środa, 15 kwietnia 2015

Notatki: 1997 e – 1998

Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?





Na bezrobociu, październik 1997 r.

Stresy spowodowane brakiem pracy.

Długotrwały brak pracy, niekończący się ciąg niepowodzeń w staraniu się o jej uzyskanie, stres z tym związany powodują powstawanie różnego typu lęków, kompleksów, które wywołują apatie, stany psychicznej drętwoty, które z kolei nie ułatwiają prowadzenia rozmów z potencjalnymi pracodawcami. Często wystarczyłby krótki okres czasu, by osoba przybita, o niezbyt dobrym i niestety widocznym stanie psychicznym odnalazła się, wróciła do normalności. Gdyby została zatrudniona, gdyby poczuła się potrzebna i gdyby mogła wykazać, że jest pełnowartościowym pracownikiem i członkiem społeczeństwa, to musiałoby to pozytywnie wpłynąć na jej stan psychiczny. Niestety pracodawcy i urzędnicy, co jest rzeczą do pewnego stopnia zrozumiałą, przy ocenie ubiegających się o pracę posługują się sztampą, szablonami, zwracają uwagę na ich zewnętrzność, na to czy zachowują się w przyjęty dziś, modny, wyuczony sposób. Wyuczone gesty, formuły to dziś niezbędny atrybut kandydata do zatrudnienia. Denerwuje i przeraża powszechność takiego zjawiska. Sztampowi pracodawcy, urzędnicy, nie potrafią wyjść poza schemat. Również stosowane niekiedy, przy przyjęciach do pracy testy psychologiczne, są sztampowe, dobre do oceny prymitywów lub jednakowo zaprojektowanych cyborgów. Owszem w kilku tzw. firmach, które zamieszczały w gazetach oferty pracy mogłem być zatrudniony. Jednak po zorientowaniu się, że są to „firmy- oszuści” szybko z tych ofert zrezygnowałem. Takimi firmami- oszustami, w których mógłbym uzyskać pracę były np. firma rozprowadzająca środki czystości przez tzw. sieć akwizytorów, firma sprzedająca samochody tzw. systemem argentyńskim, lichwiarska firma pseudo bankowa. Z kolei próby utrzymywania się z własnej działalności gosp. takie jak np. rozprowadzanie produktów spożywczych kupowanych w hurtowniach luzem lub już zapakowanych okazały się nieefektywne z powodu braku wystarczającej ilości pieniędzy na zakup ich większych ilości gwarantujących upusty, czy na zakup choćby prostych pakowarek.
Moje komunikaty o tym, że nie jestem w stanie znaleźć pracy chyba nie są przyjmowane przez niektórych znajomych zbyt serio. Są traktowane, jako usprawiedliwiające lenistwo i niemoc, jako narzekania. Dają mi oni do zrozumienia, że nie wierzą, by przy dobrych chęciach nie można było znaleźć pracy. Mówią, że widocznie jest mi z ta bezczynnością dobrze, a nawet dają do zrozumienia, że jest mi widocznie bardzo wygodnie siedząc w domu i korzystając z pomocy bliskich, Zarzuty, że nie szukam pracy zbyt intensywnie są krzywdzące. Poszukiwaniom pracy poświęcam mnóstwo czasu i energii. Nie jestem pracoholikiem, ale brak zatrudnienia jest cholernie stresujący i poniżający. Korzystam z dobroci rodziców, jestem im niezmiernie wdzięczny. Ale bycie ciężarem i powodem ich niepokojów o moje życie jest nie do zniesienia. Czy brak pieniędzy dla dorosłego człowieka, oszczędzanie na wszystkim, nawet na wodzie mineralnej w upalne dni to taki komfort? Nie życzę nikomu takiego „komfortu nie pracowania”. Sprawdza się maksyma, że aby zrozumieć i współ odczuć czyjeś dolegliwości i niepowodzenia nie wystarczy wiedza o tym, potrzebne jest odczucie tego samemu, „na własnej skórze”. Nawet, jeśli 90% osób w grupie jest głodna to pozostałe 10% nie uwierzy im dopóki sama tego nie doświadczy.




Rymowanka   o opresyjnej, zniewalającej „wolności” i stanach melancholii.   
(Nieporadna rymowanka, to tylko przedstawienie przy pomocy skrótów myślowych moich frustracji i rozczarowania naszą pokomuszą rzeczywistością)

Jak zwierzę w klatce duch mój uwięziony
„Jestem” poobijane, sens życia w zaniku, optymizm skutecznie stłumiony
Ograniczony we wszystkich świata wymiarach
Dziurę istnienia, tak jak powietrze w niżu, wypełnić się staram.
Rozumem, działaniem, przełamywaniem mentalnych granic
Wszystko na nic

Pracy znaleźć nie jestem w stanie
Czy to za brak pokory do postkomuny skaranie?
Nie mam znajomości, w układach nie jestem
Skomleć nie potrafię, ni przymilać się uniżonym gestem

Gdy raz z obiegu wylecisz
Kompanami twoimi śmieci
Wegetacja w III RP – szkoła umierania
Neoliberalna rzeczywistość jest murem
Dla mnie nie do pokonania.
Czuję się porzuconym szczurem
Podtrutym, który na uboczu zdycha

Gdy ktoś z toru wyścigu po sukces i kasę wyskoczy
Już nie wróci, nie ma takiej mocy
Prawo komercji niewzruszone
Nikogo nie wzruszą jego udręki
Nikt mu nie poda ręki
Świat za bożka ma mamonę

A miało być tak pięknie i ciekawie.
Jak w arkadii prawie
Czy o to walczyliśmy, u licha?
Zamiast ogrodu sielskości i miłości: wielka kicha

Wysiada psyche, robisz się zgorzkniały
Lęki, nie umiesz już rozmawiać, jesteś w stresie stałym
Stoickiego spokoju chcesz złapać, choć trochę
Jak podtopione zwierzę ożywczego tlenu. Bezskutecznie.
Bezsenność notoryczna obłapuje cię wszetecznie
Zamiast ożywczego tlenu, upiory koszmarne!
Na jawie dopada cię melancholia, myśli czarne.
Skazany na wegetację do śmierci. Świat dla ciebie lochem.
Czy etos „Solidarności” przez liberałów wyklęty
jak mumia w piramidzie jest na zawsze zamknięty?


Prośba o siłę wewnętrznej wolności. 

W modlitwie swej, tych bogów proszę o mojego ducha stwarzanie,
którzy wśród reguł istnienia tylko jedną, twardszą od najtwardszej skały proponują.
To reguła wolności duchów i wszelkich myśli drobin.
A pozostałe proponowane reguły stawania się obrazem tych bogów niech podporządkowane są tej jednej
I dlatego mogą być rzadsze od kosmicznego pyłu niedookreślenia.
A bogów, którzy normą „musisz” chcą częstować, proszę o opieki nade mną zaniechanie

……………………………………………….

Głębiej niż depresja

jeszcze wczoraj byłem w lochu,
trzysta metrów pod krainą depresji położonym
pod natrętnych myśli obstrzałem czułem się bezbronny i goły.
chemia na usługach Czarta
tak, moim mózgiem owładnęła, by dusza ma podarta
jeszcze niżej, do piekła zeszła, biesom czynić pokłony.

czart się jednak pomylił.
choć upadły i poobijany nie jestem aż tak słaby
by polec i na szlak optymizmu nie wrócić
owszem mogę się buntować, z Bogami droczyć
o zło oskarżać, pretensje wyrzucić
by znów dobro i piękno docenić i równowagę odzyskać
i światem dobrych bogów się znów zauroczyć.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Doświadczenie z uczestniczenia w nabożeństwie grupy protestantów w Ustce.     

Zdarzyło się, że ja i mój kolega zostaliśmy zaproszeni przez koleżankę z turnusu wczasowego /byłem tam, jako jego opiekun/ na nabożeństwa jakiejś grupy protestantów. To, co tam zobaczyliśmy i usłyszeliśmy mocno mnie zaskoczyło.


Refleksje z uczestniczenia a raczej z obserwacji tych nabożeństw:

Religia może stanowić ucieczkę od trudów życia, rekompensatę braku uczuć, miłości, przyjaźni, a także braku seksu w codziennym życiu. Po pierwszym wrażeniu świeżości, otwartości na nowoczesne formy wyrażania siebie, swojej wiary, swobody śpiewania pieśni w nowoczesnym stylu, po początkowym wrażeniu, że przemowy i kazania są ciekawie podbudowane wiedzą socjologiczną i psychologiczną już po kilkunastu minutach następuje podejrzenie, a nieco później pewność, że nabożeństwo jest formą wspólnej hipnozy. Uczestnicy wpadają w trans, w amok. Wypowiadają i wyśpiewują różne dziwne słowa, a ich ruchy nabierają erotycznego zabarwienia. Zdają się być w jakimś niesamowitym, dziwnym transie seksualno- mistycznym, w którym uwidacznia się potrzeba wyrażenia uczuć, miłosnych uniesień. Tęsknota za uczuciami miłości, przyjaźni powoduje chęć wywołania ich u siebie, chęć ich odczucia w czasie grupowego seansu. Uczestnicy nabożeństw wydają się być ludźmi nadwrażliwymi, podatnymi na sugestię i zbiorową hipnozę. Jest to niebezpieczne, grozi utratą osobowości, własnego „ja”, zwiększa jeszcze bardziej uzależnienie od grupy, od przewodnika, od guru. W pierwszych chwilach nabożeństwo wydawało się bardziej otwarte od nabożeństw katolickich, przemawiający „pastor” posługiwał się dość przekonywującymi argumentami, przesłaniami, wspartymi wiedzą teologiczną, socjologiczną, psychologiczną. Tym bardziej było to niebezpieczne dla zgromadzonych słuchaczy. Nawiązywał nici porozumienia, a tak właściwie zaplatał pajęczynę zależności nad słuchaczami, posługując się zręcznie socjotechnikami. W miarę rozwoju sytuacji, relacje między nim a słuchaczami stawały się niebezpiecznym, całkowitym podporządkowaniem i zawierzeniem. Stawał się guru wszystkowiedzącym, przenikającym i wnikającym w psychiki słuchaczy uzdrawiaczem dusz i ciał. Zgromadzeni stawali się bezwolnymi, pozbawionymi własnego „ja”, dającymi się łatwo uwodzić przez lidera osobami. Po krótkim czasie przebywania w zgromadzeniu, nasze katolickie nabożeństwa wydają się być oazami racjonalności, powagi, rozsądku i spokoju. Oczywiście zjawiska takie mogą występować i występują też w innych religiach, w innych grupach, w innych zgromadzeniach, nie tylko religijnych. Występują też w kościele katolickim, ale u tej grupy protestanckiej jest to niezwykle silne, bardzo wyraziste, szokujące.
Opisane zgromadzenie w może posłużyć, jako laboratorium ludzkich zachowań w zbiorowościach, ulegania hipnozie grupowej i ulegania „autorytetowi” przywódcy. Wydaje się, że obok indywidualnych predyspozycji, nadwrażliwości (cechujących zwłaszcza ludzi młodych wstępujących dopiero w życie) uczestników zgromadzenia, w dużej mierze motorem, przyczyną takich zachowań jest brak normalnych stosunków międzyludzkich w ich otoczeniu, w ich codziennym życiu, brak życzliwości otoczenia, wyobcowanie, osamotnienie, poczucie niezrozumienia przez środowiska, w których żyją Ludzie są jacy są, przeżywają tak jak chcą przeżywać. Każdy ma prawo wyboru sposobu przeżywania tego świata, do swojej drogi szukania sensu życia, szczęścia, spełnienia. Jednak tego typu zachowania wydają się być dla „normalnych” ludzi chore, niebezpieczne, prowadzące do obłędu, do paranoi. Brak okazywanych uczuć miłości, brak zwykłych ludzkich odruchów sympatii i akceptacji w środowisku może powodować ucieczkę w niebezpieczną „religijność”, w „ideologiczność”, w sekciarstwo. Te z kolei mogą przerodzić się w religijność i ideologiczność ortodoksyjne, hermetyczne, co doprowadza do nienormalnych, często drastycznych postaw, zachowań, ocen, do nietolerancji. Brak akceptacji, okazywania przyjaznych uczuć przez otoczenie jednostce może więc powrócić do tego otoczenia w postaci braku tolerancji, surowości i jednostronności ocen ze strony tej jednostki. Zastanówmy się, co powoduje takie a nie inne zachowania osób bliskich, osób z naszego otoczenia. Może przyczyny leżą w nas samych, w naszym egoizmie, braku otwartości, nieumiejętności rozmawiania, okazywania uczuć przyjaźni i miłości.




Na bezrobociu, październik 1997r.

Refleksje,  następnego dnia po dyskusji z kolegami. Chyba racjonalnie, a może nieco przekornie, przeciwko zbyt ostrej krytyce katolicyzmu.

Relacje między religiami a innymi sferami społecznego życia.     f

W jakim stopniu rodzaj wyznawanej, dominującej w społeczeństwie religii wpływa na inne sfery jego życia? W jakim stopniu stosunki społeczne, rozwój ekonomiczny, były i w jakim stopniu są dzisiaj determinowane przez dominującą religię?
Religijność na przestrzeni dziejów, albo rodziła się we wspólnotach od podstaw, albo przyjmowana była przez nie dobrowolnie z zewnątrz, albo była tym społecznościom narzucana przemocą W procesie przyjmowania określonej formy religijności ważne było, w jakim stopniu było to podyktowane potrzebą ogółu społeczności, a w jakim stopniu było to narzucone, a także, jakie siły i grupy wewnątrzspołeczne sprzyjały nowym formom religijności, w interesie, jakich sił i grup wewnątrzspołecznych to się działo.
W społecznościach pierwotnych formy duchowości, formy wierzeń były naturalnym procesem, rodziły się wewnątrz tych społeczności. Były one wynikiem społecznych potrzeb. Obok pierwiastków wspólnych dla wszystkich ludzi, obok transcendentnych tęsknot, istniały różne potrzeby i wynikające z nich różne formy wierzeń konkretnych wspólnot, np. inne w społecznościach żyjących na pustyni, inne w społecznościach żyjących na zimnej Północy Chyba dopiero w późniejszych okresach formy wierzeń, religie były zaszczepiane lub narzucane z zewnątrz a religie zaczęły rozprzestrzeniać się niezależnie od miejsc geograficznych, od warunków życia poszczególnych społeczeństw.
Czy kategoryczne opinie głoszące, że katolicyzm stworzył społeczeństwa zacofane, zwłaszcza na wsi, że stworzył przepaść między sposobami myślenia i życia na wsi i w mieście, a protestantyzm był motorem rozwoju cywilizacyjnego społeczeństw zachodnich i przyczynił się do bardziej równomiernego rozwoju miast i wsi są zasadne? Czy różnice w rozwoju ekonomicznym, społecznym między państwami zachodniej Europy a między państwami naszego regionu wynikają z tego, że przez ostatnie wieki dominującym wyznaniem tych pierwszych państw był protestantyzm a u nas katolicyzm? Czy podejrzenia takie  są uprawnione? Być może tak, ale chyba tylko w pewnym stopniu. Do ustalenia prawd potrzebne są solidne, żmudne badania naukowe. Świat, zachodzące w nim zjawiska, rozwój społeczeństw są dużo bardziej skomplikowane od popularnych, modnych, wychodzących naprzeciw czytelniczym oczekiwaniom diagnoz. Na rozwój społeczny ma wpływ tyle różnorakich przyczyn, różnej natury, że diagnozy pośpieszne muszą być siłą rzeczy niepełne, hipotetyczne. Sprzyjająca lub niesprzyjająca przyroda: klimat, surowce, położenie geograficzne, ukształtowanie terenu, żywioły, a także to jak dawno ukształtowała się państwowość, położenie polityczne, stosunki z innymi społeczeństwami, wojny, napady różnych plemion, ludów, państw, epidemie, oddziaływania cywilizacji, wpływy państw i kultur sąsiednich no i oczywiście religie i inne przyjęte systemy wartości nie wyczerpują listy czynników wpływających na kierunki i szybkość społecznego rozwoju. Religie miały ważny, bardzo znaczący wpływ na kształtowanie się społeczeństw, ale również stopnie i kierunki rozwoju społeczeństw miały wpływ na kształtowanie się ich religijności, w zależności od cywilizacyjnego rozwoju i kierunku tego rozwoju społeczeństwa potrzebowały odpowiednio przystającej formy religijności. Zapewne było wzajemne oddziaływanie różnych sfer życia i trudno określić, które z czynników były dominujące i które były w stosunku do innych pierwotne. Dylemat, „co było pierwsze, kura czy jajko” i tu ma zastosowanie. Przez wieki sfery religijności i świeckiego zorganizowania społecznego kształtowały się równolegle i oddziaływały wzajemnie na siebie. Czy Reformacja w Zachodniej Europie spowodowała rozwój cywilizacyjny i kulturowy państw, w których zdominowała życie religijne, czy to stopień rozwoju tych państw spowodowany innymi czynnikami spowodował rozwój myśli religijnej i przystosował ją do potrzeb tamtych społeczeństw?
Oczywistym jest to, ze, że rozwój cywilizacyjny: materialny, kulturowy takich państw jak Włochy, Hiszpania, Francja, Anglia i Niemcy był budowany na dziedzictwie kultury antycznej, starożytnych: Grecji i Rzymu, ale w znacznej mierze wynikał też z ich geograficznego położenia, z szerokiego dostępu do oceanów umożliwiającego wykształcenie umiejętności żeglowania po świecie i w miarę bezpiecznego zawijania do portów, z czerpania korzyści z kontaktów z innymi cywilizacjami, gospodarkami, kulturami świata (żegluga była zdecydowanie najszybszą i najefektywniejszą drogą kontaktów, korsarze stanowili zdecydowanie mniejszą przeszkodę do pokonania niż plemiona na lądzie). Te spotkania z „innościami” ubogacały. Kraje europejskie, które dziedziczyły elementy kultury antycznej miały przewagę w rozwoju nad rejonami zamorskimi, czerpały więcej ze swego przy oceanicznego położenia niż inne kraje mające dostęp do oceanów i to one dokonywały podbojów. Wymiana handlowa z zamorskimi obszarami przekształcała się w ich podboje, w ich kolonizację, z której korzyści czerpano ogromne. To państwa „oceaniczne” i śródziemnomorska Italia były zaczynem, rozwoju Europy, a przynajmniej przyśpieszały ten rozwój. Im dalej od oceanów, tym ten rozwój był wolniejszy.
Dziś w dobie rozwiniętych, różnych form komunikowania się społeczeństw i osób, te przy oceaniczne położenia i zdolności żeglugi nie mają już takiego dużego jak dawniej znaczenia. Jednak spowodowana tymi czynnikami przewaga w rozwoju państw przy oceanicznych nad państwami śródlądowymi do tej pory ma miejsce, choć chyba zmniejsza się powoli.
To raczej proces rodzenia się elementów demokracji i parlamentaryzmu w Europie spowodował zmianę form religijności, spowodował to, że religijność przyjęła formę protestantyzmu, a nie narodzenie się religijności protestanckiej pociągnęło za sobą zmiany politycznych form funkcjonowania społeczeństw, choć później zachodziło tu pewnie sprzężenie zwrotne.
Podobnie dziś, laicyzacja, osłabienie religijnego zaangażowania społeczeństw są chyba wtórne do społecznego rozwoju, do rozwoju informacji i komunikacji, do ścierania się różnych idei itd., a nie odwrotnie, rozwój i liberalizacja poglądów wynika z postępującej laicyzacji.
Oczywiście w różnych fazach rozwoju społeczeństw wpływy poszczególnych czynników się zmieniały. Niestety w społeczeństwach zapóźnionych negatywne czynniki wzmacniają się wzajemnie, stabilizują, a czasem pogłębiają zacofanie, powodują stagnację a nawet regres myślenia i działania. Im więcej niesprzyjających czynników, tym państwo gorzej zorganizowane, tym mniej odporne na te czynniki i odwrotnie czynniki pozytywne wspierają się, umacniają wzajemnie potęgując rozwój.
Niewątpliwie człowiek od zarania swych dziejów potrzebował wiary w siły nadprzyrodzone, szukał sensu istnienia, potrzebował religijności. Społeczności kształtowały formy religijności, z kolei te wpływały na inne sfery ich życia, często je determinowały, stawały się dominujące. Religijność pomagała budować wspólnoty, dyscyplinowała je i ukazywała zarówno sens życia jednostek jak sens organizowania się społeczeństw. Jednak tam gdzie ortodoksyjni wierni, ortodoksyjna władza narzucały wszystkim całkowite podporządkowanie się doktrynom, hierarchom, uniemożliwione było niezależne myślenie jednostek, hamowane były samodzielność, przedsiębiorczość, uniemożliwiony był rozwój myśli, rozwój innych systemów wartości, hamowane było powstawanie niezależnych elit, które są zwykle motorem ożywczych myśli i postępu. Z kolei bieda, skostnienie ducha, zastój w sferze myśli społecznej, politycznej, naukowej, filozoficznej itd. sprzyjały utrwalaniu i pogłębianiu się fundamentalizmów religijnych, a społeczeństwa stawały się coraz bardziej zamknięte i nie czułe na inne pojawiające się prądy myślowe zewnętrzne i wewnętrzne. Jedno jest dziś czytelne: Im dalej na Wschód (lub im dalej od Europy Zachodniej), tym więcej feudalnych pozostałości, tym wolniejszy rozwój społeczny i cywilizacyjny.
Dzisiaj na szczęście nastąpił tak ogromny rozwój komunikacji między społeczeństwami i narodami, jesteśmy świadkami tak „szalonego” rozwoju w dziedzinie przekazywania informacji, że wydaje się, że obszary zacofania, ortodoksji, „zbiorowej nietolerancji” będą się kurczyć, a społeczeństwa i narody będą się otwierać coraz bardziej na poglądy i prądy intelektualne, kulturalne docierające od innych narodów.
W dzisiejszej dobie, to raczej rozwój świata, naukowy, materialny, cywilizacyjny, otwartość społeczeństw, rozwój intelektualny, kulturalny, moralny szerokich rzesz ludzi wymuszają zmiany w Kościołach, powodują pewną liberalizację, zmiękczanie doktryn, tradycyjnych zachowań. Wpływy Kościołów na kształtowanie społeczeństw są coraz mniejsze. Jak było dawniej? Pewnie różnie w różnych epokach i w różnych fazach rozwoju społeczeństw. Wydaje się, że dziś różne filozofie, prądy myślowe i przemiany mentalne społeczeństw wpływają w większym stopniu na sferę religijną człowieka aniżeli sfera religijności oddziałuje na przemiany świata.




Na bezrobociu, listopad 1997 r.

Usprawiedliwianie się i doszukiwanie przyczyn swoich ułomności w chemii organizmu.

Przekonałem się na sobie jak bardzo powiązane są ze sobą psychika z fizycznością (chemicznością, fizjologicznością) organizmu. Człowiek jest zintegrowany z tych dwóch sfer. Niedomagania fizyczne np. brak odpowiednich składników w organizmie, w mózgu, notoryczne niewyspanie czy skoki ciśnienia tętniczego powodują odpowiednio złe stany psychiczne i odwrotnie np. długotrwałe stresy powodują zmiany w sferze fizycznej człowieka, zmiany w organizmie np. braki niektórych pierwiastków chemicznych, te z kolei wywołują lęki, stany depresyjne, stany bezsenności, stany uniemożliwiające normalny zdrowy kontakt z innymi ludźmi. Nie pomaga wtedy siła woli, ich źródła są silniejsze. Mam nadzieję, że moja psychika kiedyś całkiem nie „wysiądzie”, że nie zostanę zupełnym wariatem. (dziś jestem tylko po części wariatem-w jakimś dziewięćdziesięciu dziewięciu procentowym zaawansowaniu).



Na bezrobociu, listopad 1997r.

Kiedy teorie stają się ideologią.   O ortodoksyjnym, totalitarnym i imperialnym komunizmie.

Usiłowania wprowadzania teorii Marksa w życie na obecnym etapie rozwoju społeczeństw było nierealne, dodatkowo zupełnemu fiasku tych usiłowań sprzyjało to, że miały one miejsce w tak zacofanym, tak niedemokratycznym kraju, jakim była Rosja. Teoria Marksa była wizją, której elementy być może mogłyby zaistnieć, czy mogłyby zostać wprowadzone w jakiejś trudno dziś określonej przyszłości. Na obecnym etapie rozwoju społecznego współżycia, zaspokajania materialnych i duchowych potrzeb i wrażliwości ludzi, pozbywania się przez nich egoizmu jest ona nierealna, utopijna. Wprowadzanie teorii Marksa w państwie zacofanym, biednym, o ukształtowanych skłonnościach totalitarnych i imperialnych, skostniałym, w którym świadomość złożoności świata jest minimalna, zamkniętym na inności, na różnorodności, w państwie takim, jakim była Rosja, uwypukliło z całą mocą jej nierealność i utopijność. Z jednej strony zacofanie, egoizm, chęć dominowania jednostek i sprawowania przez nie władzy, chęć dominowania nad innymi narodami, z drugiej ortodoksja, poczucie nieomylności i misji uszczęśliwiania i siłowe, bezwzględne wprowadzanie i utrzymywanie komunistycznego „sprawiedliwego” systemu stanowiły wielki dysonans i prowadziły do ogromu tragedii, zbrodni, do degradacji i zupełnego upadku kształtowanej na przestrzeni ludzkich dziejów moralności.
Postęp, rozwój człowieczego myślenia, który z kolei ma wpływ na sposób funkcjonowania ludzkiego gatunku powstaje w procesie ścierania się różnych filozofii, idei. Sposoby myślenia i funkcjonowania społeczeństw i ludzkości powstają w skomplikowanych procesach, w których sposoby myślenia i „praktykowania” życia wzajemnie na siebie oddziałują. Trudno sobie wyobrazić w dzisiejszym świecie, aby jakaś teoria wymyślona przez pojedynczego myśliciela była powszechnie przyjęta, nawet jeśli zapładnia umysły wielu osobom, jeśli wydaje się logiczna i celna. Idee, sposoby myślenia, których autorami są myśliciele, filozofowie, intelektualiści, jeśli są stopniowo przyjmowane przez coraz to liczniejsze rzesze społeczne w sposób naturalny, swobodny, w rynkowej grze, bez narzucania indoktrynacji, jeśli współgrają z aktualnym poziomem rozwoju społeczeństwa, z aktualnymi możliwościami percepcji tych idei, mogą stanowić pozytywne bodźce i zaczyny społecznych przemian i społecznego rozwoju. Potraktowanie teorii Marksa nie, jako głosu w dyskusji nad światem, nie jako zaczynu, fermentu w przebudowywaniu świadomości społeczeństw dotyczącej ich funkcjonowania, ale jako sztywnej doktryny, gotowej do wprowadzenia w życie w całości przez ludzi niemających pokornego stosunku do możliwości człowieczego umysłu, do idei i nieuwzględniających ułomności ludzkich działań, którym wydawało się, że ich myślenie i stosunek do świata i procesów społecznych są nieomylne i jedynie słuszne spowodowało ogrom nieszczęść, ludzkich tragedii i zbrodni.
Idee dotyczące społecznego zorganizowania zostają w dzisiejszym świecie zastępowane niezwykłym przyśpieszeniem rozwoju myśli naukowej, filozoficznej, technicznej, artystycznej, rozwojem badań materii ziemskiej i kosmicznej i badań ludzkiego ducha. Ludzka energia jest skierowywana w inne niż dawniej kierunki, a społeczne zorganizowanie dokonuje się samorzutnie. W sumie idee, ideologie mają na celu zbudowanie człowieka szczęśliwego. Dla wielu obrazem takiej szczęśliwości jest obraz „namalowany” przez społeczeństwo USA. Czy społeczeństwa, które osiągają już odpowiedni etap rozwoju nie stają się apatyczne, bezideowe, bezdążeniowe? Jest to chyba tylko pewien etap i pewna chwila apatii. Człowiek stawia sobie coraz to nowe cele, coraz to nowe wyzwania.



Na bezrobociu, grudzień 1998r.

Sylwestrowy stan mojego ducha.

Prawie cała energia zaangażowana w poszukiwanie pracy, na nieustające pisanie odręcznie podań, na odwiedzanie przedsiębiorstw, biur, urzędów, instytucji poszła na marne. Sparaliżowane życie prywatne. Wszystko bez rezultatu. Odczucie, że znalazło się na dnie oceanicznego, tektonicznego rowu, gdzie nie ma już tlenu i nie dociera żadne światło nadziei. Zwątpienie, załamanie, apatia przechodząca w depresję. Czy nie pozostawi to śladów w psychice na długo? Czy zdołam się jeszcze kiedyś otworzyć i normalnie funkcjonować? A przecież moja sytuacja nie różni się od sytuacji wielkiej liczby obywateli naszego kraju.
W naszej polskiej rzeczywistości najczęściej jest tak, że jeśli już ktoś jest przypisany do układu, układów, to nawet, gdy nie jest zbyt lotny w myśleniu i nie ma zdolności menedżerskich czy urzędniczych, to i tak ma zapewnioną posadę, natomiast, gdy ktoś z układu wyskoczy, to szanse na dostanie pracy ma zerowe.



Na bezrobociu, grudzień 1998 r

Po co mi pusty portfel z miejscem na „mocne” pieniądze?
- Sylwestrowe dywagacje o pustym portfelu, o zakupach i o sile pieniądza.        g

Chyba są to proste zasady ekonomii: Jeśli zawyża się sztucznie popyt i rozbudzona konsumpcja przekracza wydolność gospodarki, to ogołaca się rynek i stymuluje wytwarzanie produktów niskiej jakości i bubli, jeśli jednak popyt sztucznie się ogranicza i jest on niższy od gospodarczych możliwości, to marnuje się te możliwości i niepotrzebnie wyhamowuje gospodarkę.
Zbyt słaby pieniądz, to produkowanie bubli, to marnowanie ludzkiej pracy, to ucieczka towarów za granicę, to brak dopingu do unowocześniania gospodarki, ale zbyt mocny pieniądz to marnowanie potencjału ludzkiej pracy, to ogromne bezrobocie i ludzkie tragedie, to zalew produktów zza granicy, również tych miernej jakości, to eksport pracy, to brak pieniędzy w portfelach dużej części rodaków i ograniczenia w inwestowaniu samych Polaków i tworzeniu klasy średniej.

Dzisiejsze bezrobocie w naszym kraju nie wynika z wysokiej wydajności, z nadmiaru towarów i usług w stosunku do potrzeb, a wynika z nadmiernego ograniczania konsumpcji przez niedobór pieniędzy w obiegu. Brak chłonności rynku, nasycenie hurtowni i sklepów towarami nie wynika z nasycenia nimi gospodarstw domowych, wynika z niedoboru środków pieniężnych potrzebnych do ich nabycia. Można w pewnym stopniu lub przez pewien czas ograniczać konsumpcję na rzecz inwestycji (odłożonej w czasie i zwiększonej konsumpcji) jednak nie można dokonywać tego w sposób drastyczny, nie można przekraczać granicy, po przekroczeniu której, takie oszczędności zaczynają być destruktywne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz