środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1987 – 1988

Cud świadomości człowieka.        f
  


Listopad 1987 r.

Ludzkie wspólnoty


W wiosce, małym mieście, wspólnota budowana jest na zasadzie zażyłości, podobieństw losów itp. Wspólnota taka jest w dużej mierze wspólnotą zamkniętą na inności. W wielkich miastach wspólnota jest budowana na zasadzie otwartości na inności. Bogactwo kultur, upodobań nie ogranicza, nie antagonizuje, ale wzbogaca jednostki. W samotni, na odludziu człowiek jest wolny, niezależny od innych, ale nie może realizować się, jako jednostka społeczna. W dużych skupiskach pomimo mnogości osób, pomimo różnorakich powiązań jednostka może być również wolna, autonomiczna, a to dzięki jej anonimowości w tłumie i przede wszystkim dzięki tolerancji, która idzie w parze z rozwojem kulturowym i cywilizacyjnym dużych miast. Tęsknimy przemiennie za spokojnym życiem w małej zbiorowości, w której wszyscy się znają, w której poczulibyśmy się bezpiecznie, w której znalibyśmy swoje miejsce i swoją rolę i w której wiedzielibyśmy, czego możemy spodziewać się po innych współmieszkańcach i za życiem w wielkim mieście, w którym moglibyśmy korzystać z cywilizacyjnych zdobyczy. W dużym mieście też można poczuć się dobrze, można znaleźć bezpieczną niszę. Możemy czuć się dobrze, bezpiecznie w grupie wybranych, zaprzyjaźnionych osób, a jednocześnie możemy czerpać z życia miasta bogatego społecznie i kulturowo.



O globalnej wiosce.


Współczesnego człowieka coraz mniej determinuje przywiązanie do określonej społeczności, nacji, do określonego obszaru. Świat staje się coraz „mniejszy”. Idee przenikają na falach eteru. Ludzkość ma coraz więcej wspólnych celów, społeczeństwa poznają się nawzajem. Człowiek przekonuje się, że natura ludzka jest jedna, wspólna wszystkim rasom, nacjom, wyznawcom religii. Rozwój świadomości jednostek i społeczeństw, rozwój komunikacji sprawia, że ludzie integrują się w coraz większe społeczności. Może przyjdzie moment, gdy cała ludzkość na Ziemi będzie stanowiła jedno państwo, a przynajmniej federację większych organizmów. Na pewno będzie się dokonywać jeszcze większa integracja w sferach nauki, kultury, sztuki, filozofii itd. Już dziś ważniejsze od powiązań krwi stają się powiązania w sferze ducha, w sferze kultury. Ważniejszy staje się człowiek–osoba o określonym systemie wartości niż człowiek– członek np. określonej nacji, czy człowiek– wyznawca określonej religii. Choć człowiek pozostanie istotą społeczną realizującą się w społeczności, w rodzinie, to jednak ma on coraz więcej swobody w wyborach swoich życiowych celów, w doborze miejsca zamieszkania, w doborze grup i społeczności, wśród których chce żyć. Jest to na razie początek procesu, który w dużej mierze realizuje się już w państwach ucywilizowanych nowocześnie. Upłynie jeszcze mnóstwo czasu, aż cała ludzkość dojrzeje do takich wizji, do takich zachowań. Niemniej już dziś świadomość całej społeczności Ziemi (reprezentowanej przez najbardziej światłe i otwarte umysły) o ludzkiej naturze, o świecie jest coraz bogatsza i wszechstronna.



Listopad 1987 r


Przekornie o roli słów, znaczeniu czytania i o deklaracji miłości do całego świata.
(Po dzisiejszych, butnych telewizyjnych wypowiedziach i deklaracjach.)

Przekornie o roli słów.

Dawniej nie potrzeba było zbyt dużej ilości słów, często wypowiadanych, by być i czuć się z kimś blisko, bezpiecznie. Słowa miały swoją wagę i wystarczały na długo. Można było być pewnym stałości uczuć i związków. Dzisiaj jest tyle zagrożeń. tyle niestabilności, układy zmieniają się tak często, że istnieje potrzeba ciągłego przypominania, ciągłego odnawiania relacji, a i tak nie można całkowicie wyeliminować niepewności. Nie jest się pewnym siebie ani innych. Lawiną słów chce się tworzyć rzeczywistość, budować, wymuszać więzi. Oczywiście nie można niedoceniać słów, słowa liczyły się zawsze, waga ich jest i była zawsze wielka, bez nich trudno jest cokolwiek budować, trudno jest też budować zaufanie. Ale dzisiaj słów jest chyba za wiele. Zatracają one swoją moc, swoje znaczenie.


O deklaracjach miłości do całego świata.

Czy stwierdzenie, że kochamy cały świat, wszystkich ludzi nie jest stwierdzeniem mocno przesadzonym? Trzeba docenić intencję wypowiadających takie słowa. Są one dla nich drogowskazem, drogą, po której chcą kroczyć. Niemniej są one tylko nieweryfikowalną deklaracją. Czy nie przypisujemy sobie na wyrost gotowości do miłości wszystkich? Czy nie jest w tym dużo pychy i zarozumialstwa? Czy stać nas na bezwzględne poświęcenie i przebaczenie, które są miarami miłości? Czy stać nas na tak wielkie poświęcenia dla innych, jakie jest udziałem np. Matki Teresy, czy osób zajmujących się niepełnosprawnymi, upośledzonymi? Czy mamy prawo się z nimi porównywać? Czy nie wystarczy poprzestać na stwierdzeniu, że staramy się być wobec innych tolerancyjni, życzliwi, nie zawistni, pomocni? Jak wygląda w świetle tych górnolotnych deklaracji nasze codzienne współżycie z bliźnimi? Jak wygląda nasz stosunek do ludzi starych, ułomnych, do ich upodobań i przyzwyczajeń, jak wygląda nasza gotowość do dzielenia się z nimi ich troskami, radościami? Czy potrafimy życzliwie i cierpliwie wysłuchiwać ich wspomnień? Czy nie zapominamy o tych, których już nie ma, czy potrafimy docenić ich dokonania, życzliwie spojrzeć na ich życie? Jak często chcemy się podzielić z innymi tym co jest dla nas drogie, wartościowe?


Przekornie o znaczeniu czytania.

Mamy dziś dość często do czynienia z intelektualną pychą, intelektualnym pozerstwem. Jeśli oczytanie, erudycja prowadzi tylko do doskonałej elokwencji i nie towarzyszy temu proces otwierania się na ludzi, istoty żywe i świat w ogóle, to jest to rozwój ograniczony, jeśli prowadzi do wykształcenia cynizmu, poczucia własnej wyższości i drwin z tzw. maluczkich to jest to proces szkodliwy. Traktowanie wszystkich tych, którzy nie mają perfekcyjnej, zupełnej, szczegółowej, drobiazgowej, faktograficznej wiedzy, którą można zdobyć tylko poprzez czytanie wszystkich modnych książek i oglądanie będących na topie filmów, jako osób prymitywnych i ułomnych jest wyrazem pychy. Ciekawe, czy ci perfekcyjni w swym mniemaniu jajogłowi są w stanie rozróżnić rosnące na polu kartofle od buraków, czy są w stanie odczuwać świat w inny sposób niż tylko poprzez czytanie i oglądanie filmów, czy mają w sobie, choć trochę wdzięczności dla osób ciężko pracujących, wytwarzających materialne dobra, z których korzystają na co dzień? Jeśli czytanie, oglądanie są traktowane, jako źródła wiedzy o świecie, o życiu, o zachodzących relacjach międzyludzkich, źródła wiedzy psychologicznej, filozoficznej, socjologicznej, praktycznej, jako środki do rozwijania osobowości, to spełniają niezwykle pozytywną, wręcz wzniosłą rolę, i są powodem do dumy. Jeśli jednak mają stanowić tylko powód do pychy i zarozumialstwa, jeśli nie towarzyszy im elastyczność myślenia i umiejętność współżycia, to lepiej być nieoświeconym i „głupim”. Lepiej mieć do czynienia z nieporadnymi, prostymi ludźmi niż z osobami oświeconymi, próżnymi, zaliczającymi siebie do elity, a faktycznie poddającym się groźnym schematom myślenia. Wspaniały wynalazek ludzi polegający na przekazywaniu faktów, myśli, nastrojów, idei itd. w postaci doskonałego zapisu graficznego, jakim jest pismo ma już tysiące lat tradycji i jest wyrazem ludzkiego geniuszu i jeszcze długo pozostanie na usługach nas ludzi, ale dziś już nie tylko czytanie jest pomocne do intelektualnego i duchowego ubogacania. Człowiek wymyślił inne równie wspaniałe pomoce. Dziś nawet kilkuset tysięczne serie książek i gazet nie docierają do tylu odbiorców, co przekaz radiowy i telewizyjny




Luty 1988 r


Próba uchwycenia podobieństw i różnic między mędrcami Wschodu i Zachodu.


Twórcy, filozofowie Zachodu opierają się na rozumowaniu, na logice, związanych z pracą mózgu, który jest naszym wyróżnikiem w przyrodzie, uważają, że duchowość wynika, czy opiera się w dużej części na rozumowaniu, nawet, jeśli chcą zjednoczyć się ze światem, być z nim „jednią”, dochodzą do tego używając rozumu, czerpiąc z dorobku intelektualnego świata ludzi, z doświadczeń innych osób. Mędrcy Wschodu, opierają się na czymś, co trudno nazwać, co umyka logice, na procesach poza rozumowych, na „świadomości” nie do końca dającej się opisać, zwerbalizować, na jaźni i współodczuwaniu świata takim, jakim jest, na czerpaniu zadowolenia, radości z tego, co jest i jakim się jest, nie ma dla nich spraw bardziej lub mniej ważnych, należy przyjmować życie na bieżąco takim, jakim jest? Opierają się na mistycyzmie, na duchowości czerpanej z zewnątrz, z kosmosu „całym sobą”. Świadomość jest dla nich zupełnie czymś innym niż rozum, logika?
Jedni i drudzy mają wizje osiągnięcia pełnego człowieczeństwa? Różnice polegają na drogach dochodzenia do tego stanu? Wg mędrca Wschodu wiedza, nauka, osiągnięcia cywilizacyjne są zbędnym balastem, okrężną drogą do celu? Intelektualista Zachodu uważa, że wiedza, cywilizacja, pomagają, są drogami, prowadzącymi do osiągnięcia celu, jakim jest człowiek żyjący w harmonii ze światem a człowiek nie może przeskoczyć etapów swego wewnętrznego rozwoju. Jest skłonny przyznać większe znaczenie w dochodzeniu do harmonii poprzez naukę sztukę, literaturę, przypisuje większe znaczenie cywilizacyjnemu rozwojowi w kształtowaniu człowieka pełnego, otwartego, nie lekceważąc groźby ulegania stereotypom, przypisuje większe znaczenie kształtowaniu swego człowieczego świata przez samych ludzi? Mędrzec Wschodu przypisuje większe znaczenie oddziaływaniu świata na człowieka, na chłonięcie świata, przypisuje większe znaczenie intuicji, medytacji, „uważności”?
Myślę, że człowiek odbiera świat zarówno przez rozum jak i przez transcendentne odczuwanie i trudno jest zarysować między nimi granicę. Przypuszczalnie ich różnice poglądów są w pewnej mierze pozorne. Każdy z nich uważa, że człowiek tylko sam, przez swoje samodzielne wybory może dojść do harmonii, stać się w pełni człowiekiem zjednoczonym z naturą, ze światem a autorytety, kultura, sztuka, literatura mogą tylko służyć mu pomocą a każde automatyczne identyfikowanie się z tradycją, autorytetami, ideami czyni człowieka maszyną?
Mędrcy, w tym Budda należeli do elity, do ówczesnego establishmentu, nie musieli się troszczyć o byt materialny, nie mieli typowych dla przeciętnych ludzi codziennych trosk, dlatego mogli poddawać się zadumom nad istotą świata i nad sposobami jego odbierania i przeżywania, transcendentnym uniesieniom, zwykłym ludziom, również tym z Dalekiego Wschodu codzienne troski i tocząca się na bieżąco powszednia krzątanina wypełnia życie i to one są rodzajem stapiania się ze światem w „jedno”.
Czy myślenie, że jesteśmy tylko cząstką kosmicznej materii, kosmicznego pyłu i nie różnimy się od zwierząt, roślin, przedmiotów, materii, czy ograniczanie, wyciszanie, eliminowanie naszego „ego” prowadzi rzeczywiście pojedynczego człowieka i zbiorowość ludzką do szczęścia? Czy nie prowadziłoby zbiorowość ludzką do stagnacji, do nie-rozwoju? Czy uświadamianie sobie jedności ze światem można pogodzić z własnym „ja”, z dążeniem do jego zaspakajania? Czy bez dążenia człowieka do zaspakajania swego” ego” możliwy byłby rozwój cywilizacyjny, również rozwój intelektualny i rozwój świadomości? Czy ten rozwój ludzkości, a przez niego również rozwój poszczególnych ludzi nie jest wartością pozytywną, czy jest w sprzeczności ze światem, z kosmosem? Jeśli rozwój jest to jest, jeśli by go nie było, to by go nie było- czy takie podejście jest konieczne do wewnętrznego uspokojenia i wewnętrznej harmonii człowieka? Człowiek otwarty, nieulegający ideologiom, tradycjom, iluzjom nie oznacza człowieka wyizolowanego ze społeczeństwa, myślowy indywidualizm nie musi przeszkadzać mu w tworzeniu więzi z innymi, w odczuwaniu z nimi bliskości.
Świadomość powstaje dzięki rozumowaniu, analizowaniu?. Człowiek powinien udoskonalać się, nie może przeskoczyć etapów swego rozwoju, nie może od razu stać się podobnym do Boga. Dopiero po etapach, w których dokonuje analizy świata, życia może nastąpić próba syntezy, uogólnienia. Czy cywilizacja Zachodu oparta na dochodzeniu prawd przez rozumowanie, filozofowanie, analizowanie jest zaprzeczeniem mądrości Wschodu opartej na medytacji, na próbie syntezy dokonywanej na skróty? Czy mędrcy Wschodu nie są ludźmi o bogatej umysłowości i nie są siłą rzeczy filozofami?





Luty 1988 r.

Pochwała umiaru i zdrowego rozsądku.


Człowiek z dużą wiedzą, kulturą tzw. człowiek cywilizowany, nawet, jeśli ulega pewnym ideom nie staje się fanatykiem, zachowuje zdrowy rozsądek, jest tolerancyjny wobec inaczej myślących. Jest na pewno bardziej „człowieczym” od człowieka prymitywnego, „pierwotnego”. Postęp cywilizacyjny jest budowany również na takich cechach ludzi jak ambicja, chęć przodowania, chęć posiadania, chęć bycia docenionym itp., cech tych nie można potępić i należy je traktować, jako cechy normalne, naturalne i pozytywne. Wszystko musi być jednak wyważone i żadna cecha nie może być doprowadzona do absurdalnych rozmiarów. Należy wystrzegać się przerostów zagrażających innym i nam samym.
Bądźmy dobrzy i kierujmy się zawsze zdrowym rozsądkiem— może to jedyny pewnik, który się liczy, który łączy przesłania różnych mędrców, z różnych kultur i z różnych religii.



Luty 1988 r

Chrześcijaństwo a buddyzm.


Drogi wyznaczane przez obie religie są podobne pomimo zupełnie różnych celów, do których wg nich człowiek ma podążać. Celem wyznaczonym człowiekowi przez chrześcijaństwo jest jego zbawienie, życie wieczne w zjednoczeniu z Bogiem. Celem człowieka wg buddyzmu jest osiągnięcie stanu nirwany, wtopienie się w naturę. Drogi dochodzenia do tak wyznaczonych celów, etapy wzrastania, pogłębiania samoświadomości są chyba zbieżne. Może rozwój człowieka podąża zawsze tą samą drogą, niezależnie od stawianych celów. Może cele są tylko pomocami, projekcjami ludzkiego umysłu ułatwiającymi przeżycie, przyśpieszającymi jego duchowy rozwój.



Luty 1988 r.

O buntowaniu się, o pokorze. Trochę o filozofii Wschodu.


Faza buntu jest człowiekowi potrzebna do odczucia swej odrębności, swej wartości. Jest to krok do przodu, wyjście z fazy bierności, krok w kierunku poznania świata, krok na drodze samorozwoju. Bunt, negacja wobec zastanych schematów myślowych, wobec tradycji jest krokiem twórczym, krokiem do szukania nowych rozwiązań, nowych sposobów myślenia, wartościowania. Wśród tych nowych rozwiązań znajdą się rozwiązania lepsze od dotychczasowych, odkrywcze, poszerzające horyzonty. Dzięki temu następuje rozwój jednostek i rozwój rodzaju ludzkiego. Bunt jest fazą przejściową do fazy wewnętrznego uspokojenia, do fazy przyjmowania świata takim, jakim jest, do tworzenia (jak głoszą mędrcy Wschodu) ze światem jedni. Bunt jest fazą twórczości, wewnętrzne uspokojenie jest fazą mądrości. Wewnętrzny spokój mędrca jest podobny do wewnętrznego spokoju człowieka prostego. Jest pogodzeniem się z tym, co jest. Ziemskie idee, ideologie dają szczęście ich wyznawcom, zwłaszcza tym ortodoksyjnym, wyznawcom, których świadomość świata jest ciasna, ograniczona. Mędrcy Wschodu uczą, by człowiek starał się wyjść poza ziemskie idee, by ideę jedności ze światem przyjąć, jako ideę, która jest ponad wszystkie inne idee przyziemne. Tych spośród rodzaju ludzkiego, którzy osiągnęli całkowitą jednię ze światem, całkowite uspokojenie po przebyciu długiej drogi szukania i poznawania jest niewielu. Domeną twórców jest bunt, kontestacja, niezgoda na istniejący świat, na zastaną rzeczywistość, na aktualny stan ducha człowieka itd. itd., próba znalezienia sensu świata, sensu istnienia. Domeną mędrców Wschodu jest akceptacja, jest pogodzenie, pojednanie się ze światem, ze światem takim, jaki jest, z życiem takim, jakie ono jest, jest dążenie do zjednania, zjednoczenia ze światem.
Twórcy dzielą się na tych, którzy kontestując, buntując się jednocześnie wierzą, że świat i człowieka można naprawić, ulepszyć i na tych, którzy kontestując, uważają, że mają wpływ jedynie na siebie, na swój własny świat, natomiast świat, jako taki, świat zewnętrzny jest, jaki jest i nie mają możliwości wpływania na niego, mogą jedynie próbować go opisać, pomimo że jest to świat cierpienia, którego nie można do końca zrozumieć i zaakceptować. Wybitni twórcy przechodzą chyba stopniowo od fazy buntu, najintensywniejszego na początku ich twórczości do fazy dojrzałego pogodzenia się ze światem. Bunt, szukanie nowego rozwija jednostkę. Aby był on konstruktywny, wnoszący coś do wspólnoty ludzkiej nie może jednak całkowicie ignorować dotychczasowych osiągnięć, dotychczasowej drogi przebytej przez tą wspólnotę. Trudno, aby jednostka przebyła samodzielnie od punktu zerowego taką drogę jaką przebyła cała wspólnota ludzka. Jednostka twórcza musi być mądra mądrością całej wspólnoty, by mogła wnieść do jej dorobku odrobinę nowego, odkrywczego.



Marzec 1988 r.
Cud świadomości człowieka.

Cud świadomości człowieka jest jednocześnie jego nobilitacją w świecie materii, w świecie istot żywych i jego przekleństwem, uświadomieniem jego małości i bezradności wobec świata?
Czy mądrość mędrców Wschodu nie jest świadomą ucieczką w prostotę, w zwierzęcość, w kamienistość, wodnistość, w nicość? Czy człowiek (ludzkość) może zaznać ukojenia w uspokojeniu, w zjednoczeniu się z naturą, czy może w tworzeniu, szukaniu? Czy można pogodzić jedno i drugie? Czy oba stany ducha mogą występować jednocześnie? Czy pokora wobec świata, wobec rzeczywistości może występować w parze z tworzeniem nowego, z rozwojem nauki, myśli, systemów wartości?
Bunt, domena młodości, połączony z szukaniem nowego rozwija jednostkę, ale paradoksalnie wtedy, gdy jest on buntem wyważonym, kontrolowanym, gdy jest w nim miejsce na refleksję, gdy jest w nim jednocześnie miejsce na dumę i na pokorę. Gdy przeważy pycha, będzie on pewnie buntem jałowym a nawet destrukcyjnym i niebezpiecznym. Właściwie we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia wyważenie, kompromis są warunkami zaistnienia pozytywu, dobra, warunkami harmonijnego rozwoju. Zasada „złotego środka” została już dawno odkryta. Sama pokora wobec świata nie popychałaby ludzkości do rozwoju, doprowadziłaby do zastoju. Pycha bez pokory doprowadziłaby do kataklizmu. Pycha bez pokory wobec dotychczasowych osiągnięć prowadzi do nikąd, nie rozwija, zaprzepaszcza te osiągnięcia. Wzrastanie następuje poprzez równowagę.

„Wiem, że nic nie wiem” – to zdanie Sokratesa wyraża pokorę i bunt jednocześnie.
Bunt – bo nie ma w nim deklaracji identyfikacji i lojalności z jakąś ideą, religią, z systemem zapewniającym o takim a nie innym porządku świata.
Pokorę – bo nie narzuca własnej wizji porządku świata.



Marzec 1988 r.

Fascynacje ludzi Zachodu religiami i prądami myślowymi Wschodu.


Szukamy jakichś punktów zaczepienia, jakiegoś wytłumaczenia naszego istnienia, jakichś recept na godne i ciekawe przeżywanie naszego pobytu na Ziemi, odtrutki na nasze egzystencjalne frustracje, szukamy jakiejś religii, ideologii już istniejących lub tworzymy nowe. Począwszy od lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych ludzie „Zachodu” po znudzeniu się własną kulturą, po oddaleniu się lub porzuceniu religii chrześcijańskich, dość licznie zaczęli fascynować się tajemniczymi filozofiami, religiami, kulturami, praktykami „Dalekiego Wschodu”. Powstawały też liczne ruchy i sekty, w których można było znaleźć wpływy różnych religii, ideologii zmieszane z nowymi prądami myślowymi. Od śmieszności i pogardy, jakie wywoływały dawniej w nas ludziach europejskiego kręgu kulturowego kultury i zachowania ludów z odległych stron globu przeszliśmy do bezkrytycznego, nabożnego nimi zachwytu. Pozytywnemu porzucaniu europocentryzmu, otwieraniu się na świat, przyjęciu do swego myślenia faktu, że inne cywilizacje, kultury są równie ważne, towarzyszyło często „zachłystywanie się” innościami. Następowało odkrywanie i fascynacja metodami relaksacji fizycznej i duchowej pochodzącymi z kultur „Wschodu”. Wzbogaciły one niewątpliwie metody i techniki wypracowane i stosowane na „Zachodzie”. Chyba jednak nie trzeba ich traktować, jako metod cudownych, kosmicznych, nadprzyrodzonych, tajemnych, ale jako sposoby równoważne tym stosowanym do tej pory w naszym kręgu cywilizacyjnym. Można znakomicie zrelaksować się uprawiając jogę i uprawiając sporty „zachodnie”. Medytować można powtarzając mantry i odmawiając różaniec.

Nie da się niestety żyć samymi medytacjami czy modlitwami, przeżywać świat wyłącznie w sposób duchowy. Człowiek jest istotą duchową i materialną. Tak jak zakonnicy, księża wyznań chrześcijańskich nie mogliby żyć bez wsparcia materialnego (opodatkowania się) społeczeństw, wśród których żyją, tak samo np. mnisi buddyjscy i jacykolwiek inni nie mogą żyć bez wsparcia swoich społeczności. Potrzebna jest równowaga. Potrzebni są przewodnicy duchowi, potrzebni są też ci, którzy tworzą dobra materialne. W dzisiejszym skomercjalizowanym świecie liczne rzesze osób wrażliwych łakną przeżyć duchowych, pragną znaleźć się w grupach, wspólnotach osób, dla których dobra materialne nie są w życiu ważne, których przeraża bezkompromisowy wyścig po materialne dobra. Jak znaleźć kompromis między pragnieniem życia duchowego i koniecznością zajmowania się egzystencjalną codziennością?




Marzec 1988 r.

Religia jest sposobem spełnienia transcendentnych tęsknot, pokonania ziemskiej ograniczoności człowieka. Czy buddyzm jest lepszym od innych sposobem, bo bardziej odpowiadającym współczesnemu człowiekowi?
Buddyzm stał się bardzo popularny w kręgach Zachodu, wśród osób i grup kontestujących kulturę religijną Zachodu, chcących się uwolnić od według nich nieracjonalnych, wydumanych i ograniczających wierzeń i wartości. Wielkie zainteresowanie ludzi Zachodu religiami i filozofiami Wschodu, zwłaszcza buddyzmem nie dziwi. Buddyzm wydaje się religią ciekawą, otwartą, z minimum doktryn, podpowiadającą jak godnie przeżyć swoje życie w harmonii z otoczeniem i światem. Ale czy jednak czy ludziom nie są potrzebne wierzenia, które razem z pierwiastkiem transcendencji zawierają też nauki jak żyć i postępować w ziemskim bytowaniu, w bardzo konkretnych międzyludzkich relacjach? Buddyzm, owszem nie jest religią zbyt ingerującą w ziemskie, pełne znoju życie człowieka, jest sposobem wyzwolenia i szukania szczęśliwości i uspokojenia bez odnoszenia się do Boga. Jednak czy buddyzm spowodował, że społeczeństwa Dalekiego Wschodu stały się lepszymi i szczęśliwszymi od społeczeństw Zachodu? Trudno jest ocenić komuś, kto nigdy nie był na Dalekim Wschodzie, jakie jest jego skorelowanie z codzienną ziemskim bytowaniem, z trudem codziennej ziemskiej krzątaniny, ale wiemy z różnych przekazów, że okrucieństwo, przemoc zbrodnie występowały i występują w tych krajach często i z wielkim nasileniu.




Człowiek jest istotą duchową i społeczną.


Człowiek jest istotą duchową, potrzebuje sfery ducha. Jest też istotą społeczną. Dlatego też potrzebuje uczestnictwa w różnego rodzaju grupach, społecznościach, w których mogłaby się jego sfera duchowości uzewnętrznić, potrzebuje współodczuwania, wspólnego, wspólnotowego wspierania się. Ludzie należą do różnego rodzaju kościołów, sekt, grup. Nie są ważne wielkości tych kościołów, sekt i grup. Ważne, w jaki sposób oddziałują one na jednostki. Czy ich uczestnicy czerpią więcej dobrego czy złego, czy podporządkowanie się nie powoduje ubezwłasnowolnienia, zniewolenia? Niektóre osoby, które z różnych powodów odrzucają uczestnictwo w tradycyjnych zbiorowościach duchowych funkcjonujących w ich otoczeniu, w ich kręgu kulturowym, cywilizacyjnym, a które nadal potrzebują sfery ducha, czasami świadomie, czasami podświadomie, próbują odnajdywać się w innych duchowych zbiorowościach. Bardzo dużo ludzi, zwłaszcza młodych osób kontestujących duchowość i sposób myślenia i życia społeczeństw Zachodu zwróciło się ku duchowości Wschodu. Zafascynowały ich wschodnie religie, systemy wierzeń, stosunek do świata, do człowieka, do życia. Odrzucając tradycję, folklor, sposoby życia społeczności Zachodu odnajdywali się w innych tradycjach, w innym folklorze, ale czasami też wpadali w kolejne pułapki. Zrezygnowani stwierdzali, że i w innych kręgach kulturowych istnieje też wiele stereotypów, uprzedzeń, ograniczeń wolności jednostek
Żadna z kultur nie jest idealna, każda jest obarczona zarówno ludzkim geniuszem jak i ludzkimi małościami. Dobrze, że mamy dziś coraz większy wybór form, w których możemy rozwijać swoją duchowość. Każdy może odnaleźć to co najbardziej mu odpowiada. Byleby fascynacje nowym były rozważne, byleby nie okazały się pułapką.



Marzec 1988r.

O postawach wobec tradycji



Można wyróżnić trzy postawy ludzi:

Pierwsza (skrajna)

Ludzie przyzwyczajają się, przywiązują do swych tradycji, wierzeń, idei, sposobów życia i trwają w nich za wszelką cenę, bezkrytycznie, ortodoksyjnie, broniąc je przed jakimikolwiek odstępstwami, modyfikacjami, a „odmieńców” traktując, jako śmiertelnych wrogów.

 

Druga (skrajna)

Ludzie porzucają wszelkie tradycje i dokonania swojej społeczności, swojego kręgu kulturowego i fascynują się bezkrytycznie, bez opamiętania, nowo odkrywanymi kulturami, religiami, ideami.

 

Trzecia (idealna)

Ludzie biorą ze wszystkich kultur, z całego dorobku ludzkości wszystko, co najlepsze, co tworzy świat lepszym, przyswajając też nowe pozytywne prądy i dokonania, bez względu na to, w których miejscach globu powstały.



Marzec 1988 r

O rozwoju społeczeństw.


Społeczeństwa rozwinięte cywilizacyjnie szczycą się (słusznie) tym, że są tolerancyjne, otwarte na ludzi z różnych nacji, o różnych kolorach skóry, o różnych przekonaniach, orientacjach seksualnych itd. Oczywiście są to wartości godne najwyższego szacunku. Niekiedy jednak daje się zauważyć, że uzasadniona duma z przynależności do takiego społeczeństwa utrudnia wyważanie sądów o innych społeczeństwach, które są zapóźnione, którym niedany był systematyczny rozwój. Niekiedy osobom mieszkającym dzisiaj w takich rozwiniętych społecznościach wydaje się, że te społeczności były takie zawsze. Zapomina się o tym, że dzisiejsze systemy wartości ukształtowały się w długotrwałych procesach. Stopniowo w czasie rozwoju cywilizacyjnego, uzyskiwania dobrobytu i poczucia bezpieczeństwa, społeczeństwa te pozbywały się swoich kompleksów, swoich frustracji, co sprzyjało tworzeniu się ducha tolerancji. Należy szanować kulturę każdego kraju, każdej nacji. Dużo trudniej jest wykazać tolerancję, cierpliwość w stosunku do społeczeństw zacofanych, o innych systemach wartości niż wobec społeczeństw o podobnym stopniu rozwoju i podobnych systemach wartości. Społeczeństwa zapóźnione należy traktować, jako obrazy społeczeństw rozwiniętych, w ich wcześniejszych fazach rozwoju. Dlatego wobec nich, a może szczególnie wobec nich, należy wykazać maksimum dobrej woli, chęci zrozumienia i pomóc im w możliwie szybkim wyzwalaniu się z zacofania i doganianiu najlepszych. Jest to trudne, ale konieczne. Obecnie, gdy społeczeństwa nowoczesne dążą do integracji, do współpracy, w społeczeństwach zacofanych zachodzą procesy odwrotne. Różne fobie: narodowe, religijne, rasowe, etniczne i inne są źródłami nienawiści i waśni. Nie należy zapominać, że społeczeństwa dzisiaj nowoczesne też kiedyś, w przeszłości „przerabiały” różnego rodzaju fobie. Rozwoju świata i społeczeństw trudno zatrzymać. Kto wie, jakie spojrzenie na dzisiejszy świat będą miały przyszłe pokolenia? Tak jak profesor wyższej uczelni nie może oczekiwać od ucznia szkoły podstawowej, aby myślał takimi samymi kategoriami jak on, tak samo społeczeństwa o wysokim rozwoju cywilizacyjnym powinny być tolerancyjne wobec społeczeństw zapóźnionych, w których funkcjonują archaiczne idee i sposoby myślenia. Ortodoksyjnych i często niebezpiecznych fanatyków jakiejś idei czy religii powinno traktować się, jeśli jest to możliwe i nie zagraża innym niewinnym osobom czy społecznościom raczej, jako potencjalnych pacjentów z chorobą psychiczną, których trzeba wyleczyć, niż jako śmiertelnych wrogów, przed którymi obrona miałaby polegać na ich zniszczeniu.
Byłoby pięknie gdyby geniusz ludzki i ludzka dobroć i solidarność zapanowały nad ludzkimi: ciemnotą, zawiścią i nienawiścią, gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi mogli żyć w godności i zaznawać szczęścia, gdybyśmy wszyscy zaczęli szanować ten pyłek w kosmosie, jakim jest nasz glob.



Społeczeństwa współczesne.


Społeczeństwa współczesne najbardziej rozwinięte chyba już przekroczyły lub przekraczają pewną barierę rozwoju. Analizując przeszłość, tradycję, biorą z nich tylko to, co wydaje się dobre, korzystne dla współczesnego człowieka, odrzucają przesądy, stereotypy, złe przyzwyczajenia, a przede wszystkim uzmysławiając sobie swoją ograniczoność, omylność, nie ferują jednoznacznych sądów i wyroków. Są być może mniej zaangażowane, mniej szczęśliwe, ale za to bardziej „człowiecze”. Nie uszczęśliwiają na siłę. Starają się zdobyć szczęście swoje i innych w inny sposób. To przekroczenie „bariery” dokonało się w dużej mierze dzięki rozwinięciu się w niesamowicie szybkim tempie komunikacji między społeczeństwami i między jednostkami. Zdobycze techniki, środki transportu, prasa, telewizja, informatyka spowodowały, że człowiek w społeczeństwach korzystających już z tych zdobyczy powszechnie, ma wiedzę o różnych religiach, ideach, ideologiach, prądach, o różnych sposobach życia i myślenia prawie wszystkich społeczności na Ziemi. Tak jak człowiekowi w społeczności zamkniętej wydaje się, że istnieje tylko jedna słuszna religia, ideologia, tak człowiek w społeczności „poinformowanej” może analizować różne idee. Korzysta też w dużym stopniu z dorobku myślowego minionych epok, z dorobku wybitnych umysłów z różnych epok i z różnych stron świata.
Rola, jaką spełniają dzisiaj telewizja w przekazywaniu informacji, w edukacji społeczeństw jest nieoceniona. Informacje docierają do mas. Dzięki dzisiejszej technice społeczeństwa dowiadują się o sobie nawzajem. Ludzie przestają żyć utopiami, przestają się poddawać wizjom doktrynerów, pozbywają się przesądów i uprzedzeń. Oddziaływanie mediów może mieć i ma swoje negatywne strony. Epatowanie przemocą, schlebianie gustom jak najszerszej rzeszy odbiorców, pogoń za tzw. oglądalnością, lansowanie wzorców komercyjnych powodują wiele spustoszeń w umysłach młodych osób, wiele patologii w życiu społeczeństw.



Kwiecień 1988 r.

Środowisko człowieka.


Dobrze jest się znaleźć w społeczeństwie, czy choćby w mniejszej społeczności, której rozwój, ucywilizowanie są wysokie, która stymuluje nasz osobisty rozwój. Jeśli znajdziemy się w środowisku, które odpowiada naszym poglądom, naszemu podejściu do życia, nie musimy tracić czasu i energii na próby przeciwstawiania się zjawiskom odpowiednim dla środowisk zacofanych, nienowoczesnych, które hołdują innym niż nasze wartościom. W środowisku nam przyjaznym, czujemy się dobrze, czujemy się docenieni, zrozumiani, wspierani, czujemy się bezpiecznie. Jeśli jeszcze nie musimy borykać się z trudnościami finansowymi, to takie dopasowanie jest psychicznym komfortem. Jeśli osoby otwarte na nowoczesność, otwarte na inności i nowości, żyją w środowisku konserwatywnym, zacofanym, są narażone na ciągłe frustracje, nieporozumienia, na ciągłe stresy. Nie jest ważne to, gdzie, w jakim kraju się mieszka. Ważne, czy się dobrze w środowisku, w którym przebywamy czujemy, czy jest szansa i czy jesteśmy w stanie w tym środowisku się odnaleźć i się w nie wpisać.



Maj 1988 r.

O wychowaniu. O równowadze między dawaniem a braniem.


W wychowaniu dzieci, w procesie rozwijania ich osobowości, kształtowania otwartości na ludzi i świat, nabywaniu pewnych umiejętności zarówno praktycznych jak i psychologicznych ważnym jest, aby nauczyć je umiejętności zarówno dawania jak i brania. Obok dawania innym coś od siebie, ważnym jest też to by wykształciły w sobie też umiejętność brania od innych, aby potrafiły zadbać w tym zwariowanym świecie o siebie, aby umiały również poprosić o coś dla siebie, aby potrafiły brać to, co jest im dostępne, co im się należy. Osoby, które potrafią tylko brać i nie potrafią dawać od siebie innym, osoby egoistyczne nie doświadczają uczucia zadowolenia z siebie, satysfakcji i radości dawania, są nielubiane, nieakceptowane. Z kolei osoby, które nauczyły się tylko dawać, ale które nie nauczyły się brać, ani prosić o coś innych, zbyt honorowe, zbyt zadufane w swoim „ja”, a może zbyt zakompleksione o zaniżonym „ja” mogą być nieszczęśliwe, mogą pozostawać na uboczu. Jeśli jako dzieci dostawały wszystko od dorosłych bez potrzeby proszenia to w dorosłym życiu nie będą potrafiły prosić innych. Często oczekują od innych zainteresowania, pomocy, nie potrafią o to poprosić wprost. Dochodzi do rozgoryczenia i pretensji. Przez brak racjonalności, bezpośredniości, „normalności” mogą stać się też uciążliwymi dla otoczenia, mogą też wpaść w masochistyczny stan umysłu.



Maj 1988 r.

Ambiwalentne uczucie.


Jest to dość ambiwalentne odczucie, gdy o tym, o czym myślałeś, do czego samodzielnie doszedłeś czytasz później w książkach i artykułach, gdy okazuje się już dawno odkryte. Z jednej strony okazuje się po czasie zupełnie nie odkrywcze, czasem wręcz banalne i pospolite (siedząc w swojej dziupli odkrywasz przysłowiową Amerykę), z drugiej strony potwierdzenie w czytanych przez ciebie wywodach mądrych ludzi daje ci satysfakcję, że twoje myślenie nie było pozbawione sensu, nie prowadziło na manowce. Ale bywa też tak, że to, co się samemu przemyślało, wnioski z tych przemyśleń odnajdujemy po jakimś czasie w świadomości i poglądach znajomych, a później w coraz to szerszych kręgach i ma się wrażenie (czy słuszne), że one powróciły do ciebie, że ich źródłem byłeś ty sam.



Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Marzec 1988 r.

Fascynacje ludzi Zachodu religiami i prądami myślowymi Wschodu.


Szukamy jakichś punktów zaczepienia, jakiegoś wytłumaczenia naszego istnienia, jakichś recept na godne i ciekawe przeżywanie naszego pobytu na Ziemi, odtrutki na nasze egzystencjalne frustracje, szukamy jakiejś religii, ideologii już istniejących lub tworzymy nowe. Począwszy od lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych ludzie „Zachodu” po znudzeniu się własną kulturą, po oddaleniu się lub porzuceniu religii chrześcijańskich, dość licznie zaczęli fascynować się tajemniczymi filozofiami, religiami, kulturami, praktykami „Dalekiego Wschodu”. Powstawały też liczne ruchy i sekty, w których można było znaleźć wpływy różnych religii, ideologii zmieszane z nowymi prądami myślowymi. Od śmieszności i pogardy, jakie wywoływały dawniej w nas ludziach europejskiego kręgu kulturowego kultury i zachowania ludów z odległych stron globu przeszliśmy do bezkrytycznego, nabożnego nimi zachwytu. Pozytywnemu porzucaniu europocentryzmu, otwieraniu się na świat, przyjęciu do swego myślenia faktu, że inne cywilizacje, kultury są równie ważne, towarzyszyło często „zachłystywanie się” innościami. Następowało odkrywanie i fascynacja metodami relaksacji fizycznej i duchowej pochodzącymi z kultur „Wschodu”. Wzbogaciły one niewątpliwie metody i techniki wypracowane i stosowane na „Zachodzie”. Chyba jednak nie trzeba ich traktować, jako metod cudownych, kosmicznych, nadprzyrodzonych, tajemnych, ale jako sposoby równoważne tym stosowanym do tej pory w naszym kręgu cywilizacyjnym. Można znakomicie zrelaksować się uprawiając jogę i uprawiając sporty „zachodnie”. Medytować można powtarzając mantry i odmawiając różaniec.


Nie da się niestety żyć samymi medytacjami czy modlitwami, przeżywać świat wyłącznie w sposób duchowy. Człowiek jest istotą duchową i materialną. Tak jak zakonnicy, księża wyznań chrześcijańskich nie mogliby żyć bez wsparcia materialnego (opodatkowania się) społeczeństw, wśród których żyją, tak samo np. mnisi buddyjscy i jacykolwiek inni duchowni nie mogą żyć bez wsparcia swoich społeczności. Potrzebna jest równowaga. Potrzebni są przewodnicy duchowi, potrzebni są też ci, którzy tworzą dobra materialne. W dzisiejszym skomercjalizowanym świecie liczne rzesze osób wrażliwych łakną przeżyć duchowych, pragną znaleźć się w grupach, wspólnotach osób, dla których dobra materialne nie są w życiu najwazniejsze, których przeraża bezkompromisowy wyścig po materialne dobra. Jak znaleźć kompromis między pragnieniem życia duchowego i koniecznością zajmowania się egzystencjalną codziennością?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz