środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1997 d

O emancypacji.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Integracji wspólnot ponadnarodowych nie powinna towarzyszyć dezintegracja wspólnot państwowych.

Integrowanie się ludzi we wspólnoty od tych najmniejszych do tych największych jest ich naturalną egzystencjalną i psychologiczną potrzebą. Wraz z cywilizacyjnym rozwojem potrzebowaliśmy integracji w coraz większe wspólnoty. Dziś potrzebujemy już integracji globalnej. Wszystkich mieszkańców Ziemi traktujemy jako jedną wielką wspólnotę. We wspólnotach, ludzie są w stanie przeciwstawić się zagrożeniom i rozwijać swoje „człowieczeństwo”, swój duchowy i intelektualny wymiar egzystencji. Dlatego działania anty-integracyjne, anty-wspólnotowe, usuwające międzyludzką solidarność i współodpowiedzialność, eliminujące więzi międzyludzkie i między grupowe są zagrożeniem dla trwania nie tylko poszczególnych wspólnot, ale i indywidualnych osób (także tych, którym wydaje się, że znakomicie sobie w świecie radzą), a także zagrożeniem redukowania i ograniczania rozwoju wspólnot i całej ludzkości w różnych aspektach egzystencji, fizycznym, duchowym, intelektualnym, moralnym itd. 
Integrowaniu się na poziomach wielkich, ponadnarodowych wspólnot czy integrowaniu globalnemu nie musi i nie powinna towarzyszyć dezintegracja na poziomach: narodowym i małych społeczności. Wektory rozwoju i integracji tych wielkich i tych małych mogą i powinny być sobie „przyjazne”, mogą i powinny się wzmacniać. Wielkie wspólnoty mogą być silne siłą tych małych i odwrotnie.
Niestety polityka gospodarcza i społeczna w naszym kraju zupełnie ignoruje potrzebę integracji społeczności naszego państwa. Jeśli idea integracji europejskiej ma godne i należne miejsce w myśleniu i dążeniach władz państwowych i rządzących elit to integrację i ludzką solidarność na szczeblu krajowym traktuje się po macoszemu lub zupełnie lekceważy.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Era Wodnika.


Przed laty można było usłyszeć, przeczytać przepowiednie, że nadchodząca era Wodnika przyniesie rozwój, uspokojenie życia społecznego, że na Ziemi zapanuje pokój, wzajemne zrozumienie i międzyludzka solidarność. Niestety to, co się dzieje obecnie jest przeciwieństwem tej wizji. Doczekaliśmy się wywyższenia wartości: komercji, posiadania i bogacenia się za wszelką cenę. Są w zaniku lub są cenione przez coraz węższe kręgi takie wartości jak społeczna solidarność, życzliwość, współczucie. Liczą się: bogactwo, posiadanie władzy (choćby niewielkiej) nad innymi, blichtr. Zapanował niespotykany dotąd wyścig ludzi do sukcesu, do pozyskiwania dóbr materialnych za wszelką cenę. Komercjalizacja jest wszechogarniająca. Zatracane są tak mozolnie przez wieki tworzone wartości humanizmu. Ludzie się „odczłowieczają”, stają się automatami biegnącymi po sukces, po władzę, po sławę, po bogactwo, nie rozglądając się, nie bacząc na innych, a nawet tych innych depcząc. Zatracili inne wartości, zatracili „ludzkie” odruchy i zachowania. Serce, życzliwość, to dla nich frajerstwo. Typ „komercjusza” to typ przeciwstawny typowi artysty i typowi humanisty? Takie wartości jak wolność, poszukiwanie, chęć zrozumienia natury i ludzi, otwartość zarówno na to, co tradycyjne, jak i na to co nowatorskie, na to co inne, na różnorodność, są mu obce.


Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

...”Byt kształtuje świadomość”...

Warunki życia wspólnot wpływają na ludzkie zachowania. Im trudniejsze warunki egzystencji całej wspólnoty tym widoczniejsze są zachowania egoistyczne. W warunkach zagrożeń wydobywane są z ludzkiej natury zachowania egoistyczne i często podłe, nieliczące się z innymi członkami wspólnoty, zostaje zamrożone nasze człowieczeństwo. Mamy liczne przykłady upadku ludzkiej moralności w warunkach istnienia biedy, głodu, w warunkach niewoli, zewnętrznych represji, np. w obozach koncentracyjnych itp.
W naszych firmach, urzędach, instytucjach aż nadto widoczne są takie egoistyczne, a nawet podłe zachowania. Tworzą się kręgi, koterie, w których kształtowane są wspólne, jednorodne dla wszystkich członków, wygodne sposoby myślenia, w których wspólnota interesów zabija indywidualność i myślenie w kategoriach ogółu.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Rozczarowanie i poniżenie milionów Polek i Polaków.

Przyznaję, że jeszcze niedawno ja również byłem przekonany, że liberalna wolność gospodarowania jest konieczna do tego, by gospodarka mogła rozwijać się szybko, by można było zmniejszać dystans, jaki dzieli naszą gospodarkę od gospodarek rozwiniętych. Dziś moje poglądy dotyczące ekonomii są już znacznie mniej liberalne. Żyjąc w PRL-u tęskniliśmy do normalności, do upadku komunizmu, do życia wg standardów cywilizacyjnego, rozwiniętego świata. Niestety radość, która towarzyszyła nam zaraz po upadku komunizmu z upływem lat przeradza się w coraz większą frustrację. Rzeczywistość pokomunistyczna okazała się równie, a może jeszcze bardziej ponura i irytująca niż np. ta w środkowym PRL-u. Tworzące się i kształtujące: demokracja i kapitalizm okazały się dla milionów obywateli naszego kraju nieprzyjazne. Z całą mocą i bezwzględnością ujawniło się zło początkowego okresu budowy ustroju kapitalistycznego. Miliony Polaków przeżywają potworne rozczarowanie. Ludzie czują się poniżeni brakiem pracy, niskimi zarobkami, stosunkami panującymi w miejscach pracy, traktowaniem przez pracodawców, urzędników, polityków, czują się zagrożeni utratą pracy, mieszkania, rosnącą przestępczością. Wszechogarniające: pazerność, egoizm, cwaniactwo, brak podstawowych, pozytywnych uczuć i zachowań wśród coraz liczniejszych rzesz rodaków budzą przerażenie. Takie pozytywne wartości jak solidarność, wrażliwość, otwartość są w odwrocie, ustępują pysze, egoizmowi. Brak suwerenności, ograniczanie wolności przez komunistyczną władzę zostało zastąpione ograniczeniem wolności przez współobywateli, przez pracodawców (polskich i zagranicznych), a przede wszystkim zostało zastąpione brakiem prawa do ludzkiej godności.
Wolność musi iść w parze z godnością. Wolność bez poczucia godności jest niewiele warta, tak właściwie nie jest wolnością prawdziwą, jest wolnością pozorną. Jeśli coś, co jest nazywane wolnością nie jest odczute od wewnątrz, wolnością nie jest.
Być może na takie kształtowanie się naszej demokracji i nowego systemu gospodarczego ma wpływ to, że przemiany ustrojowe w naszym kraju nałożyły się na przemiany dokonujące się we współczesnym świecie. Świat również wszedł w przyśpieszoną fazę przemian. Trudności nasze w transformacji zostały pogłębione przez trendy przemian w świecie. Jednak nic nie usprawiedliwia morza głupoty i podłości zalewających nasz kraj, tych odziedziczonych po socjalizmie i tych nowo nabytych. Jeśli warunkiem wystarczającym, a często koniecznym do tego żeby osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie życia jest działanie niemoralne, cyniczne, często przestępcze to trudno się dziwić milionom zwykłych obywateli, u których pozostały choćby resztki przyzwoitości i moralności, że są u kresu psychicznej wytrzymałości i że są podatni na różnego typu populistyczne hasła, że są wodzeni przez prymitywnych lub cynicznych graczy.
Ustrój komunistyczny był ustrojem nieludzkim, pochłonął wiele ofiar. Dokonywano w imię jego budowy i jego rozwoju wiele zbrodni. Jednak wydaje się, że w niektórych długich okresach trwania PRL-u względny udział osób zadowolonych z życia, czy nawet szczęśliwych w całej społecznej populacji był znacznie większy niż udział takich zadowolonych osób w czasie budowania i trwania wolnej już Polski. Ludzie w PRL-u doznawali zewnętrznej opresji ze strony komunistycznej partii i komunistycznego państwa, ale było w nich więcej optymizmu, nadziei, wzajemnego zainteresowania i wzajemnej życzliwości. Społeczeństwo dawniej żyło biednie, ale było bardziej zintegrowane, żyło we wspólnotach, rodzinach, więcej było wspólnego przeżywania, wspólnych imprez, zabaw, wycieczek itd., więcej współodczuwania. Prawdopodobnie nie było to zasługą ustroju, lecz specyfiki życia w całej ówczesnej Europie. Dziś żyjemy osobno, pędząc po pieniądze, władzę, sławę, pozycję zawodową. Miliony osób nie ma pracy. Całe rodziny utrzymują się z emerytur swoich seniorów.
Niektórzy tzw. „mądrzy ludzie” mówią, że frustracje społeczne wynikają z przesiąknięcia społeczeństwa komunizmem i z nieumiejętności dokonania zmian w myśleniu. Wydaje mi się, że bardziej te zaszłości uwidaczniają się wśród elit politycznych, biznesowych, kulturalnych niż wśród zwykłych ludzi. Denerwują mnie komentarze socjologów, politologów, różnych innych specjalistów, ekspertów, tak łatwo zrzucających niezadowolenie społeczne na karb komunistycznej mentalności, szukających zawile przyczyn w przeszłości, a przecież główne przyczyny są widoczne „gołym okiem”. To właśnie ci, którzy chcą, by wszyscy wbrew swoim doświadczeniom i odczuciom wyrażali swe zadowolenie z istniejącej teraz rzeczywistości są przesiąknięci komunistycznymi, dyktatorskimi zwyczajami, chcą dyktować ludziom, co jest dla nich dobre a co złe. Skoro całe społeczeństwo jest posądzane o przesiąknięcie komunizmem, to tym samym dotyczy to również elit gospodarczo- politycznych. Moim zdaniem to one bardziej od pozostałej części społeczeństwa tkwią mentalnie w minionym ustroju. To mentalność elit jest podobna do mentalności dawnych działaczy PZPR. Buta, polityczna hucpa, sobiepaństwo, poczucie nie zastępowalności, okazywanie, że od nich zależą losy innych, poczucie tego, że szacunek i poważanie należą im się nie za prawdziwe umiejętności i zasługi, ale z urzędu i zajmowanych pozycji, egoizm, uwikłanie w układy, sitwy, to cechy elit a nie społecznych dołów.

Dla wielu kraj nasz jest ojczyzną wyrodną, nie tylko niedbającą o nich, ale wręcz poniżającą, skorumpowaną, mafijną awanturnicą, dla wielu RP jest kontynuatorką PRL-u. Dla tej części społeczeństwa, która żyje w nędzy i poniżeniu obojętnym jest to czy wyzyskuje ją i poniża wąska grupa osób związanych z autorytarną władzą, czy też wyzyskują ją oligarchowie, czy coraz szersza grupa pół czy ćwierć oligarchów i osoby z establishmentu gospodarczego i politycznego. Liczy się stopień nędzy i upokorzeń.



Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.

Rodzaje zniewoleń.


Gdy żyliśmy w państwie komunistycznym byliśmy zdeterminowani, chcieliśmy upadku komunistycznego ustroju. Mieliśmy piękne wizje przyszłego demokratycznego państwa, państwa przyjaznego wszystkim jego obywatelom. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, że budowanie takiego państwa nie będzie łatwe, że konieczne będzie pokonywanie wielkich, różnorakich trudności, ale wierzyliśmy, że będzie to możliwe, przy zachowaniu społecznego solidaryzmu, przy zachowaniu godności wszystkich obywateli. Niestety nasze wizje były wyidealizowane, życzeniowe. Oczywiście nie żałujemy naszych pragnień i naszych anty reżimowych działań, cieszymy się z upadku komunistycznego ustroju i za nim nie tęsknimy. Oczywiście, jako społeczeństwo mamy osiągnięcia. Odzyskaliśmy sfery wolności, wolności słowa, wolności zrzeszania się itd. Niestety pojawiły się również nowego rodzaju zniewolenia, zniewolenie komercją, przede wszystkim zniewolenie biedą i społeczną niesprawiedliwością. Zniewolenia państwowe, partyjne zostały zastąpione zniewoleniami jednych obywateli przez drugich, nie przebiegłych przez cwanych, idealistów przez cyników, uczciwych przez szalbierzy, nieprzekupnych przez skorumpowanych, mających własne zdanie przez konformistów, uczciwych grup i społeczności przez koterie i mafie. Ogromne rozwarstwienie spowodowane tylko w części różnicami w aktywności zawodowej czy społecznej jednostek, przestępstwa gospodarcze, mafie, korupcja to dziś powszedni krajobraz społecznego życia.





O autostopie.

Kiedyś można było żyć za friko
Auto-stopem podróżować, oddając kierowcom za podwózkę dobre słowo.
Dziś podróżować musisz swoją bryką.
Albo mieć hajc, bez hajcu nikt ci przemieścić się nie pomoże.
Życie do hajcu dzisiaj można streścić, od życia bryka wyceniona drożej.




Na bezrobociu, wrzesień 1997 r.
O emancypacji.

Im na wyższym stopniu rozwoju są istoty żywe, tym w większym stopniu dzielą się one sobą i swoimi dobrami materialnymi i „przed duchowymi” z innymi osobnikami.
Człowiek różni się od zwierząt (a przynajmniej powinien) między innymi tym, że ogranicza swoje „ego” na rzecz innych, dzieli się z innymi i dba o innych, a przewaga fizyczna przestaje być wartością dominującą.
Silniejsze zwierzęta dominują nad słabszymi, większe, sprytniejsze gatunki wypierają słabsze bardziej bezbronne. Silne samce dominują nad słabszymi samicami (znacznie rzadziej silne samice nad słabszymi samcami). Społeczności ludzkie wraz z rozwojem nabierają coraz więcej cech „człowieczych” odróżniających je od świata zwierząt. Wydawałoby się, że im bardziej rozwinięte, ucywilizowane społeczeństwo tym mniej w nim postaw egoistycznych, tym mniej dominacji, tym mniejsze znaczenie mają przewagi siły, sprytu itp., tym mniejsza dominacja mężczyzn nad kobietami. Jednak do społeczeństw idealnych, całkiem „ludzkich” (”boskich”) jeszcze daleka droga. Społeczeństwa dążą co prawda do coraz lepszej, coraz skuteczniejszej ochrony słabszych ustanawiając odpowiednie, obowiązujące wszystkich prawo, jednak egoizm wciąż tryumfuje, opory przed utratą dominacji, przywilejów wciąż są silne i skuteczne. Nierówności w życiu ludzi przyjmują czasem bardziej drastyczne, bardziej wyrafinowane i bezwzględne formy niż w świecie zwierząt, często wynikają z bezinteresownej typowo ludzkiej zawiści. Dominacje siły fizycznej, sprytu zostały zamienione przez innego rodzaju przejawy „ego”, przez układy, wykorzystywanie władzy, dostęp do władzy, dóbr, tworzenie korzystnego dla siebie prawa, korzystnej interpretacji prawa itp. itd. W dalszym ciągu istnieje męski szowinizm, postawy przewodników stada, silny opór mężczyzn przed dążeniem kobiet do zapewnienia sobie równości w różnych sferach ludzkiego życia. Stowarzyszenia kobiet, działania emancypantek są wyszydzane, zresztą nie tylko przez konserwatywnych mężczyzn, również przez konserwatywne kobiety. Argumentami na rzecz dominacji mężczyzn w życiu publicznym, politycznym, zawodowym itp. są: tradycja, prawa przyrody obserwowane i przejmowane ze świata zwierząt.
Szczególnie trudna, często tragiczna jest sytuacja kobiet w społeczeństwach zacofanych, gdzie nierówności są jeszcze sankcjonowane i utrwalane przez przyjęte tam wierzenia, religie.
Czy przyjmowane wierzenia, religie są odzwierciedleniem stanu społeczeństwa, jego potrzeb, panujących w nim społecznych relacji, czy może przyjęte religie determinują życie społeczeństwa? Zapewne jest tak i tak. Największymi przeciwnikami wszelkich procesów emancypacyjnych, w tym emancypacji kobiet są konserwatyści. Powołują się oni na prawa naturalne, uwarunkowania historyczne, tradycję itp. Uważają, że człowiek wprowadzając zmiany, własne porządki, przeciwstawia się porządkowi naturalnemu stworzonemu przez Boga. Dziwne, ale te same osoby powołują się też na to, że człowiek został stworzony przez Boga na swoje podobieństwo i na to, że człowiek wyróżniony jest ze świata przyrody i ma prawo, a nawet obowiązek zmieniać świat i czynić go sobie poddanym i przyjaznym.
Prawa tworzone przez człowieka mają między innymi te zadania by porządkować życie jednostek w społeczeństwie, by wyróżnić człowieka ze świata zwierząt, nadać jego życiu piętno „człowieczeństwa”, by bronić go przed niektórymi przejawami praw natury.
Jeśli jakakolwiek grupa społeczna uczestniczy w życiu społecznym w sposób pośledniejszy od innych grup, czy jest dyskryminowana, właściwym sposobem na to, by w możliwie szybki sposób (np. w ciągu życia jednego pokolenia) zmienić ten stan rzeczy jest ustanowienie praw wspomagających procesy wyrównywania szans, wymuszających w społeczeństwie przemiany rzeczywiste i mentalne.
Jeśli konserwatywnie nastawione osoby negują potrzebę ustanawiania przepisów prawa ułatwiających i przyśpieszających procesy „uczłowieczania”, w tym procesy emancypacji kobiet i emancypacji mniejszości takich jak choćby mniejszości seksualne, to występują przeciw nakazowi Boga porządkowania świata na swój sposób, nakazowi tworzenie świata ludzkiego coraz doskonalszym, przyjaznym wszystkim ludziom, tolerancyjnym i otwartym na inności, w którym słabsi nie są wykorzystywani i prześladowani przez silniejszych.
Tak jak świat poddany jest przekształceniom, tak jak w przyrodzie następują ewolucje gatunków a pojedynczy osobnicy przystosowują się również indywidualnie do zmieniającego się otoczenia, tak samo człowiek jest poddany różnym przemianom i dostosowaniom. Oprócz ogólnej ewolucji gatunku, obok powolnego rozciągniętego w czasie procesu rozwojowego, na który „pracują” całe pokolenia (np. zmiany anatomiczne), następują przekształcenia i dostosowania na który mają wpływ duże i małe społeczności, środowiska i pojedynczy osobnicy. I tak przemiany w sferach politycznych, społecznych, kulturowych, których autorami są same społeczeństwa czy grupy lub ich przedstawiciele: politycy, ekonomiści, naukowcy itd. pociągają za sobą dostosowywanie się do nich grup i jednostek. Dlatego ludzie władzy, ludzie kultury i ludzie mający wpływ na kształtowanie się warunków i sposobów życia społeczeństwa w różnych sferach: ekonomicznej, prawnej, kulturowej, edukacyjnej itd. itd. powinni zdawać sobie sprawę z ciążącej na nich wielkiej odpowiedzialności. Dzisiejsze zachowania ludzi, są odpowiedzią na ukształtowaną dziś rzeczywistość ekonomiczną i społeczną, etyczną, na wprowadzone zasady funkcjonowania gospodarki itd.

O emancypacji przekornie (wbrew sobie)-- próba uchwycenia sposobu myślenia konserwatystów.

Dlaczego jest w nas tyle pychy, dlaczego uzurpujemy sobie prawo do bycia ponad przyrodę? Dlaczego chcemy naprawiać świat, naturę naszymi ludzkimi działaniami? Dlaczego chcemy wyemancypować kobiety i mniejszości społeczne poprzez stanowienie sprzyjającego temu prawa? Niech wszystko toczy się samo, niech silniejsi dominują nad słabszymi. Dlaczego chcemy doprowadzić do tego, by kobiety i mężczyźni wymieniali się swoimi dotychczasowymi społecznymi funkcjami? Czy kobiety mają służyć w armiach i walczyć na frontach? (Po co ludzie mają walczyć i po co mężczyźni mają walczyć na frontach to już inna sprawa). Czy mężczyźni mają karmić oseski piersią? To tak jakbyśmy chcieli ingerować w życie dzikich zwierząt i wszystkie je wytresować i udomowić.


Podsumowanie.


Celami stanowionego prawa są miedzy innymi porządkowanie życia społecznego, strzeżenie sprawiedliwości. Prawo odzwierciedla w jakiejś mierze aktualną mentalność społeczeństw a zwłaszcza ich elit. Ale prawo i wprowadzane przez państwo zasady funkcjonowania społeczeństwa a w nim grup społecznych spełniają też funkcje edukacyjne, wychowawcze i stymulowania zachowań.  Procesy emancypacyjne towarzyszą rozwojowi i przemianom mentalnym społeczeństw, ale też można je przyśpieszać wprowadzając odpowiednie zasady im sprzyjające.
Paradoksalnie przeciwnikami i przeciwniczkami emancypacji, wybijania się ponad przyrodę i rozwoju rodzaju ludzkiego są między innymi ludzie, którzy jednocześnie przyjmują za swoją ideę kościoła, by czynić sobie Ziemię poddaną. Nie potrafią oni wyjrzeć z konserwy myślenia pierwotnego Widocznie dla nich czynienie Ziemi sobie poddanej nie oznacza czynienia jej dla siebie przyjaznej.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Potrzeba dużo rozsądku i dobrej woli przy rozwiązywaniu nabrzmiałych problemów dotyczących własności.


Potrzeba dużo rozsądku i dobrej woli w rozwiązywaniu niezwykle pogmatwanych spraw dotyczących prawa własności i dużo roztropności, by egzekwowanie tego prawa nie doprowadziło do ludzkich nieszczęść i deptania ludzkiej godności. Oczywiście tam gdzie jest to możliwe należy oddać dawnym właścicielom lub ich spadkobiercom zrabowane, przejęte przez komunistyczne państwo posiadłości. Jest jednak dużo placów, terenów, na których poczyniono dużo nakładowe inwestycje. Na niektórych terenach, w niektórych kamienicach mieszkają lokatorzy, często tacy, których nie stać na wynajęcie mieszkań gdzie indziej. Jeśli są to tereny, kamienice państwowe, powiatowe, miejskie, gminne to wyjściem jest wypłacenie przez państwo (lub jego struktury) dawnym właścicielom odszkodowań. Jest też dużo obiektów rozbudowanych, przebudowanych, nowo wybudowanych przez nowych właścicieli, którzy w dobrej wierze, wierząc państwu, że place i obiekty nie są naznaczone krzywdą dawnych właścicieli nabyli je od państwa. W takich sytuacjach państwo powinno zdobyć się na wysiłek i również wypłacić starym lub nowym właścicielom odszkodowania (w zależności od tego, kto stanie się właścicielem) i w przypadku zwrócenia własności dawnym właścicielom odszkodowania za obiektów dewastację.
Jednak głoszone przez niektóre osoby twierdzenie, że sprawiedliwość domaga się bezwzględnego, szybkiego oddania wszystkich własności i respektowania prawa właścicieli do pełnego nimi dysponowania np. do pełnego dysponowania własnością w postaci kamienic, bez względu na reperkusje, dla tych, którzy w tych kamienicach zamieszkują, nawet gdyby mieli oni zamieszkać pod mostami, bez respektowania ich prawa do godności, do zamieszkiwania pod dachem, jest twierdzeniem niemoralnym.
Musi być respektowane prawo właścicieli czy spadkobierców do swych własności, czy do własności rodowych, budowanych często przez pokolenia, jednak powinna też być uwzględniana dzisiejsza sytuacja ekonomiczna wielkiej rzeszy ludzi. Potrzebna jest ostrożność. i rozwaga.
Choć jest to niezmiernie trudne i obciążające zwłaszcza dla takiego jak nasze państwa na dorobku, ale chyba jedynie możliwe i konieczne, by państwo włączyło się nie tylko prawnie ale materialnie w rozwiązywanie tych nabrzmiałych własnościowych problemów, by zdobyło się na wypłacanie odszkodowań.

Punkt widzenia przeciwników odszkodowań.

Trudno jest zmierzyć udział zwykłych obywateli, w tym mieszkańców kamienic, ich rodziców, dziadków w tworzeniu majątku narodowego. Tak jak właścicielom kamienic, tak samo im należałyby się udziały lub rekompensata. Czy właściciele kamienic, którzy z różnych powodów będąc za granicą, nie uczestniczyli w budowie narodowego majątku po wojnie, mają zwrócić pozostałej części społeczeństwa koszty tej budowy, czy nie powinni zwrócić kosztów budowy infrastruktury, kosztów budowy dróg, lotnisk, sieci kolejowej, telekomunikacyjnej itp. itd. Jak to wszystko wymierzyć? Własność prywatna jest wartością ważną, jednak nie najważniejszą. Nie można szermować hasłami i domagać się respektowania jakiejś wartości, w oderwaniu od wartości innych, choćby takich jak prawo do życia i prawo do godności. To przecież nie obywatele, nie lokatorzy kamienic odebrali je ich właścicielom. To odebrało je komunistyczne państwo.


Konkluzja

Dawnym właścicielom, którym państwo odebrało ich własność stała się krzywda. Często była ona ogromnie pogłębiona krzywdą moralną spowodowaną koniecznością zamieszkiwania za granicą i niemożnością powrotu do kraju.
 Rolą państwa jest, by pomóc prawnie i materialnie w rozwiązywaniu problemów własnościowych, by znaleźć rozwiązania godzące sprzeczne ludzkie interesy, by tereny i obiekty znalazły się w rękach prawowitych właścicieli lub by zrekompensować im straty materialne i moralne i by zapewnić dzisiejszym lokatorom tych obiektów godne miejsca do zamieszkania i przede wszystkim by uchronić swych obywateli od tragedii „wyrzucania ich na bruk”, do których niestety w naszym państwie dochodzi.


O prawie własności c.d.

Należy też uwzględniać reperkusje związane z II wojną światową, wywołanymi przez nią procesami historycznymi i ogromne straty materialne i moralne polskiego państwa i polskich obywateli. Do odszkodowań dla osób indywidualnych i podmiotów zbiorowych, których dotknęły działania wojenne i wywołane nią procesy powinny włączyć się państwa za nie odpowiedzialne i to do nich powinny być kierowane roszczenia i to one powinny być zobowiązane do wypłacania odszkodowań. Problemami tymi powinny zająć się odpowiednie agendy ONZ Unii Europejskiej.





Na bezrobociu, październik 1997 r.

Tłum, opinia masowa.


Trzeba być uważnym, by nie ulec bezkrytycznie różnym opiniom, szczególnie opiniom tzw. ogółu, zwłaszcza, gdy są one negatywne, gdy mogą być niesprawiedliwe i mogą wyrządzić komuś krzywdę. Trzeba kierować się własnymi odczuciami, analizować problemy wg własnych kryteriów i powstrzymywać się od ferowania jednoznacznych negatywnych ocen. Opinię publiczną można porównać do tłumu. Zarówno tłum jak i opinia publiczna mają dużą moc oddziaływania. Mogą to być oddziaływania pozytywne, uwznioślające, dające siłę jednostce, mogą prowadzić do pozytywnych myśli i działań. Tłum może być przyjazny, czujemy się wtedy w nim dobrze, zanika nasze osamotnienie, onieśmielenie, wyzwala w nas dużo energii pozytywnej nawet, jeśli przebywanie w nim ogranicza się do wspólnej zabawy, wspólnej rozrywki. Ale tłum i tzw. opinia publiczna mogą być też bardzo destruktywne, niebezpieczne, mogą spowodować wiele zła. Tłum i opinia publiczna mogą być niesprawiedliwe i przy tym bezwzględne i okrutne. Emocje tłumu mogą pozbawić tworzących go jednostek rozsądku. Co ciekawe, nie zawsze osoby, które wydają się pozornie jednostkami o silnym charakterze potrafią się tłumowi, opinii zbiorowej przeciwstawić i odwrotnie osoby wydawałoby się słabe mogą okazać się na oddziaływanie tłumu i opinii odporne i mogą mieć w sobie dużo siły, by kierować się rozsądkiem i własnym sumieniem.



O powszechności fobii i uprzedzeń.

Lęki i uprzedzenia wobec inności nie są obce ludziom z kręgów inteligenckich a nawet intelektualistom. Oczywiście lęki i uprzedzenia mogą dotyczyć różnych sfer życia i są różne ich poziomy. Najprymitywniejsze dotyczą np. wyglądu, koloru skóry, te mniej prymitywne mogą dotyczyć np. innych poglądów naukowych, literackich, innego stylu uprawiania sztuki itd.
Często uprzedzamy się do osób, które myślą inaczej niż my. Bardzo trudno jest nam oceniać inne osoby niezależnie od ich zapatrywań, od tego czy ich poglądy są zbieżne czy rozbieżne z naszymi.




Na bezrobociu, październik 1997r.


Skrajności.


Skrajności: relatywizm ze zbyt daleko posuniętym zaufaniem do racjonalizmu z jednej strony i ortodoksja połączona z fanatyzmem z drugiej strony, mogą być dla człowieka zgubne. Relatywizm może niszczyć osobę, która się nim kieruje, może odebrać jej poczucie szczęścia, poczucie zakotwiczenia. Wszystko dla niej może wydawać się bezsensem. Fanatyzm połączony z totalną nietolerancją może zabić osobę, która go „wyznaje”, ale przede wszystkim niszczy i zabija innych. Fanatyk potrafi zabić w imię ideologii /w imię komunizmu, faszyzmu, sprawiedliwości, religii, libertynizmu, a nawet swoiście rozumianej wolności i dziesiątków innych idei/. Fanatyk religijny wbrew temu, co głoszą zasady wyznawanej przez niego religii, nienawidzi ludzi którzy nie wierzą lub wierzą inaczej. Chce uszczęśliwić innych siłą, poniżając i depcząc przy tym ich godność. Nie toleruje nawet najmniejszych odstępstw, najmniejszych oznak inności. Wyszukuje u innych, inaczej myślących nieistniejącego obiektywnie zła lub wyolbrzymia je do monstrualnych rozmiarów. Chce zastępować i wyręczać Boga, uzurpuje sobie prawo do wydawania w imię Boga wyroków. Staje się inkwizytorem. Dla fanatyka obrzędowość staje się celem samym dla siebie, jest ważniejsza od przykazania miłości bliźniego. Fanatycy sami siebie potrafią zadręczyć a nawet unicestwić. Nie dążą do osiągnięcia szczęścia poprzez osiągnięcie harmonii z otoczeniem. Chcą być męczennikami. Uważają się za prześladowanych przez innych, nawet, gdy ci inni to osobnicy o dużej tolerancji i otwartości. Ci inni są winni tylko dlatego, że są inni.



Na bezrobociu, październik 1997 r.
O krytykanctwie.

Dziwne i niezrozumiałe są dla mnie postawy krytykujące osoby, które robią dużo wspaniałych rzeczy dla różnych środowisk, społeczeństwa, dla bliźnich. Dość często spotykam się np. z brakiem akceptacji, a nawet z wrogością do Marka Kotańskiego. Wszędzie doszukuje się u niego złych intencji, czerpania własnych korzyści. Kuriozalne są zarzuty, że osoby, które otwierają się na bliźnich, które pomagają innym czerpią z tego osobistą satysfakcję. Zawiść, egoizm, doszukiwanie się we wszystkim i u wszystkich negatywów to być może chęć usprawiedliwienia własnej znieczulicy i bierności, to reakcja na własne kompleksy, to być może zazdrość wobec osób czyniących dobro.


Na bezrobociu, październik 1997 r.
Depresyjne nastroje.

Czuję się zmęczony życiem. Czuję się przegrany. Nie potrafiłem przeżyć swojego życia w sposób w miarę normalny. Życie umknęło mi nie tak jak chciałem. Zmarnowałem swoje życie „odkładając je ciągle na później”, „aż do grobu”. Zmarnowane zostały potencjały: uczuć, intelektu itd. Przede wszystkim ciąży mi brak potomstwa. Potencjały bez realizacji, to marnotrawstwo, to poczucie niespełnienia, nieszczęścia, to przyczyna zgorzknienia. Dużo w tym mojej winy, moich zasług, moich nieporadności i ułomności, gamoniowatości, ale też pomogło mi w tym znakomicie nieustabilizowane życie zawodowe, szczególnie długotrwały okres, w którym pozostawałem bez pracy. No cóż czasu danego mi tu na Ziemi nie dane mi było, czy może nie potrafiłem przeżyć w sposób dla mnie satysfakcjonujący, interesujący, sensowny, nie spełniłem też typowych dla ludzi zadań. No, ale przecież życie z sensem, z poczuciem spełnienia, szczęścia dane jest tylko części ludzi pojawiających się na naszej planecie. Nie jestem wyjątkiem. Jest tyle nędzy i nieszczęść na Ziemi, że ja i tak jestem uprzywilejowany. Jest jak jest. Będzie jak będzie. Trzeba zachować stoicki, buddyjski spokój.


Na bezrobociu, październik 1997 r.

Jeśli się ma ułożone swoje życie, jeśli ma ono wartość, można wtedy dążyć do dalszego jego doskonalenia.. Mamy wtedy chęć go udoskonalać, chcemy się rozwijać, szukamy wzorców, szukamy podpowiedzi, korzystamy między innymi z książek, filmów, spektakli teatralnych, jeśli jednak życie nasze jest nieułożone, jeśli nie potrafiliśmy sobie go ułożyć, jeśli „przeleciało nam przez palce”, jeśli jest mało wartościowe i nieciekawe, nie czujemy potrzeby, aby go doskonalić. Nie można udoskonalać czegoś, czego nie ma Samo wzmacnianie potencjału na życie godziwe i wartościowe bez dobrego życia rzeczywistego nie na wiele się przydaje i chyba nie ma zbytniego sensu.



Na bezrobociu, październik 1997 r.
Dzień podobny do dnia i tak samo nijaki.

Dzień podobny do dnia. W naszej świadomości i pamięci czas „szybko” umyka, gdy nie ma znaczących zdarzeń. Brak wypełnienia czasu znaczącymi wydarzeniami powoduje, że w naszej pamięci zlewa się on w czas krótki, prawie epizodyczny. „Zestarzeliśmy się szybko”, „lata mijają jak dni”- to tylko niektóre powiedzenia, w których wypowiadające się osoby skarżą się na monotonię i nudę naszego dorosłego, biednego życia w Polsce, które stało się udziałem sporej części naszego społeczeństwa

h warunków gospodarowania i wprowadzenie więcej społecznego solidaryzmu oznaczałoby powrót do skompromitowanego ustroju „społecznej sprawiedliwości”, do komunizmu.



Normal style='text-align:justify'> 



Potrzeba od czasu do czasu trochę syntezy.

Dobrze, gdy w dyskusjach, z poziomu analiz staramy się przejść od czasu do czasu na poziom ogólności, syntezy. Trudno dyskutuje się z osobami, które zamykają się w swoich myślowych światach, czasami bardzo hermetycznie, które traktują swoje myślenie, poglądy i wyznawane wartości i ich hierarchię za jedynie słuszne, jedynie możliwe.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz