środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1991; 1993

Dylematy człowieka współczesnego.       f, ps, pol





Styczeń 1991 r.
Schyłek komunizmu.

Schyłek komunizmu, jego upadek w różnych krajach, przeczy opiniom, co niektórych osób, że założenia ustroju komunistycznego były trafne a nawet piękne i tylko wypaczają je osoby sprawujące władzę, wprowadzające komunizm w życie. Skoro założenia nie uwzględniają natury ludzkiej, natury społeczeństw, praw rządzących ekonomią, to są one błędne, (przynajmniej na obecnym etapie rozwoju). Dają iluzje, że w ustroju komunistycznym można zbudować społeczeństwo dostatnie i szczęśliwe. O ustroju świadczy praktyczna możliwość jego stosowania. Komunizm okazał się ustrojem nie tylko mało efektywnym, powodującym stagnację ekonomiczną i cywilizacyjną, ale przede wszystkim ustrojem represyjnym, zbrodniczym, przynoszącym bezmiar krzywd i cierpień.
Niestety, komuniści na czele z Jaruzelskim zafundowali nam oprócz represji, opóźnienie przemian w reformowaniu państwa i gospodarki o kolejną dekadę.



O komunistach i nie tylko o nich.


Dlaczego niektórym osobom tak trudno odrzucić balast przeszłości, uwikłanie w myślenie, które z perspektywy czasu okazało się myśleniem złudnym?. Dlaczego jest im tak trudno myśleć i reagować obiektywnie, przyjąć to, że ich uwikłanie było błędem? Czemu z uporem tkwią w wizjach z przeszłości, bronią swej przeszłości, tracąc teraźniejszość i przyszłość?
Nie jest to przyjemne uczucie, gdy wali się cały wyznawany przez długie lata system wartości. Musi chyba upłynąć sporo czasu, aby można było się z tym pogodzić, aby dokonać przewartościowań. Trudno jest budować siebie od nowa, wykreślić swoją przeszłość, przyznać się do pomyłki.
Dlaczego- myślą- mamy w imię przyszłości odesłać przeszłość do lamusa, tym bardziej, gdy w przeszłości bywały przyjemne dla nas momenty i okresy?
Jednak krytyczne spojrzenie na siebie, na swoją przeszłość jest konieczne, jeśli nie chce się tkwić w utopi, w zdemaskowanym już całkowicie złu. Niestety duża część posłów z rodowodem komunistycznym nie potrafi zdobyć się na taki krytycyzm wobec siebie i wobec starego ustroju. To, że ktoś uwierzy w jakąś ideę nie może być oceniane negatywnie, natomiast trwanie przy tej idei, wiedząc, że jest ona zła, zbrodnicza jest godne ubolewania.
Trzeba starać się być zawsze obiektywnym, pragmatycznym, zdroworozsądkowym i nie ulegać doktrynom, wizjonerstwu opartemu na wydumanych wartościach. Wizjonerstwo może mieć tylko wtedy rację bytu, gdy ma nie tylko rzetelne naukowe podstawy, ale przede wszystkim, gdy opiera się na praktyce, na wzorach innych krajów. Wzorce nie mogą być jednak czymś stałym, niezależnym od czasu, od zachodzących w świecie i u nas w kraju przemian, gdyż stają się wtedy z kolei one sztywną doktryną. Wydaje się zresztą, że każde idealizowanie i chęć zbytniego ingerowania w społeczny rozwój, myślenie utopiami prowadzić musi do zła, do pozbawiania jednostek wolności. Ustrój powinien się rozwijać w miarę samoistnie. Jednostka, grupa może wpływać na cząstkowy rozwój społeczności w jakiejś dziedzinie, natomiast rozwój całościowy powinien odbywać się w dużej mierze samoczynnie. Każda nowa i wydawałoby się słuszna idea narzucona bez opamiętania przez jednostkę, grupę czy społeczność siłą, musi prowadzić, a przynajmniej prowadziła dotąd do nieszczęść i wbrew zamierzeniom paradoksalnie do cofnięcia, a co najmniej do zatrzymania społeczeństwa w rozwoju.



Styczeń 1991 r.

Wpływ komunizmu na światowe trendy społeczne i gospodarcze.


Myślenie w kategoriach marksistowskiej walki klas, to myślenie ideologiczne, obsesyjne, radykalne, którego celem jest burzenie i gwałtowne wprowadzanie zmian. Ideologię marksistowską wprowadzano dodatkowo w państwie biednym, o ustroju feudalnym, jakim była Rosja, co jeszcze bardziej pogłębiło rewolucyjny radykalizm. Budowa ustroju komunistycznego w ZSRR i oparcie go na totalnym terrorze i zbrodniach prawdopodobnie miało wielki i bardzo długotrwały wpływ na procesy myślowe społeczeństw i ich przywódców, na tendencje ograniczania socjalizacji światowych gospodarek, na zwalnianie ulepszania ustroju kapitalistycznego i stopniowe przekształcanie go w ustrój, w którym solidarność społeczna, solidarność ze wszystkimi obywatelami państw, regionów i w końcu świata byłaby coraz bardziej cenioną wartością.
Zbrodniczy komunistyczny system ze zbrodniczą komunistyczną ideologią i praktyką kreowanymi i zarządzanymi przez Lenina, opierający się na zbrodniczych ideologiach marksizmu, engelsizmu wywołał niewyobrażalne cierpienia ludzi i pochłonął miliony ofiar. Spowodował też ogromną nieufność, u niektórych osób wrogość do idei socjalnych, socjaldemokratycznych i prawdopodobnie spowolnił ewoluowanie ustrojów gospodarczych w kierunku większego humanizowania społecznego współżycia, do ewoluowania systemów kapitalistycznych do takich, które zawierają więcej społecznego solidaryzmu.


Luty 2009 r.

Komunizm był ustrojem nieefektywnym, dlatego, że nie zapewniał gospodarkom potrzebnej sporej dozy ludzkiego egoizmu, egoizmu jednostek, rodzin i małych grup społecznych, a właściwie nie zagospodarowywał egoizmu w odpowiedni sposób, był ustrojem nieefektywnym, dlatego że wspólnotowe, uspołecznione i państwowe środki produkcji nie wyzwalały u ludzi dostatecznej przedsiębiorczości, nie wyzwalały dostatecznej energii i troski o dobra i o gospodarczy rozwój.
Ale być może, był też nieefektywny po części, dlatego, że towarzyszyły mu zupełny brak rozsądku, umiaru, rewolucyjna gorączka i niewiedza ekonomiczna. Być może egoizm, wygoda, asekuracja, oglądanie się na innych członków wspólnot, egoizm czerpania przez jednostki profitów z działań wspólnot z jednoczesnym brakiem zaangażowania w ich ekonomiczny rozwój były wspomagane przez braki wiedzy i doświadczenia w funkcjonowaniu mechanizmów ekonomicznych i finansowych.

Gospodarki krajów mogą zawierać się między stanami brzegowymi, między niczym nieokiełznaną grą między ludźmi mającą na celu zaspokojenie ich indywidualnych potrzeb a altruistycznym działaniem dla dobra wspólnoty, między totalną kapitalistyczną grą wolnorynkową a totalnym kolektywnym komunizmem. Człowiek jest istotą zarówno indywidualną jak i wspólnotową, społeczną, dlatego obie skrajności są dla niego zabójcze.
W jaki sposób ustroje gospodarcze będą ewoluować razem z rozwojem ludzi i społeczeństw?
W swoim rozwoju ludzie zaczęli tworzyć coraz to większe wspólnoty, coraz to większe społeczności W coraz większych społecznościach, w państwach, międzynarodowych organizacjach indywidualizm ludzi jest wprzęgany we wspólne potrzeby i interesy a działania wspólnot w coraz to lepszy sposób zaspokajają potrzeby jednostek.
W jaki sposób kształtować ustrój państwowy, wspólnotowy, jak najlepiej zaspokajać zarówno potrzeby indywidualne jak i zbiorowe?  To dylematy rządów, międzynarodowych instytucji, politycznych elit, ludzi nauki.
Na bazie aktualnej rzeczywistości, aktualnych praktyk tworzone są pewne doktryny, które okazują się dobre, efektywne w pewnych społeczeństwach i w pewnych okresach czasu, później okazują się destruktywne, ograniczające zarówno jednostki, grupy jak i całe społeczeństwa i z kolei one zabijają pragmatyczność.



Na bezrobociu, marzec 1991 r.




Na bezrobociu, listopad 1993 r.

Niewiara tak samo jak wiara może być kategoryczna, ortodoksyjna.


Tak jak wiara może przyjąć formę wojującej, nieprzejednanej anty niewiary, tak niewiara może przyjąć formę wojującej, nieprzejednanej anty wiary. Zbyt ortodoksyjne wyznawanie wiary, idei może być bardzo zgubne, przynieść wiele zła. Z drugiej strony ludzie, którzy wyznają zbyt kategorycznie swoją niewiarę mogą popaść w zadufanie, w zbytnią wiarę w swój umysł, mogą stać się oschli, ubrani w cynizm, egotyzm. Ich „ponad”, ponad Boga, ponad religie, teorie, idee mogą połączyć się z lekceważącym stosunkiem do „zwykłych” ludzi. Często swoją ekstrawagancją chcą zagłuszyć, zakryć swoje zagubienie, bezsilność, poczucie bezsensu istnienia. Dumne „ponad” miesza się z bezsilnym, bezsensownym „nie ma nic”– nie ma nic więcej ponad ludzki umysł, wszystko jest wytworem ludzkiego umysłu.
Słuchając wywodów i oświadczeń osób, które twierdzą, że nie wierzą w Boga, w „życie po życiu” z jednej strony przyznajemy, że wywody te są racjonalne, z drugiej strony czujemy, że są nam one w pewien sposób obce, czujemy niepokój, jakiś dyskomfort. Czy jest to podyktowane tylko tym, że powodują one zachwianie naszych oczekiwań, tęsknot, pragnień, marzeń by nasze istnienie nie kończyło się z chwilą śmierci, czy może odczuwamy w nich też pewne zadufanie w umysł człowieka, w jego racjonalność? Skoro nie potrafimy zrozumieć do końca świata, istnienia to czy mamy prawo do wydawania jednoznacznych opinii. Świat jest niepojęty, jego tajemnic nie potrafimy zgłębić naszym umysłem. Nie potrafimy zrozumieć świata zarówno z Bogiem jak i bez Boga. Czy cud istnienia świata, jego uporządkowania, istnienia prawideł, którym poddawany jest zarówno kosmos jak i życie tutaj u nas na Ziemi, cud powstania życia, narodzenia się myślenia i świadomości i jej ciągłego rozwoju jest przypadkiem, czy to uporządkowanie to tylko wytwór naszej wyobraźni, naszej chęci opisania chaosu, czy może uprawnia nas jednak do wiary w moc sprawczą, do wiary w sens istnienia, do wiary w Boga? Czy duchowość człowieka jest tylko jego wytworem, zaspokojeniem potrzeb, obłaskawieniem świadomości śmierci, czy jest nadana przez Boga, jest elementem boskiego ładu wszechświata, jest drogą do Boga, do świadomości boskiej, totalnej, całkowitej? Czy jest możliwe całkowite, zupełne zrozumienie świata, uzyskanie świadomości zupełnej, bez żadnych ograniczeń? Tak czy inaczej duchowość jest człowiekowi bardzo potrzebna. Duchowość wyróżnia człowieka, nadaje mu sens istnienia. Dlaczego, uważa się, że wieje chłodem (a raczej niepokojem) od niektórych wybitnych twórców, pozbawiających się wiary, idei, totalnie negujących? Ludzi tych się ceni, ale się nie kocha? Czy odczuwanie pewnej oschłości jest wynikiem tego, że zostaje zachwiana człowiecza duchowość, wynikiem naszego lęku, zachwiania naszej nadziei na życie wieczne? Czy przeraża nas ich wizja pustki? Czy takie odczucia, taki nasz ich osąd są obiektywne, czy wynikają jednak z naszego wychowania, z wiary, z poglądów wpojonych w dzieciństwie, nawet, jeśli pozostały one w nas w szczątkowej formie? Są i wśród twórców- sceptyków tacy, których uważamy za sympatycznych, od których bije ciepło. Od czego to zależy? Od naszego nastawienia do nich, od ich nastawienia do ludzi, do świata? Negacja nie musi oznaczać pogardy dla inaczej myślących, nie musi oznaczać chłodu i braku życzliwości dla ludzi w codziennym życiu. Niewiara nie musi oznaczać odżegnywania się od chęci poszukiwania wiary, idei. Może wystarczy niepewność w niewierze, chęć poszukiwania prawdy, sensu życia, by odzyskać ludzki, duchowy wymiar istnienia?
Czy nowoczesność, poznawanie świata staje się jedynym, absolutnym wyzwaniem dla współczesnego człowieka, czy człowiek chce stać się Bogiem, zastąpić Boga? Kult nowego, odkrywanego lub tworzonego zastępuje religię? Człowiek chce przeskoczyć samego siebie? Czy może odwrotnie, nowoczesność wyrywa człowieka ze świata ciemnego i ponurego?

 


Na bezrobociu, grudzień 1993


Dylematy człowieka współczesnego.

Im bardziej ortodoksyjna wiara, tym bardziej niebezpieczna dla innych i dla samych wyznawców, jednocześnie tym większy sens życia dla jej wyznawców i ich determinacja? Z kategoryczności wiary, z chęci jej obrony, z chęci narzucenia jej innym biorą się terroryzm, samozniszczenie. Wiele osób godzi głęboką wiarę z tolerancją, z miłością do niewiernych, a nawet „kocha nieprzyjaciół swoich”. Liczy się dla nich przede wszystkim człowiek, człowiek jest ponad wszystko, niezależnie, kim jest, jakie wyznaje wartości. Zło i dobro, miłość i nienawiść występują niezależnie od tego czy ktoś jest wierzący czy niewierzący, niezależnie od tego jaką wiarę, czy jakie idee wyznaje.
„Panuj nad swoim umysłem, w przeciwnym razie będzie on opanowany przez innych”. – Cornegi.
Atrybutami człowieka w obronie przed zgubnymi ideami, sektami, pseudonaukami, pseudo filozofiami są rozsądek, logiczne myślenie, doświadczenie i pewna niezbędna doza nieufności.
Współczesny człowiek wychodzi z różnych pułapek, z ortodoksyjnych przekonań, idei, wierzeń wpadając jednocześnie w następną pułapkę, pułapkę bezsensu istnienia, pułapkę swego rozumu, pułapkę świadomości, że nigdy do końca, świata i sensu życia nie pozna? A może mądrością jest pokora, nie zawierzanie swojej racjonalności, uznanie, że umysł ludzki nigdy nie pozna tajemnicy życia? Skoro i tak nigdy nie posiądziemy wiedzy absolutnej, to czy nie pozostaje nam wierzyć w Absolut, w Boga?
Ale czy jest pychą gorzki pogląd, że człowiek nic nie znaczy, że zniknie z tego świata z chwilą śmierci? Czy jest pychą myślenie o swej bezsilności? A czy pychą nie jest myślenie, że jesteśmy wybrańcami Boga, jego obrazami, nasza tęsknota za anielskością?




Na bezrobociu, grudzień 1993 r.

Sposoby życia


Są różne sposoby życia. Żaden sposób nie ma wyłączności na doskonałość, na odkrywanie sensu istnienia, na odnajdywanie szczęścia. Jeśli się przyjęło jakąś wizję samemu, jakąś drogę, nie można wymuszać jej innym i oceniać innych wg tego czy dostosowują się do niej czy nie.
Cywilizacja Zachodu przyjęła drogę aktywności, drogę rozwoju nauki, techniki itd. Jednostki dążą aktywnie do sukcesów. Kariery, dostatek, zorganizowanie, coraz lepsze zaspokajanie codziennych potrzeb – to jej cechy. Życie energiczne jest źródłem sukcesów i szczęścia. Książki, poradniki podpowiadają jak osiągnąć doskonałość i szczęście na tej drodze. Podpowiadają szczegółowo i konkretnie, jak najwięcej zdobyć, jak najdalej dobiec itd. Niektórzy nie wyobrażają sobie nawet wypoczynku bez aktywności. Biegają, grają, ścigają się. Chcą być coraz lepszymi. Wyciszenie, spowalnianie odbierają, jako stratę czasu, jako niewykorzystywanie danego im życia.
Cywilizacje, filozofie Wschodu preferują wyciszenie, medytację, brak pośpiechu, uporządkowanie wewnętrzne, stawanie się jednością ze światem. Aby dobrnąć do kresu nie potrzeba się śpieszyć. Zamiast być wszędzie, dobrnąć do wszystkich miejsc, zakamarków życia, można na nie spojrzeć z góry, objąć je w całości.
Każda droga jest dobra, byleby nie szkodziła innym, byleby było w niej miejsce na miłość, tolerancję, akceptację innych. Większość ludzi próbuje chyba łączyć obie drogi Są na przemian aktywni i refleksyjni, czasem tylko popadając na dłużej w jedną z nich.. Idee Wschodu i Zachodu opisują stany, w których znajduje się na przemian człowiek stan aktywności i stan wyciszenia

Ciepło- zimno

Społeczeństwa południowe są spontaniczne, społeczeństwa z zimnej północy są mniej spontaniczne, są flegmatyczne, ale chyba są za to bardziej roztropne.



Na bezrobociu, grudzień 1993 r.

Style kulturowe grup i osób.



Model I –   Kultura oparta na przeszłości.
Opieranie się przede wszystkim na tradycji. Stagnacja, marazm, skostnienie. Brak otwartości na nowe wartości, nowe sposoby myślenia, na zdobycze cywilizacyjne, na rozwój społeczeństwa i jednostek.

Model II –  Kultura zwrócona przede wszystkim ku przyszłości.

Szukanie wartości prawie tylko w tym, co nowe. Oczywiście naturalne, „mechaniczne” przejęcie dorobku poprzednich pokoleń, ale na tym poprzestanie. Nie oglądanie się wstecz, nie rozpamiętywanie, nie wspominanie, byleby „do przodu”, byleby do nowego. Czy słusznie? Na pewno nadaje to tempa rozwojowi, ale może prowadzić „na manowce”, do katastrofy.

Model III – Kultura zwrócona zarówno ku przyszłości jak i przeszłości.

Szukanie wartości w przyszłości, teraźniejszości, ale także w przeszłości, w historii, tradycji, w dorobku minionych pokoleń, korzystanie z ich doświadczeń.

Nie byłoby teraźniejszości, nie będzie przyszłości bez przeszłości, Czy się tego chce czy nie, w każdej chwili życia (poza poczęciem-początkiem i śmiercią-kresem) doświadczamy trzech faz istnienia. Umysł jest obarczony pamięcią, ale i ciekawością tego, co przyniesie „jutro”. Czy można sobie wyobrazić człowieka, pokolenie z amnezją, czystych, bez żadnych doświadczeń? Czy taki człowiek, taka społeczność mogłaby się rozwijać? Czy nie szłaby, przez życie po omacku, czy nie musiałaby zaczynać swego rozwoju od początku, od fazy ludzi pierwotnych czy przedhistorycznych?
Czy w pogoni za „nowym”, za rozwojem nie jest dobrze czasami zwolnić? Czy dla jednostki, która żyje tylko w pewnym etapie tego rozwoju, takie duże tempo przynosi szczęście? Czy ten ciągły bieg do rozwoju nie wyczerpuje? Czy nie dobrze jest zachować odpowiednie tempo, czasami zwolnić, zatrzymać się i zastanowić czy zmierza się w dobrym kierunku? Cóż ciekawego czeka człowieka w przyszłości? Czy okiełzna życie i świat? Czy stanie się Bogiem? Cóż mi z tego, że kogoś wyprzedzę, lub że ktoś mnie wyprzedzi o kilka, czy kilkadziesiąt lat w rozwoju cywilizacyjnym? Cóż z tego, że jedno społeczeństwo wyprzedzi inne? Cóż to znaczy wobec wieczności? Czy to, że zrobimy krok czy dwa więcej ma znaczenie? Cóż one znaczą? Są punktami na niekończącej się osi czasu. Lepiej wspinać się na górę wolno, z przystankami. Jest wtedy gwarancja, że nie spadniemy po drodze w przepaść, a i pięknymi widokami możemy się wtedy nacieszyć. Idąc szybko, zrywami i w przepaść spaść nietrudno i serce może nie wytrzymać tempa. Jest wtedy szansa na to, że wejdzie się wyżej, na wyższy szczyt, ale jest też szansa na katastrofę. Czy koniecznie musimy zdobywać najwyższe szczyty? Czy zdobywca małej góry nie potrafi być czasami bardziej zadowolony i szczęśliwy od zdobywców wielkich szczytów?
Czy sprzeczność między interesem ludzkości, gatunku ludzkiego polegającym na szybkim rozwoju, a interesem jednostki, polegającym na szukaniu szczęścia w harmonii między rozwojem a spokojem jest rzeczywista czy pozorna? Czy lepiej być szczęśliwym „głupkiem”, czy nieszczęśliwym „mędrcem”? Czy lepiej żyć w prymitywnym, ale szczęśliwym, spokojnym społeczeństwie, czy w społeczności rozwiniętej, rozbudzonej intelektualnie, ale zadyszanej? Czy jest to dobrze postawiony problem? Najlepiej być szczęśliwym i mądrym człowiekiem, żyć w rozwiniętym cywilizacyjnie i szczęśliwym społeczeństwie. Czy człowiek o małej ograniczonej świadomości na pewno jest szczęśliwy? Czy to, że żyje on przede wszystkim emocjami, emocjami podstawowymi, pierwotnymi musi oznaczać, ze jest szczęśliwy, zaspokojony? Na pewno wartościowsza, przynosząca więcej satysfakcji, poczucia wartości i szczęścia jest przygoda człowieka (społeczności) dążącego do rozwoju, do osiągnięcia coraz to większej świadomości.
Ciekawy jest już sam rozwój, samo dążenie, samo odkrywanie, niezależnie od tego, na jakim etapie tego rozwoju się znajdujemy. Byleby tylko nie odbywał się w zbyt dużym pośpiechu, byleby ambicje nie były zbyt wygórowane, a tempo było zrównoważone, by rozwój osiągany był w harmonii ze szczęściem.



Na bezrobociu, grudzień 1993 r.

Czy przywiązania: do tradycji, do regionu muszą być ograniczające i prowadzić do fobii w stosunku do innych społeczności?

Otwartość jakiejś osoby, grupy czy społeczności na inności, na inne kultury, tradycje, przyzwyczajenia jest niezależna od ich przywiązania emocjonalnego do swoich etnicznych, historycznych korzeni. Często osoby bardzo przywiązane do swoich korzeni, regionu są bardzo otwarte na inne kultury. Twórca czerpiący ze swojej kultury może szczerze podziwiać i zachwycać się artyzmem ludzi z dalekich kultur. Zdarza się też tak, że osoby, grupy, społeczności, które odcinają się od swoich korzeni i uważają je za bardzo ograniczające, które chcą być bardzo nowoczesne, niezależne od tradycji, a czasami nawet od otaczającej „swojej” przyrody, są tak w tej niezależności, nowoczesności zapamiętałe, że stają się to nowym ograniczeniem, nową ortodoksją, potrafią w imię tej nowoczesności zwalczać bezpardonowo wszystko to, co regionalne, tradycyjne.



O poznawaniu świata.


Interesująca jest już sama droga poznawania, droga wzrastania, bez względu na to, jaka by ona nie była. Przyjemnie i ciekawie jest odkrywać „nowe”, dotychczas niepoznane. Nie można ciągle dreptać w kółko, po tych samych drogach, po tych samych miejscach. Wspaniale jest mieć poczucie uczestniczenia w tym, co na świecie jest najnowsze, najlepsze, w tym co jest odkrywcze, w procesie rozwoju całej naszej ludzkiej wspólnoty. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia. Jest to chyba naturalna cecha, by dążyć do odkrywania nowego, by wypróbowywać i korzystać z coraz to innych zdobyczy naszej cywilizacji, by przeżywać coraz to nowe emocje i uczestniczyć w różnych przejawach współczesnego życia.
Niekiedy jesteśmy niechętni tradycji. Nie przywiązujemy wagi do tradycyjnych poglądów. Chcemy być niezależni w myśleniu i działaniu. Czy jednak zawsze wychodzimy na tym dobrze? W tradycji, w tradycyjnych poglądach tkwi doświadczenie i mądrość pokoleń. Tak jak chcemy kupić sprawdzony, testowany wcześniej produkt przemysłowy, tak w sferze ducha tradycja jest wskazówką tego, co jest dobre, sprawdzone.



Myśli współczesnego człowieka


Myśli współczesnego człowieka są skrótem obejmującym różne kierunki filozofii, od czasów najdawniejszych do współczesnych. Jak w soczewce skupiają się różne myślowe prądy, niepokoje i nadzieje. Miotają one człowiekiem powodując jego coraz większe wewnętrzne rozdarcie. A może po przekroczeniu granicy rozdarcia mogą prowadzić do uspokojenia, pogodzenia się z tym, kim się jest?



Na bezrobociu, grudzień 1993 r.

O rodzicach.


Często narzekamy, że rodzice nie umieli znaleźć z nami odpowiedniego kontaktu, że byli zbyt surowi w ocenach, że zbytnio ingerowali w nasze młode życie, w nasze towarzyskie kontakty itd. Czy nie możemy im wybaczyć ich może czasami zbyt ostrych ocen naszych zachowań, tego, że być może przyczynili się do nabycia przez nas kompleksów, z którymi do dziś nie możemy się uporać? Czy nie możemy ich zrozumieć, zrozumieć ich punktu widzenia? Przecież mieli oni i mają jak najlepsze intencje, starali się wg swoich najlepszych chęci wychować nas na porządnych ludzi (Jacy jesteśmy, to już inna sprawa). Zaszczepili nam ufność do innych osób, gotowość do dzielenia się z innymi, tym, co się samemu posiada, bez oczekiwania rewanżu. „Lepiej, abyś samemu stracił niż skrzywdził innych”, to wpajana przez nich dewiza. Dawali nam i nadal dają dużo miłości. Pomimo że życie nie było dla nich łatwe, to zawsze dbali o nas, o nasze zdrowie, naukę itp. Wszystko, co czynili dla nas podyktowane było najlepszymi zamiarami, było podyktowane miłością.
„Rodzice często nie potrafią się uporać z poczuciem winy z powodu złego wychowania dzieci lub z tego powodu, że zrobili w wychowaniu jakieś błędy, które dzieci po latach im wypominają. Być może za bardzo kochali dzieci, za bardzo chcieli je uchronić przed popełnieniem życiowego błędu, zbyt natarczywie je upominali”—Lake.
Ale skąd mieli wiedzieć jak postępować ze zbuntowanymi nastolatkami, jak wyczuć czy przekraczają one granicę za którą jest upadek? Przecież nie mieli kiedyś, tak jak to jest teraz, możliwości z korzystania z mądrych książek, z rad psychologów. A poza tym mieli też własne problemy emocjonalne. Skoro nie wiedzieli jak postępować z dziećmi to czy powinni wyrzucać to sobie.
 „Ich problem nie polegał na tym, że byli bezwartościowi jako ludzie, byli tylko niedoskonałymi rodzicami. A dlaczego nie mieliby takimi być? Czy powinni mieć poczucie winy, skoro nie potrafili czynić tego, czego ich nie nauczono, o czym nie wiedzieli? Większość z nich wzorowała się na postępowaniu własnych rodziców, opiekunów, którzy również mieli jak najlepsze intencje. A dlaczego nie mieliby tak postępować? Dlaczego nie mieliby naśladować metod wychowawczych, jakie stosowano wobec nich samych?. To ich niewiedza, nieznajomość lepszych metod spowodowała kłopoty z dziećmi, nie zaś podła natura, podła cecha charakteru, z powodu, której powinni się obwiniać”.- Lake.
Wypominamy czasami rodzicom ich brak tolerancji wobec nas. W imię prawa do niezależności, do stanowienia o samym sobie, do budowania własnego życia, jakże często chcieliśmy się od nich „odciąć”. Ale czy my, którzy uważamy się za ludzi bardziej postępowych, wykształconych, światłych, oczekujących od nich tolerancji, nie możemy zdobyć się na zrozumienie starszego pokolenia, nie możemy zdobyć się na tolerancję wobec naszych rodziców i jeśli trzeba na przebaczenie? Czy zawsze byliśmy i jesteśmy wobec nich sprawiedliwi? Czy nie ma dużo winy w nas samych? Czy jako osoby często o wysokim mniemaniu o sobie nie byliśmy wobec nich zbyt obcesowi, nieustępliwi, bezwzględni? Czy nie ocenialiśmy ich zbyt surowo? Czy już, jako osoby dojrzałe okazywaliśmy i okazujemy im wystarczająco dużo uczucia, miłości, wdzięczności? Czy staraliśmy się spokojnie rozmawiać o różniących nas problemach? Nie we wszystkim trzeba się przecież zgadzać. Liczy się więź, wspólnota. „Można różnić się pięknie”, nie naruszając więzi, przyjaźni, miłości. A poza tym nawet dzisiaj, kiedy możemy korzystać z nabytej wiedzy, z rad psychologów, z doświadczeń innych, często jesteśmy bezradni, zagubieni wobec różnych problemów. Popełniamy te same i inne błędy, pomimo życiowej nauki. Dzisiaj dzieci wychowywane są bezstresowo, nie mają lub mają mniej kompleksów, zahamowań, są śmiałe i odważne, są lepiej przystosowane do życia, do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, są bardziej przebojowe, a nawet zachłanne. Jednak często brak kompleksów przeradza się w zadufanie i butę, przebojowość w tupet i bezwzględność, umiejętność radzenia sobie w egoizm i cynizm. Nam wytyczano ostre granice zachowań, których nie można było przekroczyć, wpajano myślenie w kategoriach społecznych, moralnych, uczono solidarności z innymi. Dziś sposoby myślenia i zachowań młodzieży są bardziej zróżnicowane. Obok wspaniałej młodzieży, bez kompleksów i jednocześnie otwartej na świat i ludzi, spora część młodzieży to osobnicy egoistyczni, cyniczni, butni i zarozumiali. Duży wpływ na kształtowanie się charakterów dzieci i młodzieży mają dziś telewizja, inne media, oglądane na wideo filmy. Przemoc, cwaniactwo i to przemoc i cwaniactwo, które tryumfują to w filmach powszedniość.

Dlaczego ja i moje rodzeństwo: siostra i brat nie nauczyliśmy się śmiałości i pewnego typu odwagi, odwagi „społecznej”? Przecież mieliśmy kochających nas rodziców i nie mieliśmy powodów do zakompleksień. Czy nasza nieśmiałość to wynik zablokowań z dzieciństwa, czy to sprawa genów? Pewnie jedno i drugie, jednak z przewagą tych drugich.



Na bezrobociu, grudzień 1993 r


Chcemy, aby nas wysłuchiwano.


Chcemy, aby nas wysłuchiwano, aby inni potwierdzali nasze wybory, aby współuczestniczyli z nami w wydarzeniach towarzyskich, rodzinnych, kulturalnych, społecznych, aby akceptowali nasze upodobania itp., a jakże często brakuje nam gotowości do otwierania się ku bliźnim, ku bliskim, do akceptacji ich upodobań i wyborów, jakże często odrzucamy ich oferty, ignorujemy zaproszenia do współuczestniczenia w wydarzeniach, nie starając się nawet wykrzesać odrobiny życzliwości i cierpliwości. Czy nie uważamy butnie, że nasze myślenie, upodobania są lepsze, a myślenie innych mniej warte? Wiara w siebie jest cechą pozytywną, a nawet konieczną do dobrego funkcjonowania, do zachowania psychicznej równowagi i psychicznego zdrowia, ale musi współistnieć z życzliwością, z otwieraniem się na inności, na ludzi inaczej myślących, posiadających inne gusta, mających inną psychiczną konstrukcję.
Czy nie zbyt łatwo zapominamy o swoich korzeniach, o tym, kto nas wychował, kto się o nas troszczył, o rodzicach, o rodzinie, o nauczycielach, o środowisku w którym wzrastaliśmy, od którego pobieraliśmy pierwsze życiowe nauki? Mamy prawo mieć inne, świeże poglądy, inne spojrzenie na świat niż starsze pokolenie, ale nie oznacza to przecież, że nie możemy uszanować ich życia i ich wyborów.
Bardzo trafna jest maksyma, że jedną z miar dojrzałość ludzi i społeczności jest ich stosunek do bezbronnych, niepełnosprawnych, do dzieci, do ludzi starych, do ludzi kalekich.



Na bezrobociu, grudzień 1993 r

Publiczne dyskusje. Opinie społeczne.


Denerwujące są opinie wielu osób dotyczące niektórych uczestników publicznych dyskusji. Bardzo wysoko oceniają one pseudo fachowe wypowiedzi demagogów, cyników, populistów, którzy w celu uwiarygodnienia swoich wypowiedzi posługują się często zasłyszanymi wcześniej, czasem przed godziną od rzeczywistych fachowców, mądrymi kwestiami, które wymieszane z demagogią skutecznie wprowadzają w błąd słuchaczy. Półprawdy, prawdy cząstkowe, prawdy pozorne tworzą demagogiczną papkę, niestety dość powszechnie przyswajaną.. Nie daje się wiary rzeczywistym fachowcom, nie ceni się ludzi mądrych z dużym dorobkiem naukowym. Jedną z przyczyn takiego odbioru tych dyskusji jest to, że bardzo trudno dyskutuje się z demagogami. Są oni krzykliwi, nieustępliwi, bronią zaciekle swych poglądów. Najwięcej zamieszania i najwięcej zła czynią osoby, dla których główną metodą na zdobycie poparcia do własnych poglądów i wizji, na przekonanie przeciętnych, nieznających się na jakimś problemie ludzi jest prezentowanie aktorskiego zdecydowania, pewności i aktorskiej energiczności. Takie postawy powoduje, że osoby je stosujące wydają się być bardziej kompetentnymi niż są w rzeczywistości. Do dyskusji z nimi są wymagane szczególne umiejętności. Wśród ludzi mądrych, o dużej wiedzy merytorycznej, posiadających też wysokie morale jest niewielu takich, którzy potrafią się obronić przed bezpardonowymi atakami cwaniaków lub demagogów, przed ich populistycznymi hasłami, butnymi, pozornie logicznymi wywodami. Są oni otwarci, tolerancyjni, potrafią słuchać innych, mają inną mentalność, chcą dyskusji prawdziwie merytorycznych a nie zniszczenia adwersarzy, nic więc dziwnego, że nie potrafią się przebić ze swymi racjami do mniej wyrobionych słuchaczy. W takim odbiorze dyskutujących duży udział mają niektórzy prowadzący dyskusje dziennikarze, którzy niestety nie są fachowi w swej profesji. Symptomatyczne były oceny ludzi po dyskusji sprzed lat, która odbyła się w telewizji między ówczesnym ministrem finansów Krzakiem a prowadzącym sieć kantorów wymiany walut Grobelnym. W osłupienie wprawiły mnie wtedy opinie o Grobelnym, które zewsząd słyszałem po audycji. Oceniano go, jako wiarygodnego eksperta, praktyka, wręcz wybitnego fachowca od finansów, natomiast o byłym ministrze Krzaku mówiono, że przy Grobelnym wypadł blado, jego wywody były nieprzekonujące, że nie zna się zupełnie na finansach, że dał się zapędzić w przysłowiowy kozi róg. Do czego doprowadziła Grobelnego jego wybitna wiedza i wybitne działania finansisty okazało się niebawem. W wielu wypadkach tupet, cynizm, cwaniactwo, bezwzględność w wyrażaniu swojej opinii, kategoryczność sądów mylone są z inteligencją i z wybitną osobowością.



Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.

Dobrze, gdy w dyskusjach, z poziomu analiz staramy się przejść od czasu do czasu na poziom ogólności, syntezy. Trudno dyskutuje się z osobami, które zamykają się w swoich myślowych światach, czasami bardzo hermetycznie, które traktują swoje myślenie, poglądy i wyznawane wartości i ich hierarchię za jedynie słuszne, jedynie możliwe.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz