Notatki:
1977 c ; 1978
O
rozwoju społeczeństw i o względności prawd.
Lipiec 1977.
Wojownicy i
dominatorzy.
To
w facetach natura przy pomocy fizycznych chemicznych czynników ulokowała tą
gorszą, bardziej agresywną, a w kobietach tą lepszą, łagodniejszą, bardziej
spolegliwą część człowieka. Oczywiście zróżnicowanie fizjologiczne i psychiczne
mężczyzn i kobiet czemuś służy. Jest potrzebne do prokreacji i trwania
ludzkiego gatunku. Nikt nie ma wpływu na to, kim się urodzi i na to czy będzie
kobietą czy mężczyzną. To od jednostki zależy, w jaki sposób zagospodaruje
otrzymaną naturę, jakim będzie człowiekiem. Jednak to my, faceci jesteśmy
bardziej egoistyczni, zadufani, mniej wrażliwi i otwarci na innych. Nasza męska
siła służy niestety nie tylko do obrony rodzin, grup, społecznych i narodowych
wspólnot, ale często tez do dominacji i zaspakajania własnych, egoistycznych
potrzeb. W przeważającej mierze, to my, faceci przemy do władzy, wywołujemy
wojny, jesteśmy przestępcami, bezwzględnymi tyranami. Przez wieki ukształtował
się patriarchat, męska dominacja. Szczególnie upokorzone są kobiety w
społeczeństwach wyznających Islam, ale i u nas w rodzinach, grupach, w
społecznościach to my mężczyźni wykorzystujemy swoją przewagę fizyczną i często
podporządkowujemy sobie kobiety. Być może świadczy to nie tylko o naturze
mężczyzn, ale w ogóle o naturze ludzkiej. Dziś, gdy do dominacji nie potrzeba
siły, coraz częściej dochodzi do tyranizowania, zniewalania zarówno mężczyzn
jak i kobiet przez kobiety.
Emancypacja
kobiet nabiera, co prawda przyśpieszenia, jednak w dalszym ciągu napotyka duży
opór i to o dziwo, opór nie tylko ze strony nas mężczyzn, ale i ze strony dużej
części kobiet.
Lipiec 1977.
O swoich lingwistycznych,
emocjonalnych ułomnościach. Hamulce.
Moje
zahamowania przyjmują między innymi postać nieracjonalnych, silnych hamulców
przed używaniem w czasie mówienia zbyt dużej ilości słów i bogatego,
wyszukanego, kwiecistego słownika. Wypowiadając jakieś używane mniej powszednio
słowa mam uczucie niestosowności, popisywania się. Utrudnia to wypowiadanie
się, gdyż słowa potoczne nie zawsze oddają wiernie, całościowo sens tego, co
chce się przekazać. Mniejsze tego typu
hamulce występują u mnie przy pisaniu. Używanie wyszukanych, adekwatnych do
sensu wypowiedzi słów i zwrotów znakomicie ułatwia wypowiedź. Oczywiście, jeśli
jest to nagminne, niepotrzebne, jeśli słówek takich używa się do
zakomunikowania prostych myśli, czy myśli, które można oddać zwykłymi słowami
to takie praktyki śmieszą. Jednak zbytnia oszczędność utrudnia klarowne
wypowiedzi i porozumienie. Czasami
wydaje mi się, że moje myślenie jest dość powolne. Odbieram zrazu to, co się
dzieje obok mnie bardziej intuicyjnie niż werbalnie. Potrzebuję trochę czasu,
by odczucia przyjęły kształt werbalny może, dlatego moje wypowiedzi są
niezborne, „ciężkie i kulawe”, choć z drugiej strony chyba nie jestem na bakier
z myśleniem logicznym, analitycznym i syntetyzującym, lubię analizować matematyczne
i fizyczne zagadnienia, rozwiązywać zadania. To chyba brak odwagi jest
przyczyną moich kłopotów. Na ile ten brak odwagi wynika z moich genetycznych
uwarunkowań a na ile z ukształtowanie osobowości w dzieciństwie, trudno
rozstrzygnąć.
....................Dziwne,
ale na alkoholowym rauszu werbalizacja przebiega u mnie zdecydowanie szybciej,
a potok słów jest zdecydowanie większy.
Lipiec
1977 r.
Międzypokoleniowe
relacje.
W
dzieciństwie, we wczesnej młodości przyjmujemy postawę negacji wszystkiego, co
stare, przeszłe, zupełnie ignorując dorobek intelektualny i doświadczenie
minionych pokoleń, zachłystujemy się bezkrytycznie „nowym”, nowymi prądami w
kulturze, sztuce, rozrywce, nowymi teoriami, ideami itd. Nie chcemy uznać
mądrości pokoleń. Nie rozumiemy, że można budować „nowe” na szacunku do
minionego, że można rozwijać, udoskonalać tylko to, co zastane. Chcemy budować
od podstaw, od zera, burząc to co przeszłe. Z kolei, niektóre osoby ze
starszego pokolenia pozostają w postawach mocno konserwatywnych, nie rozumieją,
że świat jest w ciągłym ruchu, zupełnie negują potrzebę rozwoju, negują
potrzebę człowieka, społeczeństw do doskonalenia się, nie dociera do nich to,
że przecież ich sposoby myślenia i działania też są wynikiem rozwoju
wcześniejszych pokoleń, że ich życie znajduje się w pewnej fazie rozwoju
ludzkiego świata. Szybko zapominają o swoich młodzieńczych buntach,
młodzieńczej niezgodzie na zastaną rzeczywistość, o swoich fascynacjach
nowościami i potrzebie uczestniczenia w przekształcaniu świata i odbierają
prawo do takich fascynacji i działań następnym pokoleniom. Każdemu pokoleniu
wydaje się pewnie, że wypracowane przez nie sposoby myślenia, działania,
odbierania świata są już optymalne, idealne, niepodważalne. Myślę, że ludzie
mądrzy, wrażliwi, otwarci na innych, przyjmują złożoność świata, i to, że jest
on w ciągłym ruchu, za coś normalnego. Nie negują automatycznie, bezmyślnie,
otwierają się na inności, na różnorodności, starają się z nich czerpać to, co
uważają za pozytywne, co czyni ich życie łatwiejszym, bogatszym. Stare i nowe
nie muszą się zwalczać, mogą żyć w symbiozie, mogą nawet siebie cenić i lubić.
Zmagania
„nowego” ze „starym”, opór „starego” i napór „nowego’ są w naszym ludzkim
świecie czymś normalnym i jeśli tylko zachowany jest umiar, równowaga sprzyjają
one harmonijnemu rozwojowi ludzkiej wspólnoty. Jeśli wspólnoty uświadamiają
sobie, że między „starym” a „nowym” obok walki musi istnieć swoisty konsensus,
zgoda na ewolucyjne zmiany, jeśli istnieje świadomość naturalności i nieuchronności
ewolucji, to rozwój takich wspólnot jest harmonijny, bez-wstrząsowy. Jeśli
jednak „stare” jest zbyt zakorzenione i jeśli stawia zbyt duży opór nowym
prądom ujawniającym się wewnątrz wspólnot, ale też wobec trendów światowych,
społeczności takie staja się zacofane i z reguły nieprzejednane i wrogie wobec
inności i wobec otaczającego świata i często reakcją z ich strony jest terror.
Z kolei, gdy „nowe” jest zbyt niecierpliwe, zadufane w swoje racje i swoją
mądrość, jeśli to nowe myślenie jest równie nieprzejednane i staje się obsesją
może przyjąć formę działań gwałtownych, rewolucyjnych burzących i również
terrorystycznych.
Wrzesień 1978 r.
O dwóch
charakterystycznych typach ludzi (jednych z wielu), których można spotkać
wszędzie.
Typ X
X
ma ciągłe pretensje do innych. Uważa, że nikt go nie rozumie, że całe zło,
które go spotyka, spotyka go z powodu innych osób. Nie umie dojrzeć przyczyn
swojej „niedoli” w sobie. Brak pokory, to ciągłe doszukiwanie się zła, przyczyn
jego życiowych porażek, złego stanu ducha poza sobą, u innych jest uciążliwe
dla otoczenia. Jest to uciążliwe, jednak nieodpychające. Można go zrozumieć,
gdyż te ciągłe pretensje do otoczenia nie są spowodowane chęcią poniżania
innych, lecz chęcią usprawiedliwiania się, wytłumaczenia swoich porażek i
chandr. Jest on w pewnym stopniu schizofrenikiem. Z jednej strony obarcza
innych winą za swoje niepowodzenia, z drugiej strony dąży do nawiązania z tymi
samymi osobami bliskich kontaktów i to kontaktów na zasadzie partnerstwa, a nawet
służy im pomocą.
Typ Y
Y
jest bardzo w sobie zadufany. Ma niezwykle wysokie o sobie mniemanie. Uważa
wręcz siebie za geniusza. Nie jest to samo w sobie złe. Jednak w połączeniu z
lekceważącym stosunkiem do innych jest nie do zniesienia. Y uważa, że nikt z
jego otoczenia nie dorasta mu do pięt, wszyscy są mało inteligentnymi,
niekulturalnymi i nie elokwentnymi miernotami. Każdą uwagę skierowaną pod jego
adresem traktuje jako zamach na jego osobę. Typ Y obok inteligencji prawdziwej
posiada dużo „inteligencji” wydumanej, napuszonej, pustej, chybionej,
powierzchownej.
Wrzesień 1978 r
Kompleksy i
zadufanie.
Kompleksy
mogą działać pozytywnie lub negatywnie. Tak jak inne stany ducha i emocji
możemy je różnie zagospodarowywać. Mogą być źródłem pokory na bazie, której
możemy budować otwartą, ale też z czasem silną, pełną osobowość, mogą też być
powodem destrukcji i niemocy, mogą też prowadzić paradoksalnie do budowania
osobowości pełnej pychy i nietolerancji. Trzeba być uważnym, aby kompleksy nie
przerodziły się w zadufanie. Pozornie są to stany ducha bardzo od siebie
odległe. Jednak przeciwległe bieguny najsilniej się przyciągają.
Przeciwieństwa: zadufanie i kompleksy mogą prowadzić do tych samych negatywnych
zachowań np. do poniżania innych. Kompleksy i zadufanie często idą w parze.
Kompleks często prowadzi do chęci udowodnienia sobie i innym tego, że nie jest
się gorszym, a nawet, że jest się lepszym od innych. Nie było by w tym nic
złego, gdyby działo się to wyłącznie poprzez prezentowanie swoich wartości i
umiejętności. Niestety często osoby zakompleksione udowadniają coś kosztem
innych, poprzez udowadnianie, że ci inni są gorsi. Nie wystarcza im wykazanie,
że są w czymś dobrymi, prawie tak dobrymi, równie dobrymi lub lepszymi od
innych. Chcą udowodnić, że inni są gorszymi od nich. Licytują się, udowadniają
swoją wyższość poprzez udowodnienie w sposób bezwzględny czyjejś małości. Jest
to chorobliwe. Jakaż to satysfakcja płynie z tego, że się udowodni komuś, że
jest jeszcze gorszy ode mnie, jakąż to jest satysfakcją być lepszym od kogoś,
komu „udowodniło się”, że jest „zerem”. Czy nie lepiej mieć satysfakcję z tego,
że choć w części dorównuje się komuś, kogo się ceni, kto jest np. w jakiejś
dziedzinie autorytetem lub choćby z tego, że jest się zauważonym, zaakceptowanym?
Poczucie swojej niższości, nieumiejętności w jakiejś dziedzinie nie stanowi
zagrożenia, nie jest destrukcyjne, jeśli się posiada ogólne poczucie swojej
wartości. Problem pojawia się przy ogólnym swoim niedowartościowaniu na tle
społeczności czy grupy. Wtedy to pojawia się problem wykazania się za wszelką
cenę. I jak już wcześniej napisałem często dzieje się to nie poprzez pokazanie
rzeczywistej swojej wartości, lecz poprzez wykazywanie czyjejś ułomności.
Jestem nisko, niech inni będą jeszcze niżej, zamiast: ktoś jest bardzo dobry,
ja chciałbym być też dobrym, może nawet mu dorównać, ale nic się nie stanie
jeśli będę od niego trochę gorszy.
Sposób
wejścia w dorosłe życie i sposób w nim funkcjonowania w ogromnym stopniu zależy
od stopnia zakompleksienia w dzieciństwie. Czasami kompleksy są tak głębokie,
że pozbywanie się ich trwa przez całe dorosłe życie. Kompleksy są przyczyną zła
i wielu problemów. Niemniej człowiek, który nigdy nie miał choćby niewielkich
kompleksów, też wydaje się dziwnym, nazbyt pewnym siebie, zadufanym. Odrobina
kompleksów nie jest zła, nikomu nie zaszkodzi, a nawet jak pieprzyk na czole
może dodać uroku. Ktoś, kto przeszedł trudną drogę wyzwalania się z kompleksów
i któremu się to udało może być człowiekiem bardzo otwartym, wyrozumiałym,
wzbudzającym zaufanie.
Wrzesień
1978r.
Z obserwacji.
Honor, duma,
pycha.
Często
kogoś, kto na co dzień wydaje się być dumny, drażliwy, cechuje po prostu pycha,
a w sprawach istotnych honor nie ma dla niego znaczenia, ustępuje całkowicie
przed chęcią odniesienia własnych korzyści.
Zazdrość o
osobę.
Czy
może jest to żal za utratą swoich przywilejów, dobrej opinii, akceptacji w
oczach drugiej osoby, za utratą swego dowartościowania w tej osobie? Czy jeśli
się prawdziwie kogoś kocha (a nie kocha siebie poprzez kogoś) utrata
przychylności u drugiej osoby, wzajemności uczuć może nie przerwać uczucia miłości
do tej osoby i czy można akceptować jej nowe wybory?
Charyzma.
Czy
ludzie z charyzmą, to tylko ludzie z mocną wiarą w siebie, odważni, stanowczy
jednocześnie bezpośredni i otwarci w kontaktach z innymi? Czy przywódcą zostaje
ten, kto potrafi jasno wyrazić swoje poglądy, który potrafi do nich przekonać
innych, który wie, czego chce, a przynajmniej nie daje poznać innym, że ma
jakieś rozterki i niepewności?. Czy to ktoś, kto potrafi wyrazić to co nurtuje
jego i inne osoby podobnie myślące lecz mniej otwarte?
Osoby charyzmatyczne maja dużą
siłę oddziaływania i przekonywania. Charyzma nie narzuca, ale proponuje, działa
swoim przykładem, swoją osobowością. To nie osoba która jest charyzmatyczna
narzuca innym swoje przekonania, to osoby które mają z nią kontakt same czerpią
z niej siłę. Charyzma to dar, ale też budowana jest ona ciężką, mozolną pracą
nad sobą.
Wrzesień 1978 r.
O względności
„prawd”.
Wydaje
się, że nie ma prawd ostatecznych, całkowitych. Wszystko jest względne? Można
coś określić tylko względem czegoś. Ten relatywizm przeraża. Żadne twierdzenia,
czy żadne teorie nie są całkowicie prawdziwe, czy całkowicie fałszywe, nie są
ostateczne, absolutne?
Upieranie
się, że Bóg na pewno istnieje, jak i upieranie się, że Boga na pewno nie ma
jest obarczone pychą, zarozumialstwem w stosunku do niewierzących lub
wierzących? Można jedynie stwierdzić: nie wiem, czy Bóg istnieje, czy nie
istnieje? Jeśli się czegoś nie wie na pewno, to nie można twierdzić, że się
wie?
Jeśli
się kategorycznie twierdzi, że kamień jest twardy (wg przyjętej skali
twardości!!) to chyba jest to twierdzenie pozbawione pychy? Zresztą musimy się
na czymś oprzeć, inaczej wszystko byłoby bezsensem. Czy cokolwiek jest pewne?
Czy jedynie twierdzenie, że niczego nie wiemy na pewno (że wiemy, że nic nie
wiemy) jest jedynie słuszne i jest pozbawione pychy? Czy z kolei to twierdzenie
nie wywołuje stany naszej niemocy? Czy ciekawość, chęć zgłębienia prawdy
obiektywnej nie jest motorem rozwoju, motorem poznawania świata?
O rozwoju społeczeństw.
Zarówno
teorie głoszące, że istnieje determinizm historyczny, determinizm rozwoju
społeczeństw, jak i teorie głoszące, że rozwój społeczeństw jest całkowicie
przypadkowy, że nie zmierza w jakimś kierunku są chyba teoriami nieprawdziwymi,
czy nie zupełnie prawdziwymi? Nie jest tak, że istnieją ściśle określone,
zapisane na „górze” fazy rozwoju, że po każdej fazie musi na pewno nastąpić
kolejna ściśle określona faza, taka a nie inna? Nie jest też tak, że
społeczeństwa nie podlegają rozwojowi idącemu w pewnym kierunku, że wszystko
jest całkowitym przypadkiem? Obie teorie są prawdziwe częściowo? Prawdy
częściowe nie mogą być uznawane i głoszone za prawdy absolutne.
Wrzesień 1978 r.
Filozofowie
zadają pytania.
Filozofowie
zadają pytania, starają się
zrozumieć świat, znaleźć odpowiedzi dotyczące sensu istnienia. Pytania te
pozostają bez odpowiedzi. Próby odpowiedzi, uporządkowania myśli o świecie, o
zjawiskach wywołują następne pytania, może sięgające głębiej, ale i na nie, nie
uzyska się ostatecznych odpowiedzi. Myślenie szukające odpowiedzi na pytanie po
co żyć i jak żyć, szukające wyjaśnienia zagadki istnienia przybiera różne
formy. Jedną z nich jest myślenie religijne. Teologia stara się nadać
duchowości człowieka, wierze religijnej znamiona naukowego, filozoficznego
poznawania, naukowego zrozumienia, stara się podbudować już istniejącą wiarę?
Człowiek swą świadomością wykracza poza ramy biologicznego istnienia, jest jego
naturalnym prawem a może uzurpuje sobie prawo do szukania kosmicznego ładu.
Chyba nie jest w mocy człowieka zawyrokować co jest prawdą a co mitem. A może
są niepodważalne olśnienia? Prawdy i mity są mu potrzebne- są mu rzeczywiste.
Mówisz,
że nie wierzysz. Wyrażasz tym samym swą wolę wiary w niewiarę? Stany wiary i
niewiary są równorzędne? Czy mówiąc nieco cynicznie, że nie wierzysz, jest ci z
tym lepiej? Czy nie zamykasz sobie drogi wyjścia, drogi dojścia, czy nie jesteś
w stanie bezsilności, bezsensu? Czy nie lepiej powiedzieć: „nie wiem czy
wierzę, czy nie wierzę, nie wiem czy coś jest tak czy tak”? Ale czy przyznajesz
się tym samym do bezsilności, bezsensu, stanu odrętwienia, ogłupienia, czy może
do stanu otwartości?
Uczucie
pewności jest uczuciem przyjemnym, dającym psychiczny komfort. Przy osobie
pewnej siebie czujemy się albo bezpieczniej, albo czujemy się bardziej
zagrożeni w zależności od sytuacji i kontekstu. Osobę z rozterkami postrzegamy,
jako osobę słabą. Czy zawsze jest to uzasadnione? Niepewność nie musi oznaczać
słabości. Nie zajmując wyraźnego stanowiska, nie występując przeciw nikomu i
niczemu, nie wyrażasz swojej słabości. Chcesz łaski wiary. Jesteś silny i
otwarty na wszystko, niczego nie negujesz. Mówiąc „nie wiem” nie jesteś butny,
zarozumiały, przyznajesz się do swej małości i słabości, jesteś pokorny wobec
świata, Boga i istnienia. Czy jesteś słaby, bezkształtny jak ameba, czy jesteś
silny pokorą? Czy ograniczasz się mówiąc „nie wiem”, czy ograniczasz się mówiąc
„wiem”? Czy mówiąc wiemy wszystko, nie mówimy tym samym „nie chcemy wiedzieć
więcej”, nie skazujemy siebie i świata na stagnację, na nierozwój? Czy nie
lepiej powiedzieć „nie wiemy” lub „wiemy częściowo, niepełnie, ale chcemy
wiedzieć więcej, jesteśmy ciekawi świata, istnienia”, czy nie jesteśmy wtedy
prorozwojowi?. Czy stan „jestem pewien, wiem zupełnie” nie jest ograniczaniem
się, stagnacją? Skoro jestem pewien, skoro już „wiem wszystko, wiem całkowicie”
to nie ma sensu poznawać więcej.
„Jest
jak jest”, to
deklaracja wiary czy niewiary, bezsilności, czy otwartości i pokory, czy
prowadzi do zwątpienia i marazmu, czy jest punktem wyjścia do poznawania, do
rozwoju? Nie jesteś „przeciw”, nie jesteś „za”- czy znaczy to, że nie jesteś „w
ogóle”, czy że jesteś butnym „ponad”, a może jest to chęć rozejrzenia się „z
góry”, ale to „ponad” to nie góra pychy, tylko góra pokory?
Sceptyk nie musi być cyniczny, nie musi być „anty”,
to, ktoś dociekliwy, ciągle badający, ciągle szukający, ale niepodważający, czy
tym bardziej niewyśmiewający religijnych, ideologicznych, kulturowych
doświadczeń innych. Nie mówi o sobie, że jest wierzący, czy że jest
niewierzący. Rozdarcie człowieka, ból psychiczny polega na jego zawieszeniu, na
tym, że „Wie, że niczego nie wie”. Posiadł świadomość cząstkową, która jednak
nie jest w stanie wytłumaczyć istnienia świata, sensu istnienia.
Xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Lipiec
1977 r.
Międzypokoleniowe
relacje.
W
dzieciństwie, we wczesnej młodości przyjmujemy postawę negacji wszystkiego, co
stare, przeszłe, zupełnie ignorując dorobek intelektualny i doświadczenie
minionych pokoleń, zachłystujemy się bezkrytycznie „nowym”, nowymi prądami w
kulturze, sztuce, rozrywce, nowymi teoriami, ideami itd. Nie chcemy uznać
mądrości pokoleń. Nie rozumiemy, że można budować „nowe” na szacunku do
minionego, że można rozwijać, udoskonalać tylko to, co zastane. Chcemy budować
od podstaw, od zera, burząc to, co przeszłe. Z kolei, niektóre osoby ze
starszego pokolenia pozostają w postawach mocno konserwatywnych, nie rozumieją,
że świat jest w ciągłym ruchu, zupełnie negują potrzebę rozwoju, negują
potrzebę człowieka, społeczeństw do doskonalenia się, nie dociera do nich to,
że przecież ich sposoby myślenia i działania też są wynikiem rozwoju
wcześniejszych pokoleń, że ich życie znajduje się w pewnej fazie rozwoju
ludzkiego świata. Szybko zapominają o swoich młodzieńczych buntach,
młodzieńczej niezgodzie na zastaną rzeczywistość, o swoich fascynacjach
nowościami i potrzebie uczestniczenia w przekształcaniu świata i odbierają
prawo do takich fascynacji i działań następnym pokoleniom. Każdemu pokoleniu
wydaje się pewnie, że wypracowane przez nie sposoby myślenia, działania,
odbierania świata są już optymalne, idealne, niepodważalne. Myślę, że ludzie
mądrzy, wrażliwi, otwarci na innych, przyjmują złożoność świata, i to, że jest
on w ciągłym ruchu, za coś normalnego. Nie negują automatycznie, bezmyślnie,
otwierają się na inności, na różnorodności, starają się z nich czerpać to, co
uważają za pozytywne, co czyni ich życie łatwiejszym, bogatszym. Stare i nowe
nie muszą się zwalczać, mogą żyć w symbiozie, mogą nawet siebie cenić i lubić.
Zmagania
„nowego” ze „starym”, opór „starego” i napór „nowego’ są w naszym ludzkim
świecie czymś normalnym i jeśli tylko zachowany jest umiar, równowaga sprzyjają
one harmonijnemu rozwojowi ludzkiej wspólnoty. Jeśli wspólnoty uświadamiają
sobie, że między „starym” a „nowym” obok walki musi istnieć swoisty konsensus,
zgoda na ewolucyjne zmiany, jeśli istnieje świadomość naturalności i nieuchronności
ewolucji, to rozwój takich wspólnot jest harmonijny, bez-wstrząsowy. Jeśli
jednak „stare” jest zbyt zakorzenione i jeśli stawia zbyt duży opór nowym
prądom ujawniającym się wewnątrz wspólnot, ale też wobec trendów światowych,
społeczności takie staja się zacofane i z reguły nieprzejednane i wrogie wobec
inności i wobec otaczającego świata i często reakcją z ich strony jest terror.
Z kolei, gdy „nowe” jest zbyt niecierpliwe, zadufane w swoje racje i swoją
mądrość, jeśli to nowe myślenie jest równie nieprzejednane i staje się obsesją
może przyjąć formę działań gwałtownych, rewolucyjnych burzących i również
terrorystycznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz