Notatki: 1994 a
Nie ma społeczeństw
całkowicie czystych moralnie.
Na bezrobociu, styczeń
1994r.
O globalnej
wiosce.
Społeczeństwa
biedne na całym ziemskim świecie stanęły przed dylematem: czy rozwijać się
szybko, poddać się prądowi gospodarki rynkowej, stosować politykę liberalną w
czystej formie, narażając się na wielkie zróżnicowania materialne wywołujące
napięcia, czy też kłaść większy nacisk na bardziej równomierne korzystanie z
rozwoju przez wszystkich swoich obywateli, bez rażących dysproporcji, a przede
wszystkim bez obszarów nędzy. Świat jest zapatrzony w społeczeństwa
najbogatsze, najbardziej rozwinięte, zwłaszcza na Amerykę, społeczeństwa
próbują gonić, próbują się unowocześniać, korzystać z dorobku współczesnego
świata, stosują coraz częściej podobne środki, podobne liberalne podejście do
wszystkich sfer życia, również do gospodarki. Być może do osiągnięcia tych
celów nie ma innej drogi. Jednak kraje biedne, zapóźnione bez pomocy świata
bogatych, stosując reguły liberalnej gospodarki rynkowej w czystej formie, nie
są w stanie ustrzec się dotkliwej, często skrajnej biedy części swoich
obywateli. Globalizacja, wchodzenie kapitału państw rozwiniętych do gospodarek
państw biednych, zapóźnionych jest dla tych drugich szansą korzystania z
gospodarczego i cywilizacyjnego dorobku świata, jednocześnie wchodzenie obcego
kapitału prowadzi do wykorzystywania pracy, zwłaszcza pracy prostej obywateli
państw biednych. Dlatego tak ważna jest rozsądna polityka gospodarcza i
finansowa w takich biednych państwach, tak by zachęcać obcy kapitał do
inwestowania i jednocześnie by nie było nadmiernego wyzyskiwania przez ten
kapitał obywateli tych państw, by nie było nadmiernego transferu zysków.
Czy świat
(ludzkość) ma się rozwijać jak najszybciej, nie zważając na biedę, poczucie
niższości wielu współobywateli naszej Ziemi, czy lepiej by rozwój był
wolniejszy, ale bardziej harmonijny, bez tak drastycznych zróżnicowań Ziemian?
Oczywiście, trudno jest okiełznać, uporządkować świat, zdyscyplinować poszczególne
gospodarki. Kto miałby to uczynić, jakie międzynarodowe siły, jakie instytucje?
Jest to trudne. Zachodzą przecież sprzeczności interesów. W krajach bogatych
liberalizm, gospodarka rynkowa w czystej formie nie stanowią śmiertelnego
zagrożenia dla jakiejś części obywateli, są dobrodziejstwem, są pasjonującym
wyzwaniem, urzeczywistnianiem wizji szybkiego rozwoju, wizji rewolucji
naukowej, technicznej, technologicznej itd. Dla krajów biednych stanowią jednak
wielkie zagrożenie zróżnicowania społecznego, powstania wielkich obszarów nędzy
i frustracji. Dylemat istnieje w skali ogólnoświatowej i w poszczególnych
krajach z osobna. Czy państwa biedne, na dorobku rezygnując z gospodarki
rynkowej, w skrajnym, neoliberalnym wydaniu na rzecz bardziej równomiernego rozwoju,
na rzecz w miarę sprawiedliwego podziału dóbr między wszystkich swoich
obywateli, muszą stać się enklawą odgrodzoną od świata, pozostającą za tym
światem daleko w tyle? W obecnej dobie powszechnej informacji takie enklawy
„szczęśliwości” i zacofania zarazem są prawie niemożliwe, choć przykłady takich
państw jak choćby Korea Północna czy Kuba dowodzą, że prawie całkowite odcięcie
swoich obywateli od informacji płynących ze świata zewnętrznego jeszcze się
zdarza. Pretensje za stosowanie zbyt forsownej dla społeczeństw biednych
polityki liberalnej kierowane są do zarządzających gospodarkami w tych krajach,
do osób wprowadzających zasady wolnorynkowe, szczególnie do rządów i ministrów
finansów. A oni przecież tylko wpisują gospodarki swoich krajów w standardy
światowe. W krajach, w których się tego nie robi przepaść między tymi krajami a
światem rozwiniętym pogłębia się w szybkim tempie. To nie rządy, czy
ministrowie finansów bezpośrednio powodują gonitwę ekonomiczną. To świat w
całości „zwariował”. Swoją drogą czy tak szybki, ale chaotyczny rozwój nie
przyniesie kiedyś jakiegoś ogromnego nieszczęścia dla Ziemian. Już dziś
niepokoją manipulacje genetyczne, zmiany klimatu, zmniejszanie się ilości tlenu
spowodowane mniejszą jego produkcją przez świat roślin, oraz zwiększeniem jego
zużycia spowodowane rozwojem przemysłu chemicznego, energetyki itd. itd. Czy
nie udusimy się w przenośni i dosłownie?
Mechanik
stosuje te same narzędzia naprawiając nowe, super nowoczesne i stare,
zdezelowane samochody. Nie mając do dyspozycji odpowiednich części nie jest w
stanie zmienić starego wraka w nowoczesny, wygodny, funkcjonujący bez zarzutu
pojazd. Może go tylko naprawić na tyle by poruszał się on w miarę bezpiecznie
po drogach, by jakoś tam funkcjonował. Podobnie osoby odpowiedzialne za
gospodarki posługują się podobnymi narzędziami ekonomicznymi. Jednak nie jest
możliwy cud, nie jest możliwe uczynienie szybko z biednej, zacofanej, kulejącej
gospodarki, gospodarki nowoczesnej, dynamicznej i bogatej. Do tego trzeba
niestety bardzo dużo czasu i wyrzeczeń. Tak jak są potrzebni mechanicy, tak
niezbędni są zarządzający mechanizmami gospodarczymi fachowcy od ekonomii.
Czy jest
możliwe to, by świat z fazy globalizacji rozumianej dzisiaj, jako związywanie
się gospodarek różnymi nitkami czy nawet sieciami połączeń, tworzenie się
gospodarczych struktur ponad narodowych, ale też, jako wykorzystywanie pracy
społeczeństw biednych, czy na dorobku i pogoń biednych za bogatymi, przeszedł
kiedyś do fazy globalizacji rozumianej, jako wspólne dźwiganie krajów biednych
przez kraje bogate, do zrozumienia i odczucia tego, że wszyscy mieszkańcy Ziemi
stanowimy jedną ludzką wspólnotę? Oby faza pierwsza była naturalnym przejściem
do fazy drugiej. Wymagać to będzie niezwykłego, altruistycznego (?) otwarcia
się społeczeństw bogatych na społeczeństwa biedne. Takie otwarcie już się
dokonuje, choć są to dopiero jego początki. W społeczeństwach rozwiniętych jest
coraz więcej inicjatyw na rzecz pomocy światu biednemu, coraz więcej
współodczuwania i przejmowania się losami innych. Jest nadzieja, że społeczność
świata zrozumie, że harmonijny rozwój wszystkich społeczności, żyjących na
naszej planecie jest moralnym obowiązkiem istot nazywających siebie dumnie
ludźmi, warunkiem przetrwania ludzkości, przetrwania naszego gatunku.
Lipiec 2007
Dziś moje poglądy na temat konieczności
stosowania zasad liberalnej polityki gospodarczej do szybkiego gospodarczego
rozwoju są zupełnie inne. Dziś uważam, że polityka liberalna
przyniosła światu i wielu krajom dużo zła. W skali świata przyniosła szybki
rozwój takim krajom jak Chiny, Indie, Brazylia, ale przyniosła też dużo złego,
pauperyzację, wielkie społeczne nierówności, społeczne napięcia w
pokomunistycznych państwach Europy, takich jak Polska.
Na bezrobociu, styczeń
1994r.
„Świat-Ziemia”
„Świat-Ziemia”
rozwija się w różnych kierunkach: pozytywnym,
optymistycznym i negatywnym, pesymistycznym. Jest coraz bardziej zatłoczony,
zaśmiecony, zanieczyszczony, coraz więcej w nim broni jądrowej, chemicznej,
biologicznej itd., coraz więcej w nim egoistycznej gry interesów. Czasami
wydaje się też, że coraz większa globalizacja finansów, że ten coraz mniej
ograniczony i coraz bardziej zagmatwany, nieprzezroczysty, obejmujący cały nasz
świat przepływ kapitału, to gra podobna do gigantycznej ruletki, oparta w dużej
mierze na przypadku, wymykająca się jakimkolwiek dotychczasowym prawidłom i
kontroli, a nawet teoriom prawdopodobieństwa wielkich liczb. Z drugiej strony
coraz więcej w tym świecie myśli naukowej, techniki, coraz większa ludzka
samoświadomość, a globalizacja to szansa na rozwój krajów cywilizacyjnie
zacofanych, na wyrównywanie poziomów życia. Miejmy nadzieję, że korzyści z
totalizacji przewyższą jej ujemne strony, że np. zostaną wykorzystane w coraz
większym stopniu szanse na globalne rozprzestrzenienie się ustrojów
demokratycznych.
Byłoby pięknie
gdyby geniusz ludzki i ludzka dobroć i solidarność zapanowały nad ludzkimi:
ciemnotą, zawiścią i nienawiścią, gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi mogli żyć w
godności i zaznawać szczęścia, gdybyśmy wszyscy zaczęli szanować ten pyłek w
kosmosie, jakim jest nasz glob.
Na bezrobociu, styczeń 1994
r.
Nie ma
idealnych krajów, idealnych społeczeństw.
Każdy kraj ma
różne oblicza, występują w nim różne obszary, różne enklawy ludzkiego myślenia,
ludzkich zachowań. Kraje mogą różnić się jednak proporcjami tych obszarów.
Ameryka nie jest wyjątkiem. Dzisiejsza Ameryka to kraj otwarty, liberalny,
przodujący cywilizacyjnie, na który z podziwem i zazdrością skierowane są oczy
świata, ale istnieje również Ameryka konserwatywna, purytańska, prawomyślna do
bólu, ascetyczna, sterylnie bezgrzeszna, bezwzględna, istnieje też Ameryka
produkująca krwawe, pełne przemocy filmy. Oprócz niewątpliwie dobrych wpływów
Ameryki na świat, są też negatywne strony tych wpływów. To, co było do tej pory
postrzegane z odległości za siłę Ameryki zaczyna od jakiegoś czasu przeszkadzać
i niepokoić. Dostrzegane są zagrożenia przychodzące z Ameryki w postaci
ekspansji komercji we wszystkich dziedzinach życia, natarczywości,
nieustępliwości w forsowaniu swoich racji, swoich interesów. Nachalność sekt,
firm handlowych itp. instytucji, która była i jest w ostatnich latach
zapożyczana do Europy Wschodniej jest coraz częściej postrzegana, jako obca,
nieprzystająca do europejskich przyzwyczajeń cecha. Firmy stosują różnego
rodzaju chwyty, mamią różnymi konkursami, grami, aby tylko przyciągnąć
klientów, zarobić, wyciągnąć z nich ile się da, organizują ludzi w różnego
rodzaju handlowe łańcuszki, żerują na naiwności i na nie najlepszych stronach
ludzkiej natury np. chciwości. Kiedyś natarczywość świadków Jehowy, z jaką
chcieli przyciągnąć ludzi do swojej wspólnoty przypisywaliśmy tej konkretnej
grupie religijnej, dziś widzimy, że ta postawa jest typowa dla wielu grup, firm
działających w różnych sferach życia, typowa dla kultury komercji i reklamy.
Czy wymienione zagrożenia zostały zapożyczone z Ameryki, czy może są one
naturalnym wynikiem liberalizacji życia, a przede wszystkim liberalizacji
gospodarek w tej części Europy? Zatraca się „złoty środek”, coś, co istniało
pomiędzy filozofiami i kulturami Wschodu z jednej strony a kulturą pieniądza,
komercjalizacją wszystkich dziedzin życia z drugiej strony.
Na bezrobociu, styczeń
1994r.
Wolność,
różnorodność, otwartość na inności na różne idee, samodzielność jednostek i
grup wykształcone w trakcie budowania społeczeństwa i państwa amerykańskiego są
wielką siłą Ameryki, siłą imponującą światu. W procesach tych wykształciły się
jednak również złe cechy, chociażby skomercjalizowanie różnych sfer życia,
dążenie do perfekcji, do sukcesu za wszelką cenę. Z jednej strony są to siły
napędowe cywilizacyjnego rozwoju, z drugiej są przyczyną wielkich dysproporcji
i powodują u wielu wiele frustracji. Takie dysproporcje są szczególnie dotkliwe
w krajach biednych, na dorobku, próbujących gonić świat poprzez liberalizowanie
gospodarki.
Na bezrobociu, styczeń 1994
r.
Świat pozbywa
się wrażliwości i uczuć romantycznych.
Z pokolenia na
pokolenie jest tych uczuć coraz mniej. Ludzie chcą być i są coraz bardziej
racjonalni. Ta tendencja odzwierciedla się w produktach kultury, zwłaszcza
kultury masowej. Każde pokolenie uważa pewnie, że żyło w najciekawszych czasach
i że to ono znalazło tę właściwą równowagę między uczuciami sentymentalnymi a
racjonalnością. Moje pokolenie uważa, że to jego młodość przypadła na świetny,
przełomowy okres, w którym ta równowaga była prawie idealna, że świat
szczęsnych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, świat rocka i hippisów był
chyba lepszym od tego „przed” i „po”.
Był to okres kontestacji, jak się wydaje okres pewnego przełomu między
odchodzącym światem hipokryzji, szowinizmu, rasizmu, utopijnych idei
bezwzględnie wcielanych w życie, różnych fobii a nadchodzącym światem
racjonalności i niestety również przesadnej komercji. „Świat rocka i hippisów”
to świat ludzi otwartych, szukających, świat, w którym nie ma żadnych tabu,
świat wyzbywania się hipokryzji i jednocześnie świat romantycznych idei
braterstwa wśród ludzi, świat z drugoplanową rolą pieniądza i dóbr
materialnych. Może były to idee wyidealizowane, utopijne, ale skierowane ku
człowiekowi a nie przeciw niemu, podkreślające to, że skoro żyjemy na tym
świecie we wspólnocie, to powinniśmy zadbać, aby każdemu osobnikowi w tej
wspólnocie żyło się dobrze, żeby nam razem, wzajemnie było dobrze. Oczywiście
hippisi różnili się od komunistów, którzy też przecież chcieli świata sprawiedliwego
społecznie. Komuniści narzucali swe idee, dążyli do ich zrealizowania przemocą,
dla nich każde środki, które mogły doprowadzić do celu były dobre. Tworzyli
świat hierarchiczny, świat polityczny, partyjny. Młodzi ludzie „ery hippisów”
nade wszystko cenili wolność, raczej odgradzali się od zewnętrznego, obcego im
duchowo świata polityki. Obce im były polityka i hierarchia. Ich świat wartości
to świat ducha i wolności, świat poszukiwań, bez ograniczeń i kanonów. Uciekali
w świat sztuki. Sztuka tego okresu to sztuka nowatorska, wychodząca z utartych
kanonów, ekspansywna, emocjonalna, jednocześnie bardzo romantyczna. Muzyka
hałaśliwa, chropawa, zrywająca z uładzonymi schematami, jednocześnie z dużym
ładunkiem emocji i uczuć. Dzisiaj świat się skomercjalizował, stechnicyzował.
Zbyt dużo ludzi wpisuje się w świat pieniądza, maszyn, automatów, w świat
„techno”. Ludzie chcą być i są coraz
bardziej racjonalni, ale tez coraz bardziej skuteczni i egoistyczni,
bezwzględni w dochodzeniu do celów. Świat poszedł chyba za daleko w pozbywaniu
się uczuć. Ludzie wstydzą się sentymentów, zbyt dużo ludzi dba tylko i
wyłącznie o własne interesy i korzyści, nie widząc, że stają się przy tym
trybami w machinie, trybami twardymi, solidnymi, mocnymi, jednak też sztywno
umocowanymi, bez możliwości tworzenia własnych, indywidualnych światów,
pozbawiającymi się uczuć wyższych. Oczywiście dotyczy to tylko części ludzi,
dużej części, ale na szczęście nie wszystkich.
„Błędne
koło”.
Pełne przemocy,
ociekające krwią filmy, zaspokajające niskie potrzeby widzów, które są
przejawem totalnej komercji i które są produkowane praktycznie już na całym
świecie, z jednej strony są odzwierciedleniem dzisiejszej rzeczywistości, z
drugiej strony stają się wzorcem myślenia i postępowania dla podatnych na nie
osób, osób o nieukształtowanych przez swoje rodziny, nie odpornych na te wzorce
charakterach. Twórcy filmów i ci, którzy uważają, że filmy nie mają wpływu na
ludzi, na dzisiejszą, pełną przemocy rzeczywistość mają stępione sumienia albo
zupełnie stępiony zmysł obserwacji.
Na bezrobociu, luty 1994 r.
Dlaczego nikt
nie zwalcza gospodarczych oszustów?
Dziwi mnie i
drażni to, że różnego rodzaju oszuści więksi i mniejsi działają masowo i
bezkarnie na naszym rynku, żerując na naiwności swoich klientów. Ani
prokuratura, ani policja, ani żadna parlamentarna komisja zajmująca się
praworządnością zupełnie się tym zjawiskiem nie interesują. Zwykli, zazwyczaj
biedni ludzie nie mają znikąd pomocy, nikt ich nawet nie ostrzega. Bezkarnie
zamieszczanych jest w prasie mnóstwo ogłoszeń oszustów, lichwiarzy, firm
wysyłkowych, firm oferujących pracę chałupniczą itp. Oferenci pracy za granicą
np. na statkach w rejonie Karaibów, matacze obiecujący nagrody i wygrane w
konkursach dla osób, które zakupią szmirę, twórcy tzw. finansowych piramid, a
co najgorsze handlarze naiwnymi dziewczynami, które zamiast otrzymać pracę trafiają
do burdeli, to kryminaliści, którzy zamiast być osądzeni za przestępstwa stają
się finansowymi arystokratami. Ta zupełna niemoc i znieczulica władzy i
instytucji powołanych do utrzymywania praworządności i do obrony obywateli
przed przestępcami jest zatrważająca. Państwo w imię wolnorynkowej ideologii pozwala oszukiwać
swoich obywateli. Przedkłada ideologie nad moralność i bezpieczeństwo.
Niektóre firmy
dystrybucyjne stosujące sieciową formę sprzedaży bezpośredniej robią to zbyt
nachalnie. Stosują one nachalne, natarczywe szkolenia, wydają broszury, w
których wyolbrzymiają zalety swoich produktów, angażują „autorytety” naukowe,
które jednak swoje kariery finansowe związali z tymi firmami. Firmy te działały
pewnie przed laty na rynkach amerykańskim i Europy Zachodniej. Obecnie po
uodpornieniu się tamtych społeczeństw na tego typu formy sprzedaży i
zdecydowanym spadku obrotów, firmy te wykorzystują nadarzającą się okazję i
organizują swoją ekspansję na nowych rynkach. Struktury sprzedaży mają cechy
sekt. Są to sekty ekonomiczne, sekty finansowe. Stosowane są w nich przecież
podobne metody perswazji, podobne metody działania, podobne zależności do metod
stosowanych w sektach religijnych, z tą różnicą, że zamiast w sferze ducha
działają w sferze pieniądza.
Wrzesień
2012 r.
Łańcuszkowa i
piramidalna rynkowa inicjatywność.
„Mądrość” -
cwaniactwo piramid dystrybucyjnych i tym podobnych firm, (nie działających w
oparciu o rzetelne analizy strat i zysków) polega na tym, że ich założycielom
przybywa kasy dopóty, dopóki przybywa nowych klientów. Przychody uzyskiwane od
nowych klientów finansują obsługę klientów złapanych w „firmową” siatkę
wcześniej. Ponieważ oferowane warunki pomnażania dochodów są niezwykle
korzystne, nowych klientów dających się złapać na haczyki obiecywanych,
bajkowych zysków przybywa w szybkim tempie, niekiedy prawie geometrycznym. Gdy
pola działania firm obsiane ludzką naiwnością i chęcią szybkich zarobków
wypełnią się i przestanie przybywać naiwnych klientów strumienie pieniędzy
przestają dopływać (rozrastać się) do „firm”. Jest to moment, gdy
właściciele-cwaniacy razem z „firmą” znikają z wielką kasą z rynku i „zapadają
się pod ziemię”. Jednak, niektórzy z
„przedsiębiorców”, którzy są tak samo naiwni jak ich klienci (choć uważają się
zwykle za ponadprzeciętnie mądrych) i wierzą w piramidowe: dystrybucje i finanse
nie znikają. Sami są zaskoczeni szybką zmianą dochodowej sytuacji, tym, że ich
wymyślne, bajkowe źródła dochodów zaczynają w szybkim tempie przynosić straty.
Nachalne i bezwzględne biznesy
Również inne działające na naszym rynku, uznane firmy
usługowe i współpracujące z nimi firmy dystrybucyjne stosują nieuczciwe
praktyki. Amoralne, rozbójnicze zachowania
dotykają często ludzi w podeszłym wieku, w złej kondycji psycho-fizycznej
i z małą odpornością na sugestie i opowieści akwizytorów i firm dystrybucyjnych
i bezradnych wobec późniejsze działań
firm matek.
Nie tylko spektakularne zdarzenia w państwie mają
wpływ na jakość życia obywatelskiej społeczności. Dzisiaj mamy do czynienia z
ograniczaniem suwerenności ludzi. Mnóstwo firm narzuca w sposób bardziej lub
mniej nachalny i wyrachowany swoje
produkty a poprzez nie okresowe od siebie uzależnienie. Zdarzenia drobne
dotyczące poszczególnych, prywatnych osób lub grup sumują się i również
wpływają niebagatelnie na jakość życia całej populacji.
Obyśmy
doczekali się tego, by namolne, amoralne praktyki
były eliminowane z biznesu i życia publicznego i by wreszcie minęła epoka
dyktatu komercji i osiągania zysków, sukcesów i robienia karier za wszelka
cenę.
Na bezrobociu, luty 1994 r.
Formy
organizowania się społeczeństw. Państwo.
Ludzie
pierwotni zaczęli się organizować w rodziny, grupy, plemiona. Był to proces
naturalny, zmierzający do lepszego i wygodniejszego ułożenia życia, do
zwiększenia zdolności obronnych itd. Co
prawda, życie w coraz większych grupach, społecznościach przynosiło nowe
problemy, a walki pojedynczych osób przekształciły się w walki grupowe,
plemienne, a później w wojny między społeczeństwami, to korzyści wynikające ze
zorganizowania wspólnego życia, z podziału prac i ról przeważyły. Dzisiaj uważa
się, że najlepszą formą zorganizowania się społeczeństw jest państwo
demokratyczne o ustroju parlamentarnym (przedstawicielskim) i gospodarce
wolnorynkowej. Państwa są prawdopodobnie fazą przejściową w postępującym już
procesie globalizacji i integracji. Zorganizowanie się społeczeństwa w państwo
pociąga za sobą nadawanie praw, jego obywatelom, ale też nakładanie na nich
obowiązków i ograniczeń. Państwo wspomaga osoby tworząc odpowiednie instytucje,
które wyręczają je w takich dziedzinach życia jak: kształcenie dzieci, leczenie,
wytwarzanie dóbr, gromadzenie pieniędzy zabezpieczających godne życie na
starość i wielu, wielu innych. Działalność państwa daje nam komfort tego, że
nie jesteśmy pozostawieni sami sobie, że mamy wsparcie od współobywateli, a
także komfort psychiczny, że w naszym imieniu zajmuje się ono współobywatelami,
którzy potrzebują wsparcia. Zorganizowanie w państwo zdecydowanie uefektywnia
działania jego obywateli, przynosi rozwój społeczeństwa i jednostek, poszerza
paletę możliwości samorealizacji jednostek. Każde zorganizowanie, także
zorganizowanie w państwo ma też dla jednostek ujemne, obciążające strony,
przynosi dużo różnych ograniczeń i obowiązków, jednostki stają się
współodpowiedzialne za poczynania państwa i współobywateli, ogranicza wolność,
ogranicza do pewnego stopnia wolny wybór stylu życia. Jednostka musi się
podporządkować ogółowi, musi przestrzegać ustanowionego prawa, przyjętych reguł
itd. Obywatele i państwo oczekują wzajemnie od siebie lojalności. Oczywiście
państwo państwu nierówne. W państwach rozwiniętych, nowoczesnych przywiązuje
się dużą wagę do tego, aby ograniczenia jednostek, grup były możliwie
najmniejsze, aby korzyści przeważały zdecydowanie nad negatywami. Im dojrzalsze
społeczeństwo, tym może być mniej ograniczeń, mniej państwa.
Dziś tworzą się
wspólnoty ponad narodowe, są tworzone uniwersalne kodeksy, powstała „Karta Praw
Człowieka”. Państwa demokratyczne, wspólnoty międzynarodowe poczuwają się do
odpowiedzialności za losy innych społeczeństw, jednostek, za losy świata.
Na bezrobociu, luty 1994 r.
Czy moje
poglądy są niezależne?
Dlatego, że
moje poglądy różnią się od osób z mojego otoczenia i jestem od niego zupełnie
niezależny, zarzuca mi się niekiedy, że nie mam własnego zdania, że znajduję
się pod wpływem opinii jakiegoś opiniotwórczego środowiska. Oczywiście, inne
osoby, środowiska, media mają wpływ na mnie, na moje myślenie, jednak nie jest
to wpływ bezpośredni, automatyczny. Nie ulegam bezmyślnie opiniom innych.
Staram się każdy pogląd, każdą informację „przepuścić przez siebie”, przemyśleć
i wypracować własny pogląd. Z tego, że moje poglądy zgadzają się z taką a nie
inną linią myślenia, że są podobne do poglądów takich, a nie innych środowisk,
że czuję się z nimi emocjonalnie i myślowo związany nie świadczy chyba o mojej
intelektualnej zależności.
Na bezrobociu, czerwiec
1994 r.
Nie, dla
„Nie”.
Zadziwiające,
że tak nietolerancyjne, na wskroś tendencyjne pismo, jakim jest wydawany przez
Urbana tygodnik „Nie”, redagowany przez grupę najbardziej skorumpowanych, najbardziej
zeszmaconych w przeszłości, cynicznych dziennikarzy, zasłużonych w bezwzględnym
tępieniu w przeszłości niezależnej myśli, mających na sumieniu ogromne krzywdy
ludzi, uchodzi w opinii sporej części społeczeństwa za źródło prawdy, że jest
odbierany, jako tygodnik broniący tolerancji, jako wiarygodny demaskator zła.
Do manipulowania społeczeństwem są w nim używane różne, jak się okazuje
skuteczne metody. Wulgarność, bezwzględność redaktorów- gangsterów zbiega się z
modą na takie właśnie środki wyrazu. Jeśli stosowanie takich środków wyrazu
powiązane jest z uczciwością przekazu, służy do wyrażania jakichś prawd, można
to zrozumieć. W „Nie” powiązane jest to z nieuczciwością, z nienawiścią, z
chęcią „dokopania” przeciwnikom. Zapewne część podawanych przez „Nie” faktów
jest prawdziwa. Redaktorzy czyhają, rzucają się na nie jak głodne hieny na
zdobycz. Są one pożywką, niezwykle cenną zdobyczą potrzebną do prowadzenia ich
gry. Prawdy te są odpowiednio podane, zmieszane z kłamstwami, owinięte obłudą i
nienawiścią. Prawdy nie odkrywa się dla samej prawdy. Zarówno prawdy jak i
kłamstwa służą temu samemu celowi, zniszczeniu, „dokopaniu” przeciwnikowi.
Wolność słowa, publikacji, wyrażania różnorakich poglądów, postaw jest cenną
zdobyczą demokracji i służy jawności życia, poszukiwaniom prawdy, jednak ważne
są też intencje, które towarzyszą słowom, czy nie są z jednej strony cyniczne i
podstępne, z drugiej strony czy nie pochodzą od nieprzejednanych,
ortodoksyjnych wyznawców jakichś idei, jakichś poglądów. Słowa mogą być równie
niebezpieczne jak czyny, słowami można także wyrządzić wiele zła. Skrajne grupy
ideologiczne, polityczne są najbardziej krzykliwe, nieprzejednane. Ich
wystąpienia publiczne są napastliwe, nastawione na udowodnienie swoich
niewzruszonych „prawd”, każdą polemikę traktują wrogo, jako zamach na ich
„jedynie słuszny” system wartości. Również cyniczne, pozbawione moralnych
zasad, nieliczące się z nikim i z niczym środowiska są niebezpieczne. Zarówno
jedne jak i drugie mają niestety w naszym kraju duży posłuch społeczny.
Społeczeństwo zapóźnione cywilizacyjnie, do tego o mentalności kształtowanej
przez dziesięciolecia przez ustrój komunistyczny, zagubione w dzisiejszym
świecie, przytłoczone problemami transformacji, na które nakładają się problemy
związane z zachodzącymi akurat teraz, równolegle przemianami w gospodarkach
światowych, jest podatne na płytkie, pobieżne oceny i manipulacje. Polemika z
krzykaczami, cwaniakami, z demagogami i cynikami jest bardzo trudna. Osoby
kulturalne nie zawsze potrafią przebić się przez ścianę demagogii,
ćwierć-prawd, chwytliwych dla niewyrobionego, mało krytycznego słuchacza.
Trudno mi
zrozumieć podziwianie przez niektóre osoby Urbana i ocenianie go jako wybitnego
intelektualisty i dużego formatu osobowość. Czy cynizm, ekshibicjonizm, nie
liczenie się z innymi ludźmi należy traktować, jako wyznaczniki wybitnej
inteligencji i nonkonformizmu?
Politycy a społeczeństwo.
Czujemy niesmak
z działań i zachowań naszych niektórych polityków, którzy nie grzeszą
fachowością, tolerancją i rozsądkiem, których rozpiera pycha. Ale czy klasa
polityczna nie jest odzwierciedleniem nas- całego społeczeństwa. Przecież my
zachowujemy się podobnie. Przecież to my, zwykli obywatele nie cenimy polityków
rozsądnych, kompetentnych i uczciwych, nie cenimy autorytetów moralnych i
naukowych, osób sprawdzonych, osób z chlubną przeszłością.. Popieramy siły
skrajne, populistyczne, popieramy ludzi zarozumiałych i demagogicznych.
Zastanówmy się jacy jesteśmy jako społeczeństwo. Zastanówmy się jak dojrzeć,
jak się przekształcić w społeczeństwo myślące rozsądnie. Jak pozbyć się
kompleksów zmieszanych z butą? Na pewno nie jest naszą winą to, że żyliśmy w
takich a nie innych warunkach historycznych, które sprzyjały powstawaniu
kompleksów i butnych nietolerancyjnych zachowań i anarchii, ale zróbmy wszystko
aby zmienić naszą świadomość i dogonić cywilizacyjnie i mentalnie społeczeństwa
Zachodu.
O
niedoskonałości formułowanych myśli. Relatywizm ocen.
Raz zasiana
myśl zaczyna kiełkować, nabierać własnej dynamiki. Jednocześnie wiesz, że nie
doprowadzi cię to do jednoznaczności, do wyjaśnienia sprawy do końca.
Formułując jakąś myśl, wypowiadając ją, zapisując ją, już po chwili masz
odczucie jej niejednoznaczności, ogólnikowości, wycinkowości, odczucie, że
dotyczy ona pewnego kontekstu, że jest ona jednym z wielu możliwych podejść do
tematu, jednym z wielu sposobów określania poruszonych spraw. Rozpoczyna się
proces dopracowywania, rozszerzania i ciągle masz odczucie niedosytu, nie
jesteś w stanie omówić, opisać, zrozumieć poruszonych spraw do końca. Pewne
twierdzenia w części nakładają się, potwierdzają się i jednocześnie wykluczają
się wzajemnie. Jesteś bezsilny, nie ma jednej, jednoznacznej prawdy, są tylko
interpretacje, wszystko jest relatywne. Człowiek jest skazany na niepewność.
Czy może być, chociaż pewnym tego, co odczute, co np. namacalne lub widoczne,
co potwierdzają zmysły?
O sobie i mojej
emocjonalnej ułomności.
Niby
z założenia nie boję się świata, ludzi, otoczenia, sytuacji, jednak w
konkretnych sytuacjach objawiają się u mnie symptomy lękowej nerwicy. Wydaje mi
się, że nie tyle są to lęki wynikające z mentalnych odchyleń, ale z organicznych przyczyn. Zmęczenie
bezsennością, skoki
ciśnienia, bóle głowy, pieczenie, „piasek w oczach”, kołatanie serca,
osłabienie i niepokój z tym związane,
zmiany jakości widzenia i inne niedomagania
nie pomagają w normalny funkcjonowaniu. Obarczone tymi dolegliwościami
moje reakcje mogą być odbierane jako rezultaty moich defektów
charakterologicznych. Choć może po części mają i takie źródła.
Mam samoczynnie
powstające lęki w zabieraniu głosu gdy znajdę się wśród grupy obcy osób
Szczególnie silnie objawiają się one w stanie niewyspania, wtedy to unikam nawet spojrzeń. Na ile wynikają one z
fobii społecznej a na ile z fizycznych dolegliwości?
Wydaje mi się,
że przyczyny moich emocjonalnych ułomności są różnorakie. Po części wynikają z
mojej charakterologicznej konstrukcji, która z kolei ma źródła po części w
genach i po części ukształtowały się w dzieciństwie, ale też wynikają z nabytej
i utrwalonej nerwicy i mają charakter wręcz fizjologiczny. Skutki wynikające z
tych pierwszych przyczyn można wyeliminować lub złagodzić, wynikające z tych
drugich są trudne do ujarzmienia.
W bardzo dużym
stopniu moja zdolność do normalnych reakcji i zachowań, moja mobilność
intelektualno-kontaktowa, towarzyska jest uzależniona od mojego stanu
fizycznego, w zdecydowanie większym stopniu niż to ma miejsce u innych ludzi.
Otwarty i uparty, spolegliwy i nieprzejednany, prowokacyjny
Duch tolerancji
i pokory jest we mnie przemieszany z duchem upartości i przekory? Dlaczego
zdarza się niekiedy, że w rozmowach towarzyskich zamiast rozsądku i ważenia słów
albo przyjmuję postawę bierną i przyznaję innym rację walkowerem, albo jestem
przekorny? Czasami nawet w imię relatywizmu prowokuję i wypowiadam poglądy nie
całkiem zgodne z moimi przekonaniami. Z jednej strony przyznaję rozmówcom prawo
do innych niż moje poglądów, do innych punktów widzenia, z drugiej strony
staram się podważyć ich racje. Jest to balansowanie na cienkiej granicy
upartości i otwartości. Czy jestem tolerancyjny wobec osób, a uparty i
prowokacyjny wobec ich poglądów? Czy zawsze potrafię rozdzielić mój stosunek do
adwersarzy od stosunku do ich poglądów? Moja przekorność objawia się w czasie
rozmów na tematy z różnych dziedzin. W rozmowach na tematy polityczne z
obrońcami komunizmu jestem radykalnie i bezkompromisowo antykomunistyczny, w dyskusjach
z prawicowcami jestem zdecydowanie anty prawicowy. Taka jest zresztą u nas w
Polsce niewygodna pozycja osób o poglądach centrowych i dość liberalnych, które
są u nas w mniejszości. Jestem zdecydowanym krytykiem nacjonalizmów, ksenofobi
ale też odcinania się od tradycji, od wartości i uczuć etnicznych, narodowych. Rażą mnie automatyczne,
bezkrytyczne, pseudo patriotyczne peany dotyczące Polski i Polaków wypowiadane
przez „prawdziwych” Polaków, ale też bolą niepochlebne opinie o Polsce,
zwłaszcza te dochodzące do nas zza granicy. Patriotyzm jest ze wszechmiar czymś
pięknym, pożytecznym, godnym uwagi, jeśli tylko nie jest on ciasny,
zaściankowy, jeśli nie przeszkadza w przyjmowaniu wartości ogólnoludzkich,
jeśli dostrzega się człowieka w każdej osobie, niezależnie od tego, jakiego
koloru jest jego skóra, w jakim miejscu kuli ziemskiej żyje itd.
Świętości,
„niepodważalne” idee, stereotypy, tradycja krępują, ograniczają swobodę myśli,
swobodę przeżywania, swobodę korzystania z dobrodziejstw postępu, nowoczesności.
Niedobrze jest też wpaść w pułapkę całkowitego relatywizmu i anarchii.
Wystarczy pewne rozluźnienie, uświadomienie, że istnieją inne nie gorsze,
pożyteczne dla człowieka wartości niż te wpajane nam od dziecka. Przyjmowanie
innych, ubogacających nas poglądów, sposobów życia z zachowaniem tych
pożytecznych z tradycji i wczesnej nauki, czerpanie tego, co dobre z historii,
z tradycji i czerpanie tego co dobre ze współczesności, z nowoczesności jest
najlepszym sposobem stwarzania siebie pełniejszym, a naszego świata bardziej
przyjaznym, szczęśliwym i duchowo bogatszym.
Ludzie mają
naturalną skłonność do przebywania w grupach, do tworzenia kręgów znajomych,
przyjaciół, do tworzenia grup o wspólnych zainteresowaniach, poglądach,
interesach, wspólnej przeszłości, tradycji, do organizowania się w
społeczności. Jest to nieuniknione i niezbędne do właściwego funkcjonowania,
psychologicznie uzasadnione. Byleby nie zamykać się hermetycznie w tych grupach
i wspólnotach, byleby przyjmować ożywcze prądy z zewnątrz, byleby np.
patriotyzm nie przerodził się w ksenofobiczny nacjonalizm czy nawet w faszyzm.
Wydaje się, że
wypośrodkowywanie, wyważanie we wszystkich dziedzinach życia człowieka jest
jedną z głównych zasad w dążeniu i osiąganiu harmonii w życiu wewnętrznym jak i
zewnętrznym, zapobiega rozczarowaniom i upadkom. Człowiek jest skazany na
balansowanie, na chodzenie środkiem górskiej, niebezpiecznej ścieżki. Zbytnie
zboczenie w prawą lub lewą stronę grozi jego runięciem w przepaść.
Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz