środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1994 a

Nie ma społeczeństw całkowicie czystych moralnie.




Na bezrobociu, styczeń 1994r.

O globalnej wiosce.        


Społeczeństwa biedne na całym ziemskim świecie stanęły przed dylematem: czy rozwijać się szybko, poddać się prądowi gospodarki rynkowej, stosować politykę liberalną w czystej formie, narażając się na wielkie zróżnicowania materialne wywołujące napięcia, czy też kłaść większy nacisk na bardziej równomierne korzystanie z rozwoju przez wszystkich swoich obywateli, bez rażących dysproporcji, a przede wszystkim bez obszarów nędzy. Świat jest zapatrzony w społeczeństwa najbogatsze, najbardziej rozwinięte, zwłaszcza na Amerykę, społeczeństwa próbują gonić, próbują się unowocześniać, korzystać z dorobku współczesnego świata, stosują coraz częściej podobne środki, podobne liberalne podejście do wszystkich sfer życia, również do gospodarki. Być może do osiągnięcia tych celów nie ma innej drogi. Jednak kraje biedne, zapóźnione bez pomocy świata bogatych, stosując reguły liberalnej gospodarki rynkowej w czystej formie, nie są w stanie ustrzec się dotkliwej, często skrajnej biedy części swoich obywateli. Globalizacja, wchodzenie kapitału państw rozwiniętych do gospodarek państw biednych, zapóźnionych jest dla tych drugich szansą korzystania z gospodarczego i cywilizacyjnego dorobku świata, jednocześnie wchodzenie obcego kapitału prowadzi do wykorzystywania pracy, zwłaszcza pracy prostej obywateli państw biednych. Dlatego tak ważna jest rozsądna polityka gospodarcza i finansowa w takich biednych państwach, tak by zachęcać obcy kapitał do inwestowania i jednocześnie by nie było nadmiernego wyzyskiwania przez ten kapitał obywateli tych państw, by nie było nadmiernego transferu zysków.
Czy świat (ludzkość) ma się rozwijać jak najszybciej, nie zważając na biedę, poczucie niższości wielu współobywateli naszej Ziemi, czy lepiej by rozwój był wolniejszy, ale bardziej harmonijny, bez tak drastycznych zróżnicowań Ziemian? Oczywiście, trudno jest okiełznać, uporządkować świat, zdyscyplinować poszczególne gospodarki. Kto miałby to uczynić, jakie międzynarodowe siły, jakie instytucje? Jest to trudne. Zachodzą przecież sprzeczności interesów. W krajach bogatych liberalizm, gospodarka rynkowa w czystej formie nie stanowią śmiertelnego zagrożenia dla jakiejś części obywateli, są dobrodziejstwem, są pasjonującym wyzwaniem, urzeczywistnianiem wizji szybkiego rozwoju, wizji rewolucji naukowej, technicznej, technologicznej itd. Dla krajów biednych stanowią jednak wielkie zagrożenie zróżnicowania społecznego, powstania wielkich obszarów nędzy i frustracji. Dylemat istnieje w skali ogólnoświatowej i w poszczególnych krajach z osobna. Czy państwa biedne, na dorobku rezygnując z gospodarki rynkowej, w skrajnym, neoliberalnym wydaniu na rzecz bardziej równomiernego rozwoju, na rzecz w miarę sprawiedliwego podziału dóbr między wszystkich swoich obywateli, muszą stać się enklawą odgrodzoną od świata, pozostającą za tym światem daleko w tyle? W obecnej dobie powszechnej informacji takie enklawy „szczęśliwości” i zacofania zarazem są prawie niemożliwe, choć przykłady takich państw jak choćby Korea Północna czy Kuba dowodzą, że prawie całkowite odcięcie swoich obywateli od informacji płynących ze świata zewnętrznego jeszcze się zdarza. Pretensje za stosowanie zbyt forsownej dla społeczeństw biednych polityki liberalnej kierowane są do zarządzających gospodarkami w tych krajach, do osób wprowadzających zasady wolnorynkowe, szczególnie do rządów i ministrów finansów. A oni przecież tylko wpisują gospodarki swoich krajów w standardy światowe. W krajach, w których się tego nie robi przepaść między tymi krajami a światem rozwiniętym pogłębia się w szybkim tempie. To nie rządy, czy ministrowie finansów bezpośrednio powodują gonitwę ekonomiczną. To świat w całości „zwariował”. Swoją drogą czy tak szybki, ale chaotyczny rozwój nie przyniesie kiedyś jakiegoś ogromnego nieszczęścia dla Ziemian. Już dziś niepokoją manipulacje genetyczne, zmiany klimatu, zmniejszanie się ilości tlenu spowodowane mniejszą jego produkcją przez świat roślin, oraz zwiększeniem jego zużycia spowodowane rozwojem przemysłu chemicznego, energetyki itd. itd. Czy nie udusimy się w przenośni i dosłownie?
Mechanik stosuje te same narzędzia naprawiając nowe, super nowoczesne i stare, zdezelowane samochody. Nie mając do dyspozycji odpowiednich części nie jest w stanie zmienić starego wraka w nowoczesny, wygodny, funkcjonujący bez zarzutu pojazd. Może go tylko naprawić na tyle by poruszał się on w miarę bezpiecznie po drogach, by jakoś tam funkcjonował. Podobnie osoby odpowiedzialne za gospodarki posługują się podobnymi narzędziami ekonomicznymi. Jednak nie jest możliwy cud, nie jest możliwe uczynienie szybko z biednej, zacofanej, kulejącej gospodarki, gospodarki nowoczesnej, dynamicznej i bogatej. Do tego trzeba niestety bardzo dużo czasu i wyrzeczeń. Tak jak są potrzebni mechanicy, tak niezbędni są zarządzający mechanizmami gospodarczymi fachowcy od ekonomii.
Czy jest możliwe to, by świat z fazy globalizacji rozumianej dzisiaj, jako związywanie się gospodarek różnymi nitkami czy nawet sieciami połączeń, tworzenie się gospodarczych struktur ponad narodowych, ale też, jako wykorzystywanie pracy społeczeństw biednych, czy na dorobku i pogoń biednych za bogatymi, przeszedł kiedyś do fazy globalizacji rozumianej, jako wspólne dźwiganie krajów biednych przez kraje bogate, do zrozumienia i odczucia tego, że wszyscy mieszkańcy Ziemi stanowimy jedną ludzką wspólnotę? Oby faza pierwsza była naturalnym przejściem do fazy drugiej. Wymagać to będzie niezwykłego, altruistycznego (?) otwarcia się społeczeństw bogatych na społeczeństwa biedne. Takie otwarcie już się dokonuje, choć są to dopiero jego początki. W społeczeństwach rozwiniętych jest coraz więcej inicjatyw na rzecz pomocy światu biednemu, coraz więcej współodczuwania i przejmowania się losami innych. Jest nadzieja, że społeczność świata zrozumie, że harmonijny rozwój wszystkich społeczności, żyjących na naszej planecie jest moralnym obowiązkiem istot nazywających siebie dumnie ludźmi, warunkiem przetrwania ludzkości, przetrwania naszego gatunku.


Lipiec 2007

Dziś moje poglądy na temat konieczności stosowania zasad liberalnej polityki gospodarczej do szybkiego gospodarczego rozwoju są zupełnie inne. Dziś uważam, że polityka liberalna przyniosła światu i wielu krajom dużo zła. W skali świata przyniosła szybki rozwój takim krajom jak Chiny, Indie, Brazylia, ale przyniosła też dużo złego, pauperyzację, wielkie społeczne nierówności, społeczne napięcia w pokomunistycznych państwach Europy, takich jak Polska.




Na bezrobociu, styczeń 1994r.
„Świat-Ziemia”     

„Świat-Ziemia” rozwija się w różnych kierunkach: pozytywnym, optymistycznym i negatywnym, pesymistycznym. Jest coraz bardziej zatłoczony, zaśmiecony, zanieczyszczony, coraz więcej w nim broni jądrowej, chemicznej, biologicznej itd., coraz więcej w nim egoistycznej gry interesów. Czasami wydaje się też, że coraz większa globalizacja finansów, że ten coraz mniej ograniczony i coraz bardziej zagmatwany, nieprzezroczysty, obejmujący cały nasz świat przepływ kapitału, to gra podobna do gigantycznej ruletki, oparta w dużej mierze na przypadku, wymykająca się jakimkolwiek dotychczasowym prawidłom i kontroli, a nawet teoriom prawdopodobieństwa wielkich liczb. Z drugiej strony coraz więcej w tym świecie myśli naukowej, techniki, coraz większa ludzka samoświadomość, a globalizacja to szansa na rozwój krajów cywilizacyjnie zacofanych, na wyrównywanie poziomów życia. Miejmy nadzieję, że korzyści z totalizacji przewyższą jej ujemne strony, że np. zostaną wykorzystane w coraz większym stopniu szanse na globalne rozprzestrzenienie się ustrojów demokratycznych.
Byłoby pięknie gdyby geniusz ludzki i ludzka dobroć i solidarność zapanowały nad ludzkimi: ciemnotą, zawiścią i nienawiścią, gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi mogli żyć w godności i zaznawać szczęścia, gdybyśmy wszyscy zaczęli szanować ten pyłek w kosmosie, jakim jest nasz glob.





Na bezrobociu, styczeń 1994 r.

Nie ma idealnych krajów, idealnych społeczeństw.   


Każdy kraj ma różne oblicza, występują w nim różne obszary, różne enklawy ludzkiego myślenia, ludzkich zachowań. Kraje mogą różnić się jednak proporcjami tych obszarów. Ameryka nie jest wyjątkiem. Dzisiejsza Ameryka to kraj otwarty, liberalny, przodujący cywilizacyjnie, na który z podziwem i zazdrością skierowane są oczy świata, ale istnieje również Ameryka konserwatywna, purytańska, prawomyślna do bólu, ascetyczna, sterylnie bezgrzeszna, bezwzględna, istnieje też Ameryka produkująca krwawe, pełne przemocy filmy. Oprócz niewątpliwie dobrych wpływów Ameryki na świat, są też negatywne strony tych wpływów. To, co było do tej pory postrzegane z odległości za siłę Ameryki zaczyna od jakiegoś czasu przeszkadzać i niepokoić. Dostrzegane są zagrożenia przychodzące z Ameryki w postaci ekspansji komercji we wszystkich dziedzinach życia, natarczywości, nieustępliwości w forsowaniu swoich racji, swoich interesów. Nachalność sekt, firm handlowych itp. instytucji, która była i jest w ostatnich latach zapożyczana do Europy Wschodniej jest coraz częściej postrzegana, jako obca, nieprzystająca do europejskich przyzwyczajeń cecha. Firmy stosują różnego rodzaju chwyty, mamią różnymi konkursami, grami, aby tylko przyciągnąć klientów, zarobić, wyciągnąć z nich ile się da, organizują ludzi w różnego rodzaju handlowe łańcuszki, żerują na naiwności i na nie najlepszych stronach ludzkiej natury np. chciwości. Kiedyś natarczywość świadków Jehowy, z jaką chcieli przyciągnąć ludzi do swojej wspólnoty przypisywaliśmy tej konkretnej grupie religijnej, dziś widzimy, że ta postawa jest typowa dla wielu grup, firm działających w różnych sferach życia, typowa dla kultury komercji i reklamy. Czy wymienione zagrożenia zostały zapożyczone z Ameryki, czy może są one naturalnym wynikiem liberalizacji życia, a przede wszystkim liberalizacji gospodarek w tej części Europy? Zatraca się „złoty środek”, coś, co istniało pomiędzy filozofiami i kulturami Wschodu z jednej strony a kulturą pieniądza, komercjalizacją wszystkich dziedzin życia z drugiej strony.


Na bezrobociu, styczeń 1994r.

Wolność, różnorodność, otwartość na inności na różne idee, samodzielność jednostek i grup wykształcone w trakcie budowania społeczeństwa i państwa amerykańskiego są wielką siłą Ameryki, siłą imponującą światu. W procesach tych wykształciły się jednak również złe cechy, chociażby skomercjalizowanie różnych sfer życia, dążenie do perfekcji, do sukcesu za wszelką cenę. Z jednej strony są to siły napędowe cywilizacyjnego rozwoju, z drugiej są przyczyną wielkich dysproporcji i powodują u wielu wiele frustracji. Takie dysproporcje są szczególnie dotkliwe w krajach biednych, na dorobku, próbujących gonić świat poprzez liberalizowanie gospodarki.



Na bezrobociu, styczeń 1994 r.

Świat pozbywa się wrażliwości i uczuć romantycznych.    


Z pokolenia na pokolenie jest tych uczuć coraz mniej. Ludzie chcą być i są coraz bardziej racjonalni. Ta tendencja odzwierciedla się w produktach kultury, zwłaszcza kultury masowej. Każde pokolenie uważa pewnie, że żyło w najciekawszych czasach i że to ono znalazło tę właściwą równowagę między uczuciami sentymentalnymi a racjonalnością. Moje pokolenie uważa, że to jego młodość przypadła na świetny, przełomowy okres, w którym ta równowaga była prawie idealna, że świat szczęsnych lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, świat rocka i hippisów był chyba lepszym od tego „przed” i „po”.   Był to okres kontestacji, jak się wydaje okres pewnego przełomu między odchodzącym światem hipokryzji, szowinizmu, rasizmu, utopijnych idei bezwzględnie wcielanych w życie, różnych fobii a nadchodzącym światem racjonalności i niestety również przesadnej komercji. „Świat rocka i hippisów” to świat ludzi otwartych, szukających, świat, w którym nie ma żadnych tabu, świat wyzbywania się hipokryzji i jednocześnie świat romantycznych idei braterstwa wśród ludzi, świat z drugoplanową rolą pieniądza i dóbr materialnych. Może były to idee wyidealizowane, utopijne, ale skierowane ku człowiekowi a nie przeciw niemu, podkreślające to, że skoro żyjemy na tym świecie we wspólnocie, to powinniśmy zadbać, aby każdemu osobnikowi w tej wspólnocie żyło się dobrze, żeby nam razem, wzajemnie było dobrze. Oczywiście hippisi różnili się od komunistów, którzy też przecież chcieli świata sprawiedliwego społecznie. Komuniści narzucali swe idee, dążyli do ich zrealizowania przemocą, dla nich każde środki, które mogły doprowadzić do celu były dobre. Tworzyli świat hierarchiczny, świat polityczny, partyjny. Młodzi ludzie „ery hippisów” nade wszystko cenili wolność, raczej odgradzali się od zewnętrznego, obcego im duchowo świata polityki. Obce im były polityka i hierarchia. Ich świat wartości to świat ducha i wolności, świat poszukiwań, bez ograniczeń i kanonów. Uciekali w świat sztuki. Sztuka tego okresu to sztuka nowatorska, wychodząca z utartych kanonów, ekspansywna, emocjonalna, jednocześnie bardzo romantyczna. Muzyka hałaśliwa, chropawa, zrywająca z uładzonymi schematami, jednocześnie z dużym ładunkiem emocji i uczuć. Dzisiaj świat się skomercjalizował, stechnicyzował. Zbyt dużo ludzi wpisuje się w świat pieniądza, maszyn, automatów, w świat „techno”. Ludzie chcą być i są coraz bardziej racjonalni, ale tez coraz bardziej skuteczni i egoistyczni, bezwzględni w dochodzeniu do celów. Świat poszedł chyba za daleko w pozbywaniu się uczuć. Ludzie wstydzą się sentymentów, zbyt dużo ludzi dba tylko i wyłącznie o własne interesy i korzyści, nie widząc, że stają się przy tym trybami w machinie, trybami twardymi, solidnymi, mocnymi, jednak też sztywno umocowanymi, bez możliwości tworzenia własnych, indywidualnych światów, pozbawiającymi się uczuć wyższych. Oczywiście dotyczy to tylko części ludzi, dużej części, ale na szczęście nie wszystkich.



„Błędne koło”.

Pełne przemocy, ociekające krwią filmy, zaspokajające niskie potrzeby widzów, które są przejawem totalnej komercji i które są produkowane praktycznie już na całym świecie, z jednej strony są odzwierciedleniem dzisiejszej rzeczywistości, z drugiej strony stają się wzorcem myślenia i postępowania dla podatnych na nie osób, osób o nieukształtowanych przez swoje rodziny, nie odpornych na te wzorce charakterach. Twórcy filmów i ci, którzy uważają, że filmy nie mają wpływu na ludzi, na dzisiejszą, pełną przemocy rzeczywistość mają stępione sumienia albo zupełnie stępiony zmysł obserwacji.



Na bezrobociu, luty 1994 r.

Dlaczego nikt nie zwalcza gospodarczych oszustów?     


Dziwi mnie i drażni to, że różnego rodzaju oszuści więksi i mniejsi działają masowo i bezkarnie na naszym rynku, żerując na naiwności swoich klientów. Ani prokuratura, ani policja, ani żadna parlamentarna komisja zajmująca się praworządnością zupełnie się tym zjawiskiem nie interesują. Zwykli, zazwyczaj biedni ludzie nie mają znikąd pomocy, nikt ich nawet nie ostrzega. Bezkarnie zamieszczanych jest w prasie mnóstwo ogłoszeń oszustów, lichwiarzy, firm wysyłkowych, firm oferujących pracę chałupniczą itp. Oferenci pracy za granicą np. na statkach w rejonie Karaibów, matacze obiecujący nagrody i wygrane w konkursach dla osób, które zakupią szmirę, twórcy tzw. finansowych piramid, a co najgorsze handlarze naiwnymi dziewczynami, które zamiast otrzymać pracę trafiają do burdeli, to kryminaliści, którzy zamiast być osądzeni za przestępstwa stają się finansowymi arystokratami. Ta zupełna niemoc i znieczulica władzy i instytucji powołanych do utrzymywania praworządności i do obrony obywateli przed przestępcami jest zatrważająca. Państwo w imię wolnorynkowej ideologii pozwala oszukiwać swoich obywateli. Przedkłada ideologie nad moralność i bezpieczeństwo.
Niektóre firmy dystrybucyjne stosujące sieciową formę sprzedaży bezpośredniej robią to zbyt nachalnie. Stosują one nachalne, natarczywe szkolenia, wydają broszury, w których wyolbrzymiają zalety swoich produktów, angażują „autorytety” naukowe, które jednak swoje kariery finansowe związali z tymi firmami. Firmy te działały pewnie przed laty na rynkach amerykańskim i Europy Zachodniej. Obecnie po uodpornieniu się tamtych społeczeństw na tego typu formy sprzedaży i zdecydowanym spadku obrotów, firmy te wykorzystują nadarzającą się okazję i organizują swoją ekspansję na nowych rynkach. Struktury sprzedaży mają cechy sekt. Są to sekty ekonomiczne, sekty finansowe. Stosowane są w nich przecież podobne metody perswazji, podobne metody działania, podobne zależności do metod stosowanych w sektach religijnych, z tą różnicą, że zamiast w sferze ducha działają w sferze pieniądza.



Wrzesień 2012 r.

Łańcuszkowa i piramidalna rynkowa inicjatywność.

„Mądrość” - cwaniactwo piramid dystrybucyjnych i tym podobnych firm, (nie działających w oparciu o rzetelne analizy strat i zysków) polega na tym, że ich założycielom przybywa kasy dopóty, dopóki przybywa nowych klientów. Przychody uzyskiwane od nowych klientów finansują obsługę klientów złapanych w „firmową” siatkę wcześniej. Ponieważ oferowane warunki pomnażania dochodów są niezwykle korzystne, nowych klientów dających się złapać na haczyki obiecywanych, bajkowych zysków przybywa w szybkim tempie, niekiedy prawie geometrycznym. Gdy pola działania firm obsiane ludzką naiwnością i chęcią szybkich zarobków wypełnią się i przestanie przybywać naiwnych klientów strumienie pieniędzy przestają dopływać (rozrastać się) do „firm”. Jest to moment, gdy właściciele-cwaniacy razem z „firmą” znikają z wielką kasą z rynku i „zapadają się pod ziemię”.  Jednak, niektórzy z „przedsiębiorców”, którzy są tak samo naiwni jak ich klienci (choć uważają się zwykle za ponadprzeciętnie mądrych) i wierzą w piramidowe: dystrybucje i finanse nie znikają. Sami są zaskoczeni szybką zmianą dochodowej sytuacji, tym, że ich wymyślne, bajkowe źródła dochodów zaczynają w szybkim tempie przynosić straty.

Nachalne i bezwzględne  biznesy

Również inne działające na naszym rynku, uznane firmy usługowe i współpracujące z nimi firmy dystrybucyjne stosują nieuczciwe praktyki. Amoralne, rozbójnicze zachowania  dotykają często ludzi w podeszłym wieku, w złej kondycji psycho-fizycznej i z małą odpornością na sugestie i opowieści akwizytorów i firm dystrybucyjnych i bezradnych wobec  późniejsze działań firm matek.
Nie tylko spektakularne zdarzenia w państwie mają wpływ na jakość życia obywatelskiej społeczności. Dzisiaj mamy do czynienia z ograniczaniem suwerenności ludzi. Mnóstwo firm narzuca w sposób bardziej lub mniej nachalny i wyrachowany  swoje produkty a poprzez nie okresowe od siebie uzależnienie. Zdarzenia drobne dotyczące poszczególnych, prywatnych osób lub grup sumują się i również wpływają niebagatelnie na jakość życia całej populacji.
Obyśmy doczekali się tego, by namolne, amoralne praktyki były eliminowane z biznesu i życia publicznego i by wreszcie minęła epoka dyktatu komercji i osiągania zysków, sukcesów i robienia karier za wszelka cenę.






Na bezrobociu, luty 1994 r.

Formy organizowania się społeczeństw. Państwo.       


Ludzie pierwotni zaczęli się organizować w rodziny, grupy, plemiona. Był to proces naturalny, zmierzający do lepszego i wygodniejszego ułożenia życia, do zwiększenia zdolności obronnych itd.  Co prawda, życie w coraz większych grupach, społecznościach przynosiło nowe problemy, a walki pojedynczych osób przekształciły się w walki grupowe, plemienne, a później w wojny między społeczeństwami, to korzyści wynikające ze zorganizowania wspólnego życia, z podziału prac i ról przeważyły. Dzisiaj uważa się, że najlepszą formą zorganizowania się społeczeństw jest państwo demokratyczne o ustroju parlamentarnym (przedstawicielskim) i gospodarce wolnorynkowej. Państwa są prawdopodobnie fazą przejściową w postępującym już procesie globalizacji i integracji. Zorganizowanie się społeczeństwa w państwo pociąga za sobą nadawanie praw, jego obywatelom, ale też nakładanie na nich obowiązków i ograniczeń. Państwo wspomaga osoby tworząc odpowiednie instytucje, które wyręczają je w takich dziedzinach życia jak: kształcenie dzieci, leczenie, wytwarzanie dóbr, gromadzenie pieniędzy zabezpieczających godne życie na starość i wielu, wielu innych. Działalność państwa daje nam komfort tego, że nie jesteśmy pozostawieni sami sobie, że mamy wsparcie od współobywateli, a także komfort psychiczny, że w naszym imieniu zajmuje się ono współobywatelami, którzy potrzebują wsparcia. Zorganizowanie w państwo zdecydowanie uefektywnia działania jego obywateli, przynosi rozwój społeczeństwa i jednostek, poszerza paletę możliwości samorealizacji jednostek. Każde zorganizowanie, także zorganizowanie w państwo ma też dla jednostek ujemne, obciążające strony, przynosi dużo różnych ograniczeń i obowiązków, jednostki stają się współodpowiedzialne za poczynania państwa i współobywateli, ogranicza wolność, ogranicza do pewnego stopnia wolny wybór stylu życia. Jednostka musi się podporządkować ogółowi, musi przestrzegać ustanowionego prawa, przyjętych reguł itd. Obywatele i państwo oczekują wzajemnie od siebie lojalności. Oczywiście państwo państwu nierówne. W państwach rozwiniętych, nowoczesnych przywiązuje się dużą wagę do tego, aby ograniczenia jednostek, grup były możliwie najmniejsze, aby korzyści przeważały zdecydowanie nad negatywami. Im dojrzalsze społeczeństwo, tym może być mniej ograniczeń, mniej państwa.
Dziś tworzą się wspólnoty ponad narodowe, są tworzone uniwersalne kodeksy, powstała „Karta Praw Człowieka”. Państwa demokratyczne, wspólnoty międzynarodowe poczuwają się do odpowiedzialności za losy innych społeczeństw, jednostek, za losy świata.

Na bezrobociu, luty 1994 r.

Czy moje poglądy są niezależne?


Dlatego, że moje poglądy różnią się od osób z mojego otoczenia i jestem od niego zupełnie niezależny, zarzuca mi się niekiedy, że nie mam własnego zdania, że znajduję się pod wpływem opinii jakiegoś opiniotwórczego środowiska. Oczywiście, inne osoby, środowiska, media mają wpływ na mnie, na moje myślenie, jednak nie jest to wpływ bezpośredni, automatyczny. Nie ulegam bezmyślnie opiniom innych. Staram się każdy pogląd, każdą informację „przepuścić przez siebie”, przemyśleć i wypracować własny pogląd. Z tego, że moje poglądy zgadzają się z taką a nie inną linią myślenia, że są podobne do poglądów takich, a nie innych środowisk, że czuję się z nimi emocjonalnie i myślowo związany nie świadczy chyba o mojej intelektualnej zależności.


Na bezrobociu, czerwiec 1994 r.

Nie, dla „Nie”.


Zadziwiające, że tak nietolerancyjne, na wskroś tendencyjne pismo, jakim jest wydawany przez Urbana tygodnik „Nie”, redagowany przez grupę najbardziej skorumpowanych, najbardziej zeszmaconych w przeszłości, cynicznych dziennikarzy, zasłużonych w bezwzględnym tępieniu w przeszłości niezależnej myśli, mających na sumieniu ogromne krzywdy ludzi, uchodzi w opinii sporej części społeczeństwa za źródło prawdy, że jest odbierany, jako tygodnik broniący tolerancji, jako wiarygodny demaskator zła. Do manipulowania społeczeństwem są w nim używane różne, jak się okazuje skuteczne metody. Wulgarność, bezwzględność redaktorów- gangsterów zbiega się z modą na takie właśnie środki wyrazu. Jeśli stosowanie takich środków wyrazu powiązane jest z uczciwością przekazu, służy do wyrażania jakichś prawd, można to zrozumieć. W „Nie” powiązane jest to z nieuczciwością, z nienawiścią, z chęcią „dokopania” przeciwnikom. Zapewne część podawanych przez „Nie” faktów jest prawdziwa. Redaktorzy czyhają, rzucają się na nie jak głodne hieny na zdobycz. Są one pożywką, niezwykle cenną zdobyczą potrzebną do prowadzenia ich gry. Prawdy te są odpowiednio podane, zmieszane z kłamstwami, owinięte obłudą i nienawiścią. Prawdy nie odkrywa się dla samej prawdy. Zarówno prawdy jak i kłamstwa służą temu samemu celowi, zniszczeniu, „dokopaniu” przeciwnikowi. Wolność słowa, publikacji, wyrażania różnorakich poglądów, postaw jest cenną zdobyczą demokracji i służy jawności życia, poszukiwaniom prawdy, jednak ważne są też intencje, które towarzyszą słowom, czy nie są z jednej strony cyniczne i podstępne, z drugiej strony czy nie pochodzą od nieprzejednanych, ortodoksyjnych wyznawców jakichś idei, jakichś poglądów. Słowa mogą być równie niebezpieczne jak czyny, słowami można także wyrządzić wiele zła. Skrajne grupy ideologiczne, polityczne są najbardziej krzykliwe, nieprzejednane. Ich wystąpienia publiczne są napastliwe, nastawione na udowodnienie swoich niewzruszonych „prawd”, każdą polemikę traktują wrogo, jako zamach na ich „jedynie słuszny” system wartości. Również cyniczne, pozbawione moralnych zasad, nieliczące się z nikim i z niczym środowiska są niebezpieczne. Zarówno jedne jak i drugie mają niestety w naszym kraju duży posłuch społeczny. Społeczeństwo zapóźnione cywilizacyjnie, do tego o mentalności kształtowanej przez dziesięciolecia przez ustrój komunistyczny, zagubione w dzisiejszym świecie, przytłoczone problemami transformacji, na które nakładają się problemy związane z zachodzącymi akurat teraz, równolegle przemianami w gospodarkach światowych, jest podatne na płytkie, pobieżne oceny i manipulacje. Polemika z krzykaczami, cwaniakami, z demagogami i cynikami jest bardzo trudna. Osoby kulturalne nie zawsze potrafią przebić się przez ścianę demagogii, ćwierć-prawd, chwytliwych dla niewyrobionego, mało krytycznego słuchacza.
Trudno mi zrozumieć podziwianie przez niektóre osoby Urbana i ocenianie go jako wybitnego intelektualisty i dużego formatu osobowość. Czy cynizm, ekshibicjonizm, nie liczenie się z innymi ludźmi należy traktować, jako wyznaczniki wybitnej inteligencji i nonkonformizmu?

Politycy a społeczeństwo.


Czujemy niesmak z działań i zachowań naszych niektórych polityków, którzy nie grzeszą fachowością, tolerancją i rozsądkiem, których rozpiera pycha. Ale czy klasa polityczna nie jest odzwierciedleniem nas- całego społeczeństwa. Przecież my zachowujemy się podobnie. Przecież to my, zwykli obywatele nie cenimy polityków rozsądnych, kompetentnych i uczciwych, nie cenimy autorytetów moralnych i naukowych, osób sprawdzonych, osób z chlubną przeszłością.. Popieramy siły skrajne, populistyczne, popieramy ludzi zarozumiałych i demagogicznych. Zastanówmy się jacy jesteśmy jako społeczeństwo. Zastanówmy się jak dojrzeć, jak się przekształcić w społeczeństwo myślące rozsądnie. Jak pozbyć się kompleksów zmieszanych z butą? Na pewno nie jest naszą winą to, że żyliśmy w takich a nie innych warunkach historycznych, które sprzyjały powstawaniu kompleksów i butnych nietolerancyjnych zachowań i anarchii, ale zróbmy wszystko aby zmienić naszą świadomość i dogonić cywilizacyjnie i mentalnie społeczeństwa Zachodu.



O niedoskonałości formułowanych myśli. Relatywizm ocen.              


Raz zasiana myśl zaczyna kiełkować, nabierać własnej dynamiki. Jednocześnie wiesz, że nie doprowadzi cię to do jednoznaczności, do wyjaśnienia sprawy do końca. Formułując jakąś myśl, wypowiadając ją, zapisując ją, już po chwili masz odczucie jej niejednoznaczności, ogólnikowości, wycinkowości, odczucie, że dotyczy ona pewnego kontekstu, że jest ona jednym z wielu możliwych podejść do tematu, jednym z wielu sposobów określania poruszonych spraw. Rozpoczyna się proces dopracowywania, rozszerzania i ciągle masz odczucie niedosytu, nie jesteś w stanie omówić, opisać, zrozumieć poruszonych spraw do końca. Pewne twierdzenia w części nakładają się, potwierdzają się i jednocześnie wykluczają się wzajemnie. Jesteś bezsilny, nie ma jednej, jednoznacznej prawdy, są tylko interpretacje, wszystko jest relatywne. Człowiek jest skazany na niepewność. Czy może być, chociaż pewnym tego, co odczute, co np. namacalne lub widoczne, co potwierdzają zmysły?




O sobie i mojej emocjonalnej ułomności.

Niby z założenia nie boję się świata, ludzi, otoczenia, sytuacji, jednak w konkretnych sytuacjach objawiają się u mnie symptomy lękowej nerwicy. Wydaje mi się, że nie tyle są to lęki wynikające z mentalnych  odchyleń, ale z organicznych przyczyn. Zmęczenie bezsennością, skoki ciśnienia, bóle głowy, pieczenie, „piasek w oczach”, kołatanie serca, osłabienie i  niepokój z tym związane, zmiany jakości widzenia i inne niedomagania  nie pomagają w normalny funkcjonowaniu. Obarczone tymi dolegliwościami moje reakcje mogą być odbierane jako rezultaty moich defektów charakterologicznych. Choć może po części mają i takie źródła.
Mam samoczynnie powstające lęki w zabieraniu głosu gdy znajdę się wśród grupy obcy  osób   Szczególnie silnie objawiają się one w stanie niewyspania, wtedy to   unikam nawet spojrzeń. Na ile wynikają one z fobii społecznej a na ile z fizycznych dolegliwości?

Wydaje mi się, że przyczyny moich emocjonalnych ułomności są różnorakie. Po części wynikają z mojej charakterologicznej konstrukcji, która z kolei ma źródła po części w genach i po części ukształtowały się w dzieciństwie, ale też wynikają z nabytej i utrwalonej nerwicy i mają charakter wręcz fizjologiczny. Skutki wynikające z tych pierwszych przyczyn można wyeliminować lub złagodzić, wynikające z tych drugich są trudne do ujarzmienia.
W bardzo dużym stopniu moja zdolność do normalnych reakcji i zachowań, moja mobilność intelektualno-kontaktowa, towarzyska jest uzależniona od mojego stanu fizycznego, w zdecydowanie większym stopniu niż to ma miejsce u innych ludzi.


Otwarty i uparty, spolegliwy i nieprzejednany, prowokacyjny

Duch tolerancji i pokory jest we mnie przemieszany z duchem upartości i przekory? Dlaczego zdarza się niekiedy, że w rozmowach towarzyskich zamiast rozsądku i ważenia słów albo przyjmuję postawę bierną i przyznaję innym rację walkowerem, albo jestem przekorny? Czasami nawet w imię relatywizmu prowokuję i wypowiadam poglądy nie całkiem zgodne z moimi przekonaniami. Z jednej strony przyznaję rozmówcom prawo do innych niż moje poglądów, do innych punktów widzenia, z drugiej strony staram się podważyć ich racje. Jest to balansowanie na cienkiej granicy upartości i otwartości. Czy jestem tolerancyjny wobec osób, a uparty i prowokacyjny wobec ich poglądów? Czy zawsze potrafię rozdzielić mój stosunek do adwersarzy od stosunku do ich poglądów? Moja przekorność objawia się w czasie rozmów na tematy z różnych dziedzin. W rozmowach na tematy polityczne z obrońcami komunizmu jestem radykalnie i bezkompromisowo antykomunistyczny, w dyskusjach z prawicowcami jestem zdecydowanie anty prawicowy. Taka jest zresztą u nas w Polsce niewygodna pozycja osób o poglądach centrowych i dość liberalnych, które są u nas w mniejszości. Jestem zdecydowanym krytykiem nacjonalizmów, ksenofobi ale też odcinania się od tradycji, od wartości i uczuć etnicznych,  narodowych. Rażą mnie automatyczne, bezkrytyczne, pseudo patriotyczne peany dotyczące Polski i Polaków wypowiadane przez „prawdziwych” Polaków, ale też bolą niepochlebne opinie o Polsce, zwłaszcza te dochodzące do nas zza granicy. Patriotyzm jest ze wszechmiar czymś pięknym, pożytecznym, godnym uwagi, jeśli tylko nie jest on ciasny, zaściankowy, jeśli nie przeszkadza w przyjmowaniu wartości ogólnoludzkich, jeśli dostrzega się człowieka w każdej osobie, niezależnie od tego, jakiego koloru jest jego skóra, w jakim miejscu kuli ziemskiej żyje itd.
Świętości, „niepodważalne” idee, stereotypy, tradycja krępują, ograniczają swobodę myśli, swobodę przeżywania, swobodę korzystania z dobrodziejstw postępu, nowoczesności. Niedobrze jest też wpaść w pułapkę całkowitego relatywizmu i anarchii. Wystarczy pewne rozluźnienie, uświadomienie, że istnieją inne nie gorsze, pożyteczne dla człowieka wartości niż te wpajane nam od dziecka. Przyjmowanie innych, ubogacających nas poglądów, sposobów życia z zachowaniem tych pożytecznych z tradycji i wczesnej nauki, czerpanie tego, co dobre z historii, z tradycji i czerpanie tego co dobre ze współczesności, z nowoczesności jest najlepszym sposobem stwarzania siebie pełniejszym, a naszego świata bardziej przyjaznym, szczęśliwym i duchowo bogatszym. 
Ludzie mają naturalną skłonność do przebywania w grupach, do tworzenia kręgów znajomych, przyjaciół, do tworzenia grup o wspólnych zainteresowaniach, poglądach, interesach, wspólnej przeszłości, tradycji, do organizowania się w społeczności. Jest to nieuniknione i niezbędne do właściwego funkcjonowania, psychologicznie uzasadnione. Byleby nie zamykać się hermetycznie w tych grupach i wspólnotach, byleby przyjmować ożywcze prądy z zewnątrz, byleby np. patriotyzm nie przerodził się w ksenofobiczny nacjonalizm czy nawet w faszyzm.
Wydaje się, że wypośrodkowywanie, wyważanie we wszystkich dziedzinach życia człowieka jest jedną z głównych zasad w dążeniu i osiąganiu harmonii w życiu wewnętrznym jak i zewnętrznym, zapobiega rozczarowaniom i upadkom. Człowiek jest skazany na balansowanie, na chodzenie środkiem górskiej, niebezpiecznej ścieżki. Zbytnie zboczenie w prawą lub lewą stronę grozi jego runięciem w przepaść.

ministrem finansów Krzakiem a prowadzącym sieć kantorów wymiany walut Grobelnym. W osłupienie wprawiły mnie wtedy opinie o Grobelnym, które zewsząd słyszałem po audycji. Oceniano go, jako wiarygodnego eksperta, praktyka, wręcz wybitnego fachowca od finansów, natomiast o byłym ministrze Krzaku mówiono, że przy Grobelnym wypadł blado, jego wywody były nieprzekonujące, że nie zna się zupełnie na finansach, że dał się zapędzić w przysłowiowy kozi róg. Do czego doprowadziła Grobelnego jego wybitna wiedza i wybitne działania finansisty okazało się niebawem. W wielu wypadkach tupet, cynizm, cwaniactwo, bezwzględność w wyrażaniu swojej opinii, kategoryczność sądów mylone są z inteligencją i z wybitną osobowością.




Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.

Dobrze, gdy w dyskusjach, z poziomu analiz staramy się przejść od czasu do czasu na poziom ogólności, syntezy. Trudno dyskutuje się z osobami, które zamykają się w swoich myślowych światach, czasami bardzo hermetycznie, które traktują swoje myślenie, poglądy i wyznawane wartości i ich hierarchię za jedynie słuszne, jedynie możliwe.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz