Notatki: 1991; 1993
Dylematy
człowieka współczesnego. f, ps,
pol
Styczeń 1991 r.
Schyłek
komunizmu.
Schyłek
komunizmu, jego upadek w różnych krajach, przeczy opiniom, co niektórych osób,
że założenia ustroju komunistycznego były trafne a nawet piękne i tylko
wypaczają je osoby sprawujące władzę, wprowadzające komunizm w życie. Skoro
założenia nie uwzględniają natury ludzkiej, natury społeczeństw, praw
rządzących ekonomią, to są one błędne, (przynajmniej na obecnym etapie
rozwoju). Dają iluzje, że w ustroju komunistycznym można zbudować społeczeństwo
dostatnie i szczęśliwe. O ustroju świadczy praktyczna możliwość jego
stosowania. Komunizm okazał się ustrojem nie tylko mało efektywnym, powodującym
stagnację ekonomiczną i cywilizacyjną, ale przede wszystkim ustrojem
represyjnym, zbrodniczym, przynoszącym bezmiar krzywd i cierpień.
Niestety,
komuniści na czele z Jaruzelskim zafundowali nam oprócz represji, opóźnienie
przemian w reformowaniu państwa i gospodarki o kolejną dekadę.
O komunistach
i nie tylko o nich.
Dlaczego
niektórym osobom tak trudno odrzucić balast przeszłości, uwikłanie w myślenie,
które z perspektywy czasu okazało się myśleniem złudnym?. Dlaczego jest im tak
trudno myśleć i reagować obiektywnie, przyjąć to, że ich uwikłanie było błędem?
Czemu z uporem tkwią w wizjach z przeszłości, bronią swej przeszłości, tracąc
teraźniejszość i przyszłość?
Nie jest to
przyjemne uczucie, gdy wali się cały wyznawany przez długie lata system
wartości. Musi chyba upłynąć sporo czasu, aby można było się z tym pogodzić,
aby dokonać przewartościowań. Trudno jest budować siebie od nowa, wykreślić
swoją przeszłość, przyznać się do pomyłki.
Dlaczego-
myślą- mamy w imię przyszłości odesłać przeszłość do lamusa, tym bardziej, gdy
w przeszłości bywały przyjemne dla nas momenty i okresy?
Jednak
krytyczne spojrzenie na siebie, na swoją przeszłość jest konieczne, jeśli nie
chce się tkwić w utopi, w zdemaskowanym już całkowicie złu. Niestety duża część
posłów z rodowodem komunistycznym nie potrafi zdobyć się na taki krytycyzm wobec
siebie i wobec starego ustroju. To, że ktoś uwierzy w jakąś ideę nie może być
oceniane negatywnie, natomiast trwanie przy tej idei, wiedząc, że jest ona zła,
zbrodnicza jest godne ubolewania.
Trzeba starać
się być zawsze obiektywnym, pragmatycznym, zdroworozsądkowym i nie ulegać
doktrynom, wizjonerstwu opartemu na wydumanych wartościach. Wizjonerstwo może
mieć tylko wtedy rację bytu, gdy ma nie tylko rzetelne naukowe podstawy, ale
przede wszystkim, gdy opiera się na praktyce, na wzorach innych krajów. Wzorce
nie mogą być jednak czymś stałym, niezależnym od czasu, od zachodzących w
świecie i u nas w kraju przemian, gdyż stają się wtedy z kolei one sztywną
doktryną. Wydaje się zresztą, że każde idealizowanie i chęć zbytniego
ingerowania w społeczny rozwój, myślenie utopiami prowadzić musi do zła, do
pozbawiania jednostek wolności. Ustrój powinien się rozwijać w miarę
samoistnie. Jednostka, grupa może wpływać na cząstkowy rozwój społeczności w
jakiejś dziedzinie, natomiast rozwój całościowy powinien odbywać się w dużej
mierze samoczynnie. Każda nowa i wydawałoby się słuszna idea narzucona bez
opamiętania przez jednostkę, grupę czy społeczność siłą, musi prowadzić, a
przynajmniej prowadziła dotąd do nieszczęść i wbrew zamierzeniom paradoksalnie
do cofnięcia, a co najmniej do zatrzymania społeczeństwa w rozwoju.
Styczeń 1991 r.
Wpływ komunizmu na światowe trendy społeczne i gospodarcze.
Myślenie w
kategoriach marksistowskiej walki klas, to myślenie ideologiczne, obsesyjne,
radykalne, którego celem jest burzenie i gwałtowne wprowadzanie zmian.
Ideologię marksistowską wprowadzano dodatkowo w państwie biednym, o ustroju
feudalnym, jakim była Rosja, co jeszcze bardziej pogłębiło rewolucyjny
radykalizm. Budowa ustroju komunistycznego w ZSRR i oparcie go na totalnym
terrorze i zbrodniach prawdopodobnie miało wielki i bardzo długotrwały wpływ na
procesy myślowe społeczeństw i ich przywódców, na tendencje ograniczania
socjalizacji światowych gospodarek, na zwalnianie ulepszania ustroju
kapitalistycznego i stopniowe przekształcanie go w ustrój, w którym solidarność
społeczna, solidarność ze wszystkimi obywatelami państw, regionów i w końcu
świata byłaby coraz bardziej cenioną wartością.
Zbrodniczy
komunistyczny system ze zbrodniczą komunistyczną ideologią i praktyką
kreowanymi i zarządzanymi przez Lenina, opierający się na zbrodniczych
ideologiach marksizmu, engelsizmu wywołał niewyobrażalne cierpienia ludzi i
pochłonął miliony ofiar. Spowodował też ogromną nieufność, u niektórych osób
wrogość do idei socjalnych, socjaldemokratycznych i prawdopodobnie spowolnił
ewoluowanie ustrojów gospodarczych w kierunku większego humanizowania
społecznego współżycia, do ewoluowania systemów kapitalistycznych do takich,
które zawierają więcej społecznego solidaryzmu.
Luty
2009 r.
Komunizm był
ustrojem nieefektywnym, dlatego, że nie zapewniał gospodarkom potrzebnej sporej
dozy ludzkiego egoizmu, egoizmu jednostek, rodzin i małych grup społecznych, a
właściwie nie zagospodarowywał egoizmu w odpowiedni sposób, był ustrojem
nieefektywnym, dlatego że wspólnotowe, uspołecznione i państwowe środki
produkcji nie wyzwalały u ludzi dostatecznej przedsiębiorczości, nie wyzwalały
dostatecznej energii i troski o dobra i o gospodarczy rozwój.
Ale być może,
był też nieefektywny po części, dlatego, że towarzyszyły mu zupełny brak
rozsądku, umiaru, rewolucyjna gorączka i niewiedza ekonomiczna. Być może
egoizm, wygoda, asekuracja, oglądanie się na innych członków wspólnot, egoizm
czerpania przez jednostki profitów z działań wspólnot z jednoczesnym brakiem
zaangażowania w ich ekonomiczny rozwój były wspomagane przez braki wiedzy i
doświadczenia w funkcjonowaniu mechanizmów ekonomicznych i finansowych.
Gospodarki
krajów mogą zawierać się między stanami brzegowymi, między niczym nieokiełznaną
grą między ludźmi mającą na celu zaspokojenie ich indywidualnych potrzeb a
altruistycznym działaniem dla dobra wspólnoty, między totalną kapitalistyczną
grą wolnorynkową a totalnym kolektywnym komunizmem. Człowiek jest istotą
zarówno indywidualną jak i wspólnotową, społeczną, dlatego obie skrajności są
dla niego zabójcze.
W jaki sposób
ustroje gospodarcze będą ewoluować razem z rozwojem ludzi i społeczeństw?
W swoim rozwoju
ludzie zaczęli tworzyć coraz to większe wspólnoty, coraz to większe
społeczności W coraz większych społecznościach, w państwach, międzynarodowych
organizacjach indywidualizm ludzi jest wprzęgany we wspólne potrzeby i interesy
a działania wspólnot w coraz to lepszy sposób zaspokajają potrzeby jednostek.
W jaki sposób
kształtować ustrój państwowy, wspólnotowy, jak najlepiej zaspokajać zarówno
potrzeby indywidualne jak i zbiorowe? To
dylematy rządów, międzynarodowych instytucji, politycznych elit, ludzi nauki.
Na bazie
aktualnej rzeczywistości, aktualnych praktyk tworzone są pewne doktryny, które
okazują się dobre, efektywne w pewnych społeczeństwach i w pewnych okresach
czasu, później okazują się destruktywne, ograniczające zarówno jednostki, grupy
jak i całe społeczeństwa i z kolei one zabijają pragmatyczność.
Na bezrobociu, marzec 1991
r.
Na bezrobociu, listopad
1993 r.
Niewiara tak
samo jak wiara może być kategoryczna, ortodoksyjna.
Tak jak wiara
może przyjąć formę wojującej, nieprzejednanej anty niewiary, tak niewiara może
przyjąć formę wojującej, nieprzejednanej anty wiary. Zbyt ortodoksyjne
wyznawanie wiary, idei może być bardzo zgubne, przynieść wiele zła. Z drugiej
strony ludzie, którzy wyznają zbyt kategorycznie swoją niewiarę mogą popaść w zadufanie,
w zbytnią wiarę w swój umysł, mogą stać się oschli, ubrani w cynizm, egotyzm.
Ich „ponad”, ponad Boga, ponad religie, teorie, idee mogą połączyć się z
lekceważącym stosunkiem do „zwykłych” ludzi. Często swoją ekstrawagancją chcą
zagłuszyć, zakryć swoje zagubienie, bezsilność, poczucie bezsensu istnienia.
Dumne „ponad” miesza się z bezsilnym, bezsensownym „nie ma nic”– nie ma nic
więcej ponad ludzki umysł, wszystko jest wytworem ludzkiego umysłu.
Słuchając
wywodów i oświadczeń osób, które twierdzą, że nie wierzą w Boga, w „życie po
życiu” z jednej strony przyznajemy, że wywody te są racjonalne, z drugiej
strony czujemy, że są nam one w pewien sposób obce, czujemy niepokój, jakiś
dyskomfort. Czy jest to podyktowane tylko tym, że powodują one zachwianie
naszych oczekiwań, tęsknot, pragnień, marzeń by nasze istnienie nie kończyło
się z chwilą śmierci, czy może odczuwamy w nich też pewne zadufanie w umysł
człowieka, w jego racjonalność? Skoro nie potrafimy zrozumieć do końca świata,
istnienia to czy mamy prawo do wydawania jednoznacznych opinii. Świat jest
niepojęty, jego tajemnic nie potrafimy zgłębić naszym umysłem. Nie potrafimy
zrozumieć świata zarówno z Bogiem jak i bez Boga. Czy cud istnienia świata,
jego uporządkowania, istnienia prawideł, którym poddawany jest zarówno kosmos
jak i życie tutaj u nas na Ziemi, cud powstania życia, narodzenia się myślenia
i świadomości i jej ciągłego rozwoju jest przypadkiem, czy to uporządkowanie to
tylko wytwór naszej wyobraźni, naszej chęci opisania chaosu, czy może uprawnia
nas jednak do wiary w moc sprawczą, do wiary w sens istnienia, do wiary w Boga?
Czy duchowość człowieka jest tylko jego wytworem, zaspokojeniem potrzeb,
obłaskawieniem świadomości śmierci, czy jest nadana przez Boga, jest elementem
boskiego ładu wszechświata, jest drogą do Boga, do świadomości boskiej,
totalnej, całkowitej? Czy jest możliwe całkowite, zupełne zrozumienie świata,
uzyskanie świadomości zupełnej, bez żadnych ograniczeń? Tak czy inaczej
duchowość jest człowiekowi bardzo potrzebna. Duchowość wyróżnia człowieka,
nadaje mu sens istnienia. Dlaczego, uważa się, że wieje chłodem (a raczej
niepokojem) od niektórych wybitnych twórców, pozbawiających się wiary, idei,
totalnie negujących? Ludzi tych się ceni, ale się nie kocha? Czy odczuwanie pewnej
oschłości jest wynikiem tego, że zostaje zachwiana człowiecza duchowość,
wynikiem naszego lęku, zachwiania naszej nadziei na życie wieczne? Czy przeraża
nas ich wizja pustki? Czy takie odczucia, taki nasz ich osąd są obiektywne, czy
wynikają jednak z naszego wychowania, z wiary, z poglądów wpojonych w
dzieciństwie, nawet, jeśli pozostały one w nas w szczątkowej formie? Są i wśród
twórców- sceptyków tacy, których uważamy za sympatycznych, od których bije
ciepło. Od czego to zależy? Od naszego nastawienia do nich, od ich nastawienia
do ludzi, do świata? Negacja nie musi oznaczać pogardy dla inaczej myślących,
nie musi oznaczać chłodu i braku życzliwości dla ludzi w codziennym życiu.
Niewiara nie musi oznaczać odżegnywania się od chęci poszukiwania wiary, idei.
Może wystarczy niepewność w niewierze, chęć poszukiwania prawdy, sensu życia,
by odzyskać ludzki, duchowy wymiar istnienia?
Czy
nowoczesność, poznawanie świata staje się jedynym, absolutnym wyzwaniem dla
współczesnego człowieka, czy człowiek chce stać się Bogiem, zastąpić Boga? Kult
nowego, odkrywanego lub tworzonego zastępuje religię? Człowiek chce przeskoczyć
samego siebie? Czy może odwrotnie, nowoczesność wyrywa człowieka ze świata
ciemnego i ponurego?
Na bezrobociu, grudzień
1993
Dylematy
człowieka współczesnego.
Im bardziej
ortodoksyjna wiara, tym bardziej niebezpieczna dla innych i dla samych
wyznawców, jednocześnie tym większy sens życia dla jej wyznawców i ich
determinacja? Z kategoryczności wiary, z chęci jej obrony, z chęci narzucenia
jej innym biorą się terroryzm, samozniszczenie. Wiele osób godzi głęboką wiarę
z tolerancją, z miłością do niewiernych, a nawet „kocha nieprzyjaciół swoich”.
Liczy się dla nich przede wszystkim człowiek, człowiek jest ponad wszystko,
niezależnie, kim jest, jakie wyznaje wartości. Zło i dobro, miłość i nienawiść
występują niezależnie od tego czy ktoś jest wierzący czy niewierzący,
niezależnie od tego jaką wiarę, czy jakie idee wyznaje.
„Panuj
nad swoim umysłem, w przeciwnym razie będzie on opanowany przez innych”.
– Cornegi.
Atrybutami człowieka w obronie przed
zgubnymi ideami, sektami, pseudonaukami, pseudo filozofiami są rozsądek,
logiczne myślenie, doświadczenie i pewna niezbędna doza nieufności.
Współczesny
człowiek wychodzi z różnych pułapek, z ortodoksyjnych przekonań, idei, wierzeń
wpadając jednocześnie w następną pułapkę, pułapkę bezsensu istnienia, pułapkę
swego rozumu, pułapkę świadomości, że nigdy do końca, świata i sensu życia nie
pozna? A może mądrością jest pokora, nie zawierzanie swojej racjonalności,
uznanie, że umysł ludzki nigdy nie pozna tajemnicy życia? Skoro i tak nigdy nie
posiądziemy wiedzy absolutnej, to czy nie pozostaje nam wierzyć w Absolut, w
Boga?
Ale czy jest
pychą gorzki pogląd, że człowiek nic nie znaczy, że zniknie z tego świata z
chwilą śmierci? Czy jest pychą myślenie o swej bezsilności? A czy pychą nie
jest myślenie, że jesteśmy wybrańcami Boga, jego obrazami, nasza tęsknota za
anielskością?
Na bezrobociu, grudzień
1993 r.
Sposoby życia
Są różne
sposoby życia. Żaden sposób nie ma wyłączności na doskonałość, na odkrywanie
sensu istnienia, na odnajdywanie szczęścia. Jeśli się przyjęło jakąś wizję
samemu, jakąś drogę, nie można wymuszać jej innym i oceniać innych wg tego czy
dostosowują się do niej czy nie.
Cywilizacja
Zachodu przyjęła drogę aktywności, drogę rozwoju nauki, techniki itd. Jednostki
dążą aktywnie do sukcesów. Kariery, dostatek, zorganizowanie, coraz lepsze
zaspokajanie codziennych potrzeb – to jej cechy. Życie energiczne jest źródłem
sukcesów i szczęścia. Książki, poradniki podpowiadają jak osiągnąć doskonałość
i szczęście na tej drodze. Podpowiadają szczegółowo i konkretnie, jak najwięcej
zdobyć, jak najdalej dobiec itd. Niektórzy nie wyobrażają sobie nawet
wypoczynku bez aktywności. Biegają, grają, ścigają się. Chcą być coraz
lepszymi. Wyciszenie, spowalnianie odbierają, jako stratę czasu, jako
niewykorzystywanie danego im życia.
Cywilizacje,
filozofie Wschodu preferują wyciszenie, medytację, brak pośpiechu,
uporządkowanie wewnętrzne, stawanie się jednością ze światem. Aby dobrnąć do
kresu nie potrzeba się śpieszyć. Zamiast być wszędzie, dobrnąć do wszystkich
miejsc, zakamarków życia, można na nie spojrzeć z góry, objąć je w całości.
Każda droga
jest dobra, byleby nie szkodziła innym, byleby było w niej miejsce na miłość,
tolerancję, akceptację innych. Większość ludzi próbuje chyba łączyć obie drogi
Są na przemian aktywni i refleksyjni, czasem tylko popadając na dłużej w jedną
z nich.. Idee Wschodu i Zachodu opisują stany, w których znajduje się na przemian
człowiek stan aktywności i stan wyciszenia
Ciepło- zimno
Społeczeństwa
południowe są spontaniczne, społeczeństwa z zimnej północy są mniej
spontaniczne, są flegmatyczne, ale chyba są za to bardziej roztropne.
Na bezrobociu, grudzień
1993 r.
Style
kulturowe grup i osób.
Model I – Kultura oparta na przeszłości.
Opieranie się
przede wszystkim na tradycji. Stagnacja, marazm, skostnienie. Brak otwartości
na nowe wartości, nowe sposoby myślenia, na zdobycze cywilizacyjne, na rozwój
społeczeństwa i jednostek.
Model II – Kultura
zwrócona przede wszystkim ku przyszłości.
Szukanie
wartości prawie tylko w tym, co nowe. Oczywiście naturalne, „mechaniczne”
przejęcie dorobku poprzednich pokoleń, ale na tym poprzestanie. Nie oglądanie
się wstecz, nie rozpamiętywanie, nie wspominanie, byleby „do przodu”, byleby do
nowego. Czy słusznie? Na pewno nadaje to tempa rozwojowi, ale może prowadzić
„na manowce”, do katastrofy.
Model III – Kultura zwrócona zarówno ku przyszłości jak i
przeszłości.
Szukanie
wartości w przyszłości, teraźniejszości, ale także w przeszłości, w historii,
tradycji, w dorobku minionych pokoleń, korzystanie z ich doświadczeń.
Nie byłoby
teraźniejszości, nie będzie przyszłości bez przeszłości, Czy się tego chce czy
nie, w każdej chwili życia (poza poczęciem-początkiem i śmiercią-kresem)
doświadczamy trzech faz istnienia. Umysł jest obarczony pamięcią, ale i
ciekawością tego, co przyniesie „jutro”. Czy można sobie wyobrazić człowieka,
pokolenie z amnezją, czystych, bez żadnych doświadczeń? Czy taki człowiek, taka
społeczność mogłaby się rozwijać? Czy nie szłaby, przez życie po omacku, czy
nie musiałaby zaczynać swego rozwoju od początku, od fazy ludzi pierwotnych czy
przedhistorycznych?
Czy w pogoni za
„nowym”, za rozwojem nie jest dobrze czasami zwolnić? Czy dla jednostki, która
żyje tylko w pewnym etapie tego rozwoju, takie duże tempo przynosi szczęście?
Czy ten ciągły bieg do rozwoju nie wyczerpuje? Czy nie dobrze jest zachować
odpowiednie tempo, czasami zwolnić, zatrzymać się i zastanowić czy zmierza się
w dobrym kierunku? Cóż ciekawego czeka człowieka w przyszłości? Czy okiełzna
życie i świat? Czy stanie się Bogiem? Cóż mi z tego, że kogoś wyprzedzę, lub że
ktoś mnie wyprzedzi o kilka, czy kilkadziesiąt lat w rozwoju cywilizacyjnym?
Cóż z tego, że jedno społeczeństwo wyprzedzi inne? Cóż to znaczy wobec
wieczności? Czy to, że zrobimy krok czy dwa więcej ma znaczenie? Cóż one
znaczą? Są punktami na niekończącej się osi czasu. Lepiej wspinać się na górę
wolno, z przystankami. Jest wtedy gwarancja, że nie spadniemy po drodze w
przepaść, a i pięknymi widokami możemy się wtedy nacieszyć. Idąc szybko, zrywami
i w przepaść spaść nietrudno i serce może nie wytrzymać tempa. Jest wtedy
szansa na to, że wejdzie się wyżej, na wyższy szczyt, ale jest też szansa na
katastrofę. Czy koniecznie musimy zdobywać najwyższe szczyty? Czy zdobywca
małej góry nie potrafi być czasami bardziej zadowolony i szczęśliwy od
zdobywców wielkich szczytów?
Czy sprzeczność
między interesem ludzkości, gatunku ludzkiego polegającym na szybkim rozwoju, a
interesem jednostki, polegającym na szukaniu szczęścia w harmonii między
rozwojem a spokojem jest rzeczywista czy pozorna? Czy lepiej być szczęśliwym
„głupkiem”, czy nieszczęśliwym „mędrcem”? Czy lepiej żyć w prymitywnym, ale
szczęśliwym, spokojnym społeczeństwie, czy w społeczności rozwiniętej,
rozbudzonej intelektualnie, ale zadyszanej? Czy jest to dobrze postawiony
problem? Najlepiej być szczęśliwym i mądrym człowiekiem, żyć w rozwiniętym
cywilizacyjnie i szczęśliwym społeczeństwie. Czy człowiek o małej ograniczonej
świadomości na pewno jest szczęśliwy? Czy to, że żyje on przede wszystkim emocjami,
emocjami podstawowymi, pierwotnymi musi oznaczać, ze jest szczęśliwy,
zaspokojony? Na pewno wartościowsza, przynosząca więcej satysfakcji, poczucia
wartości i szczęścia jest przygoda człowieka (społeczności) dążącego do
rozwoju, do osiągnięcia coraz to większej świadomości.
Ciekawy jest
już sam rozwój, samo dążenie, samo odkrywanie, niezależnie od tego, na jakim
etapie tego rozwoju się znajdujemy. Byleby tylko nie odbywał się w zbyt dużym
pośpiechu, byleby ambicje nie były zbyt wygórowane, a tempo było zrównoważone,
by rozwój osiągany był w harmonii ze szczęściem.
Na bezrobociu, grudzień
1993 r.
Czy
przywiązania: do tradycji, do regionu muszą być ograniczające i prowadzić do
fobii w stosunku do innych społeczności?
Otwartość
jakiejś osoby, grupy czy społeczności na inności, na inne kultury, tradycje,
przyzwyczajenia jest niezależna od ich przywiązania emocjonalnego do swoich
etnicznych, historycznych korzeni. Często osoby bardzo przywiązane do swoich
korzeni, regionu są bardzo otwarte na inne kultury. Twórca czerpiący ze swojej
kultury może szczerze podziwiać i zachwycać się artyzmem ludzi z dalekich
kultur. Zdarza się też tak, że osoby, grupy, społeczności, które odcinają się
od swoich korzeni i uważają je za bardzo ograniczające, które chcą być bardzo
nowoczesne, niezależne od tradycji, a czasami nawet od otaczającej „swojej”
przyrody, są tak w tej niezależności, nowoczesności zapamiętałe, że stają się
to nowym ograniczeniem, nową ortodoksją, potrafią w imię tej nowoczesności
zwalczać bezpardonowo wszystko to, co regionalne, tradycyjne.
O poznawaniu
świata.
Interesująca
jest już sama droga poznawania, droga wzrastania, bez względu na to, jaka by
ona nie była. Przyjemnie i ciekawie jest odkrywać „nowe”, dotychczas
niepoznane. Nie można ciągle dreptać w kółko, po tych samych drogach, po tych
samych miejscach. Wspaniale jest mieć poczucie uczestniczenia w tym, co na
świecie jest najnowsze, najlepsze, w tym co jest odkrywcze, w procesie rozwoju
całej naszej ludzkiej wspólnoty. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia. Jest to
chyba naturalna cecha, by dążyć do odkrywania nowego, by wypróbowywać i
korzystać z coraz to innych zdobyczy naszej cywilizacji, by przeżywać coraz to
nowe emocje i uczestniczyć w różnych przejawach współczesnego życia.
Niekiedy
jesteśmy niechętni tradycji. Nie przywiązujemy wagi do tradycyjnych poglądów.
Chcemy być niezależni w myśleniu i działaniu. Czy jednak zawsze wychodzimy na
tym dobrze? W tradycji, w tradycyjnych poglądach tkwi doświadczenie i mądrość
pokoleń. Tak jak chcemy kupić sprawdzony, testowany wcześniej produkt
przemysłowy, tak w sferze ducha tradycja jest wskazówką tego, co jest dobre,
sprawdzone.
Myśli
współczesnego człowieka
Myśli
współczesnego człowieka są skrótem obejmującym różne kierunki filozofii, od
czasów najdawniejszych do współczesnych. Jak w soczewce skupiają się różne
myślowe prądy, niepokoje i nadzieje. Miotają one człowiekiem powodując jego
coraz większe wewnętrzne rozdarcie. A może po przekroczeniu granicy rozdarcia mogą
prowadzić do uspokojenia, pogodzenia się z tym, kim się jest?
Na bezrobociu, grudzień
1993 r.
O rodzicach.
Często
narzekamy, że rodzice nie umieli znaleźć z nami odpowiedniego kontaktu, że byli
zbyt surowi w ocenach, że zbytnio ingerowali w nasze młode życie, w nasze
towarzyskie kontakty itd. Czy nie możemy im wybaczyć ich może czasami zbyt
ostrych ocen naszych zachowań, tego, że być może przyczynili się do nabycia
przez nas kompleksów, z którymi do dziś nie możemy się uporać? Czy nie możemy
ich zrozumieć, zrozumieć ich punktu widzenia? Przecież mieli oni i mają jak
najlepsze intencje, starali się wg swoich najlepszych chęci wychować nas na
porządnych ludzi (Jacy jesteśmy, to już inna sprawa). Zaszczepili nam ufność do
innych osób, gotowość do dzielenia się z innymi, tym, co się samemu posiada,
bez oczekiwania rewanżu. „Lepiej, abyś samemu stracił niż skrzywdził innych”,
to wpajana przez nich dewiza. Dawali nam i nadal dają dużo miłości. Pomimo że
życie nie było dla nich łatwe, to zawsze dbali o nas, o nasze zdrowie, naukę
itp. Wszystko, co czynili dla nas podyktowane było najlepszymi zamiarami, było
podyktowane miłością.
„Rodzice
często nie potrafią się uporać z poczuciem winy z powodu złego wychowania
dzieci lub z tego powodu, że zrobili w wychowaniu jakieś błędy, które dzieci po
latach im wypominają. Być może za bardzo kochali dzieci, za bardzo chcieli je
uchronić przed popełnieniem życiowego błędu, zbyt natarczywie je
upominali”—Lake.
Ale skąd mieli
wiedzieć jak postępować ze zbuntowanymi nastolatkami, jak wyczuć czy
przekraczają one granicę za którą jest upadek? Przecież nie mieli kiedyś, tak
jak to jest teraz, możliwości z korzystania z mądrych książek, z rad
psychologów. A poza tym mieli też własne problemy emocjonalne. Skoro nie
wiedzieli jak postępować z dziećmi to czy powinni wyrzucać to sobie.
„Ich problem nie polegał na tym, że byli
bezwartościowi jako ludzie, byli tylko niedoskonałymi rodzicami. A dlaczego nie
mieliby takimi być? Czy powinni mieć poczucie winy, skoro nie potrafili czynić
tego, czego ich nie nauczono, o czym nie wiedzieli? Większość z nich wzorowała
się na postępowaniu własnych rodziców, opiekunów, którzy również mieli jak
najlepsze intencje. A dlaczego nie mieliby tak postępować? Dlaczego nie mieliby
naśladować metod wychowawczych, jakie stosowano wobec nich samych?. To ich
niewiedza, nieznajomość lepszych metod spowodowała kłopoty z dziećmi, nie zaś
podła natura, podła cecha charakteru, z powodu, której powinni się obwiniać”.-
Lake.
Wypominamy
czasami rodzicom ich brak tolerancji wobec nas. W imię prawa do niezależności,
do stanowienia o samym sobie, do budowania własnego życia, jakże często
chcieliśmy się od nich „odciąć”. Ale czy my, którzy uważamy się za ludzi
bardziej postępowych, wykształconych, światłych, oczekujących od nich
tolerancji, nie możemy zdobyć się na zrozumienie starszego pokolenia, nie
możemy zdobyć się na tolerancję wobec naszych rodziców i jeśli trzeba na
przebaczenie? Czy zawsze byliśmy i jesteśmy wobec nich sprawiedliwi? Czy nie ma
dużo winy w nas samych? Czy jako osoby często o wysokim mniemaniu o sobie nie
byliśmy wobec nich zbyt obcesowi, nieustępliwi, bezwzględni? Czy nie
ocenialiśmy ich zbyt surowo? Czy już, jako osoby dojrzałe okazywaliśmy i
okazujemy im wystarczająco dużo uczucia, miłości, wdzięczności? Czy staraliśmy
się spokojnie rozmawiać o różniących nas problemach? Nie we wszystkim trzeba
się przecież zgadzać. Liczy się więź, wspólnota. „Można różnić się pięknie”,
nie naruszając więzi, przyjaźni, miłości. A poza tym nawet dzisiaj, kiedy
możemy korzystać z nabytej wiedzy, z rad psychologów, z doświadczeń innych,
często jesteśmy bezradni, zagubieni wobec różnych problemów. Popełniamy te same
i inne błędy, pomimo życiowej nauki. Dzisiaj dzieci wychowywane są bezstresowo,
nie mają lub mają mniej kompleksów, zahamowań, są śmiałe i odważne, są lepiej
przystosowane do życia, do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, są bardziej
przebojowe, a nawet zachłanne. Jednak często brak kompleksów przeradza się w
zadufanie i butę, przebojowość w tupet i bezwzględność, umiejętność radzenia
sobie w egoizm i cynizm. Nam wytyczano ostre granice zachowań, których nie
można było przekroczyć, wpajano myślenie w kategoriach społecznych, moralnych,
uczono solidarności z innymi. Dziś sposoby myślenia i zachowań młodzieży są
bardziej zróżnicowane. Obok wspaniałej młodzieży, bez kompleksów i jednocześnie
otwartej na świat i ludzi, spora część młodzieży to osobnicy egoistyczni,
cyniczni, butni i zarozumiali. Duży wpływ na kształtowanie się charakterów
dzieci i młodzieży mają dziś telewizja, inne media, oglądane na wideo filmy.
Przemoc, cwaniactwo i to przemoc i cwaniactwo, które tryumfują to w filmach
powszedniość.
Dlaczego ja i
moje rodzeństwo: siostra i brat nie nauczyliśmy się śmiałości i pewnego typu
odwagi, odwagi „społecznej”? Przecież mieliśmy kochających nas rodziców i nie
mieliśmy powodów do zakompleksień. Czy nasza nieśmiałość to wynik zablokowań z
dzieciństwa, czy to sprawa genów? Pewnie jedno i drugie, jednak z przewagą tych
drugich.
Na bezrobociu, grudzień
1993 r
Chcemy, aby
nas wysłuchiwano.
Chcemy, aby nas
wysłuchiwano, aby inni potwierdzali nasze wybory, aby współuczestniczyli z nami
w wydarzeniach towarzyskich, rodzinnych, kulturalnych, społecznych, aby
akceptowali nasze upodobania itp., a jakże często brakuje nam gotowości do
otwierania się ku bliźnim, ku bliskim, do akceptacji ich upodobań i wyborów,
jakże często odrzucamy ich oferty, ignorujemy zaproszenia do współuczestniczenia
w wydarzeniach, nie starając się nawet wykrzesać odrobiny życzliwości i
cierpliwości. Czy nie uważamy butnie, że nasze myślenie, upodobania są lepsze,
a myślenie innych mniej warte? Wiara w siebie jest cechą pozytywną, a nawet
konieczną do dobrego funkcjonowania, do zachowania psychicznej równowagi i
psychicznego zdrowia, ale musi współistnieć z życzliwością, z otwieraniem się
na inności, na ludzi inaczej myślących, posiadających inne gusta, mających inną
psychiczną konstrukcję.
Czy nie zbyt
łatwo zapominamy o swoich korzeniach, o tym, kto nas wychował, kto się o nas
troszczył, o rodzicach, o rodzinie, o nauczycielach, o środowisku w którym wzrastaliśmy,
od którego pobieraliśmy pierwsze życiowe nauki? Mamy prawo mieć inne, świeże
poglądy, inne spojrzenie na świat niż starsze pokolenie, ale nie oznacza to
przecież, że nie możemy uszanować ich życia i ich wyborów.
Bardzo trafna
jest maksyma, że jedną z miar dojrzałość ludzi i społeczności jest ich stosunek
do bezbronnych, niepełnosprawnych, do dzieci, do ludzi starych, do ludzi
kalekich.
Na bezrobociu, grudzień
1993 r
Publiczne
dyskusje. Opinie społeczne.
Denerwujące są
opinie wielu osób dotyczące niektórych uczestników publicznych dyskusji. Bardzo
wysoko oceniają one pseudo fachowe wypowiedzi demagogów, cyników, populistów,
którzy w celu uwiarygodnienia swoich wypowiedzi posługują się często
zasłyszanymi wcześniej, czasem przed godziną od rzeczywistych fachowców,
mądrymi kwestiami, które wymieszane z demagogią skutecznie wprowadzają w błąd
słuchaczy. Półprawdy, prawdy cząstkowe, prawdy pozorne tworzą demagogiczną
papkę, niestety dość powszechnie przyswajaną.. Nie daje się wiary rzeczywistym
fachowcom, nie ceni się ludzi mądrych z dużym dorobkiem naukowym. Jedną z
przyczyn takiego odbioru tych dyskusji jest to, że bardzo trudno dyskutuje się
z demagogami. Są oni krzykliwi, nieustępliwi, bronią zaciekle swych poglądów.
Najwięcej zamieszania i najwięcej zła czynią osoby, dla których główną metodą
na zdobycie poparcia do własnych poglądów i wizji, na przekonanie przeciętnych,
nieznających się na jakimś problemie ludzi jest prezentowanie aktorskiego
zdecydowania, pewności i aktorskiej energiczności. Takie postawy powoduje, że
osoby je stosujące wydają się być bardziej kompetentnymi niż są w
rzeczywistości. Do dyskusji z nimi są wymagane szczególne umiejętności. Wśród
ludzi mądrych, o dużej wiedzy merytorycznej, posiadających też wysokie morale
jest niewielu takich, którzy potrafią się obronić przed bezpardonowymi atakami
cwaniaków lub demagogów, przed ich populistycznymi hasłami, butnymi, pozornie
logicznymi wywodami. Są oni otwarci, tolerancyjni, potrafią słuchać innych,
mają inną mentalność, chcą dyskusji prawdziwie merytorycznych a nie zniszczenia
adwersarzy, nic więc dziwnego, że nie potrafią się przebić ze swymi racjami do
mniej wyrobionych słuchaczy. W takim odbiorze dyskutujących duży udział mają
niektórzy prowadzący dyskusje dziennikarze, którzy niestety nie są fachowi w
swej profesji. Symptomatyczne były oceny ludzi po dyskusji sprzed lat, która
odbyła się w telewizji między ówczesnym ministrem finansów Krzakiem a
prowadzącym sieć kantorów wymiany walut Grobelnym. W osłupienie wprawiły mnie
wtedy opinie o Grobelnym, które zewsząd słyszałem po audycji. Oceniano go, jako
wiarygodnego eksperta, praktyka, wręcz wybitnego fachowca od finansów,
natomiast o byłym ministrze Krzaku mówiono, że przy Grobelnym wypadł blado,
jego wywody były nieprzekonujące, że nie zna się zupełnie na finansach, że dał
się zapędzić w przysłowiowy kozi róg. Do czego doprowadziła Grobelnego jego
wybitna wiedza i wybitne działania finansisty okazało się niebawem. W wielu
wypadkach tupet, cynizm, cwaniactwo, bezwzględność w wyrażaniu swojej opinii,
kategoryczność sądów mylone są z inteligencją i z wybitną osobowością.
Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz