Notatki: 1987 – 1988
Cud
świadomości człowieka. f
Listopad 1987 r.
Ludzkie
wspólnoty
W wiosce, małym
mieście, wspólnota budowana jest na zasadzie zażyłości, podobieństw losów itp.
Wspólnota taka jest w dużej mierze wspólnotą zamkniętą na inności. W wielkich
miastach wspólnota jest budowana na zasadzie otwartości na inności. Bogactwo
kultur, upodobań nie ogranicza, nie antagonizuje, ale wzbogaca jednostki. W
samotni, na odludziu człowiek jest wolny, niezależny od innych, ale nie może
realizować się, jako jednostka społeczna. W dużych skupiskach pomimo mnogości
osób, pomimo różnorakich powiązań jednostka może być również wolna,
autonomiczna, a to dzięki jej anonimowości w tłumie i przede wszystkim dzięki
tolerancji, która idzie w parze z rozwojem kulturowym i cywilizacyjnym dużych
miast. Tęsknimy przemiennie za spokojnym życiem w małej zbiorowości, w której
wszyscy się znają, w której poczulibyśmy się bezpiecznie, w której znalibyśmy
swoje miejsce i swoją rolę i w której wiedzielibyśmy, czego możemy spodziewać
się po innych współmieszkańcach i za życiem w wielkim mieście, w którym
moglibyśmy korzystać z cywilizacyjnych zdobyczy. W dużym mieście też można
poczuć się dobrze, można znaleźć bezpieczną niszę. Możemy czuć się dobrze,
bezpiecznie w grupie wybranych, zaprzyjaźnionych osób, a jednocześnie możemy
czerpać z życia miasta bogatego społecznie i kulturowo.
O globalnej
wiosce.
Współczesnego
człowieka coraz mniej determinuje przywiązanie do określonej społeczności,
nacji, do określonego obszaru. Świat staje się coraz „mniejszy”. Idee
przenikają na falach eteru. Ludzkość ma coraz więcej wspólnych celów,
społeczeństwa poznają się nawzajem. Człowiek przekonuje się, że natura ludzka
jest jedna, wspólna wszystkim rasom, nacjom, wyznawcom religii. Rozwój
świadomości jednostek i społeczeństw, rozwój komunikacji sprawia, że ludzie
integrują się w coraz większe społeczności. Może przyjdzie moment, gdy cała
ludzkość na Ziemi będzie stanowiła jedno państwo, a przynajmniej federację
większych organizmów. Na pewno będzie się dokonywać jeszcze większa integracja
w sferach nauki, kultury, sztuki, filozofii itd. Już dziś ważniejsze od
powiązań krwi stają się powiązania w sferze ducha, w sferze kultury. Ważniejszy
staje się człowiek–osoba o określonym systemie wartości niż człowiek– członek
np. określonej nacji, czy człowiek– wyznawca określonej religii. Choć człowiek
pozostanie istotą społeczną realizującą się w społeczności, w rodzinie, to
jednak ma on coraz więcej swobody w wyborach swoich życiowych celów, w doborze
miejsca zamieszkania, w doborze grup i społeczności, wśród których chce żyć.
Jest to na razie początek procesu, który w dużej mierze realizuje się już w
państwach ucywilizowanych nowocześnie. Upłynie jeszcze mnóstwo czasu, aż cała
ludzkość dojrzeje do takich wizji, do takich zachowań. Niemniej już dziś
świadomość całej społeczności Ziemi (reprezentowanej przez najbardziej światłe
i otwarte umysły) o ludzkiej naturze, o świecie jest coraz bogatsza i
wszechstronna.
Listopad
1987 r
Przekornie
o roli słów, znaczeniu czytania i o deklaracji miłości do całego świata.
(Po dzisiejszych, butnych telewizyjnych wypowiedziach i deklaracjach.)
Przekornie o roli słów.
Dawniej nie
potrzeba było zbyt dużej ilości słów, często wypowiadanych, by być i czuć się z
kimś blisko, bezpiecznie. Słowa miały swoją wagę i wystarczały na długo. Można
było być pewnym stałości uczuć i związków. Dzisiaj jest tyle zagrożeń. tyle
niestabilności, układy zmieniają się tak często, że istnieje potrzeba ciągłego
przypominania, ciągłego odnawiania relacji, a i tak nie można całkowicie
wyeliminować niepewności. Nie jest się pewnym siebie ani innych. Lawiną słów
chce się tworzyć rzeczywistość, budować, wymuszać więzi. Oczywiście nie można
niedoceniać słów, słowa liczyły się zawsze, waga ich jest i była zawsze wielka,
bez nich trudno jest cokolwiek budować, trudno jest też budować zaufanie. Ale
dzisiaj słów jest chyba za wiele. Zatracają one swoją moc, swoje znaczenie.
O deklaracjach miłości do całego świata.
Czy stwierdzenie,
że kochamy cały świat, wszystkich ludzi nie jest stwierdzeniem mocno
przesadzonym? Trzeba docenić intencję wypowiadających takie słowa. Są one dla
nich drogowskazem, drogą, po której chcą kroczyć. Niemniej są one tylko
nieweryfikowalną deklaracją. Czy nie przypisujemy sobie na wyrost gotowości do
miłości wszystkich? Czy nie jest w tym dużo pychy i zarozumialstwa? Czy stać
nas na bezwzględne poświęcenie i przebaczenie, które są miarami miłości? Czy
stać nas na tak wielkie poświęcenia dla innych, jakie jest udziałem np. Matki
Teresy, czy osób zajmujących się niepełnosprawnymi, upośledzonymi? Czy mamy
prawo się z nimi porównywać? Czy nie wystarczy poprzestać na stwierdzeniu, że
staramy się być wobec innych tolerancyjni, życzliwi, nie zawistni, pomocni? Jak
wygląda w świetle tych górnolotnych deklaracji nasze codzienne współżycie z
bliźnimi? Jak wygląda nasz stosunek do ludzi starych, ułomnych, do ich upodobań
i przyzwyczajeń, jak wygląda nasza gotowość do dzielenia się z nimi ich
troskami, radościami? Czy potrafimy życzliwie i cierpliwie wysłuchiwać ich
wspomnień? Czy nie zapominamy o tych, których już nie ma, czy potrafimy docenić
ich dokonania, życzliwie spojrzeć na ich życie? Jak często chcemy się podzielić
z innymi tym co jest dla nas drogie, wartościowe?
Przekornie o znaczeniu czytania.
Mamy dziś dość
często do czynienia z intelektualną pychą, intelektualnym pozerstwem. Jeśli
oczytanie, erudycja prowadzi tylko do doskonałej elokwencji i nie towarzyszy
temu proces otwierania się na ludzi, istoty żywe i świat w ogóle, to jest to
rozwój ograniczony, jeśli prowadzi do wykształcenia cynizmu, poczucia własnej
wyższości i drwin z tzw. maluczkich to jest to proces szkodliwy. Traktowanie
wszystkich tych, którzy nie mają perfekcyjnej, zupełnej, szczegółowej, drobiazgowej,
faktograficznej wiedzy, którą można zdobyć tylko poprzez czytanie wszystkich
modnych książek i oglądanie będących na topie filmów, jako osób prymitywnych i
ułomnych jest wyrazem pychy. Ciekawe, czy ci perfekcyjni w swym mniemaniu
jajogłowi są w stanie rozróżnić rosnące na polu kartofle od buraków, czy są w
stanie odczuwać świat w inny sposób niż tylko poprzez czytanie i oglądanie
filmów, czy mają w sobie, choć trochę wdzięczności dla osób ciężko pracujących,
wytwarzających materialne dobra, z których korzystają na co dzień? Jeśli
czytanie, oglądanie są traktowane, jako źródła wiedzy o świecie, o życiu, o
zachodzących relacjach międzyludzkich, źródła wiedzy psychologicznej,
filozoficznej, socjologicznej, praktycznej, jako środki do rozwijania osobowości,
to spełniają niezwykle pozytywną, wręcz wzniosłą rolę, i są powodem do dumy.
Jeśli jednak mają stanowić tylko powód do pychy i zarozumialstwa, jeśli nie
towarzyszy im elastyczność myślenia i umiejętność współżycia, to lepiej być
nieoświeconym i „głupim”. Lepiej mieć do czynienia z nieporadnymi, prostymi
ludźmi niż z osobami oświeconymi, próżnymi, zaliczającymi siebie do elity, a
faktycznie poddającym się groźnym schematom myślenia. Wspaniały wynalazek ludzi
polegający na przekazywaniu faktów, myśli, nastrojów, idei itd. w postaci
doskonałego zapisu graficznego, jakim jest pismo ma już tysiące lat tradycji i
jest wyrazem ludzkiego geniuszu i jeszcze długo pozostanie na usługach nas
ludzi, ale dziś już nie tylko czytanie jest pomocne do intelektualnego i
duchowego ubogacania. Człowiek wymyślił inne równie wspaniałe pomoce. Dziś
nawet kilkuset tysięczne serie książek i gazet nie docierają do tylu odbiorców,
co przekaz radiowy i telewizyjny
Luty 1988 r
Próba
uchwycenia podobieństw i różnic między mędrcami Wschodu i Zachodu.
Twórcy,
filozofowie Zachodu opierają się na rozumowaniu, na logice, związanych z pracą
mózgu, który jest naszym wyróżnikiem w przyrodzie, uważają, że duchowość
wynika, czy opiera się w dużej części na rozumowaniu, nawet, jeśli chcą
zjednoczyć się ze światem, być z nim „jednią”, dochodzą do tego używając
rozumu, czerpiąc z dorobku intelektualnego świata ludzi, z doświadczeń innych
osób. Mędrcy Wschodu, opierają się na czymś, co trudno nazwać, co umyka logice,
na procesach poza rozumowych, na „świadomości” nie do końca dającej się opisać,
zwerbalizować, na jaźni i współodczuwaniu świata takim, jakim jest, na
czerpaniu zadowolenia, radości z tego, co jest i jakim się jest, nie ma dla
nich spraw bardziej lub mniej ważnych, należy przyjmować życie na bieżąco takim,
jakim jest? Opierają się na mistycyzmie, na duchowości czerpanej z zewnątrz, z
kosmosu „całym sobą”. Świadomość jest dla nich zupełnie czymś innym niż rozum,
logika?
Jedni i drudzy
mają wizje osiągnięcia pełnego człowieczeństwa? Różnice polegają na drogach
dochodzenia do tego stanu? Wg mędrca Wschodu wiedza, nauka, osiągnięcia
cywilizacyjne są zbędnym balastem, okrężną drogą do celu? Intelektualista
Zachodu uważa, że wiedza, cywilizacja, pomagają, są drogami, prowadzącymi do
osiągnięcia celu, jakim jest człowiek żyjący w harmonii ze światem a człowiek
nie może przeskoczyć etapów swego wewnętrznego rozwoju. Jest skłonny przyznać
większe znaczenie w dochodzeniu do harmonii poprzez naukę sztukę, literaturę,
przypisuje większe znaczenie cywilizacyjnemu rozwojowi w kształtowaniu
człowieka pełnego, otwartego, nie lekceważąc groźby ulegania stereotypom,
przypisuje większe znaczenie kształtowaniu swego człowieczego świata przez
samych ludzi? Mędrzec Wschodu przypisuje większe znaczenie oddziaływaniu świata
na człowieka, na chłonięcie świata, przypisuje większe znaczenie intuicji,
medytacji, „uważności”?
Myślę, że
człowiek odbiera świat zarówno przez rozum jak i przez transcendentne odczuwanie
i trudno jest zarysować między nimi granicę. Przypuszczalnie ich różnice
poglądów są w pewnej mierze pozorne. Każdy z nich uważa, że człowiek tylko sam,
przez swoje samodzielne wybory może dojść do harmonii, stać się w pełni
człowiekiem zjednoczonym z naturą, ze światem a autorytety, kultura, sztuka,
literatura mogą tylko służyć mu pomocą a każde automatyczne identyfikowanie się
z tradycją, autorytetami, ideami czyni człowieka maszyną?
Mędrcy, w tym Budda należeli do elity, do ówczesnego establishmentu, nie
musieli się troszczyć o byt materialny, nie mieli typowych dla przeciętnych
ludzi codziennych trosk, dlatego mogli poddawać się zadumom nad istotą świata i
nad sposobami jego odbierania i przeżywania, transcendentnym uniesieniom,
zwykłym ludziom, również tym z Dalekiego Wschodu codzienne troski i tocząca się
na bieżąco powszednia krzątanina wypełnia życie i to one są rodzajem stapiania
się ze światem w „jedno”.
Czy myślenie,
że jesteśmy tylko cząstką kosmicznej materii, kosmicznego pyłu i nie różnimy
się od zwierząt, roślin, przedmiotów, materii, czy ograniczanie, wyciszanie,
eliminowanie naszego „ego” prowadzi rzeczywiście pojedynczego człowieka i
zbiorowość ludzką do szczęścia? Czy nie prowadziłoby zbiorowość ludzką do
stagnacji, do nie-rozwoju? Czy uświadamianie sobie jedności ze światem można
pogodzić z własnym „ja”, z dążeniem do jego zaspakajania? Czy bez dążenia
człowieka do zaspakajania swego” ego” możliwy byłby rozwój cywilizacyjny,
również rozwój intelektualny i rozwój świadomości? Czy ten rozwój ludzkości, a
przez niego również rozwój poszczególnych ludzi nie jest wartością pozytywną,
czy jest w sprzeczności ze światem, z kosmosem? Jeśli rozwój jest to jest,
jeśli by go nie było, to by go nie było-
czy takie podejście jest konieczne do wewnętrznego uspokojenia i wewnętrznej
harmonii człowieka? Człowiek otwarty, nieulegający ideologiom, tradycjom,
iluzjom nie oznacza człowieka wyizolowanego ze społeczeństwa, myślowy
indywidualizm nie musi przeszkadzać mu w tworzeniu więzi z innymi, w odczuwaniu
z nimi bliskości.
Świadomość
powstaje dzięki rozumowaniu, analizowaniu?. Człowiek powinien udoskonalać się,
nie może przeskoczyć etapów swego rozwoju, nie może od razu stać się podobnym
do Boga. Dopiero po etapach, w których dokonuje analizy świata, życia może
nastąpić próba syntezy, uogólnienia. Czy cywilizacja Zachodu oparta na
dochodzeniu prawd przez rozumowanie, filozofowanie, analizowanie jest
zaprzeczeniem mądrości Wschodu opartej na medytacji, na próbie syntezy
dokonywanej na skróty? Czy mędrcy Wschodu nie są ludźmi o bogatej umysłowości i
nie są siłą rzeczy filozofami?
Luty 1988 r.
Pochwała
umiaru i zdrowego rozsądku.
Człowiek z dużą
wiedzą, kulturą tzw. człowiek cywilizowany, nawet, jeśli ulega pewnym ideom nie
staje się fanatykiem, zachowuje zdrowy rozsądek, jest tolerancyjny wobec
inaczej myślących. Jest na pewno bardziej „człowieczym” od człowieka
prymitywnego, „pierwotnego”. Postęp cywilizacyjny jest budowany również na
takich cechach ludzi jak ambicja, chęć przodowania, chęć posiadania, chęć bycia
docenionym itp., cech tych nie można potępić i należy je traktować, jako cechy
normalne, naturalne i pozytywne. Wszystko musi być jednak wyważone i żadna
cecha nie może być doprowadzona do absurdalnych rozmiarów. Należy wystrzegać
się przerostów zagrażających innym i nam samym.
Bądźmy dobrzy i
kierujmy się zawsze zdrowym rozsądkiem— może to jedyny pewnik, który się liczy,
który łączy przesłania różnych mędrców, z różnych kultur i z różnych religii.
Luty 1988 r
Chrześcijaństwo
a buddyzm.
Drogi
wyznaczane przez obie religie są podobne pomimo zupełnie różnych celów, do
których wg nich człowiek ma podążać. Celem wyznaczonym człowiekowi przez
chrześcijaństwo jest jego zbawienie, życie wieczne w zjednoczeniu z Bogiem.
Celem człowieka wg buddyzmu jest osiągnięcie stanu nirwany, wtopienie się w
naturę. Drogi dochodzenia do tak wyznaczonych celów, etapy wzrastania,
pogłębiania samoświadomości są chyba zbieżne. Może rozwój człowieka podąża
zawsze tą samą drogą, niezależnie od stawianych celów. Może cele są tylko
pomocami, projekcjami ludzkiego umysłu ułatwiającymi przeżycie,
przyśpieszającymi jego duchowy rozwój.
Luty 1988 r.
O buntowaniu
się, o pokorze. Trochę o filozofii Wschodu.
Faza buntu jest
człowiekowi potrzebna do odczucia swej odrębności, swej wartości. Jest to krok
do przodu, wyjście z fazy bierności, krok w kierunku poznania świata, krok na
drodze samorozwoju. Bunt, negacja wobec zastanych schematów myślowych, wobec
tradycji jest krokiem twórczym, krokiem do szukania nowych rozwiązań, nowych
sposobów myślenia, wartościowania. Wśród tych nowych rozwiązań znajdą się
rozwiązania lepsze od dotychczasowych, odkrywcze, poszerzające horyzonty.
Dzięki temu następuje rozwój jednostek i rozwój rodzaju ludzkiego. Bunt jest
fazą przejściową do fazy wewnętrznego uspokojenia, do fazy przyjmowania świata
takim, jakim jest, do tworzenia (jak głoszą mędrcy Wschodu) ze światem jedni.
Bunt jest fazą twórczości, wewnętrzne uspokojenie jest fazą mądrości.
Wewnętrzny spokój mędrca jest podobny do wewnętrznego spokoju człowieka
prostego. Jest pogodzeniem się z tym, co jest. Ziemskie idee, ideologie dają
szczęście ich wyznawcom, zwłaszcza tym ortodoksyjnym, wyznawcom, których
świadomość świata jest ciasna, ograniczona. Mędrcy Wschodu uczą, by człowiek
starał się wyjść poza ziemskie idee, by ideę jedności ze światem przyjąć, jako
ideę, która jest ponad wszystkie inne idee przyziemne. Tych spośród rodzaju
ludzkiego, którzy osiągnęli całkowitą jednię ze światem, całkowite uspokojenie
po przebyciu długiej drogi szukania i poznawania jest niewielu. Domeną twórców
jest bunt, kontestacja, niezgoda na istniejący świat, na zastaną rzeczywistość,
na aktualny stan ducha człowieka itd. itd., próba znalezienia sensu świata,
sensu istnienia. Domeną mędrców Wschodu jest akceptacja, jest pogodzenie,
pojednanie się ze światem, ze światem takim, jaki jest, z życiem takim, jakie
ono jest, jest dążenie do zjednania, zjednoczenia ze światem.
Twórcy dzielą
się na tych, którzy kontestując, buntując się jednocześnie wierzą, że świat i
człowieka można naprawić, ulepszyć i na tych, którzy kontestując, uważają, że
mają wpływ jedynie na siebie, na swój własny świat, natomiast świat, jako taki,
świat zewnętrzny jest, jaki jest i nie mają możliwości wpływania na niego, mogą
jedynie próbować go opisać, pomimo że jest to świat cierpienia, którego nie
można do końca zrozumieć i zaakceptować. Wybitni twórcy przechodzą chyba
stopniowo od fazy buntu, najintensywniejszego na początku ich twórczości do
fazy dojrzałego pogodzenia się ze światem. Bunt, szukanie nowego rozwija
jednostkę. Aby był on konstruktywny, wnoszący coś do wspólnoty ludzkiej nie
może jednak całkowicie ignorować dotychczasowych osiągnięć, dotychczasowej
drogi przebytej przez tą wspólnotę. Trudno, aby jednostka przebyła samodzielnie
od punktu zerowego taką drogę jaką przebyła cała wspólnota ludzka. Jednostka
twórcza musi być mądra mądrością całej wspólnoty, by mogła wnieść do jej
dorobku odrobinę nowego, odkrywczego.
Marzec 1988 r.
Cud
świadomości człowieka.
Cud świadomości
człowieka jest jednocześnie jego nobilitacją w świecie materii, w świecie istot
żywych i jego przekleństwem, uświadomieniem jego małości i bezradności wobec
świata?
Czy mądrość
mędrców Wschodu nie jest świadomą ucieczką w prostotę, w zwierzęcość, w
kamienistość, wodnistość, w nicość? Czy człowiek (ludzkość) może zaznać
ukojenia w uspokojeniu, w zjednoczeniu się z naturą, czy może w tworzeniu,
szukaniu? Czy można pogodzić jedno i drugie? Czy oba stany ducha mogą
występować jednocześnie? Czy pokora wobec świata, wobec rzeczywistości może
występować w parze z tworzeniem nowego, z rozwojem nauki, myśli, systemów
wartości?
Bunt, domena
młodości, połączony z szukaniem nowego rozwija jednostkę, ale paradoksalnie
wtedy, gdy jest on buntem wyważonym, kontrolowanym, gdy jest w nim miejsce na
refleksję, gdy jest w nim jednocześnie miejsce na dumę i na pokorę. Gdy
przeważy pycha, będzie on pewnie buntem jałowym a nawet destrukcyjnym i
niebezpiecznym. Właściwie we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia wyważenie,
kompromis są warunkami zaistnienia pozytywu, dobra, warunkami harmonijnego
rozwoju. Zasada „złotego środka” została już dawno odkryta. Sama pokora wobec
świata nie popychałaby ludzkości do rozwoju, doprowadziłaby do zastoju. Pycha
bez pokory doprowadziłaby do kataklizmu. Pycha bez pokory wobec dotychczasowych
osiągnięć prowadzi do nikąd, nie rozwija, zaprzepaszcza te osiągnięcia. Wzrastanie następuje poprzez równowagę.
„Wiem,
że nic nie wiem” – to zdanie Sokratesa wyraża pokorę i bunt
jednocześnie.
Bunt – bo nie ma w nim deklaracji identyfikacji i lojalności z
jakąś ideą, religią, z systemem zapewniającym o takim a nie innym porządku
świata.
Pokorę – bo nie narzuca
własnej wizji porządku świata.
Marzec 1988 r.
Fascynacje ludzi
Zachodu religiami i prądami myślowymi Wschodu.
Szukamy jakichś
punktów zaczepienia, jakiegoś wytłumaczenia naszego istnienia, jakichś recept
na godne i ciekawe przeżywanie naszego pobytu na Ziemi, odtrutki na nasze
egzystencjalne frustracje, szukamy jakiejś religii, ideologii już istniejących
lub tworzymy nowe. Począwszy od lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych ludzie
„Zachodu” po znudzeniu się własną kulturą, po oddaleniu się lub porzuceniu
religii chrześcijańskich, dość licznie zaczęli fascynować się tajemniczymi
filozofiami, religiami, kulturami, praktykami „Dalekiego Wschodu”. Powstawały
też liczne ruchy i sekty, w których można było znaleźć wpływy różnych religii,
ideologii zmieszane z nowymi prądami myślowymi. Od śmieszności i pogardy, jakie
wywoływały dawniej w nas ludziach europejskiego kręgu kulturowego kultury i
zachowania ludów z odległych stron globu przeszliśmy do bezkrytycznego,
nabożnego nimi zachwytu. Pozytywnemu porzucaniu europocentryzmu, otwieraniu się
na świat, przyjęciu do swego myślenia faktu, że inne cywilizacje, kultury są
równie ważne, towarzyszyło często „zachłystywanie się” innościami. Następowało
odkrywanie i fascynacja metodami relaksacji fizycznej i duchowej pochodzącymi z
kultur „Wschodu”. Wzbogaciły one niewątpliwie metody i techniki wypracowane i
stosowane na „Zachodzie”. Chyba jednak nie trzeba ich traktować, jako metod
cudownych, kosmicznych, nadprzyrodzonych, tajemnych, ale jako sposoby
równoważne tym stosowanym do tej pory w naszym kręgu cywilizacyjnym. Można
znakomicie zrelaksować się uprawiając jogę i uprawiając sporty „zachodnie”.
Medytować można powtarzając mantry i odmawiając różaniec.
Nie da się
niestety żyć samymi medytacjami czy modlitwami, przeżywać świat wyłącznie w
sposób duchowy. Człowiek jest istotą duchową i materialną. Tak jak zakonnicy,
księża wyznań chrześcijańskich nie mogliby żyć bez wsparcia materialnego
(opodatkowania się) społeczeństw, wśród których żyją, tak samo np. mnisi
buddyjscy i jacykolwiek inni nie mogą żyć bez wsparcia swoich społeczności.
Potrzebna jest równowaga. Potrzebni są przewodnicy duchowi, potrzebni są też ci,
którzy tworzą dobra materialne. W dzisiejszym skomercjalizowanym świecie liczne
rzesze osób wrażliwych łakną przeżyć duchowych, pragną znaleźć się w grupach,
wspólnotach osób, dla których dobra materialne nie są w życiu ważne, których
przeraża bezkompromisowy wyścig po materialne dobra. Jak znaleźć kompromis
między pragnieniem życia duchowego i koniecznością zajmowania się
egzystencjalną codziennością?
Marzec 1988 r.
Religia jest
sposobem spełnienia transcendentnych tęsknot, pokonania ziemskiej
ograniczoności człowieka. Czy buddyzm jest lepszym od innych sposobem, bo
bardziej odpowiadającym współczesnemu człowiekowi?
Buddyzm stał
się bardzo popularny w kręgach Zachodu, wśród osób i grup kontestujących
kulturę religijną Zachodu, chcących się uwolnić od według nich nieracjonalnych,
wydumanych i ograniczających wierzeń i wartości. Wielkie zainteresowanie ludzi
Zachodu religiami i filozofiami Wschodu, zwłaszcza buddyzmem nie dziwi. Buddyzm
wydaje się religią ciekawą, otwartą, z minimum doktryn, podpowiadającą jak
godnie przeżyć swoje życie w harmonii z otoczeniem i światem. Ale czy jednak
czy ludziom nie są potrzebne wierzenia, które razem z pierwiastkiem
transcendencji zawierają też nauki jak żyć i postępować w ziemskim bytowaniu, w
bardzo konkretnych międzyludzkich relacjach? Buddyzm, owszem nie jest religią
zbyt ingerującą w ziemskie, pełne znoju życie człowieka, jest sposobem
wyzwolenia i szukania szczęśliwości i uspokojenia bez odnoszenia się do Boga.
Jednak czy buddyzm spowodował, że społeczeństwa Dalekiego Wschodu stały się
lepszymi i szczęśliwszymi od społeczeństw Zachodu? Trudno jest ocenić komuś,
kto nigdy nie był na Dalekim Wschodzie, jakie jest jego skorelowanie z codzienną
ziemskim bytowaniem, z trudem codziennej ziemskiej krzątaniny, ale wiemy z
różnych przekazów, że okrucieństwo, przemoc zbrodnie występowały i występują w
tych krajach często i z wielkim nasileniu.
Człowiek jest
istotą duchową i społeczną.
Człowiek jest
istotą duchową, potrzebuje sfery ducha. Jest też istotą społeczną. Dlatego też
potrzebuje uczestnictwa w różnego rodzaju grupach, społecznościach, w których
mogłaby się jego sfera duchowości uzewnętrznić, potrzebuje współodczuwania,
wspólnego, wspólnotowego wspierania się. Ludzie należą do różnego rodzaju
kościołów, sekt, grup. Nie są ważne wielkości tych kościołów, sekt i grup.
Ważne, w jaki sposób oddziałują one na jednostki. Czy ich uczestnicy czerpią
więcej dobrego czy złego, czy podporządkowanie się nie powoduje
ubezwłasnowolnienia, zniewolenia? Niektóre osoby, które z różnych powodów
odrzucają uczestnictwo w tradycyjnych zbiorowościach duchowych funkcjonujących
w ich otoczeniu, w ich kręgu kulturowym, cywilizacyjnym, a które nadal potrzebują
sfery ducha, czasami świadomie, czasami podświadomie, próbują odnajdywać się w
innych duchowych zbiorowościach. Bardzo dużo ludzi, zwłaszcza młodych osób
kontestujących duchowość i sposób myślenia i życia społeczeństw Zachodu
zwróciło się ku duchowości Wschodu. Zafascynowały ich wschodnie religie,
systemy wierzeń, stosunek do świata, do człowieka, do życia. Odrzucając
tradycję, folklor, sposoby życia społeczności Zachodu odnajdywali się w innych
tradycjach, w innym folklorze, ale czasami też wpadali w kolejne pułapki.
Zrezygnowani stwierdzali, że i w innych kręgach kulturowych istnieje też wiele
stereotypów, uprzedzeń, ograniczeń wolności jednostek
Żadna z kultur
nie jest idealna, każda jest obarczona zarówno ludzkim geniuszem jak i ludzkimi
małościami. Dobrze, że mamy dziś coraz większy wybór form, w których możemy
rozwijać swoją duchowość. Każdy może odnaleźć to co najbardziej mu odpowiada.
Byleby fascynacje nowym były rozważne, byleby nie okazały się pułapką.
Marzec 1988r.
O postawach
wobec tradycji
Można wyróżnić trzy postawy ludzi:
Pierwsza (skrajna)
Ludzie
przyzwyczajają się, przywiązują do swych tradycji, wierzeń, idei, sposobów
życia i trwają w nich za wszelką cenę, bezkrytycznie, ortodoksyjnie, broniąc je
przed jakimikolwiek odstępstwami, modyfikacjami, a „odmieńców” traktując, jako
śmiertelnych wrogów.
Druga (skrajna)
Ludzie
porzucają wszelkie tradycje i dokonania swojej społeczności, swojego kręgu
kulturowego i fascynują się bezkrytycznie, bez opamiętania, nowo odkrywanymi
kulturami, religiami, ideami.
Trzecia (idealna)
Ludzie biorą ze
wszystkich kultur, z całego dorobku ludzkości wszystko, co najlepsze, co tworzy
świat lepszym, przyswajając też nowe pozytywne prądy i dokonania, bez względu
na to, w których miejscach globu powstały.
Marzec 1988 r
O rozwoju
społeczeństw.
Społeczeństwa
rozwinięte cywilizacyjnie szczycą się (słusznie) tym, że są tolerancyjne,
otwarte na ludzi z różnych nacji, o różnych kolorach skóry, o różnych
przekonaniach, orientacjach seksualnych itd. Oczywiście są to wartości godne
najwyższego szacunku. Niekiedy jednak daje się zauważyć, że uzasadniona duma z
przynależności do takiego społeczeństwa utrudnia wyważanie sądów o innych
społeczeństwach, które są zapóźnione, którym niedany był systematyczny rozwój.
Niekiedy osobom mieszkającym dzisiaj w takich rozwiniętych społecznościach
wydaje się, że te społeczności były takie zawsze. Zapomina się o tym, że
dzisiejsze systemy wartości ukształtowały się w długotrwałych procesach.
Stopniowo w czasie rozwoju cywilizacyjnego, uzyskiwania dobrobytu i poczucia
bezpieczeństwa, społeczeństwa te pozbywały się swoich kompleksów, swoich
frustracji, co sprzyjało tworzeniu się ducha tolerancji. Należy szanować
kulturę każdego kraju, każdej nacji. Dużo trudniej jest wykazać tolerancję,
cierpliwość w stosunku do społeczeństw zacofanych, o innych systemach wartości
niż wobec społeczeństw o podobnym stopniu rozwoju i podobnych systemach
wartości. Społeczeństwa zapóźnione należy traktować, jako obrazy społeczeństw
rozwiniętych, w ich wcześniejszych fazach rozwoju. Dlatego wobec nich, a może
szczególnie wobec nich, należy wykazać maksimum dobrej woli, chęci zrozumienia
i pomóc im w możliwie szybkim wyzwalaniu się z zacofania i doganianiu
najlepszych. Jest to trudne, ale konieczne. Obecnie, gdy społeczeństwa
nowoczesne dążą do integracji, do współpracy, w społeczeństwach zacofanych
zachodzą procesy odwrotne. Różne fobie: narodowe, religijne, rasowe, etniczne i
inne są źródłami nienawiści i waśni. Nie należy zapominać, że społeczeństwa
dzisiaj nowoczesne też kiedyś, w przeszłości „przerabiały” różnego rodzaju
fobie. Rozwoju świata i społeczeństw trudno zatrzymać. Kto wie, jakie
spojrzenie na dzisiejszy świat będą miały przyszłe pokolenia? Tak jak profesor
wyższej uczelni nie może oczekiwać od ucznia szkoły podstawowej, aby myślał
takimi samymi kategoriami jak on, tak samo społeczeństwa o wysokim rozwoju
cywilizacyjnym powinny być tolerancyjne wobec społeczeństw zapóźnionych, w
których funkcjonują archaiczne idee i sposoby myślenia. Ortodoksyjnych i często
niebezpiecznych fanatyków jakiejś idei czy religii powinno traktować się, jeśli
jest to możliwe i nie zagraża innym niewinnym osobom czy społecznościom raczej,
jako potencjalnych pacjentów z chorobą psychiczną, których trzeba wyleczyć, niż
jako śmiertelnych wrogów, przed którymi obrona miałaby polegać na ich
zniszczeniu.
Byłoby pięknie
gdyby geniusz ludzki i ludzka dobroć i solidarność zapanowały nad ludzkimi:
ciemnotą, zawiścią i nienawiścią, gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi mogli żyć w
godności i zaznawać szczęścia, gdybyśmy wszyscy zaczęli szanować ten pyłek w
kosmosie, jakim jest nasz glob.
Społeczeństwa
współczesne.
Społeczeństwa
współczesne najbardziej rozwinięte chyba już przekroczyły lub przekraczają
pewną barierę rozwoju. Analizując przeszłość, tradycję, biorą z nich tylko to,
co wydaje się dobre, korzystne dla współczesnego człowieka, odrzucają przesądy,
stereotypy, złe przyzwyczajenia, a przede wszystkim uzmysławiając sobie swoją
ograniczoność, omylność, nie ferują jednoznacznych sądów i wyroków. Są być może
mniej zaangażowane, mniej szczęśliwe, ale za to bardziej „człowiecze”. Nie
uszczęśliwiają na siłę. Starają się zdobyć szczęście swoje i innych w inny
sposób. To przekroczenie „bariery” dokonało się w dużej mierze dzięki
rozwinięciu się w niesamowicie szybkim tempie komunikacji między
społeczeństwami i między jednostkami. Zdobycze techniki, środki transportu,
prasa, telewizja, informatyka spowodowały, że człowiek w społeczeństwach
korzystających już z tych zdobyczy powszechnie, ma wiedzę o różnych religiach,
ideach, ideologiach, prądach, o różnych sposobach życia i myślenia prawie
wszystkich społeczności na Ziemi. Tak jak człowiekowi w społeczności zamkniętej
wydaje się, że istnieje tylko jedna słuszna religia, ideologia, tak człowiek w
społeczności „poinformowanej” może analizować różne idee. Korzysta też w dużym
stopniu z dorobku myślowego minionych epok, z dorobku wybitnych umysłów z
różnych epok i z różnych stron świata.
Rola, jaką
spełniają dzisiaj telewizja w przekazywaniu informacji, w edukacji społeczeństw
jest nieoceniona. Informacje docierają do mas. Dzięki dzisiejszej technice
społeczeństwa dowiadują się o sobie nawzajem. Ludzie przestają żyć utopiami,
przestają się poddawać wizjom doktrynerów, pozbywają się przesądów i uprzedzeń.
Oddziaływanie mediów może mieć i ma swoje negatywne strony. Epatowanie
przemocą, schlebianie gustom jak najszerszej rzeszy odbiorców, pogoń za tzw.
oglądalnością, lansowanie wzorców komercyjnych powodują wiele spustoszeń w
umysłach młodych osób, wiele patologii w życiu społeczeństw.
Kwiecień 1988 r.
Środowisko
człowieka.
Dobrze jest się
znaleźć w społeczeństwie, czy choćby w mniejszej społeczności, której rozwój,
ucywilizowanie są wysokie, która stymuluje nasz osobisty rozwój. Jeśli
znajdziemy się w środowisku, które odpowiada naszym poglądom, naszemu podejściu
do życia, nie musimy tracić czasu i energii na próby przeciwstawiania się
zjawiskom odpowiednim dla środowisk zacofanych, nienowoczesnych, które hołdują
innym niż nasze wartościom. W środowisku nam przyjaznym, czujemy się dobrze,
czujemy się docenieni, zrozumiani, wspierani, czujemy się bezpiecznie. Jeśli
jeszcze nie musimy borykać się z trudnościami finansowymi, to takie dopasowanie
jest psychicznym komfortem. Jeśli osoby otwarte na nowoczesność, otwarte na
inności i nowości, żyją w środowisku konserwatywnym, zacofanym, są narażone na
ciągłe frustracje, nieporozumienia, na ciągłe stresy. Nie jest ważne to, gdzie,
w jakim kraju się mieszka. Ważne, czy się dobrze w środowisku, w którym przebywamy
czujemy, czy jest szansa i czy jesteśmy w stanie w tym środowisku się odnaleźć
i się w nie wpisać.
Maj 1988 r.
O wychowaniu.
O równowadze między dawaniem a braniem.
W wychowaniu
dzieci, w procesie rozwijania ich osobowości, kształtowania otwartości na ludzi
i świat, nabywaniu pewnych umiejętności zarówno praktycznych jak i
psychologicznych ważnym jest, aby nauczyć je umiejętności zarówno dawania jak i
brania. Obok dawania innym coś od siebie, ważnym jest też to by wykształciły w
sobie też umiejętność brania od innych, aby potrafiły zadbać w tym zwariowanym
świecie o siebie, aby umiały również poprosić o coś dla siebie, aby potrafiły
brać to, co jest im dostępne, co im się należy. Osoby, które potrafią tylko
brać i nie potrafią dawać od siebie innym, osoby egoistyczne nie doświadczają
uczucia zadowolenia z siebie, satysfakcji i radości dawania, są nielubiane,
nieakceptowane. Z kolei osoby, które nauczyły się tylko dawać, ale które nie
nauczyły się brać, ani prosić o coś innych, zbyt honorowe, zbyt zadufane w
swoim „ja”, a może zbyt zakompleksione o zaniżonym „ja” mogą być nieszczęśliwe,
mogą pozostawać na uboczu. Jeśli jako dzieci dostawały wszystko od dorosłych
bez potrzeby proszenia to w dorosłym życiu nie będą potrafiły prosić innych.
Często oczekują od innych zainteresowania, pomocy, nie potrafią o to poprosić
wprost. Dochodzi do rozgoryczenia i pretensji. Przez brak racjonalności,
bezpośredniości, „normalności” mogą stać się też uciążliwymi dla otoczenia,
mogą też wpaść w masochistyczny stan umysłu.
Maj 1988 r.
Ambiwalentne
uczucie.
Jest to dość
ambiwalentne odczucie, gdy o tym, o czym myślałeś, do czego samodzielnie
doszedłeś czytasz później w książkach i artykułach, gdy okazuje się już dawno
odkryte. Z jednej strony okazuje się po czasie zupełnie nie odkrywcze, czasem
wręcz banalne i pospolite (siedząc w swojej dziupli odkrywasz przysłowiową
Amerykę), z drugiej strony potwierdzenie w czytanych przez ciebie wywodach
mądrych ludzi daje ci satysfakcję, że twoje myślenie nie było pozbawione sensu,
nie prowadziło na manowce. Ale bywa też tak, że to, co się samemu przemyślało,
wnioski z tych przemyśleń odnajdujemy po jakimś czasie w świadomości i
poglądach znajomych, a później w coraz to szerszych kręgach i ma się wrażenie
(czy słuszne), że one powróciły do ciebie, że ich źródłem byłeś ty sam.
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Marzec 1988 r.
Fascynacje ludzi
Zachodu religiami i prądami myślowymi Wschodu.
Szukamy jakichś
punktów zaczepienia, jakiegoś wytłumaczenia naszego istnienia, jakichś recept
na godne i ciekawe przeżywanie naszego pobytu na Ziemi, odtrutki na nasze
egzystencjalne frustracje, szukamy jakiejś religii, ideologii już istniejących
lub tworzymy nowe. Począwszy od lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych ludzie
„Zachodu” po znudzeniu się własną kulturą, po oddaleniu się lub porzuceniu
religii chrześcijańskich, dość licznie zaczęli fascynować się tajemniczymi
filozofiami, religiami, kulturami, praktykami „Dalekiego Wschodu”. Powstawały
też liczne ruchy i sekty, w których można było znaleźć wpływy różnych religii,
ideologii zmieszane z nowymi prądami myślowymi. Od śmieszności i pogardy, jakie
wywoływały dawniej w nas ludziach europejskiego kręgu kulturowego kultury i
zachowania ludów z odległych stron globu przeszliśmy do bezkrytycznego,
nabożnego nimi zachwytu. Pozytywnemu porzucaniu europocentryzmu, otwieraniu się
na świat, przyjęciu do swego myślenia faktu, że inne cywilizacje, kultury są
równie ważne, towarzyszyło często „zachłystywanie się” innościami. Następowało
odkrywanie i fascynacja metodami relaksacji fizycznej i duchowej pochodzącymi z
kultur „Wschodu”. Wzbogaciły one niewątpliwie metody i techniki wypracowane i
stosowane na „Zachodzie”. Chyba jednak nie trzeba ich traktować, jako metod
cudownych, kosmicznych, nadprzyrodzonych, tajemnych, ale jako sposoby
równoważne tym stosowanym do tej pory w naszym kręgu cywilizacyjnym. Można
znakomicie zrelaksować się uprawiając jogę i uprawiając sporty „zachodnie”.
Medytować można powtarzając mantry i odmawiając różaniec.
Nie da się
niestety żyć samymi medytacjami czy modlitwami, przeżywać świat wyłącznie w
sposób duchowy. Człowiek jest istotą duchową i materialną. Tak jak zakonnicy,
księża wyznań chrześcijańskich nie mogliby żyć bez wsparcia materialnego
(opodatkowania się) społeczeństw, wśród których żyją, tak samo np. mnisi
buddyjscy i jacykolwiek inni duchowni nie mogą żyć bez wsparcia swoich
społeczności. Potrzebna jest równowaga. Potrzebni są przewodnicy duchowi,
potrzebni są też ci, którzy tworzą dobra materialne. W dzisiejszym
skomercjalizowanym świecie liczne rzesze osób wrażliwych łakną przeżyć
duchowych, pragną znaleźć się w grupach, wspólnotach osób, dla których dobra
materialne nie są w życiu najwazniejsze, których przeraża bezkompromisowy
wyścig po materialne dobra. Jak znaleźć kompromis między pragnieniem życia
duchowego i koniecznością zajmowania się egzystencjalną codziennością?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz