie dociera do nich, że to przecież starsze pokolenie doprowadziło do przemian, do tego, że mogli oni dzisiaj pobierać nauki w tych dziedzinach, które są dziś modne. Każde młode pokolenie realizuje się poprzez różnego rodzaju aktywności, bunty, działania zmierzające do naprawienia świata (często naiwne, utopijne). Jest to prawo młodych. Dzisiaj jest wiele świetnej, wspaniałej młodzieży, jednak spora jej część wpisuje się w ogólny trend komercji. Najważniejszym staje się dla niej zdobywanie dużych pieniędzy, zdobywanie pozycji w różnego typu władzy, sukces za wszelką cenę. Jedni realizują to nielegalnie, tworząc bezwzględne mafie, inni drogami legalnymi, prawnie dozwolonymi, choć często również moralnie dwuznacznymi. Jedni i drudzy owładnięci są silną rządzą pieniądza, prestiżu, władzy. Pogoń za pieniędzmi, przysłowiowy wyścig szczurów stały się dzisiaj normą, dominującą i obowiązującą zasadą. System wymusza dziś wyścig, wciąganie jednostek w rywalizację, w pogoń za „szmalem”, za władzą. Dziś wielu młodych ludzi już nie zna innego życia, nie wie, że istnieją inne możliwości spędzenia danego im do przeżycia na Ziemi czasu. Już od dziecka obserwują zmagania rodziców, są wprzęgani w wyścig: ucząc się w szkołach za pieniądze rodziców, dążąc do uzyskania nagród, stypendiów na studiach itd. Zatracane są takie wartości jak koleżeństwo, współodczuwanie, solidarność, życie we wspólnocie.
W naszej gospodarczej schizofrenicznej rzeczywistości dochodzi do paradoksów i skrajności. Z jednej strony na najwyższych, najważniejszych stanowiskach usadowiło się pełno dawnych działaczy partyjnych o ukształtowanej przez dawny system komunistyczny mentalności, z drugiej strony stało się modne hasło i praktyka przyjmowania do firm, urzędów i instytucji na niższe stanowiska osób całkiem młodych, kształcących się już w nowej rzeczywistości, nieskażonych dawnym ustrojem. Ludzie nieutożsamiający się z dawnym komunistycznym ustrojem, ale których młodość i początki zawodowego życia przypadły na okres sprzed demokracji są automatycznie traktowani jako ci skażeni, napiętnowani. Mój optymizm, wręcz euforia z okresu: najpierw wybuchu „Solidarności” a później z okresu tworzenia nowego państwa po 1989r. zmienił się dziś w poczucie gorzkości, niesmaku, w wręcz w traumatyczne przeżycia, w poczucie beznadziejności, bezsensu, niemocy.
Osobiście szkoda mi niekonwencjonalnych czasów, młodzieńczych bezinteresownych buntów, wspólnych idei i wizji świata. Komercja dzisiaj jest wszechwładna i wszechobecna. Jest ona może motorem rozwoju, ale niszczy też znakomicie normalne, pozbawione egoizmów stosunki między ludźmi. Stosunki te stają się kanciaste, pozbawione serdeczności, solidarności, bezinteresowności.
Dobrze, że istnieją jeszcze tacy ludzie jak: Kuroń, Kotański, Ochojska, siostra Chmielewska, Owsiak, siostry i księża z Caritasu i wielu innych, dzięki którym świat staje się bardziej przyjazny, ludzki. Może na stare lata dzisiejsi bezrobotni znajdą schronienie w jednym z przytułków stworzonych przez takie jak oni osoby.
Oczywiście nie życzę sobie ani innym powrotu do zbrodniczego, siermiężnego socjalizmu. Jednak i dziś nie czuję się człowiekiem wolnym. Dawniej byliśmy ograniczani przez państwo. Dziś jesteśmy ograniczani przez oligarchiczne stosunki, jesteśmy wprzęgani nawet wbrew naszej woli w tryby komercyjnej machiny. Ludzie stali się maszynami do robienia pieniędzy. Bożek- pieniądz ogranicza ludzkie uczucia, blokuje międzyludzkie bezinteresowne kontakty. Dawniej państwo, władza narzucała jednorodne myślenie, dzisiaj wciągani jesteśmy w jednolite myślenie, w masowy, ogólnospołeczny szczurzy, jednokierunkowy pęd po pieniądze, władzę, sławę, po sukces za wszelką cenę, jakże często za cenę wyrzeczenia się moralności. Wystarczy posłuchać młodych ludzi. Chcą szybkich karier, dużych pieniędzy. Gdzie się podziały dawne ideały, przyjaźnie, wspólnoty dające jednostkom poczucie bezpieczeństwa i współprzeżywania? Liczy się zunifikowany „indywidualizm”. Dawniej jednostki były dowartościowywane przez wspólnoty, wspólnoty nie zacierały, nie odbierały jednostkom indywidualizmu, dziś indywidualizm jest pozorny, sztampowy, każdy samemu, samotnie podąża w tym samym kierunku, tymi samymi torami.



Na bezrobociu, sierpień 1997 r.

Denerwują mnie niesprawiedliwe opinie.


Denerwują mnie skrajnie nieodpowiedzialne, niesprawiedliwe wypowiedzi niektórych publicznych osób, którym tak łatwo przychodzi negatywne osądzanie innych, którzy twierdzą, że bezrobotni i ludzie żyjący w skrajnej biedzie są sami sobie winni, gdyż nie chcą pracować, zmieniać swego losu. Narzekania na biedę nie są nieuzasadnionym zrzędzeniem, utyskiwaniem, nie są podyktowane tęsknotą za PRL–em ani mentalnością, która pozostała po komunistycznym okresie tak jak to komentują niektórzy politycy i dziennikarze. Trzeba być szczelnie zamkniętym w swoim zaskorupiałym światku, albo mieć tyle egoizmu i cynizmu, aby wypowiadać tak dziwne i nieprawdziwe sądy. Za nic mają nauczanie naszego Papieża o potrzebie ludzkiej solidarności, za nic mają ideały towarzyszące masowemu, społecznemu ruchowi „Solidarność”, dzięki któremu do przemian w ogóle doszło. Widząc tyle biedy dookoła, oglądając choćby telewizyjne reportaże, widząc, że gospodarka kuleje i nie może wchłonąć bezrobotnych i jednocześnie twierdzić, że biedni, bezrobotni są sami sobie winni gdyż nie chcą pracować lub że są nie mobilni, ze nic nie robią, by pracę znaleźć, to skrajna nieodpowiedzialność. Ciekaw jestem, jaka część z tych osób, które tak zdecydowanie wyrażają swoją dezaprobatę dla tych, którzy nie pracują, którzy nie mogą jej znaleźć, znalazła pracę lub rozpoczęła własną działalność zarobkową sama, bez pomocy rodziny, znajomych, wyłącznie przy pomocy własnej inicjatywy, przy pomocy składanych podań, przeprowadzonych osobiście rozmów. Na pewno wśród bezrobotnych są i tacy, którzy nie chcą pracować, jednak uogólnianie, nie dostrzeganie wysiłków i bezsilności ludzi, którzy starają się o pracę, o wyjście z nędzy, często z nędzy skrajnej, jest czymś niezrozumiałym. Mało jest osób, które potrafią być całkowicie obiektywne, na których osobista sytuacja czy otoczenie w sposób świadomy lub podświadomy nie rzutują na ich sposób postrzegania rzeczywistości. Sprawdzają się niestety powiedzenia, że sposoby widzenia zależą od miejsca siedzenia i że syty nie zrozumie głodnego, zdrowy chorego itd. itp. Ci, którym dobrze się powodzi, którzy mają np. własne biznesy powinni zrozumieć to, że wszyscy bogaci i biedni, pracodawcy i pracobiorcy, producenci i odbiorcy dóbr, funkcjonujemy w tej samej gospodarce, na tym samym rynku, jesteśmy ze sobą powiązani i gdy będzie się wiodło dobrze wszystkim obywatelom, całemu społeczeństwu, to i im będzie łatwiej funkcjonować, a ryzyko załamania się ich godnego bytowania będzie mniejsze. Im mniej biedy, im mniej obywateli, współmieszkańców terytorium naszego kraju znajdzie się poza „burtą”, tym większa będzie chłonność rynku, tym szerzej gospodarka będzie funkcjonować wewnątrz kraju, tym lepiej funkcjonować będzie podział pracy, tym mniej będzie ograniczeń, tym większe będą możliwości rozwoju, a gospodarka nie będzie się wtedy zawężać, nie będzie się kisić w okrojonych kręgach odbiorców, producentów i usługodawców. Problemy społeczne, społecznych dołów nie docierają do świadomości elit politycznych, biznesowych, elit działających w informacji i kulturze. Nawet wtedy, gdy przedstawiciele tych elit deklarują, że są zorientowani, ich wiedza jest powierzchowna, „nieprzeżyta”. To tak jakby wypowiadali się o czymś, co jest daleko i o czym usłyszeli przypadkowo i tak naprawdę nie dociera to do nich w pełni. Z niektórych komentatorów wychodzi albo głupota i lenistwo- podchodzą do problemu mniej niż powierzchownie, zupełnie nie dociekają przyczyn zjawiska- albo sadystyczna natura, natura właścicieli niewolników Sami zarabiając godziwe pieniądze lekko i bezproblemowo wygłaszają kwestie, że ludzie są leniwi, bo nie chcą pracować za proponowane im stawki, gdy te ich zarobki nie wystarczyłyby nawet na najpotrzebniejsze wyżywienie, na uzupełnienie spalonych w czasie pracy kalorii i które to oficjalne zarobki były by im odebrane na zaległe opłaty.
W dzisiejszej audycji radiowej upatrywano przyczyn życia w nędzy pracowników byłych PGR-ów w tym, że ludzie ci nie potrafią odnaleźć się w dzisiejszej rzeczywistości, że w PRL-u żyli biednie, ale mieli poczucie bezpieczeństwa, a dziś są w stanie inercji, nie potrafią zadbać o zmianę swego losu. Takie przedstawianie problemu ludzi bezrobotnych jest dla mnie bezdusznym traktowaniem ludzi, może prostych, może niezaradnych, jako nic nieznaczących śmieci, które tylko przeszkadzają, zakłócają spokój sumień i psują krajobraz społeczny. Mam nawet wrażenie, że chyba najchętniej pozbyto, by się ich w sposób fizyczny. Prawdą jest, że nieszczęście pracowników PGR-w i ich rodzin ma swe źródło w bezsensownym systemie stworzonym za czasów komuny. Jednak zbyt łatwo po istnieniu 8 lat demokratycznego ustroju usprawiedliwia się nędzę swych współobywateli tylko winami PRL-u. Oczywiście nie jest winą dzisiejszego systemu i dzisiejszego państwa to, że zlikwidowano nieefektywne PGR-y i ludzie pracujący w nich stracili pracę, ale winą dzisiejszego systemu i dzisiejszego państwa jest to, że rynek pracy ich nie wchłonął, że państwo pozostawiło ich samym sobie.
Wbrew twierdzeniom niektórych osób, które zaliczają siebie do elit, przeciętni Polacy nie są wrogo nastawieni, nie występują przeciw elitom, przeciw autorytetom i przeciw ludziom bogatym. Przeciętnym Polakom nie chodzi o to, by nikt nie wyrastał ponad przeciętność, chodzi im o to, by nie było w Polsce ludzi wyrzuconych za nawias społecznej wspólnoty, ludzi „zatopionych”.



Na bezrobociu, sierpień 1997 r.

O sposobach myślenia kadry menedżerskiej i urzędniczej.

Tak właściwie w przedsiębiorstwach, w urzędach uznaje się dzisiaj tylko studia na kierunkach prawniczych, prawniczo- administracyjnych, ekonomicznych i na coraz to modniejszym kierunku: zarządzania i marketingu. .Zupełnie ignoruje się i lekceważy absolwentów studiów politechnicznych. Tak jakby myślenie było przypisane tylko do niektórych kategorii absolwentów. Hermetyczny establishment urzędniczo- polityczny z poczuciem wyższości odnosi się do tych absolwentów, nie dowierzając, by mogli oni myśleć w kategoriach ogólnych, humanistycznych, by dostrzegali problemy człowieka i współczesnego świata. Nastała nawet moda na chwalenie się ignorancją w dziedzinach matematyczno – fizycznych i brakiem umiejętności myślenia ścisłego. Przedstawia się to, jako zaletę, jako korzystny brak obciążenia dla myślenia humanistycznego, tak jakby jedno myślenie wykluczało drugie. Nawet w mieście, w którym miejscowa politechnika jest w ogólnopolskich rankingach wartości szkół wyższych lepiej oceniana od miejscowego uniwersytetu urzędnicy i menedżerowie z podejrzliwością, z poczuciem wyższości i z butą odnoszą się do absolwentów studiów technicznych zupełnie odbierając im szansę na dostosowanie do wymogów konkretnego miejsca pracy, wolą przyjąć osobę ze średnim wykształceniem kierunkowym niż absolwentów politechniki.
Owczy pęd i zachłyśniecie się kapitalizmem, wolnym rynkiem, handlem, reklamą, sektorem finansowym i zarządzaniem powoduje, że produkcja, technika technologie, które przecież decydują o jakości egzystencji ludzi i społeczeństw są dziś traktowane jako balast.



Na bezrobociu, sierpień 1997 r.
O upokorzeniu i braku pokory.

Trzeba mieć w sobie dużo pokory, aby nie czuć się upokorzonym brakiem pracy, brakiem pieniędzy, biedą. Ja niestety nie mam w sobie tyle siły ducha, tyle stoickiego spokoju, by spoglądać z dystansem na to co dzieje się w Polsce, by znosić to cierpliwie, bez buntu, bez poczucia upokorzenia, by spoglądać na to co dzieje się dookoła mnie, z perspektywy jaką proponują mądrzy ludzie Wschodu.



Na bezrobociu, sierpień 1997 r.

O poglądach Korwina Mikke i działaczach Unii Polityki Realnej.

Teorie Mikke są tak samo utopijne jak teorie Marksa. Jego pomysły i teorie nie uwzględniają tego, że w naturze ludzkiej tkwią obok dobrych cech także te złe, egoizm, próżność, chytrość, chęć dominowania. Mam wrażenie, że wprowadzenie jego teorii w życie nie tylko by te negatywne cechy utrwaliło, ale prowadziłoby do ich pogłębienia. Okresy niewolnictwa to też przecież wolność rynkowa, niedemokratyczna gra sił, wykorzystywanie jednych przez drugich, słabszych przez silniejszych, prostolinijnych przez cwańszych itd. Ludzie od zarania dziejów organizowali się w grupy, we wspólnoty, po to, by było im łatwiej żyć i po to, by się wzajemnie wspierać, by wykorzystywać różne talenty i umiejętności poszczególnych swych członków, by silniejsi bronili słabszych, by sprytniejsi, inteligentniejsi opiekowali się mniej zaradnymi itd. Kształtowały się coraz to doskonalsze organizacje, coraz to doskonalsze demokracje. Społeczeństwa coraz bardziej się integrowały Tworzono też coraz to nowe normy postępowania i współżycia. Oczywiście z czasem to tworzenie norm poczęło przybierać coraz bardziej drastyczne, skrajne formy, zabierające coraz to więcej wolności jednostkom. Tak jak we wszystkich dziedzinach życia potrzebne jest zachowanie równowagi. Żadne przerosty, żadne skrajności nie prowadzą do dobrego Doktryny głoszące skrajne tezy, zawierające skrajne, a przy tym „czyste, przejrzyste” i uproszczone poglądy są chwytliwe. Również hasła gospodarki rynkowej i liberalnej nie powinny stawać się fetyszami, zaklęciami, nie powinny stawać się doktryną.
I ci, którzy chcieliby zbyt drastycznego ograniczenia wolności jednostek w imię dobra wspólnoty i ci, co chcieliby prawie zupełnego wycofania się państwa z życia społecznego i pozostawienia społeczeństwa swobodnej grze, swobodnym relacjom między jednostkami (cofnięcia się do przed państwowych relacji lub utrwalenie stosunków panujących w państwie kastowym) głoszą niebezpieczne dla społeczeństwa hasła.
Mikke głosi: żadnej pomocy, żadnych podatków, żadnych zasiłków, żadnych obciążeń gospodarki. Myślenie takie może było dobre dawno temu, gdy rozwój gospodarek powodował szybkie wchłanianie do niej ludzi. Dziś przy szybkim rozwoju technicznym i technologicznym, przy automatyzacji, racjonalizacji i porządkowaniu organizacji pracy, przy zwiększaniu się wydajności pracy, nawet przy zwiększaniu się produktu globalnego i zwiększaniu się sfery usług, duża część społeczeństwa musi pozostać bez pracy lub znaleźć pracę w usługach lub administracji, również w takich usługach i takich miejscach administracji, które nie wnoszą wiele publicznego pożytku (bezrobocie ukryte). Czy bezrobotnych można traktować, jako bezproduktywny, bezużyteczny balast i pozwolić by byli oni wyrugowani ze społeczeństwa, by powoli umierali?
Przez wieki kształtowały się: poziom społecznego rozwoju, społecznego zorganizowania, kształtowały się charaktery ludzi i społeczeństw. O poziomie społecznego rozwoju świadczy między innymi poziom społecznej solidarności. Społeczeństwa nie godzą się na to, by stosunki społeczne były kształtowane przez prawa buszu, na prymitywne „ptasie” czy „gadzie” myślenie i relacje, gdzie osobnicy silniejsi pożerają słabszych. Czy o rozwoju społecznym decydują wyłącznie wskaźniki produktu globalnego, średnie dochody jednostek? Czy w naszym myśleniu nie powinny pojawić się inne wskaźniki rozwoju, stanu społecznej kondycji? Czy procent, liczba osób pozostających na społecznym marginesie, żyjących w nędzy, pozostających bez środków do życia, liczba ludzi chorych, liczba ludzi bezdomnych, wysokość najniższych pensji itd. nie są prawdziwymi, najważniejszymi wskaźnikami na podstawie, których można oceniać poziom społecznego rozwoju? Jeśli ludzkość pretenduje do tego, by wyróżniać się ze świata zwierząt, to powinniśmy pozbywać się swoich egoizmów, powinniśmy rozwijać w sobie takie cechy jak współczucie, społeczną solidarność itp. Jeśli komuś nie odpowiada życie stadne, może przenieść się przecież w odludne miejsce i żyć samemu, bez wspierania innych ale i bez korzystania z pomocy innych i bez korzystania z dorobku wspólnoty, choćby w postaci infrastruktury państwa.
Poglądy Korwina Mikke są tylko pozornie logiczne, są bardzo uproszczone, jednostronne, wycinkowe, nie uwzględniają całej złożoności funkcjonowania gospodarki i życia społecznego. Obejmują tylko jedną dziedzinę gospodarki, jaką są podatki i to w sposób bardzo powierzchowny. Zadufanie, wiara w nieomylność, w jedynie słuszne poglądy działaczy Unii Polityki Realnej są chorobliwe, są przejawami myślenia doktrynalnego, ideologicznego.
 Mikke nie potrafi wyjść z ograniczeń perspektywy pojedynczego gospodarczego gracza. Gdyby uwolnił się od wąskiej i bliskiej perspektywy i zobaczył problemy w perspektywie szerszej i dalszej, to w wielu przypadkach, dostrzegłby, że jego widzenie było ograniczone.



Styczeń 2005


Korwin Mikke to zarozumiały, kabotyn, pozer, cynik z poczuciem wyższości, uważający siebie za wybitnie inteligentnego osobnika. Szowinista męski i ideowy, totalnie liberalny gospodarczo i zachowawczy ideowo, konserwujący mentalność kastową, z prawie zerowymi współodczuwaniem i spolegliwością.




Potrzebny są umiar i rozwaga.


Czy samoregulacja rynku i życia społecznego wystarczy do etycznego i efektywnego funkcjonowania państwa i społeczeństwa? Chęć wpływania jednostek, grup na zorganizowanie życia społeczno- gospodarczego jest tak stara jak to społeczne zorganizowanie. Naturalnym procesom organizowania się społeczności towarzyszą naturalne chęci i procesy wpływania na nie osób i grup. Również organizowanie się społeczeństw w państwa, wyłanianie różnymi drogami osób zarządzających tymi państwami i wpływanie rządzących na państwa i pośrednio na społeczeństwa, to naturalne, historyczne procesy. W demokracjach społeczeństwa wybierają kompetentne władze, by poprzez nie mieć wpływ na to co dzieje się w państwie. Dlatego pewien wyważony, kontrolowany wpływ rządzących na procesy zachodzące w państwie jest naturalnym i pożądanym stanem rzeczy.
Dlatego głosy skrajnie liberalne, by państwo całkiem wycofywało się z życia społecznego, z życia swych obywateli, by wolny rynek i wolna gra osób i grup same regulowały społecznymi relacjami są zaprzeczeniem tych naturalnych tendencji i potrzeb, przynajmniej w obecnej fazie społecznego rozwoju. Choćby działanie grup przestępczych wpływających na rynek z pozycji brudnej siły, poprzez zastraszanie i fizyczne eliminowanie przeciwników, oszustwa, lichwa, ale też inne może mniej drastyczne patologie wymagają przeciwstawienia się państwa. Dlaczego państwo nie miałoby bronić swych obywateli, dlaczego miałoby pozostawiać grę innym mniej zorganizowanym i słabszym podmiotom? Dlatego głosy skrajnie liberalne, by państwo całkiem wycofało się z życia społecznego, z życia swych obywateli, by wolny rynek i wolna gra osób i grup same regulowały społecznymi relacjami są zaprzeczeniem tych naturalnych tendencji i potrzeb. Państwo, jako forma organizacji społeczeństwa nie jest jeszcze niepotrzebnym przeżytkiem. Oczywiście, zbytnie ingerowanie państwa w życie nie tylko pojedynczych osób, ale i w funkcjonowanie grup i społeczności, a zwłaszcza narzucanie siłą ustroju i praw jest szkodliwe i niemoralne. Odczuliśmy to zresztą drastycznie na „własnej skórze” żyjąc w PRL-u. Oczywiście państwo, jako gracz najsilniejszy, dysponujący największymi możliwościami, największymi aparatami kontroli i przymusu powinno zachować szczególną ostrożność i umiar w tej grze, powinno stale samo ograniczać się. Ale nawet w państwach rozwiniętych, bogatych, dobrze zorganizowanych istnieją różnego rodzaju zakazy i ograniczenia.
Rządzący dzisiaj Polską działają tak jakby obawiali się, że zelżenie liberalnych, ale też trudnych warunków gospodarowania i wprowadzenie więcej społecznego solidaryzmu oznaczałoby powrót do skompromitowanego ustroju „społecznej sprawiedliwości”, do komunizmu.


Normal style='text-align:justify'> 



Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.

Dobrze, gdy w dyskusjach, z poziomu analiz staramy się przejść od czasu do czasu na poziom ogólności, syntezy. Trudno dyskutuje się z osobami, które zamykają się w swoich myślowych światach, czasami bardzo hermetycznie, które traktują swoje myślenie, poglądy i wyznawane wartości i ich hierarchię za jedynie słuszne, jedynie możliwe.